czwartek, 20 lutego 2014

O! to zew ziemi ...

Od paru dni kręcę się, iść nie iść, jeszcze za zimno, a zaraz mnie krzyże złapią, albo spoconą zimny wiatr owieje i przeziębienie gotowe.
No i nie wytrzymałam, po szybkim obsprawieniu domowych potrzeb przywdziałam ogrodniczki, plecy zabezpieczone, sekator i na pierwszy ogień poszła winorośl na pergoli.


Już ja się chyba nigdy nie nauczę, jak się porządnie przycina, robię to na wyczucie. Napatrzyłam się na te rumuńskie, przydomowe winorośle, rozpięte na stelażach, spełniające właściwie rolę ochronną przed słońcem, tam kilka pędów, grubych jak ramię, wyprowadzonych z jednego pnia ... i to właściwie tyle.


I tak jest u mnie, przycinam te drobniejsze, a prowadzę tylko kilka dorodniejszych ... za chwilę obsypię go kompostem, niech ma z czego ciągnąć składniki pokarmowe i niech sobie rośnie.
Właściwie to nie wiem, czy to dobra pora, ale mam nadzieję, że przed ruszeniem soków zdążą zasklepić się cięcia i winorośl nie będzie tak "płakać".


Potem wygrabiłam liście, które zostawiłam na zimę, otulające bylinki, trochę z jednej strony, trochę z drugiej strony. Amik rozkopał mi miejsce, gdzie najładniej rosły przebiśniegi pod krzakiem, bo przecież musiał kość schować przed Miśką ... odgarnęłam liście, a tam tylko takie pojedyncze mizeroty ...


Stanęłam potem, wzięłam się pod boki, jak prawdziwa gospodyni, ogarnęłam wzrokiem te moje włości ... Boże, ile tu roboty, kiedy ja zdążę, a jeszcze na Pogórzu ... i z tą myślą zabrałam się i poszłam do domu, bo już lekko odczuwałam "uderzenie tlenowe".
A na obiad kasza gryczana, posypana twarogiem, polana chrupiącymi skwarkami i przyrumienioną cebulką, do tego kubek kefiru ... ależ to dobre ...


Jak jestem sama, to przy jedzeniu zawsze towarzyszy mi książka, to pewnie moja największa przywara, ale jedzenie smakuje lepiej, delektuję się, przedłużam te chwile ... czasami książka zamyka mi się, to przykładam stronice jabłkami, gruszką, co tam leży w koszyku.
Powolutku zaczynam wysiewać nasionka, przystosowałam do tego jednorazowe naczynia z gotową przykrywką ... jak miniszklarenki ...


Gwoździem wypaliłam otwory w dnie, żeby był swobodny odpływ wody, w dzień otwieram pokrywę i wietrzę, próbnie wysiałam nasionka pomidorów, których kilka zachowałam z zeszłego roku ... owalne koktailowe, i bardzo dobre ...


Już zaczyna coś "kolcować", jakby powiedziała moja mama ... powierzchnię podzieliłam na małe poletka, troszkę tego, troszkę tamtego ...


Cebule puszczają szczypior, a inne cebulki "dymią się" w cieple kominka ...


Zaszalałam, trzy rodzaje, biała sałatkowa, czerwona i zwykła, spożywamy dużo cebuli, a swoja najlepsza, nie rośnie do jakichś monstrualnych rozmiarów, taka, żeby zużyć na raz.
Mam jeszcze problem w akwarium, przyniosłam z czymś ślimaki, rozmnożyły się niemiłosiernie ...


Trzeba będzie podciągnąć wysoko rękawy i wybierać je ręcznie, bo co innego, wyobrażacie sobie, ile tego jest? ... niby bocje mają zjadać ślimaki, ale one nawet patrzeć na nie nie chcą, a co dopiero zjadać.
Psy po całodziennym bieganiu po ogrodzie zjadły michę i śpią teraz na całego, poczekam, aż przyjdzie Gutek z łazęgi, coś mi się wydaje, że i ja długo nie posiedzę.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa, wszystkiego dobrego, pa!



23 komentarze:

Zofijanna pisze...

Pięknie to słońce wschodzi czy zachodzi ?
Mnogość przyjemności można czerpać ze zwyczajności u zarania wiosny.
Kupuje gotową rozsadę z pewnego źródła. Trzeba mieć na nią jasne miejsce, którego mi brak. Posieję później, kiedy będzie już cieplej.
Udanych plonów w 2014 roku Marysiu.
Z książką też tak mam, choć wstyd się przyznać.
Pozdrówka

Krzysiek Pogórski pisze...

Widzę, że twój dereń już kwitnie. U mnie w tym roku słownie jeden pączek i jeszcze się nie rozwinął. Za to przylaszczka przy murze już od tygodnia kwitnie.

ankaskakanka pisze...

Kaszy z twarogiem jeszcze nie jadłam, ale cebulę jemy w ilościach niemożliwych. Jest dobra na ludzkie pasożyty. Nie czytam przy jedzeniu i w ogóle ubolewam, że tak mało i wolno czytam. Czytam natomiast w kibelku, albo przy gotowaniu obiadów. Bardzo się troszczysz o ogródek, ale to co wyrośnie bezie najsmaczniejsze na świecie. Pozdrawiam

wkraj pisze...

Ostatnie zdjęcie przepiękne. Jak zapowiedź czegoś niezwykłego.
Pozdrawiam.

Ananda pisze...

Witaj Marysiu, widzę, że zapoczątkowałaś sezon ogródkowy :) Ja też już pomalutku się szykuję, nie wiem tylko czy wysieję pomidory - w tamtym roku mi nie wyszły! A zwyczaje z książką i posiłkiem mamy podobne :)
Pozdrowienia!

Rogata Owca pisze...

I ja mam zwyczaje podobne książkowo-posiłkowe. Też się dymi dymka, szczypiorek już wyszedł był ładnie w ogrodzie, mięta, oregano. Już uszczykuję po trochu.
Pozdrawiam wiosennie

Mażena pisze...

Pracowity dzień! Takiego obiadu od czasu stołówki nie jadłam i nabrałam ochoty, może tych skwarek nie za dużo ale czuje smak...
Tak ślimaki z akwarium tylko ręcznie, są jakieś preparaty ale przecież nie są obojętne dla całego akwarium.
Może już zima bardzo nie wróci, zresztą niedługo imieniny Macieja i zobaczymy czy "Maciej zimę stracił czy wzbogacił".

Ruda pisze...

U mojej siostry na Śląsku też już zakwitły derenie. A pomidorków nie sieję- kupuję sadzonki, sama przygotowuję rozsadę kapust, sałat, selerów i porów.

Magdalena pisze...

Wszędzie coraz więcej oznak wiosny. Ciągnie do ogródka. :)
I ja należę do grona czytających przy jedzeniu (oczywiście też, gdy jestem sama) :)))
Serdeczności :)

Inkwizycja pisze...

A kto by wytrzymał w domu, kiedy ziemia wzywa?! No po prostu nie usiedzisz ;)
Chyba wszyscy ogrodnicy z zamiłowania działają już w swoich ogródkach, bo pogoda jest wyjątkowa.
I ja oczywiście grabię, przycinam, wysiewam... a przede wszystkim planuję. Mam przecież tyle nieużytków do ogarnięcia... Jakaż to frajda!

Nasza Polana pisze...

no to sezon ogrodniczy uważam za rozpoczęty :-). Ciekawa sprawa z tą cebulą nad piecem. One się "dymią| w jakimś specjalnym celu? Bo nie znam tej metody :-)
Cebulkę i my lubimy i jadamy w dużych ilościach. Ponoć ma zbawienny wpływ na uzębienie :-). No i zawsze marzyłam o takiej kaszy z serem ale jakoś nigdy jeszcze nie jadłam. Ale to musi chyba zaczekać na TAM a nie TU.
pozdrowienia serdeczne :-)

Olga Jawor pisze...

Oj tak! Bardzo człowieka na dwór ciągnie. A gdy słonko tak cudnie jak dzisiaj od rana grzeje, to na dworze cieplej niz w domu.Mocniej soki w roślinach i w człowieku teraz krąza. jesteśmy częścią natury i dobrze to poczuć.
Ksiązkowe obyczaje mam podobne. W ogóle czytać cokolwiek musze - etykietki, nalepki, stare gazety - nałóg jakiś!
Cudny ten zachód słońca na ostatnim zdjęciu Marysiu!
Sciskam Cię serdecznie!:-)

Iza pisze...

Moja babcia również czytała przy jedzeniu, a raczej po prostu nie zjadłaby, gdyby nie miała czego czytać przy okazji :) Życzę urodzaju pomidorków koktajlowych, sama już z niecierpliwością czekam, kiedy będzie można zrywać je prosto z krzaczka w ogrodzie :):) Pozdrawiam :)

Łucja pisze...

Ja też będąc sama czytam przy jedzeniu, co nie zawsze dobrze kończy się dla książek i klawiatury.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, słońce zachodzi, chociaż i wschody potrafią być niezłe; ja też nie robię wszystkich rozsad, tylko pomidory i papryka, w zeszłym roku były całkiem niezłe, podzieliłam się z Haneczką, a ona jeszcze dała wioskowym sąsiadkom, bo było tego naprawdę dużo; widzę, że wiele nas czyta przy jedzeniu, niektórzy potępiają, a to takie przyjemne; i ja pozdrawiam.

Krzyśku, już od paru lat zbieram owoce z derenia, i mamy własną dereniówkę; na przylaszczki pójdę na sąsiedzką łąkę nad potokiem, tam jest raj przylaszczkowy; pozdrawiam.

Ankoskakanko, no jak to? nie jadłaś kaszy z twarogiem? mój mąż musi mieć włączony tv, moim grzechem są książki, ciekawe, co ludzie jeszcze potrzebują przy jedzeniu; wysiewanie, obserwowanie, podlewanie, to sprawia mi przyjemność; pozdrowienia ślę.

Wkraju, to widok na zachodzące słońce przez krzaki w moim ogrodzie, świat nagle poróżowiał, zczerwieniał, pewnie dla mnie, do zdjęcia; pozdrawiam serdecznie.

Anando, pomidory udały mi się w zeszłym roku, ale ile przy nich było chodzenia, wietrzenia, wynoszenia na słońce, wydaje mi się, że swoje nie są takie pędzone jak te cieplarniane, szybciej się aklimatyzują potem po wysadzeniu; dobrze, że nas więcej czytających przy jedzeniu; pozdrawiam serdecznie.

Owieczko, czyli że jest nas całkiem sporo; po dwóch tygodniach nieobecności też sprawdzę, co mi tam wyrosło na grządkach, jest siedmiolatka, pietruszka naciowa, czosnek zimowy, nie mówiąc o ziołach, które trzeba odkryć spod gałęzi; i ja pozdrawiam.

Mażeno, e! skwarki muszą być, pachnące i chrupiące, dziś powtórzę takie danie; chemii nie chcę używać w akwarium, więc czeka mnie syzyfowa praca; prognozy na razie optymistyczne, niech tak już zostanie; serdeczności ślę.

Ruda, ja akuratnie na odwrót, pomidory sieję, a resztę kupuję, bo potrzebuję małe ilości; ha! i też kupiłam sobie roszponkę, no bo jak to, w Trzebiatowie sieją, a na Pogórzu nie? spróbuję kilka wysiać teraz do rozsadnika, a potem na grządki, i resztę nasion na zbiór jesienny; pozdrawiam ciepło.

Magdaleno, teraz dobry czas na roboty ogrodowe, bo potem wysokie temperatury mnie zniechęcają, a w chłodku można popracować; też czytasz, widzisz, jak nas dużo? pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, właśnie mam mały dylemacik, mamy zbierać się do wyjazdu na Pogórze, a mąż nie wiem, kiedy wróci, więc pewnie wyskoczę zagrabić jeszcze za domem; już można pogrzać liczka w słońcu, a Ty rzeczywi scie masz sporo do ogarnięcia, osiedliście prawie "na surowym korzeniu"; serdeczności ślę.

Polanko, drobne cebylki do wysadzenia, muszą być "dymione", co wcale nie znaczy, że wiszą w dymie, tylko w ciepłym miejscu, żeby obeschły, a potem, po posadzeniu, poszły w cebulę, a nie w łodygę; kaszę gryczaną już możesz spróbować, to kwestia ugotowania, jak dla Was, dwóch saszetek, przyrumieniona cebulka, nie musi być koniecznie ze skwarkami, posypać twarogiem, solą pieprzem, i już jest najszybsze jedzenie, i syte;
TU zrobisz wersję bardziej wypasioną, ze skwarami, nawet boczkowymi, i prawdziwym, kwaśnym mlekiem; tylko że ja tak z tymi skwarkami, a może jesteście wegetarianami, bo straciłam już lekko rachubę, kto-co? bardzo pozdrawiam.

Olu, natura budzi się do życia, a my z nią, tylko żeby jeszcze to przesilenie wiosenne nas omijało; bo jakoś tak mięśnie lekko czuję, kości pobolewają; no właśnie, słowo drukowane przed oczami musi być; serdeczności ślę.

Iza, czuję się w zupełności rozgrzeszona, ja też, jak nie mam książki przed nosem, to coś mi brakuje; wszystko na dobrej drodze, koktailowe wzeszły, a bałam się, bo przeleżały w lodówce od jesieni, podeschły, ale nie zepsuły się; pozdrawiam.

Łucjo, przy klawiaturze to raczej tylko jabłko, bo nakruszyłabym do niej niemożebnie, a i tak czasami pestka wbije się pomiędzy; pozdrawiam.

Magda Spokostanka pisze...

U nas ziemia jeszcze śpi. Tylko na niebie ruch wielki. Żurawie już jakiś czas temu wróciły, gęsi latają w te i wewte, czasami słychać świst łabędzich skrzydeł.
Książki, gazety, komputer, w połączeniu z jedzeniem .... mmmmmmm ....uwielbiam!
Uściski wiosenne!

mania pisze...

Marysiu, w Bieszczadach obudziły się już salamandry! Dziwne to bezzimie, przyroda sie budzi, dziś obserwowałam na łące zaloty bażantów.
Bardzo pomysłowe inspekty poczyniłaś :) Też czytam przy jedzeniu, rodzina już się przestała przejmować a jako zakładki zdażyło mi się używać nawet słonego paluszka :)
Miłego weekendu

artambrozja pisze...

Mario dziękuje Ci bardzo za pomysł na pojemniczki do wysiewu nasion :**
Do tej pory kupowałam torfowe, ale one niepraktyczne bardzo.
U mnie też cebula na parapecie się "szczypiorkuje" i znika w twarożku:)
Ale mi narobiłaś ochoty na kaszę ze skwarkami, kurcze jaka jestem głodna.
Ja winorośl przycinam zawsze na oko i jak do tej pory robię to dobrze, bo owocuje bardo obficie.
buziaki :**

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magda, wszystkie szlaki wiosenne żurawi omijają nas, jeszcze ich nie słyszałam, od razu lecą gdzieś do Was, a gęsi to pewnie jeszcze nie widziałam w powietrzu; myślisz, Magdo, że to źle, że my, tak z tym czytaniem wszelakim przy jedzeniu? bo mówią, że należy w skupieniu, jeść przeżuwać, a my tak byle jak ... ale to takie przyjemne, prawda? serdeczności ślę.

Maniu, salamandry w Bieszczadach, to może i nasze pogórzańskie wyszły z ukrycia, trzeba nam pojechać na arłamowską drogę i zobaczyć, i wynieść trochę spod kół; słony paluszek na zakładkę, dobre; moi też przyzwyczajeni, bo nawet jak zabieram książkę do kuchni, to mówią, oho, będzie jedzonko; pozdrawiam cieplutko.

Artambrozjo, ja też kiełowałam przedtem w różnych naczyniach, poprzykrywanych folią, a te pudełka z przykrywką bardzo funkcjonalne jednak; kiedyś prawdziwy winiarz próbował mi tłumaczyć, jak przycinać winorośl, ale nic z tego nie wyszło, bo ja pewnie nie widzę, co należy zostawić, a co przyciąć, i dalej tnę po swojemu; pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Alez u Was dużo się dzieje ( przeczytałam poprzednie posty)! I wiosna taka zaawansowana - przylaszczki dereń już kwitną ??? U mnie przylaszczki jeszcze w ziemi, a derenie bardzo nieśmiało przygotowuja się do rozwinięcia kwiatów. Mamy dobry moment na cięcie - trochę jabłoni, trochę winorosli. Szybkiej i ciepłej wiosny, Marysiu !

Krystynka w podróży pisze...

Ależ u Ciebie pracowicie Marysiu. Już kolcuje, puszcza się i dymi. Już w szklarence się przedziera do światła.
Ja też zawsze z książką przy jedzeniu, może i niezdrowo ale jak przyjemnie :-)))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, szukamy sobie w necie różne imprezy, a potem tylko korzystamy; dobrze, że nocne przymrozki stopują troszkę rozwój roślin, bo to nic dobrego taka szybka wegetacja, a dopiero luty nam się kończy; na razie akcja "wygrabianie", po niedzieli przycinanie krzaków; serdeczności ślę.

Krystyno, a jednak dużo osób przyznaje się do tego grzeszku czytania przy jedzeniu, i pewnie, że przyjemnie; już wysiałam następną szklarenkę, takich dziwolągów, typu czarne pomidory, czarna papryka, he, he, co też z tego wyrośnie; pozdrawiam serdecznie.