niedziela, 13 maja 2018

Po drugiej stronie Cisy ...

Wjechaliśmy na teren Rumunii w 30-stopniowym upale, taka temperatura utrzymywała się zresztą przez cały czas. Chłodne i rześkie poranki, a potem jak w piecu. Na drogach obserwowaliśmy wiosenne redyki owiec i kóz, ogromne stada były przepędzane na pastwiska wśród wielkiego ruchu pojazdów na drodze ...


Ciobani mieli przystrojone kapelusze bukiecikami kwiatków, a ja momentami drżałam o życie zwierząt, bo kierowcy bez pardonu wymijali stada. Kozy były ciemnego umaszczenia, długowłose, inne niż nasze białaski.
W Sighecie Marmoroskim udało nam się w końcu odnaleźć skansen budownictwa ludowego, a polowaliśmy na niego już dwukrotnie. Jest ładnie położony, na zboczu wzgórza, zarówno budownictwo wiejskie, jak i sakralne.


Mieliśmy szczęście, bo skansen akuratnie opuszczała polska wycieczka, więc mogliśmy samotnie powłóczyć się wśród urokliwych drewnianych chat, cerkiewek. Niezmiennie zachwycam się ich plecionymi płotami, słynnymi rzeźbionymi bramami wejściowymi. Trawa była jeszcze niekoszona, więc obejścia porastały całe łany kwitnącego żółto kwiecia ...


Zwróciliśmy uwagę na ostro zakończone pale u płotu, na to nałożone siano, więc pewnie przy okazji w ten sposób suszono trawę, a także na żerdziach zbitych w rusztowania. Domy z podcieniami, zachwycająca ciesielka, detale zdobnicze ...







Wnętrza chat bardzo podobne do naszych, bo cóż innego można wymyślić, piec, łóżko, stół, kolebusia ...




Zaciekawiła nas szczególna plecionka na jednym z obejść ... zadaszona, z drzwiczkami u dołu ... w opisie angielskim zauważyliśmy słowo corn, a więc to suszarnia i pomieszczenie do przechowywania kolb kukurydzy. W końcu Rumunia mamałygą stoi :-)


W najwyższym punkcie stoi strzelista cerkiewka marmoroska ...



... obok w dzwonnicy zgromadzone drewniane krzyże nagrobne, znalazły się tu nawet malowane z Wesołego Cmentarza w Sapancie ...



Rzeźbione bramy to specyficzna ozdoba marmoroskich podwórek, zwykle są bogato rzeźbione, mają furtkę i ławeczkę do posiedzenia, a także wyrzeźbioną sentencję nad wejściem, a może imiona gospodarzy ...



Takie zabudowania czy też inne artefakty znajdziemy nie tylko w tutejszym skansenie. W mijanych wioseczkach wiele jeszcze podobnej zabudowy, która zwraca o wiele większą uwagę niż nowe budownictwo.
W rumuńskich górach jeszcze wiele śniegu, choć upały iście letnie.
Obudziliśmy się rankiem u stóp Pietrosula ... z takim widokiem ...


... a potem ruszyliśmy w objazd Gór Rodniańskich przez Przełęcz Prislop ...



Przy drodze zatrzymały mnie jakieś fioletowe kwiatuszki, myślałam, że to może spóźniona cebulica, ale nie, są inne, bardziej strzępiaste i mają długi jak żądło słupek ...



Były też i krokusy, ale liczyłam na więcej na Prislopie, zresztą mieliśmy w planie wycieczkę nad wodospad Cailor, jednak ... zdrowie nie pozwoliło.
Wyjeżdżałam już z bólem kręgosłupa, który po wielu godzinach w aucie zamienił się w najgorszą rwę kulszową ... a do domu tak daleko:-)
Zapamiętałam Prislop jako ogromną przestrzeń z budowanym monastyrem i nieczynnym pensjonatem, teraz to jeden wielki plac budowy ... nakarmiliśmy sunię, która podeszła do nas i w sumie nie spodobało nam się tam ...


... choć widoki przednie ...



Okrążyliśmy Rodniańskie, z drugiej strony pokazały nam się Góry Kelimeńskie, również w śniegu.
Wody z gór idą wielkie, topniejące śniegi zasilają potoki, a drogowcy jak zwykle mają pełne ręce roboty z osuwającymi się podmytymi brzegami ... ciężkie warunki pracy ...


Wróciliśmy w dolinę Izy, która słynie z drewnianych cerkiewek ...


Fascynacja nimi zakończyła się aż w Barsanie, gdzie zachwyca drewniany kompleks klasztorny, choć współczesny ...





Dobrze przysiąść na przyzbie cerkiewki, w chłodnym cieniu i popatrzeć na te urokliwe krajobrazy.
Zadbane obejście, plecione płotki, pierwsze kwiaty i spokój ... a paź żeglarz nie pozwolił mi się sfotografować, jakby droczył się ze mną:-)



Pokonując Góry Gutai zatrzymaliśmy się jeszcze u ich podnóża w miejscowości Mara, w przydrożnej pstrągarni coś przekąsić. Z góry spada widokowy wodospad ...


... w wodzie chlapią się niezliczone ilości pstrągów, a stawy schodzą stopniowo coraz niższymi poziomami ...


Jada się na powietrzu, na podestach nad wodą ... no i kolejne rozczarowanie. Zburzono piec do pieczenia chleba, i kuchnię, na której przygotowywano potrawy, takie jak w wiejskiej kuchni. W to miejsce powstała nowoczesna, do której dziewczyny biegają po schodach, a z tyłu buduje się nowy ogromny obiekt restauracyjny ... z każdymi odwiedzinami Rumunia zmienia swoje oblicze.


Dostaliśmy po ogromnej porcji gulaszu, jak dla robotnika w lesie, nawet mąż nie dał rady zjeść. W zupełności wystarczyłaby miska na dwoje:-) do tego pieczony domowy chleb, ale chyba pszenno-kukurydziany, bo był żółciutki.
Potem kilometrami serpentyn zjechaliśmy do Baia Mare, potem do Satu Mare / ładnie brzmią nazwy, prawda?/ jakieś drobne zakupy i do domu.
Na Węgrzech zaskoczyły nas akacjowe lasy, akuratnie kwitnące ... zatrzymaliśmy się na rozprostowanie nóg ... co za zapach! tylko krzesełka, usiąść gdzieś i uskuteczniać aromaterapię.
Do tego kląskające słowiki, buczące chrabąszcze majowe, które licznie żerowały na akacji, zdawało się, że słychać chrupanie i mlaskanie, do tego od czasu do czasu ptaki polujące na nie ... teraz u nas tak kwitną akacje.
A po powrocie do domu, cóż! ... lekarz, torba leków, pogórzańskie "sanatorium" i tam "lizałam rany", jak to nazywa ładnie mój znajomy Adam.
Coś za bardzo nie chce mnie choróbsko opuszczać, o! ten post piszę na leżąco, z poduszką pod głową, bo w innej pozycji boli ... wybaczcie moją nieobecność na Waszych blogach.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!

15 komentarzy:

Krzysztof Szady pisze...

Marysiu!

Coś mi się wydaje, że podążymy Waszymi śladami.
Mamy w planie Rumunię, ale kiedy? To się okaże...
Szkoda, że nie razem... chociaż...?
Zdrowiej nam Marysiu!

Pozdrawiamy gorąco g. i k.

agatek pisze...

Wspaniała wycieczka :) A ja siedzę i sobie dumam, kurcze. Uświadomiłam sibie właśnie, że mój obraz Rumunii jest bardzo niekorzystny bo wyobrażam sobie ją przez pryzmat tych wszystkich historii i wędrujących Rumunów i żebrzących. A tu widzę, jest cywilizacja? Ojej... ależ odkrycia dokonałam. Bezpiecznie tam jest? Słowo daję wydaje mi się jak by tam byli sami ludzi domagający się pieniędzy i... nie do kończę.
pozdrawiam :D

Anonimowy pisze...

A ten kwiatek to nie urdzik karpacki?
Pzdr
B.

Barbara Wójcik pisze...

Wspaniała podróż Marysiu. Z prawdziwą przyjemnością zwiedzałam z tobą. Twoje wypady są niesamowite. A teraz zdrówka życzę i mnie kości łupią nieziemsko, ale muszę być w pracy!

Agnieszka Krawczyk pisze...

Bardzo miło mi się z Tobą zwiedzało wszystkie te miejsca. Najbardziej podoba mi się drewniany kompleks klasztorny, piękne miejsce. :) Bardzo ciekawe. Życzę zdrowia, niech choróbska sobie pójdą. Pozdrawiam serdecznie, zdrówka i jeszcze raz zdrówka życzę. <3

Bozena pisze...

Witaj Marysiu! Przykro czytać, że niedomagasz. Życzę abyś jak najszybciej wyzdrowiała. Już w ubiegłym roku zafascynowała mnie Wasza podróż do Rumunii i pomyślałam, że może i my tak sobie powędrujemy. Nie znam tamtych terenów. Nigdy tam nie byłam, a programy podróżnicze są obiecujące. Jednak los zadecydował inaczej i w tym roku również mogę jedynie poczytać u Ciebie i pooglądać w tv, jak tam pięknie. Nie mniej jednak mam tę podróż w planach. Pozdrawiam Ciebie serdecznie :)

Maciej Beskidnick pisze...

Wspaniałe tereny, tylko te zaostrzone paliki w Rumunii jakoś dziwnie mi się kojarzą ;)

Zielonepole pisze...

Niesamowita wycieczka...przepiękne zdjęcia ;)też chciałabym zwiedzić ten region świata..pozdrawiam cieplutko Ania

wkraj pisze...

Szkoda, że Cię dopadł ten kręgosłup. Wiem, co to znaczy. Na nic piękne widoki, gdy każdy skręt tułowia powoduje grymas na twarzy. Rumunia się zmienia i widać to w Twoich postach na przestrzeni kilku ostatnich lat. Ale wciąż jest to piękny kraj z bogata przyrodą i zabytkami.
Pozdrawiam i szybko wracaj do zdrowia.

Tomasz pisze...

Przełęcz Prislop to jedno z najpiękniejszych miejsc w całych Karpatach, a Dolina Izy jest wielce ciekawa. Te stroje ludowe, chaty i specyficzne cerkwie. Chat drewnianych chyba najwięcej zachowało się w Bogdan Voda. Kiedyś też stałem przy tym wodospadzie, ale nie pamiętam nazwy. Ogólnie odżyły wspomnienia.
Pozdrawiam serdecznie

Aleksandra pisze...

Ten niebieskawy kwiatek to może URDZIK, w Tatrach takie spotykałam. Ciekawe miejsca Zwiedziliście, Rumunia nie jest tak do końca znana turystycznie. Myślę, że już Wykurowałaś się. Proszę uważaj na siebie.

Pellegrina pisze...

Skanseny zawsze warte odwiedzenia, toż to autentyczne chaty i wyposażenia, choć przeniesione ze swoich miejsc. Czasem czasu brak by odwiedzić po raz drugi te najbliższe, w Kolbuszowej czy Sanoku.
Zmiany, zmiany - stare znika a nowe nie zachwyca a nawet się nie podoba. Ale na szczęście czasem zdarzają się perełki, współczesne ale fascynujące.
Szkoda tych pieców do pieczenia chleba, letnich kuchni, lokalnych wędzarni na rzecz obiektów restauracyjnych.
Zdrowiej spokojnie i w swoim tempie, czekamy na ciebie cierpliwie, Maryś!

Krzysztof Gdula pisze...

Udanie przekonujesz mnie do poznania Rumunii. Nie dość, że tyle gór i widoków, to jeszcze ta inność, no i kuchnia – tyle miejscowych potraw do spróbowania.
Wesoły cmentarz? Oryginalna nazwa :-)
Mario, kiedyś dopadła mnie ta rwa paskudna, wiem co się czuje, więc tym mocniej szybkiego wyzdrowienia życzę.

mania pisze...

Znajome widoki! Zdrowiej Maryniu

Ania pisze...

I ja zabrałam się dzięki Tobie na tę wycieczkę :-). To piękny kraj ale szkoda, że stare tak szybko odchodzi. Nowe nie jest tak urokliwe. Ale cóż...Tak to już jest. Współczuję Ci bardzo, bo ból musi być nieznośny. Wracaj szybko do zdrowia, bo inne ciekawe szlaki czekają, a my czekamy na Twe relacje.
Co do kwiatka to chyba urdzik - B. ma rację.
Uściski !