niedziela, 11 marca 2012

Po bezdrożach, dawnymi polami ...

Wstąpiliśmy niedzielnym porankiem nad Wiar, o wiele dalej, niż ten zator z kry w poprzednim poście.
Tu, w dolnym biegu, wody opadły, tylko złożone na brzegu płyty lodowe znaczyły, dokąd sięgała, a i mróz przytrzymał nagły spływ wód ...



Oberwane kawały brzegu odsłaniają piękną ścianę fliszu karpackiego ...


Długo poleżą jeszcze te bryły lodowe, zanim ciepło rozpuści je zupełnie.
A potem mąż zajął się swoimi sprawami, papierowymi, a ja poszłam w dolinę potoku, z moim wiernym towarzyszem, czarna kulka uwielbia spacery ...



Potężne domostwo naszych sąsiadów, wieczni tułacze, znowu wyjechali, tym razerm prawdopodobnie do Australii, na 3 lata. Chcieliby tu już zamieszkać, ale dom wymaga ogromnych nakładów; wierzę, że im się uda, że zamieszkają w końcu u siebie i mocno trzymam za nich kciuki.


Nad potokiem jeszcze zima, lód trzyma w okowach całą dolinę, chociaż woda z malutkiego wodospadu już spływa powolutku; bardzo lubię to miejsce, woda spada do głównego nurtu, obok ogromny kamień wypłukany ze ściany, teraz porósł go mech ...


W tym miejscu jest pralnia moich szmacianych dywaników z chatki, przynoszę jej tutaj, wkładam do wody, przygniatając kamieniami. Nurt wody doskonale wypłukuje piach i kurz z nich, bo tylko takie zanieczyszczenia trzyma w sobie, jeszcze pochodzę po nich w gumiaczkach, a jakże! bo woda zimna, aż chwyta za płuca, pogniotę i idę na spacer za potok. Potem wynoszę je na brzeg, wieszam na zwalonej wierzbie i idę do chatki, pięknie ociekną przez noc, rankiem zabieram je na górę i dosychają w słońcu, pachną potem czystą wodą, bez żadnego obcego zapachu, tak pachnie tylko czysta woda z jeziora albo rzeki ...


Mijam tuż przy leśnej drodze pozostałości starego domostwa, kamienie, na których opierała się podwalina domu; kiedyś wieś sięgała potoku, a nawet na drugą stronę ...


.... doskonale zachowana piwnica, może ktoś wykorzysta ją kiedyś. W bocznej ścianie posiada wnękę na garnek gliniany z kwaśnym mlekiem, a strop trzyma się całkiem dobrze, życzyłabym sobie takiej przy chatce.


Nad potokiem jest fajne miejsce, niestety, w tej chwili teren jest w rękach "wyjechanego" sasiada, chodzę tam na pierwsze przylaszczki, na pierwsze ciepło w zaciszu sosen, a poniżej świetne, pogórzańskie skałki ...
Na zdjęciu powyżej widać zabłoconą skalną ściankę, widać dzik przybył tu z kąpieliska, cały zabłocony i wycierał się o nią ...


Po tej skałce wspina się malowniczo bluszcz, a pod spodem też są ślady ocierania się dzików ...


Wracamy powoli do siebie, widać tarasowo układające się dawne pola mieszkańców, teraz nikt ich nie uprawia, są tylko koszone pod dopłaty unijne. Dobre i to, bo nie zarastają kłującymi głogami czy samosiejkami sosen, nie można by było teraz przedrzeć się przez zarośla ...


Wspinamy się z Maksiem coraz wyżej, po tych poszarzałych łąkach, aż do naszego pola, a potem śmigamy do chatki ...


Na kamiennym tarasie tylko jedna mięta rozłogowa mocno przymarzła w czasie mrozów, obetnę te czarne pędy i poczekam na nowe, bo ze środka już wychodzą zielone listki, odbije na pewno , cała reszta ma się zupełnie dobrze ...
Ten post pisałam we wtorek, nie zdążyłam go opublikować, bo musiałam szybciutko wyjechać, pewnie, że do chatki, bo były mrozy nocne spore i baliśmy się o wodę w rurkach.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za dobre słowa, a żurawi dalej nie widziałam, pa.














24 komentarze:

*gooocha* pisze...

Jak pięęęknie!
Pierzesz dywaniki w strumieniu! Jak w norweskich sagach ! :):):)

kyja pisze...

u Was też trawy zalizane przez niedawny śnieg :) ta piwniczna piękna!
Pozdrawiam!!

Tenia pisze...

Witaj Mario
Widoki dzisiaj u Ciebie surowe,ale piękne.Już pachnie wiosną:))
Przed chwileczką czytałam poprzedni Twój post.Tam jeszcze była zima w pełni.Pewnie w następnym będzie ,już trochę zieleni,a może i jakiś kwiatek.
Jak szybko następują zmiany w przyrodzie.Wciąż nie mogę się temu nadziwić.
Pozdrawiam serdecznie:))

OLQA pisze...

jak pięknie! U nas żurawie już dają głos ale widzieć- też ich nie widziałam:)

Bozena pisze...

O takiej piwniczce marzy moja siostra i nakłania Jędrka, aby w najbliższym czasie coś podobnego zrobił nam na stoku pod chatami. Myślę jednak, że to w przyszłości,bo bardziej potrzebna teraz drewutnia.
Masz przepiękne widoki. Oko ucieka w dal.
Takie bryły lodu służyły kiedyś do napełniania " lodówek" w piwnicach. A dywaniki powinnaś potraktować kijanką! Tylko uważaj na zimną wodę. Jest zdradliwa. Pozdrawiam serdecznie :)

Tojav pisze...

Żurawie widziałem tydzień temu, wczoraj szpaki, dziś skowronki. Fajny post. Pozdrawiam.

Joanna Wilgucka pisze...

Szaro jeszcze, ale miejmy nadzieję, że to już ostatnie ślady zimy:) i znowu przyjdzie piękna wiosna.... pozdrawiam serdecznie:D

Ananda pisze...

Z pozdrowieniami przyszłam, pomału będę nadrabiać zaległości w czytaniu. Uściski przesyłam :)

Mażena pisze...

Już "widać" wiosnę. U mnie słonecznie było, choć bardzo wietrznie. Piękny miałaś spacer. Takie ślady wsi, których już nie ma, nastrajają smutno. Tam żyli ludzie, słychać było zwierzęta. Niesamowicie jest tak szukać jej na stokach...Pozdrawiam.

wkraj pisze...

Prawdziwy z Ciebie tropiciel śladów. Z tymi dzikami to mnie aż zatkało. Widać,że zima już odchodzi, teraz tylko czekać, aż przyroda obudzi się ze snu. Lubisz spacery i ładnie je prezentujesz, zawsze dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy. Te pranie dywaników w strumyku to już gdzieś widziałem na wschodzie Polski.
Pozdrawiam

Kasia pisze...

Wspaniałe skałki i doskonały sposób na pranie.
Pozdrawiam

Rogata Owca pisze...

Pięknie u Ciebie, jak zwykle. W zeszłym roku o tej porze były już u nas stada żurawi. W tym roku jeszcze żadnego nie widziałam, ale mąż słyszał już klangor, więc jednak przyleciały. Gęsi za to zasnuwają niebo od rana do wieczora. Słychać ich głosy i szum skrzydeł. Wiosna już. Serdecznie pozdrawiam

mania pisze...

Bardzo fajny sposób na pranie :)
U mnie pod balkonem rośnie taki bluszcz, troszkę przymarzł w zimie i nie wiem, czy nie trzeba będzie go przyciąć.
Dobrego tygodnia :)

AnkaSkakanka pisze...

Wracasz do " korzeni" nie tylko piekąc chleb ale też piorąc w strumieniu dywaniki. Ciekawa metoda. Jednak, jak piszesz skuteczna.

Piszesz, że pokazuję dzicz w mieście. Lubie się tułać po takich bezdrożach. Często kosztem błota na butach. Kupa natury, trochę historii, jest tym co mnie ciekawi i zachwyca. Pozdrawiam

M. pisze...

Prałam tak kiedyś w witowskim Dunajcu. Matko, jak ręce marzły!
Piwniczka z dobrym stropem ... łiii
Jeszcze chwila i Twój cudowny taras zacznie pachnieć oszałamiająco!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gooocha, wartki strumień pięknie wypłukuje piasek i kurz, na bosaka nie, bo za zimno, pozdrawiam.

Kyjo, zalizane mocno, jakby je wałem przejechał, taka piwniczka też mi się marzy, serdeczności.

Teniu, pachnie rzeczywiście na tych łąkach zeszłorocznymi ziołami, zwłaszcza w zacisznych dolinkach, jeśli będzie tak ciepło, jak prognozują, to szybko coś zakwitnie, i ja pozdrawiam cieplutko.

Olqo, nad nami ciągną klucze do odlotu, ale nie zauważyłam, żeby wracały, może zmieniły tor; dziś szpaka zauważyłam w ogrodzie, pozdrawiam.

Bożeno, i nam klaruje się już pomysł na taką piwniczkę przy domu; dywanikom chyba wystarczy udeptywanie i szybki nurt; jak wyjdzie się na górę, widać daleko, aż na Ukrainę, serdecznie Cię pozdrawiam.

Ania z Siedliska pisze...

Marzę o takiej piwniczce. kamienie świetnie utrzymują odpowiednia temperaturę. Na Pogórzu Juz widac przedwiośnie ! Serdecznie pozdrawiam !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tojav, i ja dziś przyuważyłam szpaka w ogrodzie, a żurawi ani śladu, pewnie już zdążyły przelecieć na północ, pozdrawiam.

Joanno, taka burość sprzyja sarnom, prawie ich nie widać, i fajnie chodzi się po łąkach, pozdrawiam Cię.

Anando, i ja witam Cię serdecznie, a od czasu, kiedy przeczytałam o Twoim tygielku, to pijemy kawę tylko tak parzoną, pozdrawiam.

Mażeno, w słońcu zaczyna już falować powietrze nad łąkami, pachnie jakimiś ziołami, a na górze widać daleko, taki bezkres, serdeczności.

Wkraju, tam poniżej jest kąpielisko dzików, kiedyś słyszałam, jak kwiczały na siebie nad ranem; tak, łażę po okolicy, znam tereny wokół; potok słychać, jak jest wysoka woda, ale szybko spływa, pozdrawiam.

Kasiu, mało mamy skałek na Pogórzu, te akuratnie bardzo niedaleko nas, corocznie uskuteczniam takie pranie, serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Rogata Owieczko, szpaka dziś zobaczyłam w ogrodzie, żurawie u nas tylko przelatują i lecą do Was, gdzieś na północ, serdeczności.

Maniu, jeszcze nie obcinaj bluszczu, może odbiją liście na łodydze; w praniu dywaników mam całkiem niewielki udział, wszystko robi szybki nurt, i Tobie dobrego, pozdrawiam serdecznie.

Ankoskakanko, a skuteczna, bo na nich tylko błoto i kurz naniesione przez psa i nas; e, tam! błotem na butach nie ma się co przejmować; właśnie przypomniało mi się, że moje gumiaczki zostały na tarasie, może prztrwają; pozdrawiam Cię.

Magdo, a bo już jest plan na lato, też chcemy taką piwniczkę przy domu, jest tam jeszcze dół po poprzedniej, bo tam kiedyś była zagroda; tylko pogłębić ździebko, no i murować z kamienia; już pachnie taras, tymianek wąchałam, serdeczności nad Drawę posyłam, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, i ja marzę, może uda nam się w tym roku zacząć od dołka na piwnicę, może podmurujemy coś; mieliśmy podobną, ale zawaliła się; pozdrawiam serdecznie.

Krystynka w podróży pisze...

Taka ziemna piwniczka lepsza niż lodówka, szkoda tej na zdjęciu bo niezadbana szybko zniszczeje. Narazie wojna zimy z wiosną, przeciąganie i przeplatanie. Ale do 21 się wyklaruje. Ja też moczę dywaniki w Tarlace chociaż nurt tu leniwy ale woda cudowna.

GAJA pisze...

Potok piękny, mech na kamieniach piękny, skałki cudne, a piwniczka!

Inkwizycja pisze...

Marysiu, a te podwaliny po starym domu to jakby dla nas ;-)) i jeszcze ta piwniczka! Wymyśliliśmy, że najlepiej będzie postawić nowy dom na starym fundamencie, żeby zachować ciągłość, używając w miarę możliwości materiałów z rozbiórki. A jak już osiądziemy w Izerach to koniecznie musicie nas odwiedzać!
Uściski dla Ciebie i Maksia, dobrze że jest ;-))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, taka piwniczka to moje ciche marzenie, niedaleko chatki żeby była, i nie musi być duża; była taka u nas, tylko zawaliła się, jabłka przechowywały się w niej do żniw, pozdrawiam serdecznie.

Gaju, ja wiem, bo Ty mieszkasz na równinie i każda górka Ci się podoba, a swoje pagóry musiałaś sama usypywać; dzięki za dobre słowa, serdeczności.

Inkwizycjo, to chyba masz dobry pomysł, żeby tylko stary budynek był naniesiony na mapy, razem z mediami; mnóstwo pieniędzy idzie w papiery do pozwolenia na budowę na nowy dom, do których potem nawet pies z kulawą nogą nie zajrzy; każdy przyłącz wymaga osobnego projektu, a do tego dokumentacja w 4 egzemplarzach, a stary dom zawsze można pod jakiś remoncik podciągnąc; a w Izerach pięknie, w cudnym miejscu będzie Wasz dom; dane mi było 2 razy być na Dolnym Śląsku i była to od razu miłość od pierwszego wejrzenia, pozdrawiam serdecznie.