niedziela, 27 stycznia 2013

Przy świecach ...

Na pewno słyszeliście, że na Podkarpaciu wiele gospodarstw pozostaje bez prądu.
Nasza wioseczka też znalazła się w tej sytuacji.
Obciążone lodem przewody elektryczne, a także drzewa i gałęzie położyły za jednym zamachem siedemnaście słupów, koło kapliczki kilka ocalało ... widziałam, jak wygięte do granic możliwości tylko prysną jak zapałka ...


Wjechały na pola ogromne samochody, z których tyczkami ludzie obijali lód i sople z tych ocalałych ...
Janek, ten z góry, opowiadał, że każdy złamany słup to jak wystrzał armatni, tak niosło z lasu ... i tak uwinęli się szybko z tą awarią, tylko 2 dni nie było prądu, a nas podpięli do wioski niżej, te trzy domy na Koniuszy do wioski wcześniejszej ... i na razie nie wiadomo, czy cała linia będzie odbudowywana, w ciężkim terenie.
A my? my przy świeczkach ...


Nawet coś tam poczytałam, ale nie za długo, bo szkoda oczu ... szybko przyzwyczaja się człowiek do wygód ... wody nie ma, bo pompa nie działa, chatka szybko nie ogrzana, bo pompa przy centralnym nie działa, a reszta może być ... cisza, ciepłe światło świec, zupełnie jak w pionierskich czasach, na początku.
Ptaki czekały na nas, ale nie zostają bez niczego, kiedy nas nie ma, bo "powyższy" sąsiad też dokarmia ...


Przylatuje dzięcioł zielonosiwy, w czerwonym bereciku, ten wydziobuje smalec, inne podkradają po ziarenku słonecznika, wbijają w korę, a potem wydziobują zawartość, sikorki ustawiają się porządnie w kolejce i jedna za drugą, w eleganckim szyku zabierają po jednym ziarenku i odlatują.
Tylko grubodzioby i dzwońce zajmują sporą przestrzeń na dłuższy czas, bo rozsiadają się i rozgniatają ziarenka w swych mocnych dziobach, dopóki nie najedzą się ... to łuszczaki ... kiedy dałam do karmnika potłuczone orzechy włoskie, nie zasmakowały im, wróciły do słonecznika.


Przylatują też krzykliwe, rozwrzeszczane sójki ... mimo, że dostają swoją porcję jedzenia daleko, pod jabłoniami, posilają się też bardziej energetycznym smalcem ... kłócą się między sobą, przepędzają nawzajem ... patrzę z przyjemnością na ich kolory, turkusowe piórka na skrzydłach, cieniowane plecy, niby beżowe, ale z szarawym odcieniem, nastroszone czuby ...


A popołudniem i wieczorem przychodzą lisy, głod ich tu przypędza, też coś dostają, nawet pozostawione przez kosy jabłka potrafią zjeść ... jeden kulawy na przedną nogę, innemu brakuje końcówki ogona ...



Wszystko oblepione lodem, mam wrażenie, że odleciały jemiołuszki ... jak tu zdobyć pożywienie, kiedy wszystko pod lodem, pozostawione resztki owoców, ptakom ciężko dostać się do nich ...


Zawiesiłam na śliwce wianuszek z zasuszonymi owocami, ten z tarasu, może jakiś ptak posili się, bo na taras boją się przylatywać ...
Zima piękna, jednak ciężka dla zwierzyny, zwłaszcza ten lód utrudnia im życie ... kiedy zawiał od lasu wiatr, miałam wrażenie, że to biegnie stado jeleni ... jeden wielki trzask ... to pękał lód na gałęziach.
A ja, z aparatem, łaziłam po okolicy i łapałam w obiektyw, co się tylko dało ...


... krowi czerep, na słupku bramy, ze spływającymi soplami, jak pysk stwora z "Obcego" ...


... ten na chatce też przystrojony kryształkowymi soplami ...


... wieczorem światełka z choinki prześwietlają bajkowo lód ...


... a sama choinka w lodowych soplach, mniejszych, większych, i poduchy śniegu ... natura najpiękniej maluje.
Wszyskie drzewa pod wielkim obciążeniem lodu, łamią się gałęzie na drogę, łamią drzewa w lesie ...


... co niektóre wygięte do granic możliwości ...


Zamiarujemy dziś pojechać na giełdę akwarystyczną, może zakupimy nowe rybki, jakieś ciekawe rośliny do akwarium, bo obsada nie dodawana od kilku lat ... może krewetki, albo ślimole ... zobaczymy.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dziękuję za pozostawione ciepłe słowa, dobrej niedzieli i całego tygodnia! pa!




35 komentarzy:

Joanna pisze...

brak energii to dla nas - porażka... wszystko w domu na prąd... piec a tym samym ogrzewanie i woda... płytkę też mamy elektryczną...
gazu - NIET !!!
jeszcze latem pół biedy ale zimą - zgroza...
pozdrawiam cieplutko

Tenia pisze...

Witaj Mario
Rzeczywiście brak prądu zimą to prawdziwa katastrofa.
A widoki jeszcze piękniejsze.
Wierzyć się nie chce ,że zamarzająca woda może tyle złego zrobić.
Od poniedziałku zapowiadają ocieplenie ,dzięki temu mam nadzieję, wyprostują się drzewa ,a ptaszki będą mogły skorzystać z resztek nasion.
Pozdrawiam serdecznie:))

OLQA pisze...

wodę mogłabym to pic ze śniegu- pod warunkiem że byłoby ciepło, bo zimna boję się najbardziej. Zdjęcia przepiękne!

Go i Rado Barłowscy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Go i Rado Barłowscy pisze...

My też mieliśmy okazję poczuć, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od prądu... Brak światła nie jest strasznie uciążliwy, czasem wręcz urokliwy, ale to, że nie ma wody, a kaloryfery zimne - zdecydowanie nie jest fajne. Chcielibyśmy w UchoDyni tak wykombinować, by to uzależnienie nieco zmniejszyć. Sam fakt posiadania pod domem studni już nas podnosi na duchu:D


Inna rzecz, że u nas po dwóch dniach bez prądu jeszcze kilka było z "prądem mrugającym" :D Jak sobie pomyśleliśmy, ile godzin nie przespali elektrycy, jak się namarzli, pracując często z latarką w zębach, Uch, dało im popalić!


A zima cudna! U nas też.


Pzdr.

Anka J. pisze...

To może na starociach kupisz sobie lampę naftową? Moi rodzice na swojej działce bardzo długo nie mieli prądu i wiesz co? na okres letni wcale go nie brakowało. Jak mówi mój mąż masz coś innego, to co chcesz nam pokazać w obiektywie. Pozdrawiam

M. pisze...

Teraz trochę żałujemy, że nasze c.o. jest uzależnione od prądu. Na szczęście piece kaflowe działają bez zarzutu, więc tragedii cieplnej nie ma. Od niedawna mamy też (oprócz elektrycznej) malutką kuchenkę z butlą gazową i to był super pomysł.
Jedyne na co nie ma rady, to brak wody i ... komputera :)
Przepiękne "zlodowacenia" z poprzedniego i tego postu. Szkoda, ze takie niebezpieczne.
Też nieraz myślę o elektrykach pracujących na mrozie. W rękawiczkach chyba się nie da żadnej precyzyjnej czynności wykonać, a bez rękawiczek, o matko! Ja po chwili mam "odpadające" z bólu palce.
Wieczory przy świecach, małych, dużych, uwielbiam. Wigilię zawsze mamy przy świecach, z wyłączonym światłem.
Uściski!

Monika B. pisze...

Faktycznie brak prądu jest katastrofą, z niczego nie można korzystać. U mnie również prądu nie było na szczęście bardzo krótko.

mania pisze...

Takie wrzaskliwe sójki spotkałam wczoraj w lesie, ścigały się między drzewami. A jemiołuszki są w Rymanowie, całe stadko "upolował" Pan Czado http://www.pejzaz.czado.com/post/przyja%C5%BA%C5%84
Udanych giełdowych zakupów :)

Kama pisze...

Powiem szczerze, że z przerażeniem słuchałam informacji o awariach prądu. U nas na razie jest dobrze, niby mamy wymienione wszystkie kable na te nowsze, odporniejsze.. działali jakieś 2 lata temu i jak dotąd nic się nie dzieje. A gdyby prądu zabrakło na 2 dni... nie wiem co to by było, mamy rurę zakopaną od centralnego prowadzącą od kotłowni, która jest w garażu do domu.. nawet nie chcę myśleć. Ratuje nas kominek. Jedną z kuchenek mam na gaz (butla), więc jakoś by to było ;) ale wolę NIE ;) dobrze, że u Was już w porządku a zdjęcia jak zwykle śliczne :) pozdrawiam!

grazyna pisze...

Mimo, ze macie tyle niewygod to jednak domek w blasku swiec wyglada czarownie...a swiat wokol domku jak najpiekniejsza kraina lodowa. W Andach bardzo czesto mamy awarie elektrycznosci, mam cala mase swiecznikow na taka ewentualnosc przygotowana, tez czytam przy takim swietle...no ale tam nie ma lodu wokol. A panowie elektrycy rzeczywiscie maja trudna misje do spelnienia. Na ogol sa to niezwykli ludzie, nasi z And tez! pozdrawiam z cieplego Caracas...

danawarsaw pisze...

Mario,dziekuję za piękne zdjęcia i widoki.Tak jakbym tam była.W w-wie też zima no ale prąd mamy! Tylko ciężko jest chodzić po nieodśnieżonych chodnikach,ale cóż?
pozdrawiam ciepło Danka

Pellegrina pisze...

Zdaję sobie sprawę że dla mnie lodowa bajka to sam urok ale dla ptaków i zwierząt wręcz przeciwnie i też podkarmiam jak mogę ale to sporadyczna działalność.
Ja miałam dwie zimy w chatynce bez prądu, ogrzewanie drewnem i maleńką kozą, woda z Potoka lub topiona ze śniegu, dużo świec i zniczy dla jasności i spokojności - i to był uroczy, magiczny czas - bez powrotu. Tęsknię za nim czasem siedząc w chatcie przy farelce, kaloryferku, lampce nad głową i radyjku

Rogata Owca pisze...

Jak pięknie tam U Was. A z tym prądem to już tak jest, także u nas. Jak nie mrozy i intensywne opady śniegu, to znów wichury i burze. Dlatego na prąd mam tylko żarówki, komputer i lodówki. Czyli nie ma problemu zimą żadnego. Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dziękuję pięknie za Wasze odwiedziny, pozostawiony ślad ... jadę za chwilę do chatki, podtrzymywać ciepło, bo mrozy nocne ... wrócę, jak troszeczkę pociepleje, może za parę dni, pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Witam Mario !
U nas bywało,że często prądu nie było .Tym razem jednak awaria nas ominęła .Lampki naftowe mamy w razie czego.Urok takiego wieczoru przy świecach niesamowity,tylko ,żeby nie był wymuszony .Dzisiaj zaliczyliśmy spacerek w pięknym słoneczku z iskrzącymi się kulkami śniegu,piękne to nasze Pogórze! Bardzo lubię Twojego bloga ,chyba coś we mnie zaszczepiłaś ,hi,hi :)
Acha ,szukam i szukam w okolicy klamociarni ,muszę popytać w Przemyślu i w Sanoku :) Taka klimatyczna Twoja zastawa kuchenna w poprzednich postach .W każdynm razie dla mnie to inspiracja .
Pozdrawiam !

Anonimowy pisze...

Nie podpisałam się w poprzednim poście
AniaA też prawie z Pogórza :)

Aneta NieTylkoMeble pisze...

Bajeczna sceneria, tylko czemu z takimi fatalnymi skutkami? Szkoda, ale tak czasami jest, że piękno jest mściwe. Mam nadzieję, że trzymacie się całkiem dobrze mimo trudności. Pozdrawiam ciepło

Agata Rak pisze...

Przepiękna zima u Ciebie. U mnie też z tym,że krajobraz ubogi.

Kasik pisze...

Znam ten ból - brak prądu = brak wody. Dobrze, że u nas chociaż centralne w takiej sytuacji działa, bo piec w piwnicy więc bez pompki też daje radę. No i studnię mamy swoją na podwórku, więc ostatecznie i woda jest choć nie w kranie. W tamtym roku mieliśmy takie "szczęście", że w Wigilię, Boże Narodzenie i Sylwestra była awaria a dom pełen gości. Ale przetrwaliśmy :) Dobrze, że Was już podłączyli. Cudna zima i ten dzięcioł! Pozdrawiam

wkraj pisze...

Masz rację, szybko się przyzwyczajamy do wygód i taka awaria sieci elektrycznej to zaraz problem. Niestety większość udogodnień cywilizacyjnych wymaga energii. Chwilowe wyłączenia to już problem, a dwa dni to prawie tragedia.

Za to mieliście piękne wieczory przy świecach. Ludzie coraz mniej rozmawiają ze sobą, nawet w rodzinach. Taki brak prądu może spowodować powrót do więzi rodzinnych, a gdzie nie gdzie za 9 miesięcy może i powiększy się rodzinka.

Pozdrawiam w pięknej zimowej scenerii.

Mażena pisze...

Brak prądu bywa irytujący ba uciążliwy. Ty jak zwykle optymistycznie do tego podeszłaś. A żelazko na duszę masz?, choć po co prasować, chyba że serwetki :)
ja choć w mieście, to przez ostatnich kilka lat przed Wigilią miałam awarię wody, ot takie urozmaicenia. Śliczne zdjęcia. Pozdrawiam

Zofijanna pisze...

Fakt - ptactwo cierpi głód. Mój karmnik oblegany do granic możliwości- ptaszków do wyboru, na oko kilka setek.
Nie było Ci miło posiedzieć w blasku świec, jak drzewiej bywało.?

Iza pisze...

Zima jest urokliwa, ale też uprzykrzająca życie... Sama rok temu miałam problemy z prądem, a co za tym idzie z pompą i wodą, na szczęście stosunkowo krótko. Fajnie, że dokarmiacie ptaki, zima najbardziej zwierzętom daje się we znaki :( Super pomysł z tym owocowym wiankiem, chyba za rok sie o taki postaram dla okolicznej ptasiej ferajny :) Pozdrawiam ciepło

Kalina pisze...

U nas od dziś odwilż, ale nawet podczas największych śniegów nie mieliśmy takich przygód jak Wy... Wygląda u Was jak podczas zimy na Alasce! Pięknie!

Olga Jawor pisze...

Marysiu droga! Jak dobrze, że nie mając prądu możesz jednak gdzieś wyjechać (do miasta zapewne) gdzie ten prąd jest i zapomnieć o przeszyłych niewygodach a przynajmniej odpocząc od nich. Stamtąd też pewnie napisałaś tego posta, prawda?
U nas tez co chwilę prądu brak i cieszymy się, mogąc korzystać z dobrodziejstw cywilizacji, gdy je odzyskamy chociaż na chwilę .Szlachetne zdrowie, nikt sie nie dowie...i tak dalej, i tak dajej.
A swoją drogą, to przy świeczkach cudnie jest. Nastrój, zapach i te rzeczy...Tylko oby nie trwało to za długo!
Serdeczne, sąsiedzkie pozdrowienia zasyłam!:-))

amelia10 pisze...

Piękna ta nasza zima. Ale i trudna, dla nas ludzi moze nie aż tak,jak dla zwierzyny i ptaków. One cierpią przecież głód a to najgorsze co moze być.
Martwi mnie los dzikich zwierzat, ja wyrzucam za płot tez, wszystko, to co śię da.
Swiat taki piekny w tej zimowej szacie. Oby był tez i dla tych najsłabszych łaskawy.
Usciski posyłam.

violapp pisze...

Ale cudne zdjęcia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Joanno, my paliliśmy pod kuchnią i było ciepło, woda w karnistrze, tak jak było prawie 2 lata temu, idzie przeżyć; serdeczności.

Teniu, szkód narobił ten lód niesamowitych, a dziś już po nim śladu nie ma; i rzeczywiście ciepło, i ptaków jakby mniej przy karmniku; pozdrawiam.

Olqo, tak kiedyś robiliśmy, banior śniegu na kuchnię i już woda była, a do picia w butelce nieśliśmy w plecaku; a ciepło było, kuchnia nas grzała, bo jak ten piec kamienny weźmie ciepło, to już zima niestraszna; pozdrawiam serdecznie.

Go i Rado, ano właśnie, ciepło musi być, jakieś zastępcze źródło na wypadek braku prądu; prąd przyszedł późno w nocy, czyli musieli w ciemnościach elektrycy walczyć z zimnem i awarią, na takim wietrze; dobrze, że już cieplej; pozdrawiam cieplutko.

Aniu, mam lampę naftową, tylko nafta gdzieś się zapodziała, kiedyś w chatce nie było prądu i jakoś żyliśmy, i jak fajnie było; pozdrowienia ślę.

Magdo, jak są piece, to nie ma strachu, a powiem Ci, że ciepło z pieca jest o wiele przyjemniejsze od kaloryferów, i przytulić się można, plecki ogrzać; ciężką mają pracę elektrycy w razie takiej klęski, cały czas na mrozie, może dają im jakieś gorące posiłki regeneracyjne? to było bardzo przyjemne, tak przy świecach; serdeczności ślę nad Drawę.

Moniko, uzależniamy się od zdobyczy technicznych, a nie mamy nic "na wszelki wypadek", a ten "wszelki wypadek" potem nas z nagła zaskakuje; pozdrawiam Cię, Moniko.

Maniu, ilekroć jestem u Ciebie na stronie, zawsze jeszcze pozwalam sobie zajrzeć do Twoich ulubionych, i Pejzaże Karpackie również przeglądam, piękne zdjęcia; giełdą jesteśmy troszkę rozczarowani, to są nadwyżki roślin i rybek, które przynoszą hodowcy, ścisk, tłok, 5 minut i po giełdzie, co wydrzesz, to Twoje, ale coś tam kupiliśmy, trochę u hodowców, trochę w Majstrze; pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kama, a my myśleliśmy, że to nas nie dotyczy, dopiero w drodze zobaczyliśmy rozmiary klęski, która i nas dotknęła; dobrze, że kuchnia z paleniskiem grzeje, woda w karnistrze, a reszta to przyjemność; pozdrawiam serdecznie.

Grażyno, zdobycze techniczne zupełnie niedawno zawitały do naszej chatki, tak, że strachu nie było, poradziliśmy jakoś; prąd wrócił późno w nocy, więc i elektrycy musieli do tej pory pracować w terenie, ciężko; pozdrawiam serdecznie.

Dana, zaglądaj do woli na Pogórze, dzikie i bardzo bezludne; a zima w W-wie pewnie w tym roku bardziej dokuczyła, niż u nas, a zawsze było odwrotnie; serdeczności.

Krystyno, żal mi było ptaków, przyleciał rudzik, taki malutki, kosy, a tu wszystko w lodzie; pokroiłam im jabłka, z wielkim smakiem wydziobywały; nie było źle bez tego prądu, przecież na początku też siedzieliśmy przy lampie naftowej, a zdobycze techniczne zupełnie od niedawna są w chatce; nie powiem, było całkiem sympatycznie; pozdrawiam cieplutko.

Owieczko, tragedii nie było, piec nas ogrzał, trwało to tylko trochę dłużej; i błoga cisza, zegar tylko tyka, Miśka pochrapuje, nie powiem, że mogłoby tak być, ale te 2 dni całkiem przyjemne; pozdrawiam.

AniuA, ja jeżdżę do klamociarni w Ujeznej i w Nowosielcach za Przeworskiem, tak przy okazji jakiegoś wyjazdu; zaszczepiłam coś pozytywnego? bardzo się cieszę i pozdrawiam cieplutko.

Aneto, coś w tym jest, może nie mściwe, tylko pokazuje natura swoją wyższość; i przysporzyła wszystkim dużo pracy, w lesie połamane drzewa, przy naprawianiu sieci elektrycznej; serdeczności.

Agato, ubogi nie ubogi, jak poduchy śniegu przykryją świat, to wszędzie ładnie; pozdrawiam cieplutko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kasiku, tragedii nie było, woda z karnistra, piec ogrzał chatkę, a przy świecach całkiem przyjemnie; też przeżyliśmy kiedyś sylwestrową awarię, tylko że z szambem, na szczęście teraz podłączyli nasz dom do kanalizacji i po problemie, bo my mieszkmy "stacjonarnie" 60 km od chatki; serdeczności.

Wkraju, święta prawda, jesteśmy wręcz uzależnieni od prądu, a nocne Polaków rozmowy przy świecach ... nic mi to nie wychodzi, strasznie wcześnie chodzę spać, za to budzę się skoro świt, więc rozmowy przy porannej kawie; tak, świece wyzwalają ciepłe uczucia, więc i do powiększenia rodziny niedaleko; cieplutko pozdrawiam.

Mażeno, mam żelazko na duszę, i na żar też, spełniają rolę wielce dekoracyjną; a ktoby się martwił prasowaniem; w mieście starają się szybciutko usunąć awarię, a tu ciężki teren, mróz, wiatr, przychodziły zaniepokojone gospodynie, bo mięso w zamrażarce, a ile to jeszcze potrwa; sprawni elektrycy poradzili, serdeczności.

Zofijanno, dobrze, że ten lód już obleciał, cieplej jest, to i zwierzynie lżej; było miło, a jakże! wcale nie narzekałam; pozdrowienia ślę.

Iza, dokarmiamy ptaki, lisom też coś się dostanie, chociaż mąż mnie przestrzega, żebym nie ściągała na podwórze dzikiej zwierzyny, ale mnie nie chce się chodzić pod las, a lisy i tak nas odwiedzają, przez okrągły rok; pozdrawiam serdecznie.

Kalino, to wszystko przez ten deszcz, spadający na zamarznięty świat, nie wyobrażałam sobie, że to taki ciężar, obciążone przewody wisiały bardzo nisko; dobrze, że to wszystko już spadło; pozdrawiam cieplutko.

Olgo, tak, mieszkamy 60 km od chatki, internet też mamy tylko w domu, bo w chatce nie ma zasięgu, i posty tylko w domu piszę; ale nie było tragedii, chatka mała, piec ogrzał ją jak kiedyś, spać chodzę z kurami, tv nie oglądam, a przy świecach bardzo klimatycznie; serdeczności.

Amelio, ludzie zawsze dadzą sobie radę, a zwierzynie trzeba pomóc, zwłaszcza skrzydlatej braci, bo to najłatwiejsze; pozdrawiam cieplutko.

Violu, tylko takie teraz monotonne, biel śniegu w różnych odcieniach, poczekamy do wiosny; pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Lodowe zdjęcia sa przepiekne, Marysiu ! U nas na szczęście nie było takich prądowych "atrakcji", bo lodu nie było. Wspaniałe są czarowne wieczory przy świecach ale... np co z wodą w łazience ? U mnie byłaby to klęska, bo mam 4 kuwety no i siebie :-). Pół biedy, jak jest snieg ( można topić ) ale u nas często wiosną/jesienią są awarie. W każdym razie dobrze, że u Was juz po kłopocie. I pewnie śnieg też szybko znika. Serdeczne uściski !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, woda w wiadrze, w łazience tylko siku, reszta w sławojce, taki reżim, jak nie ma wody; lubię roztopy, bo wtedy pełno wody w studni, bez ograniczeń; serdeczności ślę.

Giselle Yonce pisze...

Piękne zdjęcia:) jak gdyby świat na nich zamarł:) bajkowo:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Droga Gizelo, na szczęście lód już odciążył świat, drzewa wyprostowały się, chociaż szkody pozostały; pozdrawiam serdecznie.