poniedziałek, 16 września 2019

Wypadłam z rytmu ...

... cotygodniowych wpisów, a jak się tak człowiek zaniedba, to potem ciężko wrócić na stare tory.
Jakoś niepostrzeżenie przekwitły omanowe łąki Pogórza Dynowskiego, którego drogami zdarzało nam się jechać na nasze Pogórze, opustoszały pola i na całego zaczęła rządzić jesień.



Rozpanoszyły się delikatne zimowity ...



Czasami w oddali obserwowaliśmy spektakl burzowy marząc cichutko, żeby i do nas coś przyszło i polało trochę. Jednak burze nas omijały, omijały, ale do czasu ... jak jedna przyszła, to pioruny popaliły ludziom urządzenia ...


Amik porósł futrem przez całe lato, ma miękką i delikatną sierść i chwyta w nią wszelkie nasiona i rzepy. Wracał z łąk z kołtunami, że ciężko było rozplatać, zresztą co to dało? po wysupłaniu rzepów wracał za jakiś czas taki sam. Więc któregoś dnia zamknęłam się z nim w chatce, żeby Mima nam nie przeszkadzała i ostrzygłam go nożyczkami króciutko. Zeszło mi ponad 2 godziny i oczywiście pozostały dwa bąble na palcach od nożyczek, bo maszynka nie chwyta delikatnego włosia ... wielki worek materiału na przędzę legł na podłodze. Od razu skojarzyło mi się z widokiem postrzygaczy owiec, których widzieliśmy pod Trzema Koronami kilka lat temu ...


Pod domem przywędrował skądeś zielono-brązowy gość z kolcem, pewnie miejsca poszukać, żeby w spokoju przetrwać zimę, a potem wyfrunąć z kokona poczwarki pięknym motylem. Wyniosłam w bezpieczne miejsce, bo już Mima zainteresowała się gąsienicą ...


Ochłodziło się.
Jako że dyżurujemy teraz w domu, bo młodzież wyjechała, to wczoraj po południu ruszyliśmy po odwiedzinach u babci w rejs po najbliższej okolicy. Trasa pod zawołaniem: Cudze chwalicie, swego nie znacie, a więc rezydencje, pałace lub ich pozostałości w najbliższej okolicy.
Tak zazwyczaj jest, że przejeżdża się obok z myślą, że trzeba tu kiedyś wstąpić i jedzie się dalej, bo czasu nie ma. Tym razem znaleźliśmy czas:-)
Na pierwszy rzut wybraliśmy Urzejowice, wieś za Przeworskiem w kierunku Kańczugi.
Trochę zniszczony park z okazałym platanem, stare dęby, a także pośrodku staw.



Pałac Turnaów w tej chwili jest remontowany, bo trafił w prywatne ręce. W latach powojennych mieściła się tu szkoła ... teren niby ogrodzony, ale w siatce kilka przejść i ścieżek. Weszłam i ja, w końcu zrobię tylko kilka zdjęć, a najwyżej zostanę obsobaczona przez jakiegoś stróża:-) nikogo nie było, a gdyby był, to spytałabym grzecznie o pozwolenie ...


Posesji pilnował tylko leniwy lew ...


Obeszłam budynek wkoło, zdobienia naprawdę zachwycają ...




W parku stoją lub leżą posągi, u wejścia przy schodach jakby kamienne siedziska ... od razu pomyślałam sobie, że potrzebna jest poduszka, bo na pewno będzie zimno w pupę:-)




Nad stawem zwraca uwagę krzyż, który ponoć został przywieziony przez Genowefę Turnau z Palestyny ... Herman Turnau z Genowefą nie mieli dzieci, majątek w 1920 roku przejął bratanek Hermana, August Turnau.


August zamieszkał tu z żoną Stellą Wattmann-Maelcamp-Beaulieu ... uwagę moją zwrócił pierwszy człon nazwiska Stelli, Wattman ... W mojej rodzinnej wsi też jest pałac, a zbudował go Hugo Wattman z Rudy Różanieckiej ... kiedy zajrzałam do genealogii Stelli, znalazłam pod którymś ze zdjęć podpis Ruda Różaniecka. A więc jakieś koligacje rodzinne były, nie zagłębiałam się w nie specjalnie, ale ślad z moich roztoczańskich stron z satysfakcją odnalazłam:-)
Potem pojechaliśmy do Żuklina /prawdę mówiąc, nawet nie wiedziałam, że taka miejscowość istnieje/. Tutaj czekał na nas pałac Kellermanów ...
W nieznanym terenie szukamy zazwyczaj starych drzew, one wskazują, gdzie może być opuszczony cmentarz, cerkwisko czy dawny park dworski. Tak było i tutaj ... jest brama, dawna strażnica i ścieżka obok bramy ...
Kellermanowie stali się właścicielami Żuklina w 1812 roku, w połowie XIX wieku rozpoczęli budowę pałacu.



Dawny park bardzo zapuszczony, widać ogromne stare drzewa i krzaczasty podszyt, którego nikt nie wycina, a więc jest jak w lesie. Widać było łaciatą korę platanu, nieco dalej tulipanowiec, którego rozpoznałam po liściach. Wspięliśmy się na spory pagór, rozglądamy się na wszystkie strony i nic, nigdzie nie widać pałacu. Może już go rozebrali? zostałaby chociaż wolna przestrzeń i odłamki gruzu, a tu nic.
Ścieżka skończyła się, wyszła na asfaltową drogę, pałacu nie znaleźliśmy ... nic to, obejdziemy drogą park i wrócimy do auta. Przy końcu tej drogi brama, taka powojenna, wyspawana z drutu i dopiero za nią zobaczyliśmy pałac Kellermanów ...


Z drugiej strony taras wsparty na czterech kolumnach, bardzo ładne zwieńczenia fasad, obramowania okien, takie ozdoby architektoniczne bardzo mnie zachwycają ... na piętrze widać zwęglone framugi okien, w 2014 roku pałac palił się, od poddasza, ponoć zawinił czynnik ludzki ... Pałac przerwał w prawie nienaruszonym stanie dwie wojny, po II była tu szkoła, za komuny tętniło życie, dopiero za demokracji takie zmarnowanie, jak mawiają mieszkańcy, dla których pałacyk był swego rodzaju symbolem. Bryła budynku przetrwała w nienaruszonym stanie, środek przebudowano na potrzeby szkoły.
Od 2001 roku pałac jest w rękach prywatnych.




Budowlaniec fachowym okiem ocenił stan budynku: ruina, ale zabezpieczona, jest dach, więc do środka nie leje się, a to najważniejsze ...


- A te ozdoby, z czego są? całkiem dobrze trzymają się! -
- Pewnie z betonu, w końcu to nie jest stara budowla, XIX wiek... gdyby chociaż jakiś ułomek tu leżał, powiedziałbym ci, z czego ... -
- Ale jak to z betonu? to przestrzenne jest, takie finezyjne, jakaś forma potrzebna - ...
- Wyrzeźbili albo metalowy odlew, zalali dobrym betonem i potem przykleili, trzyma się do tej pory - ...
- Ładne to bardzo, teraz pewnie takich nie ma - ...
- Są, tylko ze styropianu, konserwator zabytków nie pozwoliłby na styropianowe ... taka blacha też nie powinna leżeć na dachu, nie ten wzór ... i do tego okuwane kominy - ...
- Dobrze, że w ogóle jest jakiś dach, bo inaczej pałacu już by nie było, rozpadł by się w świetle prawa i pod okiem konserwatora, jak wiele mu podobnych ...
Tak sobie pogadując obeszliśmy budynek, zachwycając się detalami, ładną sylwetką i bolejąc nad dalszym losem pałacu. Szkoda go!
Jeszcze obejrzeliśmy się za siebie ... stał smutny, opuszczony, w świetle zachodzącego słońca ...


W oddali pogwizdywała wesoło lokomotywa, tuż obok przebiegają tory kolejki wąskotorowej "Pogórzanin" z Przeworska do Dynowa.
To jeszcze nie koniec naszych odkrywczych wędrówek po najbliższej okolicy.
I jeszcze zamglone widoki naszego Pogórza ...




Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słówko w komentarzu, wszystkiego dobrego, pa!





poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Byle dalej ...

Niedzielnym porankiem, mając chwilę czasu, mała przejażdżka nad Wiar.
Ruchu prawie żadnego, kawałek za Rybotyczami oko leniwie zarejestrowało przy drodze kolory ... to plecaki. Zaraz podnieśli się z trawy dwaj przesympatyczni młodzianie, z radością w oku: wreszcie złapiemy stopa:-)
Jeden z nich zamachał nam kawałkiem tektury z napisem: BYLE DALEJ, co nas wprawiło w dobry nastrój ... nie, nie jedziemy dalej, tylko tu zawracamy, a wy dokąd? DO ŁEBY! ... no to sporo przed wami, powodzenia!
I zaraz przypomniała mi się piosenka A.Koryckiego i D. Żukowskiej o tym samym tytule ...


Trochę mnie zdziwiło, że łapią stopa w odwrotnym kierunku niż do Przemyśla, ale chcieli do głównej trasy z Bieszczadów, może tam dopisze im szczęście i przemieszczą się dalej na północ:-)


Pogórzańską chatkę odwiedziła po raz pierwszy najmłodsza osoba z naszej rodziny.
Widoki Tosia podziwiała z nosidełka u mamy, ale kwiatki to tak bardziej organoleptycznie:-) rośnie następne pokolenie miłośników Pogórza.





Za to Jasiek to już młody mężczyzna, jego nie interesują za bardzo babskie kwiatki, on trzyma ze starszymi, "smokiem" go przewiozą... choć nie za długo, bo "smok" hałasuje, ale pomocny w gospodarstwie bardzo:-) ... frajda była, nie ma co mówić.




Po ostatnich deszczach wysyp grzybów.
Nie muszę iść do lasu, pod chatką znalazłam sporo borowików ceglastoporych, smak na sos grzybowy zaspokojony. Jeszcze poczekamy na rydze, które zrumienione na maśle smakują najlepiej ...

Po którymś z programów kulinarnych Okrasy obiecałam sobie, że w następnym sezonie spróbuję żółciaka siarkowego, który ponoć smaczny. Akuratnie pojawiły się młodziutkie na pniach starych śliw, miękkie i pachnące ... wiecie co? nie mam odwagi, a mąż ani słyszeć nie chce o spróbowaniu:-)
Macie jakieś doświadczenia "w tem względzie"?


Pisałam niedawno, że wysiałam różności na grządce po groszku zielonym.
Już są pierwsze plony, rzodkiewka ładnie rośnie, za chwilę będzie sałata i czarna rzodkiew, siew rzodkiewki trzeba będzie powtórzyć ...


Zbieram pomidory, resztki ogórków ... ładnie plonuje fasolka szparagowa, pierwszy raz zasiałam jarmuż, muszę gdzieś poszukać przepisów, jak go przyrządzać.
Gdzieś pomiędzy warzywami przekwita już mięta meksykańska, bardzo lubią ją pszczoły, dla mnie pachnie anyżkiem:-)


Za to sałata dębolistna w odmianie bordowej wystrzeliła w kwiatostany, ale bardzo ładnie komponuje się z zielenią. Poczekam, aż przekwitnie i zbiorę nasiona na następny rok.


Koszenie trawy tylko wokół chatki i dojście do grządek, reszta pozostawiona, bo kwitnie intensywnie ostrożeń warzywny, czyli czarcie żebro. To chyba ostatni pożytek dla pszczół, potem szczygły w przelocie posilą się na jego nasionkach, kołysząc się na długich łodygach.


Pobrzmiewają jeszcze poremontowe echa, jako że odwiedzaliśmy często budowlane markety.
Jednego ranka wystawiono półki z przecenionymi roślinami, za 0,99 zeta. Matko kochana, jak oni marnują rośliny, aż grzech! wysuszone, niepodlewane ... ale z kącików suchych łodyżek nieśmiało wyglądały mizerne, zielone listki. Wzięła mnie litość, wzięłam ten, potem ten, i jeszcze ten ...w końcu zabrałam je wszystkie, 8 sztuk pnączy.





W domu namoczyłam intensywnie bryły korzeniowe w wodzie, obcięłam suche łodygi i zadołowałam rośliny w zacienionym miejscu. Są tam niebieskie powojniki alpejskie, jeden w odmianie montana, jeden okrywowy alba, dwie odmiany wiciokrzewu ... już cieszą moje oko, wypuszczając młode listowie:-)
Kolejne dni mijają, wczoraj słyszałam żurawie, wioskowe bociany odleciały ... tylko kosy buszują wysoko na śliwkach. Tam wspięła się nie przycinana winorośl i najładniej owocuje, dla ptactwa:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!





poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Wielkie odkrycia, małe radości czyli uroki codzienności ...

Muszę, bo inaczej się uduszę:-)
Otóż moi sympatyczni znajomi, Ania i Stefan Kraśniccy, dokonali niezwykłego odkrycia.
Wspominam o nich często, to bardzo wierni miłośnicy Pogórza, a odkrycie miało miejsce w sympatycznych, rodzinnych okolicznościach. Bo oto ich kuzynka-grzybiarka, która jak mawiają "zbiera i je wszystkie grzyby, i żyje"zrobiła zdjęcie motylkowi i przesłała do nich. Od razu pojechali w teren, udało im się odnaleźć w liściach drzew owe klejnociki i  tadam! proszę bardzo, niezwykła rzadkość, uznana za wymarłą ... oto opis i zdjęcia przesłane mi przez Stefana ...




... gatunek występował w Polsce tylko w Węgierce na Podkarpaciu do 1967 roku.

„Neptis sappho Pallas,1771 czyli Pasyn debrak, mający na „Czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych” status wymarły (od 1967r) roku lata w okolicy Przemyśla.
Wczoraj (07.08.2019r) tuż przed burzą widziane były trzy osobniki tego gatunku i pomimo silnego wiatru, jednego z nich udało się udokumentować.
Latał dość wysoko w koronach drzew i siadał w tzw. „punktach widokowych” aby mieć na oku patrolowany obszar.
Cieszy fakt, że jednak nie wymarł…”

Ja to nie znam się na motylach, rzadkich roślinach, ale cieszą mnie takie odkrycia bardzo,  że właśnie tu, w naszej "małej ojczyźnie". To chyba taki lokalny patriotyzm:-)
Przez Pogórze przewaliły się burze i  zwalne deszcze, wystarczyło 1,5 doby, by rzeki wypełniły się po brzegi i groziły podtopienia. Takim wskaźnikiem jest Wiar, w nim wody przybywa w mgnieniu oka ...



Za to po opadach rankiem świat otula tajemniczo mgła, promienie słońca usiłują przedrzeć się przez nie, tworząc niezwykłe, miękkie rozmazane obrazy ... jeszcze wczoraj świat utopiony w strugach deszczu, rankiem znowu lato, a właściwie pierwsze symptomy jesieni.




Widok z okna na "zapotoczne" łąki zmienia się jak w kalejdoskopie.
Czasami mgła jak mleko przysłania widok na kilka metrów, a czasami przesuwające się światłocienie tworzą ruchome obrazy, jednakowoż przyciągając oko i obiektyw aparatu:-)



W przydomowym ogrodzie kwitną ketmie syryjskie, obfitujące w pyłek i być może, w nektar, bo pszczół i trzmieli na nich dużo. Lubię je obserwować, kiedy utytłane w grubych ziarnach pyłku od głowy po odwłok nieporadnie usiłują się oczyścić nóżkami ...



Ostatni wyjazd rumuński zaowocował oczywiście zrobieniem w domu placinty, smażonych sporych buł z lekkiego ciasta drożdżowego z nadzieniem ze słonego sera ze szczypiorem.
Taki wzór pierogowy, jak te z Poiana Glavoi, a nie okrągłe z wiatraczkiem ze składanego placka ... są pyszne na świeżo, gorące i chrupiące, niezłe też na zimno. Ten słony ser nadaje im wyrazu ...


Ze dwa razy do roku nachodzi mnie wewnętrzny przymus wyszorowania podłogi w pogórzańskiej chatce. Znacie zapach takiej podłogi, schnących surowych desek, potraktowanych szarym mydłem? żadne tam płyny, mopy, gładkość i błysk, tylko szczotka ryżowa, szorowanie i pot kapiący z czoła ...


Pewnie każdy zna scenę z filmu "Znachor" ... wspominamy ją z mężem ze śmiechem, przypominając sobie kolejne inwektywy, którymi pani Dykiel obrzuca pana Bińczyckiego, człowieka o kamiennym spokoju, którego nic nie rusza ... żebyś ty w wodzie siedział, a napić się nie mógł ... żebyś na górze siedział, a słońca nie widział ... żeby cię sraczka męczyła:-) ...


O, nie, nie! ja tam nie mam frymuśnych płócienek na sobie, tylko zwykły podkoszulek, który można wykręcać po robocie:-) za to potem z dumą patrzę na złociste, wyszorowane deski.
Różnymi drogami jeździmy po obu Pogórzach, Przemyskim i Dynowskim ... własnie na tym ostatnim, na końcu jednej z dróg nieoczekiwanie zobaczyliśmy prześliczną kapliczkę z pnia drzewa, z Frasobliwym w dziupli ...



Bocianie gniazda pustoszeją, druty sieci energetycznych oblepione zbierającym się do odlotu drobnym ptactwem, niskie słońce oślepia oczy nad zachodem, ranki rześkie ...
ech, jesieni, za szybko przychodzisz!



Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!