poniedziałek, 19 marca 2012

Czy dam jej radę? ...

Dwa weekendowe dni upłynęły mi na zwalczaniu jabłoniowego pasożyta, jakim jest jemioła.
Opanowuje stare drzewa, nowe odrosty na nich; pewnie, ładnie wygląda z daleka, zwłaszcza jak drzewo nie ma liści.
Dopiero przy przybliższym spojrzeniu widać, jaki to jest żarłoczny stwór ...


Sporo czasu spędziłam w koronach drzew z piłką ręczną i taką na wysięgniku, zielone zaścielało suchą trawę pod jabłoniami, a ja cięłam, odcinałam, wyłamywałam ...


... z ziemi i z powietrza. Ciężka to praca, bo ręce uniesione wysoko, sznurek od gilotynki wrzyna się w dłoń, ale zlikwidowałam sporo zielonego paskudztwa ...


Bardzo praktyczne jest to narzędzie, piłka do przycinania w jednym z bardzo ostrą gilotynką, nie daj Boże palec tam włożyć, dosyć grube gałęzie spadały z chrzęstem.
Wczoraj po południu zaszedł do mnie sąsiad, ten z poniższej działki, mieszka w górnym końcu wsi i w niedzielę zawsze wyrusza na obchód swoich włości, i pytam, czy coś da ten mój wysiłek z jemiołą?
- Pani, to stare drzewa, wszystko przeżarte do samego spodu, cały pień, trzeba będzie wyciąć!


Nawet mniejsze gałązki chore, spękane, porobiły im się chore narośle i zgrubienia, może chociaż jeszcze kilka lat będzie im darowane. Widziałam na gałązce nasionko jemioły, już przyrośnięte, zielone, ciężko zdrapać, ptaki roznoszą tę zarazę, zjadają jej jagody, a niestrawione nasionka spadają na gałęzie, pnie i tam się lokują, przyprawiając o powolną śmierć swojego żywiciela.
Macie może jakieś doświadczenia z tym pasożytem?


Pozbierane suche gałązki były doskonałym paliwem do "bębnowego" grilla, późno po południu wcięliśmy z mężem przypieczoną kaszankę, plastry boczku i kiełbaskę, pierwsze w tym roku ...


Mały odpoczynek, trochę książki, wieczór nie był spokojny. Przy tak dużym wietrze zapalił ktoś suchą trawę nad Rybotyczami, wiatr niósł aż do nas swąd dymu, pogorzeliska, za chwilę syreny wozów strażackich, we wsi poniżej, w Makowej syreny zwołujące strażaków i wyjazd na akcję ratunkową ...


Gasili płomienie długo w noc, ludzka bezmyślność nie daje wytchnienia ...


Wczesny poranek niedzielny ze śpiewem ptaków, tuż po 4 zaczynają swoje koncerty, Maksio też podnosił łeb i nasłuchiwał, kiedy na śliwce pod oknem usiadł śpiewak i rozpoczął swoje melodyjne koncerty, jakiś taki nakrapiany ptak ...


Tak wygląda u nas wschód słońca, my schowani w cieniu, tylko łąka skąpana w słońcu. U jej góry malutki pasek śniegu, wczoraj zauważyłam tam człowieka, wyszedł z zagajnika, myślałam, że jakiś tubylec chodzi za porożem, ale nie ... lornetka przybliżyła mi prawdziwego turystę, z plecakiem, powędrował pewnie na Kopystańkę; górą ładnie idzie się, widoki dookoła, sucho pod nogą, a wiatr we włosach ...


Przy porannym wyjeździe na Kalwarię zobaczyliśmy, że nie tylko w Rybotyczach walczono z żywiołem, tu, w Huwnikach jeszcze dymiło pogorzelisko, strażacy chodzili po zboczu i sprawdzali ewentualne zarzewia ognia, a wozy ich na parkingu pod kościołem. Mocny, zachodni wiatr pewnie błyskawicznie przenosił ogień, a na prawo są domy mieszkalne wyżej, karygodne postępowanie ludzi, to pewnie zbyt łagodne określenie ...


Wzniesienia przy drodze do Rybotycz już przykrywają wcześniejsze ślady pożogi zielonym dywanikiem, a ile pożytecznych stworzeń straciło życie?
A wiosna już wyciągnęła ludzi w plener, na rowerach, motorach, przy grillach, kto żyw! wyruszył po słońce i ciepło ...


I do naszej wioski wspina się z wysiłkiem młody człowiek na rowerze, jest poranek, a on już w trasie ...


Na łąkę wyszło 5 dorodnych jeleni, przez lornetkę widać było rozłożyste poroża, powoli przesuwały się, skubiąc trawę, potem wzdłuż zagajnika; przystanęły na samej górze, na tle nieba ... i skryły się za wzniesieniem.
Wczoraj miałam jeszcze jedno spotkanie z jeleniami tuż przy drodze do Koniuszy, w młodniku przyuważyłam łanię, mąż zatrzymał "czołg" ... spojrzałam bardziej w prawo, o matko! całe stado jeleni, tylko rogi wystają z krzaków, bliziutko! zanim wyszperałam aparat z pokrowca, stado ogromnymi skokami uciekło w gęstszy las, pruły gałęzie rogami, dudnienie kopyt ... i mojego serca z wrażenia, pierwszy raz w życiu widziałam je tak blisko, co za piękne zwierzęta!

W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do Chyrzynki, zobaczyć, co w cerkiewce ...


Jest tu o wiele przyjemniej niż kilka lat temu, czysto, bez krzaków, wejście do cerkiewki zabite deskami i napis: Wł.Leśnictwo, są prowadzone jakieś prace, okna wstawione, widać było przez nie malowidła na ścianach i suficie, oklejone jakimiś plastrami ...


Krzyż pewnie bardzo stary, wymyty przez deszcze, części miękkie odpadły, tylko sęki trzymają całość ...
Dopiero teraz zauważyliśmy przy drodze cmentarz ...


Teren oczyszczony z krzaków, kiedyś to była tylko zielona kępa drzew, przechodziliśmy obok, nie podejrzewając, że jest tam cmentarz ... W Chyrzynie droga kończy się, jest tylko przeprawa promem przez San, w niedzielę nie kursuje, po drugiej stronie Krzywcza ...
Wracaliśmy tą samą drogą, przecudną doliną Sanu, wędkarze moczyli kije w wodzie, jeszcze płynęła kra, woda wzburzona, bo dopiero z gór schodzą roztopy ...

..

... i dalej płonęły pola, łąki ...


Dla odmiany odrobinę kolorów, to wszystko u nas tak szybko rozkwitło ...


... troszeczkę "niebka" na ziemi ...


... i słońca też są ...


... i jeszcze inne słońca ...


... wawrzynek rozszalał się drobnymi, uroczymi kwiatkami ...


... i przebiśniegi, skądeś przyszły do nas, bo wcześniej ich nie przyuważyłam.
Wreszcie zobaczyłam żurawie, wcześniej je usłyszałam niż zobaczyłam, smutno mi się kojarzą, w tamtym roku, jak odlatywały, zabrały ze sobą najbliższą mi osobę ...
Czeka nas dużo pracy w obejściu, ogrodzenie działki, skończenie czyszczenia jabłoni z chorych części, teraz już tylko piłą motorową ...


O! i czosnek trzeba posadzić!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło, cieszmy się tą cudną porą roku, wędrujmy, podziwiajmy, oddychajmy pełną piersią, wszystkiego dobrego, pa.






33 komentarze:

Rogata Owca pisze...

Piękny, wiosenny post i, jak zawsze, urokliwe zdjęcia. Nie mam doświadczeń z jemiołą, ale u nas mówią, że tego się nie da wyplenić, niestety. Mieliśmy piękny, słoneczny weekend.
W okolicy przez cały weekend gaszono podpalone trawy, piękny młodnik przy drodze do sąsiednie wsi. Brak słów.


Pozdrawiam wiosennie

naszapolana pisze...

Ty to jesteś prawdziwą Królową Jelenio-Łaniową. Nie znam takiej drugiej, którą w każdy weekend by odwiedzały. A pewnie w przyszłości będą codziennie w gościnę przychodzić. Urocza wiosna u Was. Gonicie niemiecką krainę... i dobrze, bośmy przeca srokom spod ogona... itd. No! :-)

AnkaSkakanka pisze...

Tobie Mario również życzę wszystkiego najlepszego. Widzę, że wiosna zagościła w Wasze wschodnie progi, choć dziś już zimno. Piękne to wszystko, uwielbiam wiosnę. Pozdrawiam

jola pisze...

Marysiu, wojownik z Ciebie nie do zdarcia, dzielnie walczysz z tym pasożytem, u nas nie ma jemioły, nigdzie w okolicy jej nie widziałam, czasami, szczególnie przed Bożym Narodzeniem, żałowałam nawet, ale teraz widze, że to nie przelweki z tymi ogromnymi kulami. U nas wreszcie śnieg spłynął, słoneczko dało radę i mam nadzieje, że już nie wróci. Moim oczom ukazał się ogród niczym wulkaniczny pejzaż, krety nie próżnowały, wygląda to strasznie i już sama nie wiem, co z nimi robić. Wypalanie traw to głupota, nad głupotami, u nas pewnie niedługo też zaczną dymić, że też te ludziska są tak uparcie głupi.

Mona pisze...

Chce się krzyczec..wiosna, wiosna..!! Ale pięknie u Was .,zapachniało cudnie grillem..Fakt wiosna to mnóstwo pracy..ale co tam..aby zdrowie było i słonce swieciło.Pozdrawiam M.

aneta pisze...

Słów mi brakuje na to wypalanie .... głupota ludzka nie zna granic, dobrze, że nikomu nic się nie stało. Akurat wczoraj dzierżawca mojego pola zadzwonił z pytaniem, czy ma spalić ściernisko, bo nie zdążył (!!) zaorać przed zimą. O rany, szkoda słów...
Mario, uściski Tobie przesyłam

Tupaja pisze...

Piękne widoki mieszają się z tymi, które nastrajają do ... złego.
U nas też co jakiś czas zrywają się chłopaki z OSP, też jakiś bałwan woli podpalić niż zaorać.
A okolice macie piękne...
pozdrawiam :)

AGATKA pisze...

piękne widoki na całego wiosenne u mnie dziś wietrznie miłego dnia

danawarsaw pisze...

Piękne dni weekendowe! Wspaniałe zdjęcia! A jesli chodzi o to palenie pól i łąk to w całej Polsce niestety pożarów z ludzkiej głupoty było ponoć ok.5 tys. Może by tak durnemu narodowi powiedziec,że na takie wypalane pola nie będą przyznawane dopłaty unijne, to może pazerny wiejski lud przemysli sprawę i w końcu zmądrzeje.
Pozdrawiam z Mazowsza (tez podpalanego)Danka

grazyna pisze...

Pozary, pozary! wieczny problem , glupota ludzka bezgraniczna...tutaj w Wenezueli ten sam zwyczaj , w czasie pory suchej, tylko z ta roznica,ze prawie nigdy nie zjawia sie straz pozarn,. wiec wypalaja sie ogromne obszary wegetacji...a biedne zwierzeta ...az strach pomyslec.
I nie ma na to sily, kiedys zaczal sie palic las blisko nas,na zboczu, a to przeciez juz park narodowy,gdyby poszlo w gory bylby kataklizm. Chlopcy ze wsi kijami z kawalkami opon walili w ogien, a potem ktos zawiadomil ochotnikow z Uniwersytetu z meridy, i udalo sie. Ale gaszenie pozaru odbylo sie w sposob najbardziej prymitywny z mozliwych.
A wracajac do Twojej wiosny..przepiekna! ai te kwiatuszki niesmiale..jedyne w swoim rodzaju. Rozmarzylas mnie, mnie , ktora ma wokol wszechobena zielen..lubie te pierwsze kwiatki bardzo...juz niedlugo bede je tez podziwiac...

Mażena pisze...

Przepiękny wiosenny wpis, aż oddycham wiosną. Jak ręce po wale z jemiołą?
Ta beztroska przy wypalaniu traw niezrozumiała, przecież można puścić z dymem domy.

Wonne Wzgórze pisze...

Jak tam pięknie u Was, aż mi się buzia śmieje do tych wiosennych zdjęć i nastrój mi się trochę poprawił. My już pierwsze grillowanie w tym roku mieliśmy w największe mrozy, ale marzy mi się już wiosenne ognisko.

M. pisze...

Wszyscy wypalający łąki powinni być obciążeni grzywnami. I dodatkowo jeszcze kosztami akcji gaśniczych. Myślę, że to by pomogło. Czy naprawdę nigdy nie wiadomo, kto to robi?
Kwiatuszki przecudne, u nas tylko podbiały kwitną.
Na naszych oczach jemioła uśmierca potężne drzewa. Rozsiewa się głównie z topoli. Jest jej takie mnóstwo w okolicy, że nie ma szans na walkę. Sąsiedzi musieliby wyciąć kilka zabitych przez jemioły drzew, może by to pomogło?
Fantastyczne to urządzenie do cięcia! Można kupić w sklepie ogrodniczym?
Pozdrawiam pięknie!

Kamphora pisze...

Cudne zdjecia! bardzo tesknie za Polska.
A przed spaleniem jemioly to trzeba bylo sie pod nia najpierw calowac!
pozdrawiam cieplutko

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Rogata Owieczko, i nam tak mówiono, jemioła zaraza jak rzadko, może przedłużymy chociaż parę lat życie drzew; palą wszędzie, jakieś wiosenne opętanie; bardzo cieszę się wiosną; serdeczności.

Naszapolano, żeby tylko w weekend, wychodzą regularnie na łąkę, a to spotkanie w lesie zaskoczyło mnie niesamowicie; przyroda bardzo szybko nadrabia zalgłości, wystarczy odrobina ciepła i słońca, zielenieje wszystko w oczach; no ba! pewnie, że nie; ciepełko ślę dla Was.

AnkoSkakanko, wieje dosyć, chłodniej, ale pięknie suszy ziemię, a w ogrodzie huk pozimowej roboty; pozdrawiam serdecznie.

Jolu, chroń Cię, panie Boże, przed tym zielonym paskudztwem, niszczy drzewa jak rzadko co; myślałam w niedzielę o Was, czy śniegi już zeszły; krety grasują wszędzie, u nas też, ja rozgarniam kretowiny grabkami; na wypalanie pomógłby deszcz, wiatr i susza wyciągają podpalaczy w pole; serdeczności na Jaworzyny ślę, pa.

Mona, serce się raduje do tych ptaków śpiewających, kwiatków pierwszych nieśmiałych, po takiej srogiej zimie cieszy podwójnie, i ja pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, tak mi się wydaje, że może gdyby kościół trochę zagrzmiał z ambony, to może coś dotarłoby do ludzi? nic nie pomaga, zawsze ktoś się znajdzie, choćby dla zabawy pewnie, pozdrawiam serdecznie.

Tupaja, no daj tu swój rozum! znajdzie się zawsze ktoś, kto rzuci zapałkę, przy takim wietrze to grożne; a piękne, piękne, długo szukaliśmy naszego miejsca; serdeczności.

Agatko, cieszę się bardzo z Twoich odwiedzin, i Ty na pewno czekałaś z utęsknieniem na wiosnę, przy Twojej pracy na świeżym powietrzu, pozdrawiam.

Danawarsaw, są takie obostrzenia przy dopłatach unijnych, tylko kto dopadnie takiego podpalacza na gorącym uczynku? serdecznie pozdrawiam.

Grażyno, straszne to, co opisujesz; u nas też nie wszędzie straż dojedzie, palił się kiedyś las i poszycie na stromym zboczu, też skutek podpalenia, a nam spłonęło 50 posadzonych lipek; a te kwiatuszki to takie wiosenne klejnociki, najbardziej cieszą, bo potem giną w wszechogarniającej zieleni; czyżby powrót już Ci się szykował? pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, ręce obolałe, odrapane, goją się, nawet przestały boleć ramiona; pewnie, że domy zagrożone, ogień przenosi się bardzo szybko, cieplutko pozdrawiam Cię.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wonne Wzgórze, tak, pamiętam Wasze grillowisko w te mrozy okropne i czytałam o Twoim Aniele, dobrze, że mu się poprawiło, pozdrawiam serdecznie.

Magdo, to by pomogło, ale kto doniesie na sąsiada? trzeba złapać delikwenta na gorącym uczynku; tak, zakupiłam w ogrodniczym, na początku nie wiedziałam, jak to używać, a to tylko wiesza się dziobem na gałęzi i pociąga sznurkiem, gilotyna tnie jak masełko; serdeczności nad Drawę ślę, pa.

Kamphoro, i moje dziecię tęskni tam na obczyźnie za domem, a my za nim; ojoj! przy takiej ilości jemioły można by się zacałować; i ja pozdrawiam serdecznie.

mania pisze...

Grillowanie na powitanie wiosny - bardzo zacny pomysł :) Ten weekend aż się prosił aby go spędzić na powietrzu i cieszyć oczy budząca się przyrodą.
U nas szpaki urządzają koncerty od bladego świtu a w sobotę większość pań myła okna - nieomylny znak, że przyszła wiosna :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w walce z jemiołą :)

Magdalena pisze...

No wreszcie zaczęły się kwiatki. :))) Cudnie :)))) Wszystko się budzi.

wkraj pisze...

Piękne plenery dzisiaj zaserwowałaś. jestem oczarowany i chłonę je jak ten turysta na rowerze. Krajobraz z wysokości siodełka - do tego w górach - tego nie da się niczym zastąpić. Pamiętam moje wyprawy rowerowe m.in w Beskidy. Aż się rozmarzyłem.
Pięknie pozdrawiam i dziękuję za cudne posty.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, właściwie to było takie przywitanie wiosny, ale i głodne brzuchy dopominały się o jedzenie, a z ognia przypieczone najszybciej; no tak, trzeba myć okna, Gutek tak mi je wypaćkał, bo rozpięty na oknie łapie ćmy łapkami, a Maksio dołem skrobie, bo chce do domu, jedno błotko; sama nie wiem, co wyjdzie z tą jemiołą; pozdrawiam serdecznie.

Magdo, a jeszcze niedawno śnieg leżał, jak mało potrzebuje przyroda, aby się obudzić, trochę słońca i ciepła, a wszystko rośnie w oczach, serdeczności.

Wkraju, ja jakoś nie mam zapędu do roweru, wolę na nogach; przerażają mnie te podjazdy pod górę, pewnie nie wydoliłabym; fajne są u nas trasy rowerowe, dzikie doliny, drogi asfaltowe po dawnym ośrodku rządowym i prawie zupełny brak ludzi; pozdrawiam serdecznie.

Ewa - Margarytka pisze...

Kwiatuszki dają nadzieję na to, że będzie coraz cieplej :).
Wypalanie traw może być niebezpieczne dlatego nie rozumiem dlaczego ludzie tak ryzykują zwłaszcza, że jak pisałaś bardzo wiało :(
Pozdrawiam serdecznie
E

Krystynka w podróży pisze...

Gustowny ten Twój czerwony garniturek roboczy, śliczny i wygodny, wyglądasz na tym drzewie jak pracowita ptaszka. Ja lubię jemiołę ale z daleka, to jeden z piękniejszych pasożytów. A to błękitne na ziemi to przylaszczka?

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, a ja z przerażeniem patrzę, że w Warszawie z roku na rok jest coraz więcej drzew z jemiołą. Chyba nikt się tym nie przejmuje. Cieszę się natomiast, że kasztanowce są ratowane szczepionkami. Mam widok z balkonu na taki jeden cudny kasztanowiec, który chyba już można powiedzieć został uratowany. Dziś jak zwykle nacieszyłam u Ciebie oczy pięknymi widokami, usłyszałam też tę ciszę Pogórza. Po takich wędrówkach, żal mi tylko serducho ściska i wzdycham z tęsknoty za tym wszystkim co widzę. Nawet za pracą. I podziwiam Cię jaką siłaczką jesteś. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

M. pisze...

Wtrącę małe dobre słówko o jemiole - robi się z niej leki nasercowe. Były jakieś próby ze specyfikami przeciwnowotworowymi, ale nie wiem czy udane.
No i kozy ją wprost uwielbiają! Gdyby potrafiły (kozy) skakać po drzewach jak wiewiórki, to tam gdzie kozy, nie pozostał by ślad po jemiole.

Grey Wolf pisze...

a u mnie jemioły nie ma..i nie wypalam :)..szkoda, że u nas storczyki na drzewach nie rosną ;)

Izabela pisze...

Mam pytanie w sprawie wędrowca idącego łąką - 'łąką' tzn. w okolicach Rybotyckiej góry? (406 m n.p.m, za mapą compass). Uwielbiam wyprawy na Kopystankę, gdy tylko przyjeżdżam w rodzinne strony staram się znaleźć trochę czasu na wycieczkę. Na razie wędrowałam głównie szlakami - od Posady, Rybotycz i Bryliniec. Raz szłam nieco 'na przełaj' od Cisowej. Ścieżka prowadząca przez Rybotycką górę od pewnego czasu mnie interesowała. Z lektury bloga wynika, że chodzicie tamtędy czasem. Stąd pytanie - gdzie najlepiej zacząć wędrówkę, żeby wzgórzami dojść na Kopystankę i jak przedstawia się ta droga? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie informacje :) Pozdrawiam ciepło,

Izabela

ZielonaMila pisze...

Przepiękne widoki i klimaty. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Margarytko, teraz jest bardzo przyjemny czas, wszystko rozwija się, kwitnie; ot! ludziska mówią, że wypalał dziadek, wypalał ojciec, wypalam i ja, ciężko to zmienić; palą jak wieje, bo szybko rozprzestrzenia się ogień, nie gaśnie w zarodku, i ja pozdrawiam serdecznie.

Krystyno, ha! wyfasowałam! robocze, drelichowe ogrodniczki, super-wygodne, z przepastnymi kieszeniami i czerwone; tak! kiedyś cieszyłam się, że mamy ją u siebie, bo była swoja na święta, ma piękne, skórzaste niby-liście, perłowe jagódki, a teraz cierpimy na jej olbrzymi nadmiar; tak, to przylaszczki; serdeczności.

Aniu, gdzieś czytałam, że w Europie zachodniej gospodarze posesji mają obowiązek niszczyć jemiołę, kiedy tylko gdzieś się pojawi, a u nas rośnie, dopóki nie wyssie wszystkiego z żywiciela; Aniu, niedługo święta, można fajnie te dni spędzić na powietrzu, a jeszcze bardziej niedługo wakacje, świetna perspektywa; pozdrawiam Cię cieplutko.

Magdo, w którymś Country czytałam o jemiole, suszy się ją, potem robi napary, nastojanki na białym winie, ale ja jej wcale przez to nie lubię; tak, zauważyłam, że chętnie zjadały ją koziołki i sarny, przychodziły zawsze rankiem w piątkę, rok temu, kiedy położyliśmy 2 jabłonie; może teraz zjedzą te gałązki leżące na ziemi; widziałam takie zdjęcie z kozami na drzewku oliwnym chyba, w jakimś kraju śródziemnomorskim, świetne! serdeczności ślę.

Grey, to ciesz się, że jej nie ma, zauważyłam, że opanowała u nas przważnie jabłonie, sporo jej na topolach, nawet starą, pomnikową lipą nie pogardziła; storczyki byłyby piękne na starych jabłoniach, nie tak żarłoczne jak jemioła, bo ta przerasta tkankę drzewa, widziałam suche konary, robią się takie zrzeszotniałe i gąbczaste, no i musiałyby być mrozoodporne; my kosimy, a nie wypalamy;
pozdrawiam serdecznie.

Izabelo, górą prowadzi polna droga, wchodzi się na nią z drogi Makowa- Rybotycze, mija się za Makową mostek nad przepływającym potokiem, zaraz za nim odchodzi ta droga w prawo, jest doskonale widoczna; na samej górze jest drewniane ogrodzenie pastwiskowe, nie stanowi przeszkody; ta droga zaprowadzi aż pod samo Kopyśno, pięknymi łąkami, do skrzyżowania dróg przy krzyżu, gdzie odchodzi szlak do Przemyśla, a w drugą stronę na Kopystańkę; teraz jest sucho, a i w mokre dni nie stanowi zbytniego problemu; powodzenia na szlaku, i ja pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

ZielonaMilo, tak się cieszę, że skierowało nas w te pogórzańskie strony, i ja pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Wiosennej roboty huk ale jak przyjemnie się pracuje ! I masz do towarzystwa takie mnóstwo ptaszków ! To wypalanie traw to jakis horror ! jest ciągle stosowane, choć straż sypie duże kary. Serdecznie Was pozdrawiam !

Krzysiek Pogórski pisze...

Wiem, że narażę się na ogień krytyki ;-) ale będę bronił wypalania traw w dolinie Wiaru. To tradycja, bez której to miejsce straciło by swój przyrodniczy i kulturowy charakter. Owszem jest to niebezpieczne jeśli robi się to przy wietrznej pogodzie (tylko głupiec tak robi - patrz tragedia Krasnej Horki). Ale jeśli się to robi rozważnie, zaraz po zejściu śniegu, kiedy ziemia jest jeszcze wilgotna, a już trawy suche, przy bezwietrznej pogodzie, w bezpiecznej odległości od zabudowań, to jest to jedyny ratunek dla muraw ciepłolubnych przed zachwaszczaniem i zarastaniem tarniną. Jeśli przyrodnicy chcą mieć kseromurawy będą musieli zaakceptować i zalegalizować wiosenne wypalanie (pod określonymi warunkami). Pewnie, że byłoby lepiej żeby to krówki albo kozy wypasły, ale na Pogórzu Przemyskim więcej jeleni niż krów ostatnio. Żal mi tylko strażaków bo mają obowiązek z tym walczyć. Niestety jest to w tej chwili proceder całkowicie zakazany i nawet można pójść do kicia. Ale na razie uważam, że póki nie ma krów "let's fire" byle nie za dużo...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, lubię tak; zdrowa praca, ruch, zdrowy sen, a ptaszkowie dostarczają nie tylko swojego towarzystwa, ale i śpiewu cały czas; syreny wyją na okrągło, dymy ścielą się gęsto, pewnie deszcz przerwie ten proceder, serdeczności.

Krzyśku, być może; dziś zauważyłam, że tam gdzie wypalone, już rośnie młodziutka, zielona trawa, ale co ze stworzeniem żywym? spalą się te wszystkie owady, ślimaki, jaszczurki; bardzo makabrycznie wygląda wieczorem takie palące się zbocze, obawiasz się wtedy, a może dojdzie do nas? pewnie lepiej spełniłyby swą rolę stada owieczek; a łąki płoną nadal, widać je doskonale z wysokości; pozdrawiam.