niedziela, 21 października 2012

Jesień w Beskidzie Skolskim ...

To było zwariowane.
Siedziałam od wtorku w chatce, pracowałam nad jabłkami, wyciskałam soki, zbierałam grzyby, a ręce ściemniały mi zupełnie od tych wszystkich zajęć.
Nie miałam kontaktu z domem, bo na ekranie telefonu widniał bez przerwy ten sam komunikat: Poza zasięgiem sieci ... myślałam, że może coś dzieje się z anteną, konserwują albo coś takiego.
W czwartek przyjechał mąż i krzyknął  tylko: - Zbieraj się, Maryś, jedziemy w nocy na Ukrainę, bo to może być ostatni taki ciepły weekend!
O ludziska! popłoch zupełny, z rękami jak ziemia święta? czy ja mam co włożyć na siebie? a Miśka? a zaczyn na chleb? a marynowane żeberka?
Wszystko się uładziło, Miśka pojechała do domu pod opiekę młodzieży, zaczyn do lodówki, a żeberka do zamrażalnika, nawet jakieś ciuchy znalazły się w szafie, tylko ręce dalej były czarne.
I pojechaliśmy, sporo po północy, na przejście w Krościenku, zero kolejki, szybka odprawa i już Hołek melduje, że tylko 120 kilometrów do celu.
Niech nikogo nie zmylą te 120 km, ta odległość po dziurach w drodze ciągnie się niemiłosiernie, żołądek obija się o żebra, chwila nieuwagi i można urwać koło, a po prawej stronie rysują się już łańcuchy górskie na tle wschodzącego słońca.
W połowie drogi miasto Brunona Schulza - Drohobycz, przymierzamy się do połażenia po tych przygranicznych miasteczkach, Truskawiec, Borysław, Sambor, Dobromil, wszystko blisko ...


Jakżesz można oprzeć się tym mgłom? gdzieś w oddali wyłania się cerkiewka, dymy z kominów, a my kierujemy się na Stryj, a potem Bolechów ... stąd już tylko 12 km do wsi Bubniszcze, gdzie znajdują się Skały Dobosza, tzw. Skalne Miasto.
Byliśmy tu w zeszłym roku, na początku grudnia, wiało wtedy w oczy śniegiem i wielu rzeczy nie zauważyliśmy ... a teraz piękna jesień, od porannego przymrozku temperatura rośnie do 22 stopni.
Wejścia do parku pilnuje człowiek ze złotymi zębami, szerokim uśmiechu:  -Wy Polaki? oj! u was dużo dobre!  ... po uiszczeniu opłaty mówi do nas: - Tam tri diewuszki na rabotu, weźcie ich.
Pewnie, że wzięliśmy ... zmieściła się jeszcze czwarta, a wszystkie one idą codziennie w góry do koliby, do pracy w kuchni.


A na górze jesień w najpiękniejszych kolorach, słońce, przepiękna widoczność ...


Smakujemy powoli to miejsce, prawie nie ma ludzi ... skały, grupy skał, fantastyczne kształty ...


Na najwyższej skale mnóstwo tabliczek ... dla tych, którzy na zawsze pozostali w górach  ...


... i jeszcze krzyż, przytwierdzony łańcuchami do ściany ...


... i wszędzie ścieżki wspinaczkowe, pochwyty dla rąk, oczka do zaczepienia liny, łańcuchy.
Pod nogami mnóstwo liści, na stromiźnie można zjechać ...

  Schodzimy niżej, do Skalnego Miasta ...


Teraz można wszędzie wejść po stopniach wykutych w skale ...


... albo jeszcze wyżej ...


Trzeba uważać, mimo, że jest sucho ... miałki piasek ze startego piaskowca powoduje, że można nieoczekiwanie zjechać na butach ...


Mam stracha, można pochodzić po skałach, ale między nimi takie przepaściste miejsca ...


Długo chodzimy, odczytujemy napisy, przeważnie ukraińskie, napotykamy też stary, w połowie zatarty, z 1884 roku ...


Wszędzie wąskie przejścia między skałami, niektóre zakończone ślepo, nawet resztki murów z budowli obronnych ...

         

Przepaściste wąwozy, strach zajrzeć do dna ...


... a ten buk nie bał się ... wyrósł prosto z dna ...





Przy placyku stoi koniś, łeb zanurzony w worku z obrokiem, może ktoś ma ochotę na przejażdżkę?


A w kolibie już płonie ogień, dym ścieli się aż na drogę ... i pachnie ... buczynowym drzewem ...


Ta koliba nazywa się WATRA, a w niej znajome "diewuszki" już szykują dla nas posiłek, zgłodnieliśmy trochę od wyjazdu z chatki. Mieliśmy taki plan, że zanocujemy tutaj, a następnego dnia przemieścimy się do Jamielnicy i Urycza ... ale co tu robić do końca dnia, skoro dopiero południe?
Ruszyliśmy dalej w drogę, i to co mieliśmy zaplanowane na dwa dni, zrobiliśmy w jeden ...


To Tustań, piaskowcowe pozostałości po zamku, zbudowanym przez Kazimierza Wielkiego, obecnie rezerwat historyczno-kulturalny ... u podnóża kramy z paskudkami, jak na naszej Solinie, identyczne przyrządy do masażu, drewniane węże, kufle z tokarki ... ciężko wyłapać coś ładnego.


Wyznaczonymi ścieżkami prowadzą drewniane podesty, nawet błotko tu niestraszne, ale pewnie ślisko w deszczu ...

Z góry widoki na dolinę - cudności ... a te lasy wokół ...


Wracaliśmy straszliwie dziurawymi drogami, przy lasach pełno ludzi - niesamowity wysyp grzybów, każdy coś tam niósł ze sobą.
W Samborze wstąpiliśmy na czeburieki - niebo w gębie! świeżutkie, pachnące w środku koperkiem, wielkie jak talerz złożony na pół, ciasto leciutkie, z pęcherzykami powietrza...
Potem już prosto na granicę, jeszcze tylko zachód słońca ...


Na przejściu granicznym kilka samochodów, odprawa przebiegła sprawnie ze strony ukraińskiej ... tylko polski celnik podejrzewał nas o przemyt ... niemiły, nieuprzejmy, ma chłopina szczęście, że trafił na spokojnych ludzi.
I powiem Wam, że człowiek odzwyczaił się już od takiego traktowania, wszyscy brani jednakową miarą ... przemycają, wódkę i papierosy ... a my mieliśmy tylko piwo i śliwki w czekoladzie.
Przejeżdżając przez miasteczka, patrzyłam z niedowierzaniem na nazwy ulic: Konowalca, Bandery ... ich ogromne podobizny na plakatach ... a z drugiej strony szczuplutka staruszeczka w chuścince na głowie, w maleńkim wioskowym sklepiku pozdrawia nas: Sława Isusu Christu ...
Wszędzie plakaty wyborcze, niektórzy kandydaci w narodowych, haftowanych koszulach, gdzieś przemknął plakat oblany czerwoną farbą, jak krwią ... gdzieś na słupie twarz Julii Tymoszenko ... szczytne hasła Batkiwszczyna, Witczyzna ... czy zmieni to los tych ludzi, którzy mieszkają w tych dolinach, bez dojazdu, bez dróg ... kolebią się te marszrutki i wiozą ich gdzieś w mrok, a potem jeszcze piechotą do swojej chatynki ... rano skoro świt czekają przy drogach na przejazd, zmarznięci, skuleni ...


Nie zabraliśmy Miśki ze sobą, znajomi uprzedzili nas, że chętnie zostanie wpuszczona przez granicę, gorzej z powrotem ... nie szkodzi, że jest paszport, czip, szczepienia ... żądają osobnych papierów, raz takich, raz innych, w najgorszym wypadku zatrzymują psa na 2-tygodniową kwarantannę, a wszystko po to, żeby wymóc jakieś pieniądze ... woleliśmy tego nie sprawdzać.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a zwłaszcza w naszej chatynce, a przed nami jeszcze sobota, hej!


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowa, dobrego tygodnia, pa!





24 komentarze:

Agata Rak pisze...

bardzo ładne zdjęcia

Nasza Polana pisze...

Znakomita wycieczka. Jak już się uporamy z Naszą Polaną :-) to też będziemy na takie wyprawy jeździć bo czego jak czego ale tych wypadów na wschód to Wam szczerze zazdroszczę... ale wiecie! :-) tak pozytywnie rzecz jasna :-) pozdrowienia

Lusia pisze...

Piękne miejsca, piękne zdjęcia, szkoda,ze dola mieszkających tam ludzi taka nieciekawa.

Ataner pisze...

Jak zwykle bardzo ciekawy fotoreprtaz, jesiennie, nostalgicznie, ale jednak smutek, ze bieda jeszcze taka widoczna jest, a my nic nie mozemy na to poradzic.
Ja tez kocham takie miejsca z dala od ludzi, pieknie tam.
Takie spontaniczne wyjazdy czasami sa najpikniejsze:)
Usciski!

Pozwol, ze zachowania celnikow polskich nie skomentuje, brak mi slow.
Zastanawiam sie jednak, jak oni poczyliby sie gdyby byli na waszym miejscu.
I tak sobie mysle, ze chyba niestety nic.

Tenia pisze...

Witaj Mari
Takie niespodziewane wyjazdy często dają najwięcej przyjemności.
Skałki piękne ale i niebezpieczne.
A kolory jesieni zachwycające.
Pozdrawiam serdecznie:))

weszynoska pisze...

Piękna wycieczka, podziwiam Was za chęci i wytrwałość. oglądamy dzięki Wam piękne zakątki...

AnkaSkakanka pisze...

Świetna wyprawa I fajna opowieść. tak ciepło opisujesz te miejsca, nawet wrednego celnika. Kochana z Ciebie osoba. Pozdrawiam

Go i Rado Barłowscy pisze...

Takie właśnie, nasze osobiste, spontaniczne i zwariowane "wyrypy" wspominamy najchętniej i z ogromną przyjemnością. Super!

Niskie ukłony dla Męża! :D

Ciumy ślemy na Zasanie.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Takie właśnie, nasze osobiste, spontaniczne i zwariowane "wyrypy" wspominamy najchętniej i z ogromną przyjemnością. Super!

Niskie ukłony dla Męża! :D

Ciumy ślemy na Zasanie.

Monika B. pisze...

Cudowne miejsce.

Jo pisze...

wspaniale wykorzystaliście weekend, wschód nadal przyjazny i piękny

mania pisze...

Piękna wycieczka! Takie malownicze mgły podziwiałam wczoraj jadąc autobusem do Zdroju i ubolewając, ze nie ma po drodze przystanku żeby je uwiecznić.
Marzy mi się wycieczka w tamte strony,jak byłam w Biesach przewodnik polecał nam wycieczke organizowaną przez sanocki PTKK - podróz koleją z Sianek do Wołosianki, podobno malownicze widoki, trzeba sie bedzie wybrac wiosną.
Pozdrawiam serdecznie :)
P.S.
Czarne ręce wybielisz cytryna albo robiąc pranie ręczne :)

Inkwizycja pisze...

Szalona wycieczka, ale Wy już w takich zaprawieni ;) Cudowne widoki, piękne miejsca, ale kontrast z tamtą biedą stanowi zgrzyt... niestety trzeba się z nią zetknąć, żeby poznać prawdziwe życie TAM.
Przepaści i szczelin bałabym się, trochę podobne do naszych Gór Stołowych; byliśmy tam wczoraj i było równie malowniczo, kolory jesieni oszołamiające ;-)
Ściskam czule

Mażena pisze...

Piękne tereny odkrywacie.
Podziwiam i cóż ukrywać - zazdroszczę.
Dziękuję za relację :) Śliczne zdjęcia i te mgły i chmury....

ciche marzenia...ciii... pisze...

śliczne zdjęcia i piękne miejsca...

sukienka w kropki pisze...

Niesamowicie piękne miejsce, jestem oczarowana! No i pora roku piękna, pogoda dopisała więc żyć nie umierać? Dobrze że pieska nie wzięliście że sobą bo wycieczka mogła by mieć smutny finał. Ja widziałam podobne skałki we Włoszech (piszę o nich na moim starym blogu "Skamieniałe zwierzaki na Monte Mottarone")ale ich otoczenie jest spaskudzone przez niedalekie wyciągi narciarskie i liczne przekaźniki na szczycie góry a tu pokazałaś przepiękny nieskażony pejzaż. Pozdrawiam!

Krystynka w podróży pisze...

Często spontaniczne wypady są najlepsze. Widzę że Was ciągnie w góry i górki, ja często wyjeżdżałam dopóki miałam tylko mieszkanie, teraz wszystko czego pragnę i potrzebuję jest pod tym małym skrawkiem błękitnego nieba danym mi ku uciesze

grazyna pisze...

To pierwsze zdjecie po prostu niesamowite..przepiekne, swiatlo padajace na cerkiew, mgly, no cudne po prostu. I musze jeszcze raz wyrazic zachwyt nad Wasza gotowoscia do wszelakich wypadow, spontanicznosci....a te skaly wszedobylskie przypominaja mi te z Monsanto w Portugalii. sciskam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dzięki, Agato, to czyste niebo i jesienne kolorki przyczyniły się do tego; pozdrawiam.

Polano, z Beskidu będzie świetny punkt wypadowy, i na Ukrainę, i do Rumunii, a tuż pod ręką Słowacja, lepiej nie widzę; serdeczności.

Lusiu, bieda na wsi widoczna bardzo; a tereny przecudne, i to tak blisko, bliżej niż nad morze lub Dolny Śląsk; pozdrowienia ślę.

Ataner, powiem Ci szczerze, że i nas zamurowało na jego stwierdzenie, żebyśmy ustalili, co przemycamy, bałwan jeden, zza okienka odprawę robił; na ten weekend zapowiadają już śnieg, ale to przecież nie koniec świata; serdeczności za wielką wodę ślę.

Teniu, nie odważyłabym się tam wspinać, bo ja bojąca jestem; a niebieskie niebo i te kolory stwarzały wręcz pocztówkowe widoki; serdeczności.

Węszynosko, pewnie jeździlibyśmy tam częściej, tylko ta granica odstrasza, jedna wielka niewiadoma; pozdrawiam cieplutko.

AnkoSkakanko, pewnie miał zły dzień, albo jest takim człowiekiem, a tego nie wypleni; serdeczności.

Go i Rado, pomysły rodzą się na pniu, najczęściej od stwierdzenia: Pojechalibyśmy gdzieś ...; dzięki za ukłony, pozdrowienia ślę.

Moniko, polecam każdemu, ceniącemu spokój i ciszę; no i żeby nie bał się dziur w drogach; pozdrawiam.

Jo, trafiliśmy w dobrą widoczność, ciepło, prawie letnio, i te kolory; serdeczności.


Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, tak, do zdjęcia trzeba się jednak zatrzymać, klepię ich mnóstwo zza szyby, ale potem trzeba je usuwać, bo rzadko wychodzą dobre; Maniu, jechaliśmy do Użoka i dalej wzdłuż tej trasy, bardzo malowniczo, zakręty, tunele, przewyższenia, warto; ręce prawie wymyte, nie na długo, bo znowu zabieram się za jabłka; pozdrawiam Cię serdecznie.

Inkwizycjo, zestawy plecakowo-butne stoją w pogotowiu i w domu, i w chatce, nie znamy dnia ani godziny, kiedy coś wpadnie do głowy; podobne, rzeczywiście do Stołowych, ale to inna skała, piaskowiec, miękki, bo ściera się w piasek, dlatego ładnie wyokrągla się; czy mogę liczyć na wpis o Waszej wyprawie? pozdrowienia ślę.

Mażeno, pewnie bylibyśmy tam częściej, tylko ta granica mocno odstrasza, bo jest co zwiedzać i oglądać; pozdrowienia ślę.

Ciche marzenia, sprzyjała nam pogoda, i pora roku, i to miejsce; serdeczności.

Sukienko, tak na tej granicy jest, wielka niewiadoma, a nie warto ryzykować i nie daj Boże zostawiać psa na tak długo; tutaj akuratnie jest zachowany naturalny krajobraz, ale gdzie indziej zbudowano na połoninach jakieś paskudne obiekty o militarnym znaczeniu, opuszczone teraz i w rozsypce, to dzieło Sowietów, w obawie przed atakiem Zachodu; i ja pozdrawiam.

Krystyno, czasami miewam ochotę powłóczyć się po starych ryneczkach miast, zajrzeć do kościołów, może następnym razem; chcę coś jeszcze zobaczyć, póki zdrowia i sił; serdeczności.

Grażyno, byłam wczoraj u Ciebie i tak sobie pomyślałam: Przecież to bardzo podobnie jak na Ukrainie!; pozdrowienia ślę.

Sąsiad pisze...

Piękny i opis i foty. Pięknie.
Pozdrawiam,
Sąsiad

M. pisze...

Jak pokazujesz góry rumuńskie, to nigdzie tylko tam ... Jak pokazujesz ukraińskie, to tylko tam ...
No i cisną się baaardzo odkrywcze słowa, że bogactwo tego świata jest niesamowite! Miliony pięknych, niepowtarzalnych miejsc i w każdym z nich, miliony historii ludzkich.
Uściski!

Krzysiek Pogórski pisze...

To zdjęcie z klasztorem ponad morzem mgły i wyspami lasu 10/10

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

O, jakże miło powitać Sąsiada na południowym wschodzie; na Ukrainie jest niezwyczajnie, a w tych wyższych górach, w Czarnohorze czy Gorganach ... przymierzamy się na przyszły rok; pozdrawiam.

Magdo, a w ilu takich miejscach nie będzie nam dane być; wszędzie jakoś żyją ludzie, może biedniej; serdeczności.

Krzyśku, słońce dopiero wstawało, mgły układały się tylko w podmokłych dolinach; dzięki wielkie, pozdrawiam.