sobota, 19 listopada 2016

Za Hybem zima ...

Wróciłam na Pogórze tuż po niedzieli, a to za sprawą niezbyt optymistycznych prognoz. Mróz w nocy zapowiadali dosyć solidny, trzeba jechać palić w piecach i ogólnie dbać o obejście. Drogi z zajeżdżonym śniegiem, jakby nie tknął ich pług, wiatr nawiał solidne jęzory, ślady w rowach po autach, które tam wylądowały. Tuż pod Hybem jedno jeszcze zostało, z obcą rejestracją, skierowane dziobem w dół, w głębokim rowie ... ten podjazd pod kapliczkę św. Franciszka i zjazd serpentynami w dół w warunkach zimowych nie jest łatwy. Widok ten dał nam do zastanowienia, czy uda się zjechać w dół, czy odsypali drogę ... najwyżej zostawimy "czołg" na górze, a z psami zejdziemy do chaty. Na szczęście droga odśnieżona, a tuż za naszą bramą, prawie w poprzek drogi śniegowa przeszkoda ...


Zauważyłam, że przez niedzielę śniegu dosypało jeszcze tyle drugie, bo nasze wydeptane ślady zniknęły. Chatka nawet za bardzo nie wystygła, rozpaliłam w piecach, a sama zabrałam się do odśnieżania traktów komunikacyjnych, z Mimą na smyczy w ręce, bo Amik ruszył gdzieś w teren.
Ściemniło się, a tego włóczykija ani widać ... wrócił po godzinie, szerokim krokiem, jak kowboj Dżo ... ale co tu się dziwić, jak wszystko przeszkadzało ...



Usiłował sam sobie wygryzać te zbite gule śniegowe, ale przecież nie da rady ... łapy, brzuch, i zimno mu na pewno od nich ... oskrobałam go z grubsza, a resztę? ... stał jak sierota na środku i wykapywał jeszcze dłuższy czas ...


Poranek wstał mroźny, tajemniczy z tym ogromnym księżycem, zwieszonym gdzieś prawie nad Kopystańką, a świat wokół bajeczny ze śniegiem ...



Chałupka zasypana, na tarasie nawiało białego, no i podjazd trzeba by choć trochę oczyścić.
Trakty komunikacyjne przekopane, nawet do piwnicy ścieżkę zrobiłam, bo w planie różne roboty domowe. ...


Śnieg utrudnił życie zwierzętom ... nie wiem, skąd sarny dowiedziały się, że u nas leży pod śniegiem spiżarnia? Przychodziły nad ranem, kiedy ledwo szarzało na świecie, i w południe też im się zdarzało, a wieczorem to już obowiązkowo ... szur! szur! grzebały w śniegu cieniutką nóżką, a potem jadły jabłka, rozglądając się trwożliwie dookoła, jak zwykle zresztą. Psy zatrzymywałam wtedy w chatce, niech sobie spokojnie podjedzą ... zdarzało się, że Amik wracał w tym czasie z drogi, pogonił je z górki, to obawiałam się, czy wrócą ... wracały zawsze ... 5-6 sztuk, jakby szły swoim stałym traktem, a przystanek na jabłka był tylko przy okazji:-)




Nie tylko sarenki znalazły się w kłopotach aprowizacyjnych ... ptaki chyba też zapamiętały karmnik  z zimy ... jakby na zawołanie zjawiło się ich mnóstwo, a nowy dozownik w kolorach wcale nie maskujących chyba przypadł im do gustu ...


Stara butelka na ziarno rozpadła się już na amen, klejona taśmą po wiele razy ... w markecie kupiliśmy takie coś, może dla kurczaków czy innych piskląt, ale całkiem dobrze służy ptakom. W środku jest uformowany stożek, ziarna osypują się na boki i wysuwają przez otworki, z wierzchu przykrywka i wieszaczek, ptaki nie boją się, mimo, że taki kolorowy:-)


O! zza okna zima nie straszna:-)



Wyjęłam z kapusty, przy okazji przekładania jej do mniejszych wiadereczek, kiszone jabłka ... pomarszczone, bardziej miękkie, ciemny miąższ, soczyste, osobliwy smak, trzeba się przyzwyczaić, może zetrzeć je do surówki z kapusty? ...


Jednego ranka patrzę przez okno, a tam przy bramie obce auto stoi, bo drogę przegradza wał śniegowy ... o, żesz ty! już myśliwi dowiedzieli się, że sarny przychodzą, ja wam dam moje sarny ... wypadłam na podwórze, zaklaskałam w dłonie, potupałam, sarny uciekły w podskokach...
Podeszłam bliżej, a tam obca rejestracja, aż z Krakowa ... aha, chyba przyjechał w nocy ten chłopak "angielski", co ma w domu poniżej zimę w ekstremalnych warunkach spędzić:-) i rzeczywiście, trochę później podszedł z dołu, zrzucił plecak, porobił zdjęcia i odjechał gdzieś.
Z dnia na dzień robiło się coraz cieplej, z dachu zsuwały się całe połacie śniegu, czyniąc rumor niemały i strasząc moje psy ... trakt do sławojki został dokumentnie zasypany, i trzeba było odkopywać się na nowo:-)
W piątek zadzwonił mąż ... zszedł już śnieg? bo u nas już prawie nie ma ...  A tu ciągle leży, chociaż jakby go coraz mniej:-) ... najpierw wytopiło tam, gdzie sarny grzebały, pokazały się kolorowe jabłka ,,,


... łąki "zapotoczne" zmieniały się jak w kalejdoskopie ...




A dziś rano było już całkiem przyzwoicie.
Tylko potok na dole huczy wściekle wezbranymi wodami, a Wiar bury i groźny nie pozwoli przejechać po płytach. Oczyściłam przyczepkę z zalegającego śniegu, zapakowałam ją drewnem, które wyjrzało spod śniegu i przyjechałam do domu ... prawdę powiedziawszy - stęskniłam się :-)


Jak dobrze, że te zdjęcia nieaktualne:-)
Maliny przecież muszę jeszcze dosadzić i ... wiele innych pożytecznych rzeczy zrobić:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!


Ten tytułowy Hyb to góra za Aksmanicami, którą trzeba pokonać w drodze do Kalwarii, albo do Arłamowa ... dla nas to magiczna granica, za którą jest zupełnie inny klimat niż na nizinach .., mówi się: Za Hybem zima ... albo: Od Hybu leje ... :-)

niedziela, 13 listopada 2016

Ciężko zimą pod górę ...

Natura przepowiadała od kilku dni, że będą jakieś zmiany.
A to księżyc przyoblekł się w "lisią czapę", a to sarny stadkami pasły się całymi dniami na "zapotocznych" łąkach ... już od kilku lat obserwuję tę zależność ... kiedy one tak od rana do wieczora pasą się, to znaczy że przyjdzie załamanie pogody ...
No i mamy ... jednego dnia za oknem było tak ...


... a następnego już tak ...


Jeszcze zdążyliśmy sobotniego poranka odwiedzić las na końcu naszej łąki, bo Janek " z góry" mówił, że tam są rydze ... nigdy nie byliśmy w tamtym lesie ... siatka ogradza nowe nasadzenia leśne, po przekroczeniu potoku wspinamy się do góry ... kilka sztuk opieniek, kilka rydzów, szału nie ma.
Dopiero kiedy weszliśmy na stary dukt leśny, w jego koleinach znaleźliśmy kilkanaście zdrowiutkich okazów ... i okazało się, że nie trafiliśmy jednak w to rydzowe miejsce, bo trzeba było przekroczyć jeszcze jeden dopływ potoku, tam miało być leśne jeziorko w takiej młace, a wyżej las jodłowy i czysty. I co najważniejsze - miejsce po bunkrach upowskich, to chcieliśmy zobaczyć ... czyli czeka nas jeszcze jedna wyprawa ...


Taka ilość zadowala nas w zupełności, akuratnie na przyrumienienie na patelni, na maśle, z solą, pieprzem i cebulką ...


... okazało się jednak, że i tych jest za dużo, to kilkanaście większych kapeluszy znalazło się we wrzątku, a po obgotowaniu zostały dodane do uzupełnienia wsadu kiszących się rydzyków w słoiku ...

Poczytałam sobie o kiszeniu rydzów u p. Łuczaja z Pogórza Dynowskiego, jakiś filmik pooglądałam, a nawet dowiedziałam się, że takie niby-rydze z białym spodem, gdzie blaszki są zdeformowane, to grzyby zaatakowane przez innego toksycznego grzyba ... a tych wiele spotykam w naszym lesie, ale nigdy nie zbieram.


Zdążyłam "przy długim weekendzie" posadzić sporo drzewek i krzewów, w które zaopatrzyłam się w Instytucie Sadownictwa w Albigowej ... głównym celem zakupów były naszczepiane lipy późnokwitnące, a oprócz tego przyjechały ze mną derenie jadalne, różowa robinia, i maliny ... jeden pęczek letnich, i dwa pęczki późniejszych Polan, które kosi się jesienią /pęczek to 25 sztuk/.
Jeszcze nęci mnie zakup miododajnej barbuli, czyli kariopterisu ... kto wymyśla te nazwy? język można połamać:-) ... ale to dopiero na wiosnę.

zdjęcie z netu
Widziałam taki kwitnący krzaczek pod domem, gdzie w pobliżu była pasieka ... roje pszczół nadlatywały i korzystały z tego późnego pożytku, bo kwitnie do późna, nawet do października.
Co najważniejsze, zdążyłam również posadzić czosnek, może trochę późnawo, ale mówią, że lepiej późno, niż wcale:-) ... o! i jeszcze ogaciłam suchymi liśćmi ścianę od łazienki, gdzie wchodzi rurka od wody, i zdarza się, że przy dużych mrozach zamarza ... może tą zimą się uda:-)


Wybraliśmy się w świąteczny poranek do sklepu w dolinę ... sklepy są tu czynne, bo sami właściciele obsługują klientów, a tym razem były otwierane troszeczkę później, bo nie było dostaw chleba.
W oczekiwaniu pojechaliśmy zobaczyć, jak idzie budowa nowego mostu na Wiarze, przy okazji podziwialiśmy plantację derenia jadalnego tuż przy drodze ...



To ten pas drzewek na granicy łąki ... drzewka spore, pączki kwiatowe gęsto na gałązkach zakwitną obficie na wiosnę. Interesuję się tymi rzeczami, bo sama już mam sporo posadzonych drzewek ... a nawet ten okaz, który został "spałowany" przez jelonka wypuścił w tym roku odrosty, tak że przetrwa.


Jakże ciężko przywyknąć do takiego widoku.
Dziś rano mocno napracowaliśmy się, żeby wyjechać pod górę z naszego siedliska.
Nawet "czołg" nie dał rady, nie pomogły zapinane dodatkowe napędy, redukcje ... śnieg po kolana zatrzymał pojazd tuż za bramą, potem to tylko ślizganie, nawet wycofać na podwórze nie dało się, bo zsuwało go poniżej. Cóż było robić? łopaty w dłoń i mozolne odgarnianie śniegu z drogi, posypywanie popiołem pod koła ... siódme poty na grzbiecie, ale wreszcie "czołg" złapał przyczepność i ruszył chwacko pod górę, zgarniając spodem śnieg. Na górze niespodzianka, sąsiadka zostawiła swoje auto troszkę za blisko na poboczu, więc znowu ślizg na łąkę po mokrej trawie pod śniegiem, znowu odgarnianie sypanie popiołem ... no! w końcu stanęliśmy na twardej drodze ... niestety, nietkniętej żadnym pługiem.
Dobrze, że prognozy pogody łaskawsze, mam nadzieję, że śnieg szybko zginie i jeszcze będzie trochę ciepłej i słonecznej jesieni, i kiedy wyruszymy na Pogórze, zjedziemy spokojnie na dół, do siebie.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!


wtorek, 8 listopada 2016

Pogórzańska Pani ...

Nikogo nie pytałam o zgodę na publikację tej pieśni.
Jeśli przekroczyłam jakieś granice, to przepraszam ...
Usłyszałam ją znowu wczoraj, zupełnie przez przypadek ... mniej chropowate wykonanie, bardziej uczuciowe, delikatniejsze szarpanie za struny ... nie jestem znawcą śpiewu, ani gry na instrumencie, a wychwyciłam subtelną zmianę. Znam tę pieśń od kilku lat i przemówiła do mnie na nowo.
Gosię i Radka z Ogarzego Pogórza poznaliśmy, a jakże by inaczej, przez bloga:-)
Radek pisze teksty, do nich muzykę, to tylko jedna z wielu pozycji w jego dorobku ... odsłuchując po kawałku spisałam na kartkę słowa pieśni, może jakieś błędy są ... i gitara inna ... kiedyś Radek miał taką "z brzuszkiem", jak rosyjska bałałajka:-)
Wsłuchajcie się ...



                                         POGÓRZAŃSKA PANI

Panno wraz z Synem rozpięta na belkach
Długimi gwoździami przybita
Długimi gwoździami
Jeden Bóg wie, żeś Ty jest święta
Żydówka, ruska i polska kobita
Dlatego módl się za nami

Bo tutaj wilki płaczą na pogodę
Na chłód, co szczypie wychudłe boki
Żeliwny Christos spadł z krzyża
Może za rok ktoś go postawi na nogi?

Panno wraz z Synem rozpięta na belkach
Długimi gwoździami przybita
Długimi gwoździami
Jeden Bóg wie, żeś Ty jest święta
Żydówka, ruska i polska kobita
Dlatego módl się za nami

Bo tutaj dom z próchna cerkwi stawiany
Węgle pod piecem - ikony niedogorzałe
Bo tutaj wiersze, modlitwy mielą na wiatr
W krzakach żarna omszałe

Panno wraz z Synem rozpięta na belkach
Długimi gwoździami przybita
Długimi gwoździami
Jeden Bóg wie, żeś Ty jest święta
Żydówka, ruska i polska kobita
Dlatego módl się za nami.

Pozostając w klimatach listopadowych, zaduszkowych wyszukałam parę zdjęć z pogórzańskich cmentarzy, cerkiewek czy kapliczek, moim zdaniem oddających "swoistość Pogórza" ...










Pozdrawiam Was, pa!

niedziela, 6 listopada 2016

Wariacje jabłkowe czyli zrobię sobie sama ...

W piątkowy podwieczór zatrzymaliśmy się przy małym wiejskim sklepiku ostatnie zakupy zrobić, tuż przed skrętem w drogę do naszej wioseczki. Jakiś znajomy samochód wyjechał na drogę, patrzę, a to Ania ze Stefanem ... pochwalili się pełnym koszem rydzów, malutkich,zgrabniutkich jak złote dukaty:-) Z tym widokiem w oczach, żeby nie rzec, że z rydzami zamiast oczu, dojechaliśmy już w mroku do naszej chatki ... jeden pies na smycz, drugi do pobiegania, za chwilę zmiana, Amik na łańcuszek, Mimi do pobiegania ... tak, tak, musimy cały czas pilnować,żeby nie wybrały się psiaki na parogodzinną wyprawę na łąki.
Ranek wstał zupełnie przyzwoity, rześki i bez deszczu ... poranna kawa przy oknie i rzucona myśl: Idziemy do lasu! Pewnie, że idziemy ... psy do chatki, a my bokiem, opłotkami, żeby nas nie przyuważyły i razem z oknem nie wyszły, wspięliśmy się łąkami do góry, potem podejście do lasu i stary ślad drogi ...  Na starych rydzowiskach grzybów ani śladu, pochowały się w dziwnych miejscach, w drapaczyskach, albo w koleinach drogi, gdzie ich nigdy nie było, pojedynczo, mizernie ... pomiędzy nimi kępy młodziutkich opieniek. Tak rydzów jeszcze nie zbieraliśmy, bo kiedyś jak był wysyp, stawiało się kosz, trochę krążenia dookoła, za chwilę kosz pełny, i resztę zostawiało się dla innych ... teraz trzeba było szukać po zaroślach, myszkować w trawie, kluczyć po lesie prawie pół dnia:-)


Ale do zrumienienia na masełku są, do obdarowania babci też są, więc sezon grzybowy zaliczony.
Garść opieniek będzie do sosu śmietanowego, reszta do ususzenia.
Na początku lat 80-tych, już jako młodziutka żona, dostałam od męża dwie książki, które zdobył jakimś cudem w księgarni .. jedna to o przetworach różnych, a druga zatytułowana "Obiady u Kowalskich". Te dwie książki służą mi do dziś, przepisy proste, z dostępnych składników, z rodzimych produktów ... i tak kartkując tę o przetworach natknęłam się na "Pektynę z jabłek".
O! to coś dla mnie, jabłek jeszcze mnóstwo pod jabłoniami, dżemów z żelfiksami nie cierpię, to zrobię sobie pektynę do przyszłorocznych dżemów, będzie jak znalazł. Już pracuje w kącie chatki nastawiony cydr, w piwnicy marmolady jabłkowe, w dużym słoju ocet jabłkowy, na bieżąco piekę szarlotki, czas więc na pektyny:-)
Warunkiem powodzenia całej akcji jest to, żeby jabłka były kwaśne, mogą być spady, skórki, wykrojone gniazda nasienne ... nadpsute części odrzucamy, resztę myjemy, kroimy w kawałki, zalewamy w garnku wodą tak, żeby je przykryła i gotujemy ok. pół godziny.
Potem odcedzamy jabłka, a powstały sok odparowujemy jeszcze trochę, aby był bardziej skoncentrowany ... można wykorzystać od razu, dodając do dżemów np.z malin czy truskawek, a jeśli nie, to przelewamy do butelek czy słoików i pasteryzujemy 15 min i odstawiamy do przechowania.
A co zrobić z ugotowanymi jabłkami? ... wykorzystać:-)
Przetarłam je przez sito, dosłodziłam odrobiną cukru, a na zapach dodałam cynamonu ... i mamy gotowy mus jabłkowy do przełożenia ciasta, naleśników, ryżu, makaronu, jakiś kaszek, budyniu ... bo to zaskakująco pyszne wyszło:-)


Na mrozy zimowe nastawiłam krupnik litewski, a do tego nadaje się najlepiej miód gryczany, nie każdy lubi jego smak i zapach. W połączeniu z korą cynamonu, wanilią, suszoną skórką pomarańczową i goździkami, a także kilkoma gałązkami ziela ruty wydziela całkiem przyzwoity aromat, można go używać na gorąco lub na zimno ... miodu gryczanego nie mamy swojego, mąż mi przywiózł ze spółdzielni pszczelarskiej.
Sobotnie popołudnie spędziliśmy przy pracy, mąż ciął piłą pień orzecha włoskiego, który runął jeszcze wiosną chyba, a ja odbierałam pieńki ... niektóre części były wypróchniałe w środku,  będą dobrym materiałem na zbudowanie budek lęgowych . Wystarczy przyciąć ukosem pieniek, by przymocować daszek, od dołu deska na okrągło jako podstawa, no i jeszcze wlot otwornicą wywiercić i gotowe:-)

Wczorajszy wiatr przyniósł zmianę pogody, wieczorem na zachodzie kłębiły się ciemne chmury ... nocą usłyszałam bębnienie deszczu o dach, raz mocniej, raz ciszej, i tak leje do teraz.
Na obejściu pojaśniało,  z drzew spadły liście, z okna można zobaczyć Kopystańkę ... tylko patrzeć zimy:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!



środa, 2 listopada 2016

Na Zaduszki roztoczańskie perełki ...

Ten cmentarz wywarł na mnie osobliwe wrażenie.
Byliśmy tu każdą porą roku, to i zdjęcia będą różne, niektóre może nawet powtórzą się, bo nie pamiętam za bardzo, które umieściłam w kolejnych wpisach.
Roztocze Południowe ... ukryte w lasach Puszczy Solskiej urokliwe cmentarze z kamieniarką bruśnieńską, tajemnicze krzyże, znaczące miejsca, gdzie kiedyś były wsie ... inskrypcje zatarte, czasami nie do odczytania ...








W każdej miejscowości roztoczańskiej, na starszych cmentarzach znajdują się dzieła rąk kamieniarzy bruśnieńskich, w tym najsławniejszego z nich, Grzegorza Kuźniewicza.
Rodzina męża mego, którą śmierć dosięgła z rąk banderowskich, spoczywa na cmentarzu w Horyńcu.
Tuż obok ich mogiły nagrobek dzieła innego kamieniarza ...


... z racji swego talentu został on zatrudniony przy pracach nad grobowcem książąt Puzynów w Narolu.
Lubię wędrować wśród tych starych pamiątek, niektóre krzyże bardzo stare, prymitywne wręcz w formie i treści, a niektóre zadziwiają artyzmem ...







Niektóre detale pozwalają dostrzec sposoby łączenia krzyża z postumentem ...


... drewniany kołek, na nim osadza się wyższe elementy.
Tuż obok horynieckiego cmentarza komunalnego pomnik poświęcony żołnierzom poległym w latach 1918-19 podczas wojny polsko-ukraińskiej ...




Z pomnikiem wiąże się parę sekretów i ciekawostek, zwłaszcza teraz, kiedy został poddany renowacji i wraca do pierwotnego wyglądu.
Wczoraj odwiedziliśmy również mój rodzinny dom, cmentarz, gdzie są pochowani rodzice.
Kiedyś nasza parafia była w pobliskim miasteczku, tam również byli chowani zmarli mieszkańcy wsi.
Od kiedy we wsi powstała parafia, także cmentarz grecko-katolicki przysposobiono do pochówku zmarłych. Ja pamiętam go jako miejsce cieniste, z białymi krzyżami kamienia bruśnieńskiego, wśród ogromnych lip, a cały teren porośnięty był dywanem z barwinka ... to był punkt orientacyjny, kiedy zbliżało się drogą do wsi ... wyspa zieleni wśród okolicznych pól.
Potem na polecenie któregoś proboszcza wszystkie lipy wycięto, barwinek zniknął, teren ogrodzono, a plac zaczął wypełniać się nowoczesnymi, błyszczącymi nagrobkami ... Ten urokliwy, wiejski cmentarzyk stał się podobny do wielu innych ... została jeszcze ta część z bruśnieńskimi krzyżami, stoją sobie lub chylą się z lekka, nie niepokojone wciskającą się wszędzie krzykliwą nowoczesnością ... i oby tak zostało jak najdłużej.



To odnawiana cerkiew w Bruśnie Nowym, zdjęcie z wiosny.
Pozdrawiam Was serdecznie, pa!

                                                                      EFFECT!  z google