poniedziałek, 18 stycznia 2016

Wygraliśmy pierwszą bitwę ...

Takie słowa usłyszeliśmy po kilku ciężkich dniach, kiedy wydawało się, że już nie ma ratunku dla naszej Mimi, psiego dziecka, szczeniaczka najweselszego ze wszystkich psów.


Wszystko zaczęło się w środę w nocy, kiedy obudziły mnie odgłosy wymiotującego psa ... to Mimi tak męczyło, raz, drugi, trzeci, i kolejny, i kolejny ...
Myślę sobie, że pewnie coś zjadła, bo szczeniaki to łapią wszystko, nawet niezjadliwego.
W dzień jakby trochę lepiej po podaniu smecty, nawet bawiła się z Amikiem, ale nic nie jadła. Noc przeszła w miarę spokojnie, ale następny dzień to już tylko gorzej.
Pojechaliśmy z nią do lecznicy Ada w Przemyślu, do dra Fedaczyńskiego diagnoza nas przeraziła - To może być parwowiroza.


Prześwietlenie i test potwierdziło najgorsze.
Naszej Mimi mogło za chwilę z nami nie być, bo rokowania w leczeniu nie najlepsze, a ona dopiero po pierwszej dawce szczepień. Czekaliśmy w domu z niepokojem, jak zadzwoni telefon, to już pewnie odeszła, a z drugiej strony z nadzieją, że skoro nie dzwonią, to może jeszcze żyje.
Jak na nią patrzyłam, to serce mi się krajało, ubyło jej o połowę, oczy zapadły się, wzrok nieobecny, a jak patrzyła przytomnie, to tak prosząco, do tego nieznośny ból brzuszka ...
Więc codziennie kroplówki, leki, nocne dyżury przy niej ... wczoraj nastąpił jakby przełom na lepsze, poweselała, a dziś dostała pierwszą łyżkę jedzenia ... schudła bardzo, łopatki, obojczyki, kręgosłup sterczą pod nadmiarem skóry, której i tak z racji urody miała jakby więcej.
Kiedy czekaliśmy na swoją kolejkę do gabinetu, wyszedł stamtąd młody człowiek z psem na rękach, widać, że pies starutki, siwa broda ... zły sąsiad złamał mu dwie nogi ...
Powiedzcie, jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić coś takiego? czy można jeszcze nazwać go człowiekiem?
Doktor Fedaczyński prowadzi u siebie ośrodek rehabilitacji zwierząt chronionych.
Przytulisko znajdują tu bociany, które nie odleciały, ranne orły, lisy i wiele innych, także egzotycznych.
Osobliwy to widok, kiedy nad placem kołuje w zimie bocian, siada pośrodku stada, a one klekotem go witają. Obok podkulawiały łabędź kroczy jakoś tak tanecznie, w klacie na półce lisek, zwinięty w kulkę, wielkie drapieżne ćwiczą skrzydła przelatując z grzędy na grzędę.
Nasza Mimi miała szczęście, że trafiła w ręce ludzi oddanych, szybko została zdiagnozowana, właściwie leczona, i pewnie dlatego jest dziś z nami.
Przed nami jeszcze dalszy ciąg leczenia, zastrzyki, właściwe odżywianie, chuchanie, dmuchanie i jesteśmy pełni nadziei, że będzie dobrze.

Skoro tak chwaliłam się przez kilka wpisów kolejno, że dziergam firankę, to pokażę teraz efekty ... to nie firanka, ale jej namiastka:-)




A wiecie, że spory dodatek zwykłej soli, dodanej do krochmalu, powoduje, że prasowana serwetka, koronka czy firanka nie przywierają do gorącego żelazka?


Na koniec optymistyczne zdjęcie zachodu słońca nad naszym Horodżennym, a w nocy panuje tu ciemność absolutna, żadne światełko nie świeci w najdalszej okolicy, zresztą tak samo na południe i północ. Dopiero od wschodu widać światła sąsiada, kawałek oświetlonej drogi ... a tak, nawiasem mówiąc, pan pługowy rzeczywiście nie zjeżdża do nas, nie posypuje, ślisko jak licho.
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie zdrowi, pa!

26 komentarzy:

Aleksandra pisze...

Początek smutny. Jednak psina jest silna wyzdrowieje, wie że jest otoczona wielką miłością. Podziwiam z jaką determinacją Pokonujecie wszystkie przeciwności. A firaneczka jest urocza i tak pasuje do tych okienek.

Antonina pisze...

Jest nowy piesek! Trzymam kciuki za pełny powrót do zdrowia maleńkiej. Wygląda szczeniakowato rozkosznie. Beagle to cudowne przytulanki. Ma takiego pieska mój brat i bratowa - ich Mela jest najłagodniejszym psem pod słońcem. Pozdrawiam.

Mażena pisze...

Właściwe leczenie, pewnie i pieniądze ale trzeba pomóc ! Biedne psisko a takie sympatyczne! Musi być dobrze!
Firanka piękna!

Dorota pisze...

Dzielna psinka, miała szczęście, że trafiła w odpowiedzialne ręcę. Slę jej mnóstwo dobrej energi. Ta firanka to małe dzieło sztuki :) Pozdrawiam

Joanna pisze...

dobrze, że wszystko świetnie się skończyło;
firaneczka cudna ale i okno jest bardzo ładne... ma swój klimacik

mania pisze...

Pod Wasza czułą opieką Mimi na pewno wyzdrowieje.
Firaneczka pięknie zdobi okno.
Pozdrawiam serdecznie

sukienka w kropki pisze...

Serdeczne życzenia powrotu do zdrowia dla Mimi, trzymam za nią kciuki! Patrzenie na cierpienie zwierzaczka to ogromny ból, podobnie jak cierpienie małego dziecka. Dobrze że macie pod reką takiego doktora, chociaż szczerze mówiąc, ja na swojej drodze spotkałam więcej zawołanych weterynarzy niż lekarzy...Gratuluję zdolności, firanka prześliczna!

weszynoska pisze...

23 lata temu kupiłam od nieuczciwego hodowcy bassetkę z fałszywą książeczką zdrowia...parvo dopadło nas po 2 tygodniach od zakupu, walczyłam jak lew....udało się i jak na tamte czasy to na prawdę był wyczyn nie lada. Do dziś pamiętam nawadnianie, leki i psa leżącego jak martwy, wstrząsanego tylko coraz torsjami itp....Dzień w którym nieśmiało wczołgała się na kanapę zapamiętałam na zawsze..ależ się wtedy poryczałam, wiedziałam że już jest po kryzysie ;) Trzymam kciuki...będzie dobrze.
Firankami jestem tak zachwycona, że mowę mi odjęło.....

colorado2811 pisze...

A podobno masz dobrą lecznice pod nosem - w sz-sku. Szczęście, ze idzie psiakowi ku dobremu. Ja miałam, kupę lat temu nie parvo, lecz nosówkę u pseudoONka. I tez się udało. Wyleczyli mi go w lecznicy w U. Dolnych, bo akurat tam wtedy byłam. Plus domowa kuracja zalecona przez mojego chrzestnego - weta.
Podziwiam zapał i samozaparcie do wykonania lambrekina. Jest cudny. Mnie nie byłoby stać na taki wyczyn. Zresztą on szydełkowy jest, a ja szydełko obsługuję jedynie w zakresie obdziergania wokół drucianej robótki. I nawet trzymać chyba nie potrafię, bo ostatnio mnie palce bolały, jak taką trójkę ściskałam prawie do puszczenia soków.

Pellegrina pisze...

Firaneczka cudna, dobrze ze nie zasłania widoków bo zacne.
Źle, że tyle się musi wycierpieć ta słodka sunia ale dobrze że idzie ku dobremu. A co do okrucieństwa ludzi to zawsze mnie dziwi, że takie zachowanie ludzi nazywa się nieludzkim, tak jakby ludź mógł być tylko dobry i szlachetny. To zwyrodnialcy są a nie człowieki.
Takich zachodów Wam i sobie życzę!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aleksandro, dotykają nas te psie nieszczęścia bez przerwy, mamy wielką nadzieję, że będzie dobrze; dzięki za dobre słowo, pozdrawiam.

Antonino, nie dali mi domownicy płakać długo po Miśce, chociaż ma ona specjalne miejsce w moim sercu; sunia jest właściwie Jaśkowa, ale na razie to jego trzeba chronić przed Mimi, bo przewraca go:-) dzięki i pozdrawiam.

Mażeno, a pewnie, wszystko teraz kosztuje, ale wolę odjąć sobie, będzie skromniej, ale sunia będzie uratowana:-) właśnie dostała łyżkę jedzenia i baraszkuje, humor dopisuje, a to dobry znak:-) dzięki i pozdrawiam.

Dorota, bardzo bałam się, że ją stracimy; ani nie pomyślałam, że może tak ciężko zachorować, w tym wypadku śmiertelność jest bardzo duża, dzięki i pozdrawiam.

Joanno, jest coraz lepiej, mała już rozrabia, więc chyba kryzys zażegnany:-) okno staraliśmy się upodobnić do tego starego w chatce, żeby jakoś całość wyglądała; pozdrawiam.

Maniu, ja też mam taką nadzieję; Mimi była cały czas przy mnie, szukała ciepła, bo była bardzo osłabiona, jak nie na kolanach, to przytulona bokiem, albo w nocy okręcona wokół szyi:-) dzięki i pozdrawiam.

Sukienko, dziękuję za dobre słowo; tak, człowiek jest zupełnie bezsilny, gdyby nie pomoc lekarzy, już by jej nie było; jestem im ogromnie wdzięczna, są dostępni na okrągło, w niedzielę też, pytałam o wszystko, a oni cierpliwie tłumaczyli; pozdrawiam.

Węszynosko, lekarz pytał, z której to hodowli, bo jeździ jeszcze jeden pan z niedalekiej miejscowości, właśnie z biglem, ale jakoś nie podejrzewam hodowcy; i mówił,że bardzo dużo psów choruje na parwo, jakaś epidemia, czy co; baliśmy się również o naszego ulicznika, Amika schroniskowego, ale on był zaszczepiony; Węszynosko, to rzeczywiście sukces z Twoja psinką, Ty zajmujesz się psami, wiesz, jak pomagać w razie choroby, my byliśmy bezsilni, a właściwie bezradni, bo jak pomóc, a pies gasł w oczach; Mimi już dziś bryka, dużo śpi,pewnie regeneruje siły; dzięki za dobre słowo, pozdrawiam.

Colorado, tak, ta w Sz-sku to nasza lecznica, oni opiekują się naszymi zwierzakami, ale my byliśmy na Pogórzu i pomocy szukaliśmy najbliżej, w Przemyślu, a ponieważ mijamy po drodze kierunkowskaz do lecznicy Ada, to od razu tam pojechaliśmy, bez poszukiwań; i chyba dobrze się stało; wydaje mi się, że kundelki chyba tak często nie chorują, a może mi się tylko wydaje;
Mini-firaneczki wydziergałam, bo w chatce już miałam na starych oknach, w kiście winogron, większe i bardziej pracochłonne, a tu poleciałam po najmniejszej linii oporu, nieskomplikowany wzór, i byle szybciej, chociaż dorobienie samych chwościków zajęło mi jeden dzień; to prawda, czuje się w dłoniach inną pracę mięśni, dopóki nie przyzwyczają się; a dlaczego ściskasz mocno? szydełko ma się ślizgać lekko w robótce:-) nie będzie bolało:-) pozdrawiam.

Krystynko, właśnie o takie maleństwo na oknie mi chodziło, żeby zmiękczyć trochę wszechobecne drewno:-) bardzo było mi żal suni, nie umiałam pomóc, tylko głaskałam, przytulałam, a my bezsilni; już sobie nawet powiedzieliśmy z mężem, co będzie, to będzie, co zrobimy? ... i tak sobie pomyślałam, dopiero Miśka zginęła, teraz Mimi, nie wiadomo co będzie, może powinnam dać sobie spokój z tymi psami; dziś psinka już rozrabia, nosi nasze pantofle, a teraz właśnie zasnęła za moimi plecami, zawsze szuka ciepła; takie zachowanie ludzie to nawet nie zezwierzęcenie, bo obraża się zwierzęta ... to potwory, a nie ludzie; pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Och, jak dobrze, że szybko zaradziliście chorobie! Na samą myśl, że mój psiak kiedyś odejdzie mam dreszcze ( a przecież odejdzie, ma już swoje lata)

grazyna pisze...

No juz bedzie dobrze! taka jest sliczna i wyglada, ze dielnie wraca do zdrowia...firanka robi oprawe do slicznego widoku za oknem, bardzo mi sie podoba to co widze na trzecim zdjeciu...pozdrawiam Cie serdecznie

Beata Bartoszewicz pisze...

I ja trzymam kciuki za Mimi. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej.

Dla mnie ludzie znęcający się nad zwierzętami nie zasługują na miano ludzi. To potwory, po prostu.

Firanki, a właściwie górne zazdrostki, są PRZEPIĘKNE Mario !

Ściskam najserdeczniej :*

BB

P.S.
A czy Mimi to jest beagle?

Grażyna-M. pisze...

No faktycznie, znowu mieliście przejścia. Ale tym razem to się dobrze skończyło. Urocza ta psinka.:)
Firanka śliczna, delikatna i zdobiąca.
Serdeczności:)

Bozena pisze...

Trudne chwile dla Was i psiaka.Mam nadzieję, że co najgorsze za Wami. Teraz musi być tylko lepiej. Tajson, piesek mojego syna, który jest psem po przejściach też przeszedł to paskudztwo. Przeżył i ma wszystko co najgorsze za sobą. Zarówno chorobę, jak i ludzi, którzy go paskudnie traktowali.Niestety dranie zdarzają się. Niedawno, gdy byliśmy w Bieszczadach, jacyś niedobrzy ludzie wyrzucili z samochodu swoją suczkę.Pobiegła za tym samochodem. Nie wiem, czy ich znalazła. Mąż widział to i zawrócił, ale psa nie znalazł.Nie zdążył też zapisać numeru rejestracyjnego. A szkoda. Pozdrawiam serdecznie.

jolanda pisze...

Idzie ku dobremu Marysiu, wykaraska się, trafiła w dobre ręce i do ludzi wielkiego serca.
Firaneczka cudna, podziwiam.
Buziaki

Barbara Wójcik pisze...

Żal mi zwierząt, które cierpią, oby kruszynka wyzdrowiała.
A źli ludzie wszędzie bywają!!!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, wszystko na dobrej drodze, sunia odzyskała apetyt, jest wesoła, tylko strasznie chuda, ale nadrobi to:-) tak, ciężko żegnać się ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi, moje wszystkie zwierzaki opłakane serdecznymi łzami, co u niektórych wzbudza niemałe zdziwienie, ale nie wstydzę się tego; niech Twoja psinka żyje jak najdłużej; pozdrawiam.

Grażynko, idzie ku dobremu, Mimi jeszcze dużo śpi, szuka ciepła, bo straciła tłuszczyk, ale nadrobimy:-) właśnie dla tego widoku za oknem firaneczka taka malusia:-) pozdrawiam.

Beata, wczoraj były ostatnie zastrzyki, jeszcze dostałam piguły do domu, a za tydzień do kontroli; sunia odzyskała wigor, apetyt, choć schudła bardzo;
nie mogę oglądać, czytać o ludzkich bestiach, bo potem w nocy nie mam spania, czy tak było zawsze? tak, Mimi to beagle, młodzi wyszukali sobie pieska o odpowiednich cechach dla Jaśka, i padło na tę rasę; rzeczywiście, bawi się z nim bardzo ładnie, nawet czasami trzeba Jaśka bronić:-) bo Amik to ulicznik, nie toleruje dzieci, jest zazdrosny, ma tylko nas w poważaniu; dzięki za dobre słowo, pozdrawiam.

Grażyno, już nawet myślałam, że dopadło nas jakieś fatum, najpierw Miśka, teraz Mimi nie wiadomo czy przeżyje ... trochę za dużo na moje zbolałe serce; teraz idzie ku dobremu, jesteśmy pełni takiej nadziei; dzięki i pozdrawiam.

Bożeno, kryzys minął, Mimi zdrowieje w oczach, to młodziutki psiak, szybko dojdzie do siebie; po co ludzie biorą zwierzęta, skoro nie chcą się nimi zajmować, przecież trzeba mieć świadomość, że to obowiązek na lata, tyle ile żyje pies, i nie zawsze będzie młody, będzie wymagać opieki, leków, jak każde stworzenie zresztą; tak, słodki szczeniaczek urósł, albo znudził się i można przez okno samochodu wyrzucić, nie mieści mi się w głowie, jak można? i ja pozdrawiam.

Jolando, i my mamy taką nadzieję, mimo, że bardzo daje nam w kość swoim rozbrykaniem, bardzo ją polubiliśmy; po spokojnej Miśce to jak mały tajfun w domu:-) dzięki i pozdrawiam.

Basiu, Mimi zdrowieje, poweselała, ładnie je, myślę, że będzie dobrze; skąd w ludziach tyle zła, a teraz jakby więcej? pozdrawiam.

Joanna Wojtek pisze...

Przeczytałam w komentarzach, że Mimi już dochodzi do siebie i odetchnęłam z ulgą. Parwo to straszne draństwo jest. Czasami, jak czytam o tym co ludzie ( ludzie?, czy to są jeszcze ludzie? ) potrafią zrobić zwierzęciu - mam ochotę na morderstwo. Tyle jest tego nieszczęścia wokół, ale przecież wszystkim nie dam rady pomóc, a nie mam w sobie tyle siły i zaparcia, żeby założyć małe, domowe schronisko - jak Ori na ten przykład. I wyrzut sumienia, że wredna egoistka jestem. Tak mi się rozpisało po ostatnich przemyśleniach. Zdrówka dla Mimi.
Pozdrawiam serdecznie
Asia z Siedliska pod Lipami
P.S. Firanka - cudo!

Magda Spokostanka pisze...

Będzie dobrze! Szybka diagnoza, odpowiednie leczenie, Mimi wyzdrowieje na pewno!
Fifaneczke śliczna, jak wszystkie wytwory Twoich rąk.
Serdeczne pozdrowienia!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asia, wszystko na dobrej drodze, a i apetyt dopisuje, ma sunia wiele do nadrobienia, bo skóra na niej jakby za duża i kości sterczą:-) zawsze mówię, że kto dobry dla zwierząt, ten i dobry dla ludzi, może gdyby dzieciaki inne wzorce miały w domu, byłoby mniej tego nieszczęścia na świecie; bardzo podziwiam Ori; i ja pozdrawiam.

Magda, dzięki za słowa otuchy, i ja mam taką nadzieję, a wszystko na dobrej drodze; muszę trochę racjonować jej jedzenie, bo zjadłaby wszystko, z takim zapałem nadrabia dni postu, to i dobrze, szybciej odbuduje straty:-) zdarza mi się jeszcze zajrzeć do starych wpisów, widzę na nich wesołą Miśkę, i tak mi jej żal, mogłaby jeszcze długo z nami być ... aj, znowu mi łzy wyciska, pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Mała Mimi szybko wróci do zdrowia. Jest młoda, kochana przez Was i dobry pieski świat przed nią. Będzie dobrze!!!! Pozdrawiamy serdecznie.
Magda z Miśką
P.S. A lambrekin prześliczny....

amelia10 pisze...

Życzę małej Mimi szybkiego powrotu do zdrowia, a a Tobie Marysiu długich i szczęśliwych dni z najweselszą psinką na świecie. Bo na pewno tak będzie!
Firaneczka istne cudo, też bym taką chciała mieć, może kiedyś wydziergam.
Pozdrawiam Ciebie i małą Mimi serdecznie

danawarsaw pisze...

Mario, trzymam kciuki za pieska.I ściskam serdecznie Danka z wwy

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo z Miśką, Mimi już w formie, czasami miewa jeszcze sensacje żołądkowe, ale dajemy radę; przechorowała się bardzo; dzięki i pozdrawiam.

Amelio, dziękuję, już jest dobrze; oj, żeby to się tak dało przewidzieć wszystko; dziergaj, dziergaj, póki zima, bo potem wygoni nas wiosna na obejście:-) pozdrawiam.

Dana, dzięki, pomogły Twoje kciuki:-) pozdrawiam.