czwartek, 25 października 2018

Między górami Lapus i Tibles, kamienne figury, stare wulkany i cerkwie czyli Maramuresz, Maramuresz II...

Macie chwilkę czasu?
Obejrzyjcie, proszę, ten filmik, to tylko 3 minuty ... kwintesencja Maramureszu.



Ujęły mnie za serce te twarzyczki dzieci w strojach ludowych, starsze kobiety w kolorowych chustkach na głowie, z siwymi włosami ... jak moja mama ... staruszki w czarnych chustkach jak moje obie babcie ... stogi siana, drewniane chaty, furmanki, stodoły z sianem ... może dlatego tak polubiłam Rumunię, bo przypomina mi dzieciństwo? bo odnajduję tam te smaki, zapachy, prostotę życia, jego blaski i cienie? ...
Choć moje dzieciństwo upłynęło na roztoczańskich równinach, zachwycam się bezkresem rumuńskich Karpat, zagubionymi wśród nich wioseczkami, gdzie czasami ciężko dojechać, a nawet trzeba zawracać z drogi, a ludzie tam żyją, i latem, i zimą, kiedy o wiele trudniej ...
Odnajdujemy stare szlaki wołoskich pasterzy, którzy wędrowali górami ze stadami bydła, aż przygnało ich w nasze strony i tu osiedli ... krzyżują się ze sobą wzory na strojach ludowych, kolorowe pasy na tkanych chodniczkach, malowane gliniane garnki, łączy się i przenika muzyka, tańce, potrawy, zwyczaje ...

Bardzo nie lubimy jeździć głównymi drogami, bo nie zobaczy się tych wszystkich cudów, jakie odkrywa przed nami Rumunia. Tak samo i tym razem opuściliśmy główny szlak i powrócili z powrotem w dolinę Izy z jej wioskami i niezwykłą drewnianą zabudową, cerkiewkami i chatami.
Ponieważ wiosną sporo tutaj zwiedziliśmy, pozostała nam jeszcze chłopska chata w Bogdan Voda, tuż obok zabytkowej cerkwi.
Wejście przez okazałą, rzeźbioną bramę z różnymi motywami roślinnymi i zwierzęcymi , scenami z życia ...




Zastanawia mnie tylko ta wilczyca z bliźniakami, skąd tu Remus i Romulus:-)


Sama chata chłopska jako muzeum, ale takie chaty można spotkać prawie na co drugim podwórku, ciekawostką jest to drzewo z naczyniami, to taka podwórkowa suszarka. W innych domach naczynia zawieszane są na ścianie domu, kolorowe i rozweselające zjawisko ...


Opuściliśmy dolinę Izy, droga poprowadziła nas do wioski Botiza, położonej u stóp gór Lapus.
Tutaj znajduje się zespół klasztorny na miarę Barsany, ale samo centrum wioski wyjątkowo nas zachwyciło ... brukowany jakby ryneczek, nad potokiem przerzucone ozdobne kładki, budyneczek it , węzeł szlaków turystycznych ... mieszkanki zajmują się tkactwem, haftami, często siedzą na ławeczkach przed domami z robótkami, tym samym przyciągając turystów:-)


Obok znajduje się też muzeum etnograficzne w wiejskiej chacie ... i także podwórzowa suszarka na naczynia:-)...




Na wzgórzu, górując nad miejscowością rozłożyła się wśród ciszy cmentarza drewniana cerkiew św. Paraskewy z 1699 roku. Na drzwiach zachowane malowidła, drzwi zamknięte, ale udało mi się pstryknąć zdjęcie wnętrza przez szybkę ...





Na placu cmentarnym, pod zadaszeniem, krzyż ozdobiony misternie wycinaną blachą, są tam ptaki, różyczki, kolby kukurydzy, listki, a wszystko to przestrzenne, malowane ...


Obok bieleje nowo zbudowany kościół, tudzież zabudowania klasztorne mniszek ...


Zauważyłam, że wiele kobiet nosi ze sobą plecione kołacze, zapragnęłam i ja taki kupić. Zresztą i tak mieliśmy wstąpić do sklepu, bo można tam kupić kawę z ekspresu, a my od rana bez kofeiny ... Weszłam do sklepu, kilka koszy wypakowanych kołaczami, ale kawy ani śladu, sklepik w typie dawnego gs-u, wszystko, co potrzeba w domu i w zagrodzie. Niektóre kobiety pakowały po kilkanaście sztuk pieczywa do ogromnych toreb, oj! żeby tylko dla mnie wystarczyło:-)
Zagadałam do młodego pomocnika, a jeszcze wcześniej usłyszałam, jak mówią: kolicze, kolicze ...
Pokazałam, że chcę takie dwa ... due, due ... ojoj! co się działo, nie da rady, tłumaczyli, pokazywali zeszyt z zapisami ... no to  może chociaż  uno ...
Rumunka za ladą była niezadowolona, mruczała coś pod nosem, wywnioskowałam, że dla kogoś zabraknie ... spuściłam z tonu: please, one!
Pomocnik zwrócił się do niej: Mama, mama, uno! - aha! to syn, i rodzinny biznes.
No, wywalczyłam tego jednego kołacza, zapłaciłam i z dumą zaniosłam do auta, opowiadając mężowi przeprawę ze sprzedawczynią.
Myślę, że być może zbliżało się jakieś święto i wszystkie kobiety nosiły kołacze, potem jeszcze wiozły je do swoich wsi, bo były przyjezdne.
Może ktoś wie, jakie znaczenie ma ten kołacz w kulturze ludowej, religijnej może?


Za to pod sklepikiem sceny jak z filmu "Wino truskawkowe", albo z powieści "Droga do Babadag" Stasiuka.
Może to był dzień targowy, w każdym razie kapelusze na męskich głowach poszły na tył, palinka żwawo krążyła, a jeden z mężczyzn już słodko zasnął, oparty o ramię sąsiada.
Pojechaliśmy 3 km dalej, do monastyru Botiza.
Pięknie położony na wzgórzu, a cisza wokół jak rzadko.


Mówię do męża: - Zobacz, mniszki też mają nastawioną beczkę na palinkę:-)
To ta zielona, wystawiona na słońce.
- A co ty myślisz? przecież potrzebują, ziołowe nalewki zrobić, natrzeć w zimie bolące kości, zima tu w górach surowa, trzeba się ratować:-)
Pożartowaliśmy, obeszliśmy cerkiewkę wkoło ... spod cerkiewki ładny widok na góry Lapus...


Uporządkowane zabudowania klasztorne, dzwonnica ze starym dzwonem, a także drewniana deska z młoteczkami do wystukiwania jakiegoś rytmu modlitewnego
...




Za murem klasztornym cmentarz na zboczu wzgórza ... wzruszyły mnie te zdjęcia ... w marmoroskich strojach, małżeństwa razem ...




Czasami małżonek jeszcze żyje, ale  na tablicy ma już wygrawerowane imię i nazwisko, datę urodzenia, jest na porcelance i ... czeka puste miejsce na datę śmierci. A co, jeśli wyjdzie drugi raz za mąż:-) ... albo się ożeni:-)


Zresztą zauważyłam, że rodziny są wielopokoleniowe, młodzi idą do pracy, babcie siedzą na przyzbach niewielkich chat, łuszczą groch, kukurydzę, opiekują się małymi wnukami, odprowadzają do szkoły, kręcą się po obejściu karmiąc drób albo świniaka.
W obejściu klasztornym cicho, prawie żadnego ruchu, jakaś mniszka przemknęła w dali, można siedzieć i patrzeć, i patrzeć ...
Wróciliśmy do centrum Botizy, ekipa przy sklepie już ulotniła się, a my ruszyliśmy w kierunku Rogoz, 45 km przez góry.
Gps wariuje, każe zawracać, nie ma drogi, nie ma drogi ... jak to nie ma, jak prowadzi nas ładny asfalt przez pastwiska, w oddali las ... chcę się zatrzymać, zapytać kogoś ... mąż zawsze twardo stąpa po ziemi: - Przestań wariować, będzie źle, zawrócimy, zobacz, jak tu ładnie!




Jechaliśmy, jechaliśmy, chłonąc widoki złotej, rumuńskiej. Wreszcie droga zaczęła się wznosić serpentynami i wyprowadziła nas na przełęcz ... to pasul Botiza.


Nowa kapliczka, leżą tam nawet pieniądze pozostawione przez wędrowców i nikt ich nie kradnie.
Obok krzyż, podobny to tego z Botizy, z misternym daszkiem-koroną z blachy ...




Z jednej strony wycięty napis ANNO, a z drugiej 1867 ... przetrwała na tej przełęczy tyle lat.
Zerknęłam do kalendarium wydarzeń w Polsce, co się wtedy działo ... zwolnienie powstańców styczniowych z syberyjskiej katorgi, nieudany zamach na cara Aleksandra II przez Polaka, Aleksandra Berezowskiego, uczestnika powstania styczniowego, to w Paryżu ...
umiera Artur Grottger, Adam Asnyk wydaje swoje poezje "Sen grobów" ... we Lwowie powstaje Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" ... to tylko niektóre wydarzenia.
Przełęcz przecina jeden ze szlaków pieszych i znika w głębokim parowie, przysypanym bukowymi liśćmi ...


Z przełęczy to już tylko w dół, zakosami, serpentynami obniżamy się łagodnie, przy okazji obserwując, jakie szkody czyni tutaj wiosną potok, który z głębi gór niesie ze sobą nawet ogromne głazy, pnie, odbija się od skalnej ściany i płynie dalej ... ale człowiek zbudował przy tej ścianie drogę, i przypuszczam, że co roku jest zabierana przez żywioł. Zresztą chyba zimą ta droga nie jest utrzymywana, może się mylę.
Teraz już spokojnie doliną pokonujemy kolejne kilometry, lecą liście i ... to najpiękniejsza droga, jaką jechaliśmy ...


Do Rogoz przyjechaliśmy, aby zobaczyć wyjątkową cerkiew pw. św.Archaniołów z 1663 roku, także w typie marmoroskim, ale ma na wieży dodatkowe cztery wieżyczki, zjawisko charakterystyczne w górach Lapus...


Pod obszernym dachem znajdziemy rzeźbione końskie łby, które mają odstraszać złe moce i są pozostałością pogańskich wierzeń. Całość opasana jest misternie rzeźbionymi linami ...





Obok cerkwi również muzealna chłopska chata.


W dzień powszedni nie ma tutaj dużo turystów, a podczas naszego pobytu nie było nikogo:-)
Pojechaliśmy w kierunku Baia Mare, i to wcale nie głównym traktem, a po drodze wstępując do kolejnych cerkiewek. W Laschia ciekawa cerkiewka z cebulką, banią , jak nasze cerkiewki ... to rzadkość w marmoroskim krajobrazie strzelistych wieżyc ... do tego jeszcze zegar:-)


Nizaliśmy kolejne miejscowości jak paciorki na sznurek.
Teraz kolej na Plopis, tutejsza cerkiew figuruje na światowej liście dziedzictwa światowego UNESCO. Zjeżdża się do niej w dolinę, ale sama cerkiew położona jest na pagórze ...





Utkwiła mi w pamięci nazwa Negreia. To miejscowość, gdzie nocowaliśmy w pobliżu, wysoko na pastwiskach podczas naszego pierwszego pobytu w Maramureszu, jeszcze z naszą Miśką.
Chciałam jeszcze raz zobaczyć kamienne figury przy drodze, wydaje mi się, że nie było wtedy tylu paproci, i teren taki nieucywilizowany był, i macierzanek więcej:-)







Są to kamienne figury wykonane przez Stefana Cuzco, można iść dalej kamienną drogą, podziwiając specyficzny krajobraz ... mnóstwo kamieni, bogate urzeźbienie terenu, kiedy kwitną całe połacie macierzanek, jest tu wyjątkowo urokliwie.
Poruszaliśmy się po ciekawym terenie, to pasmo wulkaniczne Vihorlat-Gutin, rozciągające się od Słowacji, przez Ukrainę, po Rumunię. Tym razem odkryliśmy góry Tibles i Lapus, czarowne miejsca.
Jeszcze za Baia Mare minęliśmy w miejscowości Ilba inne ciekawe miejsce z wulkanicznymi "organami", ładnie się nazywa.
To ROZETA DE PIATRĂ DE LA ILBA ... na drodze niesamowity ruch, tablica tylko mignęła nam, nie zawróciliśmy, ale przecież kiedyś znowu tu wrócimy.

zdjęcie z netu Pterelengyel
Tak w ogóle plan wyjazdowy był zupełnie inny.
Chcieliśmy się przejechać Mocanitą, kolejką wąskotorową wzdłuż Vazeru ... kurczę! szkoda dnia, szkoda 1,5 godzinnego postoju ... pojedziemy, jak będzie padał deszcz - orzekliśmy.
Ale deszcz nie chciał padać, była piękna pogoda, a my zwiedziliśmy mnóstwo niezwykle interesujących miejsc, o których Wam tu opowiedziałam.
A Mocanita poczeka na sposobny czas:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!
P.s. Chciałabym taką kamienną kapliczkę koło chatki, jak na 4 zdjęciu z tych skalnych figur:-) może uda się coś w drewnie wyrzezać:-)


17 komentarzy:

Pellegrina pisze...

Piękny filmik, co kadr to perełka. A potem Twoja subiektywna, emocjonalna i pełna detali i zachwyceń relacja i zdjęcia wzruszyły mnie bardzo Mario.
Te rzeźbione ornamenty jakby ze sznura, te chaty z dachami jak czapy, te podcienia, suszarki, niecki, te cerkwie drewniane całe z zewnątrz i w środku, surowe i piękne, te kamienne figury jakby kapliczki pogańskie .....

BasiaW pisze...

Marysiu, chciałabym podróżować z Wami- nawet w bagażniku:-) Twoja relacja przenosi mnie w ten niezwykły, czarowny świat. Te klimaty są tak moje, choć nigdy tam nie byłam, że chłonę wszystko, co pokazujesz. Ten niespieszny świat, gdzie jest miejsce dla każdego i nikt nie jest zbyteczny- nawet starzec, to swiat zgodny z naturą- czyste piękno w każdej postaci.

Krzysztof Gdula pisze...

Pięknie i z wyczuwalną nostalgią napisałaś o Rumunii i związkach z Twoim rejonem Polski.
Wspomniane przez Ciebie przenikanie, wszechogarniające związki obejmujące całą Europę i nie tylko, potrafią zadziwiać, a ich odkrywanie może być przygodą.
Ot, Remus i Romulus. Możliwe, że swoją obecność tam zawdzięczają związkowi ziem obecnej Rumunii z Rzymem, wszak była to kiedyś rzymska prowincja Dacja. No i stąd pochodzenie języka, który do romańskich się zalicza, na poły francuski samochód dacia i w ogóle związki tego kraju z Francją. Wszak kiedyś byli częścią jednego państwa.
Suszarka na naczynia ładna i zaskakująca pomysłem. Kołacz jak zrośnięte rogale wygląda bardzo apetycznie. Chciałoby się jeść taki jeszcze ciepły.
Mario, dziękuję za oprowadzenie po kawałku Rumunii. Tej Twojej Rumunii.

Czesia pisze...

Marysiu kolejny piękny wpis.Myślę ,że młodzi ludzie z tych maleńkich wiosek bardzo chcą uciec do dużych miast jak my kiedyś a potem tak chętnie i z tęsknotą się wraca .Tak wiele znów do podziwiania .Te kamienne figury to musiał ktoś ciężką pracę włożyć ale piękno zostało.Kapliczki,cerkiewki to też rozrzucone urokliwe pamiątki .Ja uwielbiam drewno i miałam czym nacieszyć oczy,tyle w tych cerkiewkach starego i nowszego drewna i te sznury ,te rzeźby,no cudeńka.Dziękuję ,że się z nami wrażeniami i zdjęciami z tych miejsc pięknych i tak mało niestety nam znanych.Pozdrawiam weekendowo:)

Anonimowy pisze...

Tym razem jak zawsze duże podziękowania dla Ciebie Maryś,za całokształt, ale i dla komentujących, to przyjemność dowiadywać się nowych rzeczy i widzieć, że nadaje się na jednej fali. Pozdrawiam serdecznie autorkę bloga i komentujących, wiem, że to tylko takie wrażenie, ale poczułam się jak w prawdziwej rodzinie, dobrą robotę robisz Mario i z zawsze czekamy na kolejny wpis ;) hel

wkraj pisze...

Nie ma się co rozpisywać. Ja muszę tam być. Zobaczyć, póki jeszcze takie klimaty tam istnieją. Przepiękna relacja, filmik też super.
Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, tak samo, jak mnie, bardzo wzruszył ten wyjazd; chatki nieduże, a czyż człowiek potrzebuje tyle przestrzeni do życia; wielkie, chłodne, sterylne wnętrza i samotność; są i pałace baronów cygańskich, paskudne i błyszczące, takie na pokaz; pewnie moja chłopska dusza ciągnie mnie w te klimaty:-) pozdrawiam.

Basia, świat się zmienia, Rumunia się zmienia, ale jeszcze można zobaczyć ten inny świat; czyż można wyobrazić sobie, że nie ma pośpiechu? ale i można zauważyć młode mamy, ciągnące za rękę zaspane pociechy do przedszkola, a potem praca; jest inaczej, a jednocześnie swojsko; pozdrawiam.

Krzysztof, tak, nostalgia, ileż moje dzieciństwo miało wspólnego z powyższymi obrazami; oczywiście, związki z Rzymem są, jak najbardziej, sami widzieliśmy cerkwie budowane na bazie ruin rzymskich świątyń, w ścianach kolumny, posągi, ornamenty; pewnie taką suszarkę każę sobie koło chatki, pierwej trzeba mi będzie ostrewkę wystrugać sobie w lesie:-) obejrzałam kołacz dokładnie, zlepiony w okrąg wałek ciasta, a w to włożony drugi, skręcony w obarzanek, i tak są razem upieczone; ciasto zwykłe, ale przeczuwam, że ma jakąś symbolikę:-) pozdrawiam.

Czesia, na pewno uciekają, jest wiele opuszczonych domów, a my z mężem tylko zaglądamy i mówimy: mieszkalibyśmy tu:-) kiedyś też chciałam byle dalej od domu, do miasta, a teraz miasto mi zbrzydło; lubimy takie wypady do Rumunii, są zazwyczaj krótkie, cały czas gonimy, jesteśmy w drodze, ale warto, no i chyba mamy najbliżej ze wszystkich; no, może mieszkańcy Bieszczadów o 100 km mniej:-) cieszę się, że choć trochę przybliżam ten kraj, może obalę parę stereotypów, bo sama wiesz, z czym Rumunia jest kojarzona; pozdrawiam.

Hel, tak, nie ukrywam, że komentarze sprawiają mi wielką przyjemność, a gdy jeszcze przy okazji "zawirusuję" kogoś Rumunią:-) Twoje słowa zobowiązują mnie do starania się, aby wpisy ukazywały się w miarę regularnie, bo jeśli ktoś tego oczekuje, jak tu nie pisać:-) dzięki za dobre słowo, pozdrawiam.

Wkraju, znając Twoją żyłkę podróżniczą, podejrzewam, że wiosną tam będziesz:-) kusi nas, żeby pojechać do Rumunii zimą:-) pozdrawiam.

Bylinowy Pan pisze...

W rumuńskich rytmach, w muzyce odnajduję związek z Huculszczyzną...

mania pisze...

Podobają mi się spódnice Rumunek - sięgające ledwie kolan, marszczone, na halkach. Kobiety w nich wyglądają hardo.
O jakże Wam zazdroszczę tych rumuńskich eskapad!
Pozdrawiam serdecznie :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, a także nutki naszych górali:-) co tu dużo mówić, przecież kiedyś w dolinach zmieniały się władze, mowa, a w górach górale czasami nie wiedzieli, kto dzierży berło w ręku:-) jechaliśmy przez Ukrainę, w jednej chwili patrzyłam przez Cisę na Rumunię, a po chwili z Rumunii na Ukrainę, te kilkanaście metrów wody dzieli oba kraje, a kiedyś obszar ten należał do jednego państwa, a granica szła górami; pozdrawiam.

Mania, o tak, do tego bucik na obcasiku i nóżka jak u sarenki, bardzo wdzięczne te stroje ludowe; starsze kobiety też noszą takie spódnice, ale czarne, a że są już biodrzaste, to kolebią im się z boku na bok te fałdy, no i biusty prawie na pasie:-) ale po co męczyć biust przy pracy jakimiś biustonoszami:-) wierzę, że jeszcze tam wrócisz, Maniu, masz prawo jazdy i urlop, od Ciebie też niedaleko:-) pozdrawiam.

Beskidnick pisze...

I już wiem czym inspirował się Duszan Jurkowič tworząc przepiękne cmentarze tu u nas w Galicji, ale także budynki w Czechach i na Słowacji.
Niesamowite tereny.

Ania pisze...

Takie widoki to już rzadkość. Przepiękna architektura i takie ciekawe te cmentarze. Pewnie jeszcze tylko w Bułgarii można spotkać takie cudne wioski.
Może wybierzecie się tam ? Byłyby kolejne fascynujące opowieści, Marysiu !
Uściski !

Ataner pisze...

Piękna jest ta Twoja Rumunia, po prostu zachwyca. Nie jest jeszcze skażona dzikim tłumem turystów, gdzie ich jest wszędzie dużo.
Nie potrafię powiedzieć które z miejsc zachwyciło mnie bardziej, bo każde jest wyjątkowe.
Dzięki Maryś za tę podróż, pozdrawiam:)

Loyal Pat pisze...

Ciekawa wyprawa a jak pięknie nam to wszystko przekazałaś....Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, i widzisz, jeszcze o tym zapomniałam, przenikanie stylów w budownictwie:-) w końcu to było kiedyś jedno państwo ck:-) a swoją drogą zadziwiają mnie te marmoroskie wieże cerkiewek, nawet pytałam męża, że może oni składają je na dole, a potem dźwigiem do góry ... no tak, dźwigiem w XVII-XVIII wieku zaśmiał się tylko; potem widziałam, jak pracują ludzie na podobnej wieży, z wybudowanych rusztowań, ci to nie mają lęku wysokości:-) pozdrawiam.

Ania, Bułgaria jest w planie, ale na razie fascynujemy się Rumunią, bo i bliżej, i już porozumieć się trochę umiemy:-) jak zdrowie pozwoli, ruszymy i tam, może na emeryturze:-) pozdrawiam.

Ataner, żeby coś zobaczyć ciekawego, trzeba uciec z głównych tras, wjechać miedzy góry, w niewiadome:-) są i miejsca modne, z tłumami, ale takich unikamy po doświadczeniu z poprzednich wyjazdów; weekend majowy, u nich też, a my chcieliśmy przejść wąwozem w Turdzie, oj! zwiewaliśmy czym prędzej; pozdrawiam.

Pat, dzięki, piszę, opisuję moje wrażenia, doświadczenia, może komuś przydadzą się w planowaniu wyprawy do Rumunii; pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Z przyjemnością odbyłem dwie wirtualne podróże z Wami.
Piękne miejsca pokazujesz - nie wszystkie były mi znane - i wspaniale o nich piszesz.

Pozdrawiam serdecznie,
Wojtek (Franz)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wojtek, ależ niespodzianka! dzięki za dobre słowo, no i miodku nakapałeś mi do serca, choć wiem, że za miodem nie przepadasz:-) opisuję nasze wędrowania, może kogoś natchną, tak jak ja korzystam z relacji innych osób; tym razem jechaliśmy przez Ukrainę, to prawie 100 km oszczędności i wjeżdża się prosto do Sighetu Marmoroskiego, tylko te granice ... wszędzie traktują człowieka jak przemytnika; stan ostrego zakochania trwa, już myślimy o wczesnej wiośnie:-) pozdrawiam serdecznie.