poniedziałek, 20 listopada 2017

Mały rekonesans pomiędzy rusztami Gór Sanocko-Turczańskich ...

Oooo! Marysiu! Ty jak rastaman wyglądasz! - zawołał ze śmiechem mąż, kiedy wyszłam z chatki w czapie na głowie. Syn ten typ okrycia głowy inaczej nazywa: worek mątwy:-)
Ale przyszła kryska na Matyska, czapkę trzeba było ubrać, od razu cieplutko, bo ponoć człowiek najwięcej ciepła przez głowę traci. Mimo, że lało prawie cały czas, to czy mi siedzieć w chatce, czy za szybą auta, wybraliśmy się znowu w objazd niedalekiej okolicy.
Za Wiarem to już Góry Sanocko-Turczańskie, typowy przykład tzw. gór rusztowych, na które składają się równolegle do siebie ułożone poszczególne pasma górskie, poprzedzielane obniżeniami.
U nas było jeszcze jesiennie, ale od Arłamowa zaczynał się biały świat ... zima, zima:-)


Tym razem skierowaliśmy się w kierunku na Ustrzyki Dolne, ale w Brzegach Dolnych skręciliśmy w kierunku na Łodynę, właśnie w takie obniżenie pomiędzy górskimi "rusztami". Tutaj zaczyna się szlak ekomuzeum "Hołe"rozproszonych w terenie różnych obiektów, przyrodniczych, historycznych, które stanowią żywe muzeum. Miejsca warte odwiedzenia zaznaczone są odpowiednią tablicą z opisem ...


 W latach 1945-51 Łodyna była w granicach ZSRR, potem powróciła po regulacji granic do Polski.
We wsi zerknęliśmy z drogi na drewnianą cerkiew św. Michała Archanioła, która po powrocie do Polski służyła jako magazyn węgla drzewnego, a dopiero od lat 70-tych użytkowana jako kościół ...


Przy drodze ciekawa kapliczka z przełomu wieków XIX-XX, ośmioboczna, w narożach kolumny z główkami aniołków ...


Jako, że pogoda nie nastrajała zupełnie do łażenia po terenie, przejechaliśmy tylko przez Dźwiniacz, gdzie widać postawione słupy graniczne między Polską a ZSRR z roku 1945, potem przez nieistniejącą wieś Romanowa Wola do Serednicy. Pamiętam tę nazwę, kiedy jeździliśmy na Lawortę lub Gromadzyń  na narty ... Posiadłość Ziemska Serednica ... właśnie miałam okazję zobaczyć, co zacz ta posiadłość ...


Ha! hotel, stajnie, budynki gospodarcze i 500 ha pól uprawnych ... przy drodze uwagę zwracają potężne drzewa parkowe, pozostałości fundamentów ... tu kiedyś był dwór Hołyńskich, spalony przez UPA. Nieco dalej znowu stare drzewa wyznaczają jakieś ważne miejsce ... to cerkwisko, resztki nagrobków ... warto tu się wybrać wiosną lub nawet teraz, ale przy suchej pogodzie. Wyczytałam, że w 1984 roku nieużytkowaną cerkiew przeniesiono do Rozdziela k. Gorlic.
W Wańkowej zakręcamy w prawo i wjeżdżamy w następne obniżenie między "rusztami", w kierunku na Brelików ... przy drodze znowu XIX-wieczna kapliczka "domkowa" na wzniesieniu, w otoczeniu czterech dębów ...


Następna wieś to Leszczowate. Z drogi pod lasem widać w dole sylwetkę cerkwi św. Paraskewy ... dopiero teraz widzę ze zdjęć w necie, jak ciekawe polichromie są wewnątrz, dlatego też trzeba przyjechać tutaj w przyjaźniejszej aurze:-)


Przejechaliśmy przez nieistniejącą wieś Maćkowa Wola. Poznałam to miejsce, kiedyś szliśmy tędy latem niebieskim szlakiem z Ustrzyk Dolnych do Jureczkowej, dały nam te "góry rusztowe" w kość:-) góra-dół, góra-dół, góra-dół ... ale chętnie powtórzyłabym to przejście:-)
Te dwie wsie, Maćkowa Wola i Romanowa Wola przestały istnieć, jak tereny te wróciły do Polski po 1951 roku po regulacji granic z ZSRR.
Obejrzeliśmy jeszcze czynną do dziś kopalnię ropy naftowej z przełomu XIX i XX wieku tuż przed Łodyną, urządzenia, które stoją przy drodze ...



Przez miejscowości kopalniane: Brelików, Leszczowate, Łodyna, Ropienka  przebiega szlak naftowy. To zupełnie świeża sprawa, bo został otwarty 27 października,a więc jeszcze nie ma miesiąca:-)
W Brzegach Dolnych powstało mini muzeum kopalnictwa naftowego ...


W pobliżu tych kolorowych kiwonów uwagę moją zwróciły dziwne porosty na pniu drzewa, dosyć długie brody zielonego koloru ...


Za to w niedzielę nie było śladu po paskudnej pogodzie.
Modrzewie znowu zaświeciły kolorem, w słońcu świat poweselał ...





... więc wybraliśmy dłuższą drogę do domu, przez "Bramę do Bieszczadu"...


Wszędzie rozciągnięte kable, kręci się geofizyka ... oho! pomyślałam sobie, już do Oli i Cezarego zbliżają się, a może już są:-)
Od czasu do czasu łapie mnie ogrodnicza pazerność, dawno nie kupowałam cebulek kwiatowych. Może zdążę posadzić przed mrozami, a one zakwitnąć na wiosnę, na sobotę prognozują ponad 10 stopni. Mam takie miejsce nieużytkowe po starej piwnicy, leciutkie obniżenie terenu, tam też rosną moje storczyki męskie. Na skarpach w trawie dodam im takie towarzystwo ...




Poczekamy kilka miesięcy na efekty ... jeśli nie zjedzą ich myszory:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, troskę, bywajcie w zdrowiu, pa!






24 komentarze:

mania pisze...

Prawdziwym turystom pogoda nie straszna :) Taka objazdówka to fajny pomysł na nieprzychylną aurę. Można odwiedzić ciekawe miejsca mijane zazwyczaj po drodze. Nie słyszałam o tym Ekomuzeum, trzeba będzie poczytać.
Dobrego tygodnia :)

grazyna pisze...

Widze, ze jestes ciagle w podrozy! chcialabym kiedys pojechac w Bieszczady w zimie. Jak wiele tam mozna "odkryc", A wokol Twojej chatki jeszcze jesien calkiem zlota! pozdrawiam serdecznie

agatek pisze...

Potwierdzam, jestem chora i dosłownie wczoraj założyłam na głowę chustkę babciną nota bene bo okropnie było mi zimno od środka, nie mogłam się zgrzać i własnie coś mi powiedziało, że ,,czubkiem głowy ciepło mi ucieka" być może Babcia :) Założyłam i dość szybko poczułam się lepiej i rozgrzałam się :)))
Coś w tym jest... idę po chustkę :)

Aleksandra I. pisze...

Po pierwsze cieszę się, że ciepło ubierasz się, Ta niby ciepła aura złudna jest. Ja to na podstawie Twoich postów dopiero świetnie poznam geografię mego kraju, szczególnie Bieszczad. Bo to dla mnie biała karta niemal. Spodobały mi się te piękne kapliczki. A szczególnie to zdjęcie z szosą, w powiększeniu pokazuje wspaniałą przestrzeń. Pozdrawiam

Olga Jawor pisze...

Geofizyka juz u nas jest! Codziennie jeżdża w tę i we wtę. Kopią, błotem drogi brudzą, szukają i coś tam chyba znajdują. Na szczęście, nie tak bardzo w pobliżu nas. Nie cierpię zmian w poblizu. Powinno być tak jak na początku - cicho, spokojnie, ustronnie. Ale, co ja tam mam do gadania. Będzie, co będzie!
Oj, Ty bieszczadniczko niestrudzona! Znowu Cie tam zawiało! Znowu piękne widoki na zywo sobie obejrzałaś a nam na zdjęciach pokazałaś. Dziekuję za możliwosc obejrzenia tych bliskich sercu miejsc!:-)
My też w czapach, rękawicach i w ogóle, na cebulke ubrani. Zima na Pogórzu nastała. Pewnei jeszcze odejdzie, ale póki co - biało!
Uściski serdeczne zasyłam Ci sąsiadko!:-))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, ej! to ostatnio tacy turyści "niedzielni", brakuje mi kilometrów w nogach:-) a my to tak zupełnie przez przypadek odkryliśmy szlak naftowy , i Hołe; mamy postanowienie wrócić tam wiosną, w Serednicy ciekawa ścieżka "cisy w Serednicy", i tyle miejsc historycznych do obejrzenia, a wszystko bardzo blisko nas; dziś na mapie odkryłam na mapie miejsce anomalii magnetycznych, gdzie co tydzień przekraczamy pasmo Chwaniowa: ponoć pojazd jedzie pod górkę - sprawdzimy:-) pozdrawiam.

Grażyna, nie, wcale nie ciągle, to nasze wolne chwile w sobotę:-) Bieszczady zimą są puste, jeśli takie klimaty Ci odpowiadają, to przyjeżdżaj, swoista atmosfera:-) a my jeździmy w zupełnie niepopularne tereny, uczeni mężowie mówią, że na Otrycie zaczynają się Bieszczady; oby ta jesień trwała jak najdłużej:-) pozdrawiam.

Agatek, a widzisz? babcie i mamy miały rację:-) próbowałam dziś jakoś upiąć włosy pod czapkę, żeby nie przeszkadzały ... zrezygnowałam, wystarczył kaptur z kurtki; pozdrawiam.

Ola, walczę z czapkami, źle mi to idzie, na razie przy tych temperaturach kaptur jeszcze wystarcza, ale w mrozy czapka na pewno; ha! a widzisz? u nas też ciekawie, zupełnie inny charakter gór; zdjęcie z drogą to już Pogórze Dynowskie, bardzo niedaleko od Oli z "wewanderers":-) pozdrawiam.

Ola, tak sobie pomyślałam, że geofizyka i do Was zajedzie niedługo, bo przenieśli się za San; są uciążliwi, jeżdżą tymi wielkimi samochodami po polach, łąkach, a teraz? samo błoto; u nas budowa gazociągu, za drogą złożyli nam góry gałęzi z oczyszczania trasy przebiegu, zniszczyli rów, nawyciągali błota, ale po interwencji wszystko uporządkowali; jest to uciążliwe, ale mamy tylko nadzieję, że zdążą zimą przejść z budową przez nasze tereny; chyba skończył się spokój na naszych pogórzach, a zresztą, czy są jeszcze takie miejsca? jeszcze nie chcę zimy; pozdrawiam.

Beata Bartoszewicz pisze...

Przewala się przez życie ludzi taki walec dziejowy - wojny, układy między mocarzami, zmiany granic, a dotychczasowe życie znika bezpowrotnie, albo w ogóle się kończy. Nieistniejące wsie, nieistniejące kamienice, spalone albumy z rodzinnymi zdjęciami, znikanie :****

Ale widoki przepiękne niezmiennie :)

Uściśnień moc ślę do Was :)

Krzysztof Gdula pisze...

Mario, a znajdziesz zdjęcie Marii w worku mątwy na głowie? Bo ja bym prosił o takie…
Jak duża jest różnica w wyobrażeniach warunków pogodowych na pierwszych zdjęciach i tych ostatnich, z niedzieli! Ech, poszłoby się tam i w brzydki dzień.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, dla mnie najgorsze jest to, że w zaciszach gabinetów polityków tak się szafuje życiem ludzkim, czyjeś wybujałe ambicje, kompleksy ... zazwyczaj małych ludzi; jest mokro, błotniście, czekam na jakieś słońce:-) pozdrawiam.

Krzysztof, a Boże uchowaj! gdzieżbym pokazywała takie zdjęcie:-) wystarczy błysk słońca, a świat od razu robi się milszy, nawet temperatury nie przeszkadzają; czekam na poprawę pogody, psy jak diabły ubłocone, albo niech zmrozi, albo śniegiem przykryje:-) pozdrawiam.

grazyna pisze...

Mario...Znalazlam WUKE w facebooku i napisalam do niej...ona urodzila sie w Krystynopolu w 1950 roku i jak miala roczek przesiedlono ich do Michniowca, bliziusko Czarnej. Moj dziadek by kierownikiem szkoly w Krystynopolu, wiec jej ojciec musial byc jego uczniem, a moja mama mniej wiecej rowniesniczka...szkoda, ze ani moja mama ani jej ojciec juz nie zyja...na pewno sie znali..dziekuje Ci za te informacje i sciskam mocno

Pellegrina pisze...

Ja narazie w kapturze, tylko szalikiem okutana przy szyi. Na czapkę i rękawiczki jeszcze dla mnie za ciepło, nadciśnienie mnie grzeje. Cenne są takie ekoszlaki i ekomuzea, dobrze, że komuś się chce oznaczać a komuś innemu pokazywać i zanęcać. Widziałam taki album: kapliczki podkarpacia czy jakoś tak ale cena zaporowa bo papier kredowy i okładka twarda. Ale dla Ciebie od Mikołaja byłby w sam raz.
Przyjemnego sadzenia! Ja w piątek będę przesadzać borówki, niech tam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyno, jak czasami znienacka udaje się odnaleźć wspólną historię, właśnie przez internet, cieszę się, że choć troszkę przyczyniłam się do tego; pozdrawiam.

Krystynko, ciężko mi idzie to oswajanie czapki, przez dłuższe włosy, bo nie noszę rozpuszczonych, a ogonek jednak przeszkadza:-) właśnie, drogie są te wydawnictwa, ale raz na jakiś czas można sobie sprawić przyjemność:-) będziesz przesadzać ... mogłam się spodziewać, bo co to za sezon ogrodniczy bez przesadzania:-) ja też, niefortunnie posadziłam szałwie przy ścieżce, latem nie można przejść, bo pszczoły, pójdą na grządkę, i także powojnik dla pszczół, nie pozwala wejść do piwnicy, pójdzie na płot:-) pozdrawiam.

Lidka k. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Lidka k. pisze...

Ja poza chronicznym ochem i achem nad Pogórzem, to dołożę informację
http://bieszczadzkieforum.pl/roztocze-w-2018-t2474.html#p36323
i buziaki :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Lidka, a toś mnie ucieszyła, koleżanko miła, bardzo jesteśmy radzi na takie spotkania:-) mamy piękną pogodę, W. znowu ciągnie mnie w teren, bo mówi, że to jedyna odskocznia od pracy:-) a ja mam cebulki do posadzenia:-) pozdrawiam.

Woman From Forest pisze...

Piękne widoki :)

makroman pisze...

Piękne tereny, na piechotę bym z radoscią przemierzył, rowerem ale i samochodem fajnie zwłaszcza gdy pogoda marna, lepsze to niż siedzenie w domu.

Tomasz pisze...

Tydzień temu jeszcze w Bieszczadach było niewiele śniegu, w Przemyślu wciąż pogodnie do dziś. Dźwiniacz i okolice, nieco zapomniane dla turystyki a szkoda - podobnie Zawadka, Wańkowa i Ropieńka, w której centrum przy sklepie można poczuć się jak w serialowym Ranczo.
Pozdrawiam serdecznie

Unknown pisze...

Kolejny piękny i inspirujący do ruszenia się z domu artykuł. Dziękuję :) I widzę, że jak zwykle Arłamów robi za granicę klimatyczną na Pogórzu. Na północ od Arłamowa jesień, a po drugiej stronie zima.

Mam nadzieję, że nie spotkała Pani na drodze w Leszczowatem żadnych zbójów? Ostatnio wpadła mi do rąk ciekawa książka Roberta Bańkosza "Straszliwi zbójnicy z Bieszczadów i okolicy". Gorąco polecam! Na zachętę wklejam fragment o tych wspomnianych zbójach:
Pułapka na zbójów (Leszczowate)
"Mieszkała w Samborskiem niezwykle bogata i sławna dziedziczka. Legendy o nagromadzonych przez nią skarbach opowiadano po wsiach całej południowej ziemi przemyskiej i sanockiej. Były one zarówno przyczyną jej dumy jak i trwogi, gdyż mogły przyciągnąć żadnych łupu zbójów bieszczadzkich.

Kazała zatem pobudować solidny, obronny dwór i otoczyć go palisadą. Do obrony wynajęła też krzepkich hajduków. Niestety, jeden z nich okazał się być w zmowie ze zbójnikami i pewnego wieczoru, podczas swojej straży, wpuścił 12 zbójów do dworu. Gdy pani postrzegła, że do domu wdarli się zbójnicy przelękniona zaczęła ich uprzejmie zapraszać do stołu, proponując kawę lub herbatę, podejmując niby miłych gości i chcąc sobie zaskarbić ich łaski. Ci jednak za nic mając sobie dworskie maniery szlachcianki zażądali natychmiastowego wydania wszelkich pieniędzy i kosztowności, onych skarbów, których sława obiła się aż o zbójnicki Beskid.

Rad nierad wzięła gospodyni klucze i zaprowadziła niechcianych gości w lochy dworskie, do ukrytego skarbca. Jak otworzyła drzwi, oświetlili zbóje pochodniami wnętrze i spostrzegli dobra nieprzebrane, jęli rzucać się i kosztownościami napychać sakwy i kieszenie. W złodziejskim amoku zapomnieli łotrzykowie, że w zbójnickim fachu nie można czujności usypiać. Wykorzystała dziedziczka nieuwagę intruzów, za drzwi się wycofała, wrota zamknęła i zamki zawarła. Chcieli zbóje wychodzić, a tu wrota zamknięte na siedem zamków. Jęli dobijać się i groźbą, i prośbą o wypuszczenie wołać. Pani tymczasem z dworu wybiegła i po żandarmów posłała. Ci zaś wkrótce przybyli, zbójników niefortunnie w dworskim skarbcu uwięzionych pojmali i do cyrkułu odwieźli. Wkrótce też ich osądzili i wszystkich dwunastu wraz z owym hajdukiem niewiernym na samborskim rynku obwiesili. A lud miejscowy do dzisiaj opowiada, jak to 13 dziarskich opryszków dało się pojmać bezbronnej białogłowie."

Tymczasem zapraszam do siebie, gdzie umieściłam swoje małe wspomnienie Pogórza Przemyskiego z młodzieńczych lat. :)

http://klawiaturazamiastpiora.pl/2017/11/25/legendy-pogorza-przemyskiego/

Gorąco pozdrawiam!

Agnieszka

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Woman FF, zaiste, to dla nich wybraliśmy Pogórze; pozdrawiam.

Maciej, green velo czeka na rowerzystów, wiele szlaków dla piechurów, a jak nie boisz się niedźwiedzia, to na dziko bardzo przyjemnie się chodzi; samochodem jak najbardziej, zresztą tereny dosyć blisko nas; pozdrawiam.

Tomasz, do Ropienki często jeździliśmy na stok narciarski, kiedyś dodzwoniłam się do baru, żeby dowiedzieć się, czy wyciąg pracuje; ooo! to była ciekawa rozmowa z barmanką, z samego rana:-) turyści pędzą w zatłoczone Bieszczady, mijając po drodze tak fajne tereny; pozdrawiam.

Agnieszko, magiczna granica, zupełnie inne światy:-)
W miejscowościach spokojnie, każdy przy swoich zajęciach, dzięki za opowieść o zbójach:-) bardzo ciekawa, usiłowałam zlokalizować miejsca, gdzie zostały zrobione zdjęcia z Twoich lat młodzieńczych, ale nie udało mi się, niby znajome, ale nie do końca; pozdrawiam.

Unknown pisze...

Droga Pani Mario!

Dziękuję za serdeczny komentarz na moim blogu. Większość zdjęć wspomnieniowych pochodzi właśnie z okolic Gruszowej bądź z samej Gruszowej. Jest tam też zdjęcie Wiaru w Huwnikach, Kopystanki, mostu w Krasicach i chyba jeszcze jakieś inne miejsca.

Jakiś czas temu, w trakcie poszukiwań Grodziska w Aksmanicach natrafiłam na fragment ścieżki Bohynie, o której niegdyś pisała Pani na swoim blogu. Robiło się już jednak zbyt późno, by odważyć się pójść jej śladem i nie miałam pojęcia, dokąd mnie ona zaprowadzi. No i niestety nigdy nie udało mi się odnaleźć początku ścieżki (od pierwszej tablicy).

Gdyby Pani jeszcze kiedyś wybierała się na Bohynie, z chęcią przyłączyłabym się do Pani, jeżeli oczywiście miałaby Pani na to ochotę. Tymczasem Bohynie wciąż pozostają przeze mnie nieodkryte..
Pozdrawiam i życzę jak najwięcej słońca na Pogórzu i nie tylko :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszko, coś mi było bliskiego i znajomego w tych zdjęciach, a teraz nawet rozpoznaję co niektóre miejsca:-) byliśmy chyba 3 razy na grodzisku, ale szliśmy od strony Gruszowej, jeszcze dalej są pozostałości po upowskich bunkrach, a właściwie to teraz doły w ziemi; początek ścieżki jest gdzieś nas wsią, za zabudowaniami, jak patrzyłam na schemat Parku Krajobrazowego PP; a nazwę Bohynie słyszałam jeszcze raz, z ust robotników leśnych, pracowali na Bohyniach, czyli to część lasu nad Huwnikami, jak mniemam:-) planujemy od chyba dwóch lat podejść "poticzkiem" od mostku przy cmentarzu w Huwnikachdo góry, ponoć są tam ładne skałki, tylko potem czasu brak:-) dzięki i pozdrawiam.

Unknown pisze...

Dzień dobry :) Z tego co wyczytałam początek ścieżki znajduje się za kaplicą grobowa Tyszkowskich w Huwnikach. O dziwo nigdy do tej kaplicy nie trafiłam. Czy Pani udało się ją kiedyś zwiedzić? Jeżeli znajdą Państwo chwilkę czasu z przyjemnością wybierzemy się także. Aby łatwiej było się skontaktować pozwolę sobie podać swojego maila. aostrowska.niecka@gmail.com Z pozdrowieniami, Agnieszka i Paweł.:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszko, kaplica Tyszkowskich to jest ta odnowiona cerkiewka na cmentarzu w Huwnikach tuż przy drodze, byliśmy w środku, kiedy jeszcze była otwarta, przed renowacją, grubo ponad 10 lat temu:-) nie wiem, jak teraz z wejściem do niej, pewnie zamknięta na klucz:-) dzięki i pozdrawiam.