niedziela, 15 kwietnia 2012

"Zew ziemi" ... cebulaki kresowe z przepisu babuni ...

Pamiętacie taką scenę z "Przystanku Alaska"? Starszy właściciel baru poczuł ów "zew ziemi", zapłacił farmerowi, przypiął do sobie uprzężą pług i orał ziemię do upadłego ... potem młoda żona prasowała mu plecy żelazkiem, bo nie mógł się wyprostować ... i ja poczułam taki zew ziemi ...
.... rozczytałam się, o tych grządkach permakulturowych, podniesionych, dziewczyny kopią, przygotowują, ściółkują ... też tak chciałam. Mam w ogrodzie mnóstwo kompostu z liści, trawy, popiołu drzewnego, spakowałam go do 10 worów, na przyczepkę i na Pogórze, wykorzystam go jak należy do użyźnienia gleby.


Kupiłam też siatkę leśną do ogrodzenia grządek, żeby sarny nie wchodziły ... słupki na ogrodzenie już czekają, Janek z góry przywiózł je pod naszą nieobecność.


Istniejące ścieżki pogłębiłam, ziemia z nich na grządkę, a na to kompost ...


Przyuważyłam u sąsiada na górze duże ilości siana, którego chyba już nie wykorzysta dla zwierząt, poproszę go o nie, a przy okazji wygrabię otoczenie, i jeszcze tym sianem obłożę grządki. Nie wiem, czy wiele wspólnego mają te moje grządki z permakulturowymi, ale to ściółkowanie ma sens, spróbuję ...


W ramach moich działkowych doświadczeń zakupiłam maleńką szklarenkę w markecie, chcę zobaczyć, jakie wyjdą z nich pomidory, może pokuszę się na większą, i jeszcze bym chciała tunelik na paprykę i ogórki, ależ się rozpędziłam ...
Przepracowałam spory kawał soboty przy ziemi, aż deszcz mnie przepędził, lało już do wieczora, robota nie skończona, nic nie posiane; pojadę zaraz, jak przestanie padać
W piątek, tuż po przyjeździe była piękna pogoda, ciepło, zajrzałam do moich pszczół murarek, kilka fruwało w okolicy trzcinek, myślę, że zadomawiają się. Sporo kokonów było jeszcze zamkniętych, słyszałam ciche brzęczenie wewnątrz, spróbowałam jeden otworzyć delikatnie, wyszła energicznie pszczółka, rozprostowała skrzydła i poleciała prosto w słońce. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, pomogłam uwolnić się wszystkim, część kokonów była z obumarłymi owadami, reszta wesoło pofrunęła w świat ... mają potężne szczęki, pewnie do przegryzania ścianek, poczułam na palcach, jak niektóre chwytały mnie nimi ... rzeczywiście nie robią krzywdy, są śliczne, mają puchate, złote brzuszki.


W niedzielę mgła oblepiła cały świat, zahaczała o pagóry, momentami zamieniała się w drobny deszcz, nie było zimno, świat zielenił się w oczach ... kwitnie wszystko ...


Wszędzie łany pierwiosnków ...


... zaczyna kwitnąć barwinek ...


... a w krzakach zawilce. Mokro, spływają z liści krople deszczu, kapie z gałęzi, traw ...


... ale w chatce przyjemnie, cieplutko, dym idzie z komina, to najfajniejszy widok ...


Troszkę pobolewa kręgosłup, bo wzięłam się zbyt intensywnie do tego kopania, zmoczył mnie deszcz i owiał wiatr, ale dzień-dwa i przejdzie ... pewnie trzeba wdrażać się powoli do tych przyjemnych robót ... i może nie trzeba będzie mnie prasować żelazkiem ...

Czy macie czasami nadmiar skwarków w domu? mogą być suche, po odsączeniu smalcu, mogą być ze smalcem, są jednym ze składników cebulaków, piekę je często, bo są przysmakiem domowników.
Składniki podam lekko "orientacyjnie", hm!

CEBULAKI KRESOWE
5 szklanek mąki
4 ogromne cebule /skroić w kostkę, nie przysmażać!/
spora garść suchego maku
2 łyżeczki soli
30 dkg skwarków /jeśli są ze smalcem, nie potrzeba margaryny/
1 margaryna
szklanka śmietany
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3-4 jajka


Wszystko siekamy na stolnicy do połączenia, cebula puszcza sok, ciasto jest dosyć wilgotne ...


... nie wygląda pięknie, gruzłowate od cebuli, w kropki od maku, ale to niczemu nie przeszkadza ...


Bierzemy po sporym kawałku, roztaczamy na placek grubości palca i wykrawamy spore palcuszki, szklanka jest za mała, może jakimś garnuszkiem ...


... do gorącego pieca, do zrumienienia i gotowe.
Ciepłe można jeść z masłem, zimne też smakują wybornie z masłem, dobre do barszczyku, żuru, wszelkich czystych zup, a czasami, jak nas najdzie ochota na przegryzkę, są jak znalazł.


Może komuś spodoba się przepis i wykorzysta? Smacznego!


Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za czas, który mi poświęcacie, za ciepłe słowa, wszystkiego dobrego, pa.



Naprzeciwko naszego "widokowego" okna, w dziupli starej jabłoni, szpakowie zakładają gniazdo, uwijają się w trawie, noszą suche liście, jest na co popatrzeć, a w wolnych chwilach pogwizdują w gałęziach, zupełnie jak popsuta gra komputerowa ...


... a czosnek niedźwiedzi pokrywa dywanem całe brzegi Wiaru, przejeżdżaliśmy dziś tamtędy, pa.

25 komentarzy:

*gooocha* pisze...

Jak pięknie, wiosennie:) Coś w trym jest, że się chęci do działania wraz z dłuższym dniem dostaje.
Ale bym chrupła tego Twojego cebulaka mmmmmmmmmmmmm...

Joanna pisze...

fajna szklarenka... my mamy folię i co roku rwie nam ją wiatr; dzisiaj widzieliśmy w markecie pleksę i ją walniemy na ściany szklarenki;
bardzo dziękuję za przepis ... lubię takie potrawy ;

malaala pisze...

O jakie ciekawe placuszki!!!:) Zjadłbym,ale w takich wiejskich klimatach musi smakować najlepiej :)
Fajna szklarnia !!! Mi ostatnio zmroziło pomidorki :( to taka ochronka przydałaby się ;)
Pierwiosnki uwielbiam !!!Pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Ogrodniczka z Ciebie jak się patrzy :) A przepis zacny, ciekawe połaczenie maku z cebulą, trzeba będzie wypróbować w wersji wegetariańskiej, bez skwarków :)
U nas też już się zieleni aż miło, dzisiaj na spacerze widziałam małego, żółto-zielonkawego ptaszka, to chyba dzwoniec.
Dobrego tygodnia :)

Krystynka w podróży pisze...

Ale u Ciebie kolorowo, pracowicie, pachnąco i mokro. Dla mnie też dym z komina (zwłaszcza w deszczowy dzień) to widok zachwycający, często jak palę to co chwilę wypadam na zewnątrz by się nacieszyć tym widokiem (zwłaszcza przy rozpalaniu bo wtedy uroczo snuje się jasnosiwy dym. A czy te podniesione grządki nie będą za bardzo się wysuszać?

LEPTIR pisze...

ale narobiłas ochoty na te cebulaki, pewnie wkrótce wykorzystam....
a wiosennie u was już naprawdę....lubię czytać i ogladać Twoje relacje, są takie naturalne, pełne ciepła i obcowania z przyrodą...
pozdrawiam

Rogata Owca pisze...

Az poczułam zapach tej Waszej wiosny, wilgotnej z kroplami deszczu. U nas jakby jeszcze natura śpi. Zdjęcia, jak zwykle - balsam na ma duszę. Cebulaki lubię, ale takich z makiem nie jadłam. Ja w ogóle lubię cebulę i często robię cebulowy placek. Spróbuję wykorzystać Twój przepis w najbliższy piątek, bo mam gości na pieczenie chleba więc upieczemy i cebulaki. A Wasz domek na zdjęciu to gabarytowo taki jak nasz. Pozdrawiam deszczowo

p.s.

nie przepracowuj się w ogrodzie, też tak czasem mam, a ostatnim razem jakieś lumbago trzymało mnie w "kleszczach" 2 tygodnie

Danusia pisze...

Ach, jak pięknie.
U nas też od wczoraj pada. Byłam wczoraj na działce, ale po południu było już za mokro na jakiekolwiek roboty ziemne.
Cebulaki, robiła moja mama i babcia, ale maku nie dodawały.
Pozdrawiam:)

AGATKA pisze...

SERDECZNIE CIĘ POZDRAWIAM

ŻYCZĘ TOBIE CUDOWNEGO WIECZORKU
ORAZ MILUTKICH UROCZO SŁODKICH
SNÓW
I WSPANIAŁEGO POGODNEGO NOWEGO TYGODNIA:))

wkraj pisze...

Nie ma dziś za dużo czasu, więc tylko serdecznie pozdrawiam. Aż poczułem tę wiosenną aurę wokół Twojego domu.

Asia i Wojtek pisze...

Cebulaki wypróbuję na pewno, bo wszyscy w domu lubimy takie smaki. U nas pod nazwą cebulaki znane są pierożki z nadzionkiem z zeszklonej cebuli, w cieście drożdżowym, pieczone w piekarniku.
Grządki podniesione przemawiają do mnie i nawet o nich myślałam, ale w tym roku nie mam siły. Są tradycyjne. Ale szpinak już kiełkuje:-)))
Pozdrawiam Serdecznie.
Asia

Ola_83 pisze...

Takiego przysmaku nie znałam...ciekawy przepis;-)pozdrawiam!

M. pisze...

Ach ten zew ... Tak jak u mojej mamy, która "zawezwana" robi małe ogródeczki na trawniku przed blokiem. Całe życie ukochała sianie, sadzenie, pielęgnowanie roślin, ale niestety nigdy nie miała własnego, prawdziwego ogrodu.
Cebulaki zapowiadają się rewelacyjnie, tylko ten mak mnie zdumiewa. Nadaje jakiś specyficzny smak?
Zemdlałam czytając o szczękach pszczół chwytających Cię za skórę!!! Nic nie pomogły złote puchate brzuszki ... Znasz film Kolskiego "Afonia i pszczoły"?
Cudowności ogrodniczych!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gooocha, i jeszcze temperatury znośne, bo potem, jak jest gorąco, to się nie chce działać; cebulaki dobre są, pozdrawiam.

Joanno, nie mam pojęcia, jak sprawdzi się ta szklarenka, to próba; taka pleksa to już na długo, może kiedyś też wybudujemy większą; pozdrawiam.

Malaalu, na tarasie, z kubkiem herbaty pachnącej i widokami smakuje najlepiej; serdeczności.

Maniu, tak mnie jakoś wzięło na to ogrodnictwo, wszystkiego na razie próbuję; dziś wyniosłam rozsady na ciepły deszczyk, nic tak nie działa na rośliny dobrze; i Tobie dobrego, pozdrawiam serdecznie.

Krystyno, pachnie wszystko, i świeżo przekopana ziemia, i kompost na wierzchu; i ja tak wybiegam - idzie już dym z komina? bo czasami lubi zadymić chałupkę; myślę, że nie będą się wysuszać, bo będą okryte ściółką, szybciej ogrzeje się ziemia, a prawdopodobnie nie trzeba ich będzie przekopywać na zimę, składniki pokarmowe będą przechodzić z wierzchniej warstwy w głąb, wszystko "uwidim"; rzeczywiście po zimie gleba jest bardzo pulchna , wystarczą grabki; pozdrawiam serdecznie.

Leptir, pewnie, że zrób cebulaki, nie ma przy nich dużo roboty; łąki już pokrywają się zieloną mgiełką; dziękuję Ci za dobre słowo, pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Owieczko, w niedzielę rano poczułam zapach mgły, gęsta wilgoć, na dwa kroki nie widać, tak było na górze, a może to byliśmy w chmurze? przy cebulakach nie ma dużo roboty, można sobie placuszki wykroić od razu wszystkie, nie skleją się; i my mamy duży przerób cebulowy, wszyscy ją lubią; domek malutki 5x7 + taras, taka przestrzeń życiowa wystarcza nam w zupełności, na poddaszu śpimy; a latem całe życie toczy się na powietrzu; pozdrawiam serdecznie.

Babusiu-Danusiu, witam pięknie; w czasie deszczu klei się wszystko, w końcu nie jest jeszcze tak późno na wszelkie roboty i sadzenia, zdążymy; z tymi cebulakami to pewnie co kraj to obyczaj; to przepis z domu rodzinnego męża, teraz ja je piekę, z makiem też dobre, spróbuj! serdeczności.

Witaj, Agatko, dzięki za ciepłe słowa, i ja pozdrawiam Cię serdecznie.

Wkraju, nic nie szkodzi, cieszę się, że zaglądasz, ciepło pozdrawiam.

Asiu i Wojtku, są pyszne, słonawe, mąż je wcina z ogromnym smakiem, bo to z jego dzieciństwa; znam też te drożdżowe, równie dobre; grządki zawsze zdążysz zrobić, jak czytam o tej uprawie, to ma to wszystko sens, ano spróbujemy; pozdrawiam serdecznie.

Magdo, mak, cebula, skwarki dają swoisty smaczek; zjadałaś kiedyś mak zeskrobywany z bochenka chleba? ja tak; tutaj to wszystko fajnie łączy się smakowo, mak chrupie w zębach, cebulka pachnie, taka niewydziwiana przegryzka, a nie jakieś, nie przymierzając, nie nasze suszi; te szczęki nie robią krzywdy, czujesz, że chwytają, ale nieboleśnie; Kolskiego lubię, ale pewnie "Afonii..." nie oglądałam, a może? tylko zapomniałam? serdeczności nad Drawę ślę, pa, Magdo.

Olu_83, ja poznałam te cebulaki w rodzinie męża, inne to drożdżowe tylko znałam, ale są dobre, serdeczności.

jola pisze...

Witaj Marysiu, u Ciebie jak zwykle pracowicie i pomysłowo. Szklarenka przecudna, ciekawa jestem jak się spisze, czy Ci te pomidory urosną. U mnie sąsiad zrobił sobie piękną szklarenkę ze starych okien, które ludzie na śmietnik wyrzucają, ale pomidory marnie mu rosną. Sama myślałam o takiej, poczekam na Twoje doświadczenia i plony :)

jolanda pisze...

Witaj Marysiu,
doskonale Cię rozumiem - i ten zapach ziemi po deszczu, i te obrazy przed oczyma warzyw dorodnych własnej uprawy, ten ból mięśni i kręgosłupa, sen nagły i głęboki po całodziennej pracy i poranną złość, że nie zdołałam przed zaśnięciem planów najbliższych posnuć, gdzie co posieję i pomarzyć, jak będzie wyglądał sad i ogród w pełni rozkwitu. Zaskakujący i nieprzewidywalny zew ziemi.

Cebulaka nie znam, spróbuję.

Co to za kwiat dwukolorowy po cebulaku, bo naszabrowałam z ruin starego siedliska i wsadziłam do ogródka? Nieznana mi piękność.

Na Mazurach daleko jeszcze do takiej wiosenki, jak u Ciebie; w wawce po tygodniu widzę, że się mocno zazieleniło, Mazury jeszcze śpią zimowym snem.

Foliak mam obiecany, ale jest taka masa priorytetów, że nie wiem czy nastąpi to w tym sezonie. W ub. roku piękne krzaki pomidorów obumarły w ciągu kilku dni.

Ściskam serdecznie
jolanda

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Uwielbiam wiosnę i też najchętniej ruszyłabym do roboty w ogródku.
Rozłóż jednak Mario tą ciężką pracę na kilka dni,bo i żelazko nie pomoże.
Zazdroszczę Ci też tych Twoich własnych pszczółek.Może dadzą Ci latem troszeczkę miodu.Pamiętam jak będąc dzieckiem miałam okazję pić miód słomką z plastra.Super:))
Pozdrawiam serdecznie:))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, wszystko testuję, i podwyższone grządki, i szklarenkę, zobaczymy, jakie będą efekty; też widziałam takie ze starych okien, ważne, że spełniają swoją rolę; już hartuję rozsadę, wynoszę na deszczyk wiosenny, na słońce, nie ma jak natura; serdeczności na Jaworzyny ślę, pa.

Jolando, tak,wyobraźnia nasuwa mi przed oczy "urodną ogrodziznę", jak mawiała moja mama, a co z tego wyjdzie? zawsze coś!; ten kwiatek to miodunka, zmienia kolory po zapyleniu przez owady; i moje zeszłoroczne pomidory poszły na marne z powodu deszczów, tylko takie malutkie, koktajlowe miały się bardzo dobrze; może i ja dorosnę do foliaka; a spałam w chatce pół doby, nieprzerwanie, jak można tyle spać po fizycznej pracy?
pozdrawiam Cię serdecznie.

Teniu, tak mi się zdarza od czasu do czasu ból kręgosłupa, i wiem, że powinnam dawkować ciężkie prace, ale słabo mi to wychodzi; te pszczółki, Teniu, są dzikie, nie dają miodu, potrzebne są do zapylenia, mąż marzy o kilku ulach, ale trzeba dbać o pszczoły cały czas, a my jeszcze nie możemy; i ja pamiętam smak miodu wysysanego z plastra, zapach wosku, dawno to było, pozdrawiam Cię serdecznie.

domowa kurka pisze...

nasz ogródek jakos cieżko nam reatywować...chyba czeba czasu na zagojenie ran w sercu do końca... bo NBŻ ciagle zmieniała plany, tu basen, tam kwietnik, tu parasol, tam cośtam...ech... a pomidorki mieliśmy pychotki...szklarnię ona wycieła w pień... ach..

Mażena pisze...

Skwarki i mak - zainspirowałaś mnie! Pięknie i pracowicie u Ciebie. Plecy wróciły do normy? Pozdrawiam i zdrówka życzę bo z plecami nie ma żartów.

graciarka pisze...

Hej witam!
Sprobowalam dzisiaj, wedlug twojego przepisu upiec cebulaczki.Wyszly pieknie, pieknie tez pachnialy.Problemik malutki mam ze srodkiem plackow.Moje na zewnatrz byly chrupkie i przypieczone tzn.zarumienione srodek natomiast byl szklisty.Czy to normalne - wydaje mi sie ze to za sprawa smalcu i skwarkow, czy to jest zakalec???
Placuszki zjedlismy,smakowaly bardzo , brzuchy nas nie rozbolaly. Ale napisz prosze jak u Ciebie wychodza - ciekawosc.haha.
Podziwiam Twoj blog i pozdrawiam serdecznie!!! AGATA

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kurko, bo Ty masz remonty wewnątrz domu, zajmowanie się gośćmi, przyjdzie czas i na ogródek, a zrobisz go zupełnie po swojemu; właśnie te pomidorki tak nas nęcą; serdeczności.

Mażeno, plecy naprawiły się, po zimie człowiek niewdrożony zbytnio do ruchu, ale już lepiej, nawet zakwasy w mięśniach ustąpiły, pozdrawiam.

Graciarko, skwarki dodaję zmielone, takie są najlepsze; może trzeba je dłużej w piekarniku potrzymać? następnym razem na pewno wyjdą udane, pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ, Szukałam tego przepisu od lat (moja babcia pochodziła ze wschodu i te cebulaki to był przysmak dzieciństwa którego nie mogłam odnaleźć. Jeszcze raz dziękuję :*

Anonimowy pisze...

Witam, z wielką radością znalazłam przepis na kresowe cebulaki. Na zdj.wyglądają identycznie jak te, które piekła moja Babcia. Zaraz zabieram się do "roboty". Tylko proszę o info. w jakiej temp.je piec ?
Na adres: markiel38@poczta.onet.pl
Pozdrawiam
Marta (wnuczka i córka kresowianek)