wtorek, 13 czerwca 2017

Imię róży - francuska:-) ...

... a przynajmniej tak mi się wydaje:-)
Bo zaglądam na nasze łąki bardzo regularnie, a rośliny pojawiają się coraz to nowe.
Trawy coraz wyższe, przynajmniej tu, gdzie były jeszcze niedawno pola uprawne, bo na zboczu doliny potoku sucho i ubogo.
Uwagę moją zwróciły kolorowe plamki wśród traw, to pączki róży, która jakby płoży się pod stopami, na zboczach teras śródłąkowych, ale widok niezwykle uroczy ...






Na tle zielonej ściany lasu bardzo delikatnie prezentuje się lepnica, jakby perłowe strzępki zawieszone na niewidzialnych, pajęczynowatych  gałązkach ... niektóre już rozkwitają, a jak pachną:-)



Do tych pachnących cudeniek dołącza także podkolan, który zaczyna kwitnąć ...


... i wiązówka ...


Znalazłam jeszcze dzwonka albinosa:-)


Zrobiliśmy już pierwszy upust złocistych słodkości, muszę powiedzieć, że każdy ul daje inny smak, co zresztą wcale nie jest dziwne przy takiej różnorodności kwitnących miododajnych. Trzeba było zrobić miejsce w plastrach wosku, bo lipy już w blokach startowych ...


W wolnych chwilach korowałam pnie, które są przygotowywane pod ogrodzenie. Na jednym z nich zauważyłam dziwne owady, a właściwie to Mima skierowała nań moją uwagę, bo jakoś tak podejrzliwie tam spoglądała ...



Spore to stworzenie, o jaskrawożółtych czułkach, odwłoku z zachodzących na siebie segmentów jak zbroja rycerska, a do tego sterczały stamtąd dwa ostre niby-żądła. Siedziały na tym pniu, i siedziały, aż w końcu podsunęłam im kawałek kory, nasunęłam te szeleszczące pergaminowo stworki i odniosłam w bezpieczniejsze miejsce. Wystartowały stamtąd jak bombowce, bo obserwowałam je jeszcze przez dłuższą chwilę.


Żal mi było jabłoni, ogryzionej przez zająca, tym bardziej, że wypuściła listki i na chwilę obecną już ma ładne przyrosty. Zranione miejsca posmarowałam pieczołowicie maścią ogrodniczą, a potem "zabandażowałam" płóciennym paskiem ... nie wiem, na ile to pomoże, ale skoro drzewko trzyma się życia do tej pory ...
Wreszcie wróciły z naprawy obydwie kosy, stara i nowa, więc hałasowało dziś na Pogórzu mocno.
Ciężko było, trawa wyległa, jeszcze trochę zostało do wykoszenia.
A teraz mam wolną chwilkę, Jaśko zasnął szybciutko, jak tylko zaczęłam nucić mu piosenkę "Wełtawo, rzeko błękitna" ... jakoś tak mi się przypomniała z młodych lat ... mały bohater nie dotrwał nawet do "fartuszka na sukience" i "serduszka na różowej tasiemce", to i sama sobie dośpiewałam gwoli przypomnienia:-)


Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za odwiedziny, odpoczywajcie zdrowo w wolnym czasie, oczywiście, kto może, bo nie wszystkim dana jest ta możliwość, pa!



17 komentarzy:

Anna Kruczkowska pisze...

Nie mogę się napatrzeć na tę Wasze łąki! Nasze izerskie są uboższe w kwiaty, choć czasem jakieś cuda da się wypatrzeć. Owady, które Cię nawiedziły to prawdopodobnie kózki. Niektóre wyglądają jak prawdziwe potwory!

Aleksandra pisze...

Podziwiam Twoją znajomość przyrody. Bardzo pięknie wyglądają te różyczki wśród traw, niespotykane. Wygląd tego owada nawet na zdjęciu przestraszył mnie, jakoś nie pałam większą sympatią do owadów. A miód palce lizać. Pozdrawiam

ankaskakanka pisze...

Róże dzielę na ogrodowe i dzikie. Kwiatków, które pokazałaś tez nie znam, podobnie jak owadów na korze. Ot taka ze mnie znawczyni przyrody. Jesteś bardzo bacznym obserwatorem przyrody. Miód, miodzik uwielbiamy z mężem.

Dorota pisze...

A może to jest róża alpejska?Wydaje mi się że taką właśnie widywałam w Tatrach.Jeśli to alpejska to nie powinna mieć kolców.Jest nawet powieść dla młodzieży nastoletniej pt."Róża bez kolców", m.in o poszukiwaniach tejże na tatrzańskich ścieżkach.Takiego owada kiedyś z uporem maniaka obserwowałam, jak z takim samym uporem usiłował wbić coś w rodzaju dluuuugiego żądła w drewno powalonego świerka. Ha, nawet co parę minut rejestrowałam postępy w jego pracy haha.Muszę się wreszcie do Was wybrać....Pozdrawiam

Stanisław Kucharzyk pisze...

To jest róża francuska :-) OWad osopodobny to trzpiennik olbrzymi - przyciągnął go zapach świeżego drewna (jajeczka chciał złożyć za pomocą tego pokładełka ala żądło)

wkraj pisze...

Piękna łąka. Mam zamiar spotkać podobne w Muszynie, gdzie wybieram się jutro na weekend.
Pozdrawiam miło :)

Krzysztof Gdula pisze...

Chciałbym zobaczyć tamte łąki, tak ładne. A Ty znacz tyle roślin!
Mario, gdy przeczytałem o miodzie, nagle zachciało mi się posmakować tego rarytasu, i wtedy przypomniałem sobie, że przecież mam zachomikowny słoiczek. Właśnie jem myśląc, że ten Twój na pewno jest lepszy od mojego, kupionego z sklepie.
Pąki róż wśród traw są śliczne.

makroman pisze...

Chciałem błysnąč entomoerudycją ale Stanisław był pierwszy ;(

agatek pisze...

Jaki cudny zachód słońca :)))
Ostatnio i ja zaczęłam więcej spacerować po okolicy :)
pozdrawiam :D

Agnieszka Ostrowska pisze...

Dzień dobry Pani Mario :) Jak zwykle jestem pod wrażenie Pani znajomości natury i z przyjemnością wczytuję się w każde Pani słowo. Ostatnio doszły mnie słuchy o niedźwiadkach, które pojawiły się w okolicach Przemyśla (Kormanice, Kniażyce, Brylińce, a nawet druga strona Sanu i mój kochany Przełom Hołubli!). Czy w swoich okolicach również zaobserwowała Pani ślady "misia"?

P.s. Ostatnio kręciliśmy się trochę z mężem po Gruszowej i Pani czarny kudłacz wyskoczył na nas z krzaków niczym dzik. Nieźle go Pani wyszkoliła :) Zastanawialiśmy się, dokąd prowadzi droga poniżej miejsca, w którym Pani mieszka - w dół, gdzie było już tak ciemno, że baliśmy się tam zapuszczać. Serdecznie pozdrawiam!

Pellegrina pisze...

Mario, mniemałam, że u Ciebie łąki jakieś bogatsze i bardziej kwiatowe ale widzę, że to sprawa uważności. Staram się zapamiętać chociaż jedną roślinkę z każdego posta. Od dziś będę szukać podkolana i lepnicy.
Róża w pączkach - toż to cudo!
A zachód słońca bajeczny.

Mażena pisze...

Łąki powodują że odpoczywam....mój teść robił nalewkę na wiązuece bulwiastej, takie panaceum na wszelkie dolegliwości. Ciekawe czy to ta?

Mażena pisze...

Łąki powodują że odpoczywam....mój teść robił nalewkę na wiązuece bulwiastej, takie panaceum na wszelkie dolegliwości. Ciekawe czy to ta?

mania pisze...

Teraz łąki najpiękniejsze, w pełnym rozkwicie - tylko podziwiać!
Pozdrawiam serdecznie

Ania pisze...

Przechodzimy obok takich wspaniałych roślin i często nawet nie wiemy, że tam są, rosną, kwitną. Słabo znam kwiaty łąkowe, o podkolanie nawet nie słyszałam. Uczę się u Ciebie, choć tak bogatych łąk u nas nie ma i pewnie większości tych roślin nigdy nie zobaczę. Zachwycam się Twoją znajomością łąk i uwagą, z jaką wyszukujesz takie okazy i pokazujesz nam. Ucałowania dla Jasia i dla Ciebie !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, szkoda, że są koszone na siano:-) już Staszek poniżej rozpoznał te latające, nawet je nazwał; pozdrawiam.

Aleksandra, wiele uczę się, czytając, podglądając zaprzyjaźnione blogi:-) o, tak, owad był duży, wyglądał groźnie, i te sterczące żądła:-) pozdrawiam.

Ania, nasze róże łąkowe specyficzne, niby dzikie, a inne; czasami uda mi się coś wypatrzeć, lubię pocieszyć oko; pozdrawiam.

Dorota, pewnie to bliska kuzynka alpejskiej, bo Staszek potwierdził, że to francuska, a on wie najlepiej:-) czyli to prawda, straszny owad tym odwłokiem składa jaja pod korą; zaproszenie aktualne:-) pozdrawiam.

Staszek, tak myślałam, czekałam tylko na potwierdzenie, bo może jednak dzika:-) owad rzeczywiście olbrzymi, i trochę przerażający, nawet bałam się, żeby Mimy nie dziabnął, jak za blisko nochal wsadzi; pozdrawiam.

Wkraju, łąki wyżej w górach w pełnym rozkwicie, a jakie zapachy, mnie najbardziej podoba się macierzanka, roztarta w palcach:-) pozdrawiam.

Krzysztof, łąki rozłożone po pagórach, urozmaicone, falujące na wietrze, a łanie na nich wyglądają teraz jak łodzie na morzu:-) patrzyłam dziś na nasze lipy, przymrozki zniszczyły pąki, lipy nie zakwitną, nie będzie lipowego miodku:-( pozdrawiam.

Maciej, może kiedyś uda Ci się przed Staszkiem:-) jak tylko coś ciekawego znajdę, zaraz pokażę zdjęcie:-) pozdrawiam.

Agatek, tak, zachody na Pogórzu są cudne, nawet widziałam już, jak młodzi na takim tle robili sobie na łące sesję ślubną; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszko. moi znajomi spotkali niedźwiedzia w dolinie Jamninki, widziałam jego zdjęcie:-) też go widzieliśmy w następnym dniu, ale nie w całej okazałości, bo ... pokazał nam tylko zadek:-)
Właśnie dlatego korowałam słupki na ogrodzenie po bokach, żeby kudłacz nie straszył ludzi na drodze, jest taki niewychowany:-) po schroniskowych przejściach bardzo broni swego; w najbliższym czasie skończy mu się luz i będzie siedział za płotem; droga poniżej nas kończy się, a raczej przechodzi w błotnistą do potoku, po drugiej stronie wychodzi na łąki, ale to tylko mieszkańcy z niej korzystają, którzy mają tam łąki; nieostrożni kierowcy mają tam spore kłopoty, kiedy pada deszcz, żeby zawrócić; w końcu gmina postawiła odpowiedni znak; i ja pozdrawiam.

Krystynko, przecież do niedawna ja nic nie widziałam pod nogami, ot! kwitną łąki; podkolan powinien u Ciebie rosnąć, najchętniej na brzegu lasu, na łąkach, a lepnica ponoć wszędzie występuje; pozdrawiam.

Mażena, położyć się, i leżeć w tych kwiatach, i wąchać macierzankę; pewnie ta wiązówka, bo nazwa ta sama, sprawdzę jej zalety w książce; pozdrawiam.

Mania, to prawda, i rumiany, i dzwonki, i kolory, jakie zamarzą się; pozdrawiam.

Ania, bardzo mi się podoba to rozpoznawanie roślin; ostatnio w skansenie koleżanka pokazała mi kozłka lekarskiego czyli walerianę, jakżesz ona pięknie pachnie; jadąc ostatnio przez Węgry zdawało mi się, że przy drogach pełno tego kozłka, jakież było moje rozczarowanie, kiedy ani zapachu, ani podobieństwa nie znalazłam, a już planowałam sobie ususzyć:-) dzięki wielkie i pozdrawiam.