niedziela, 22 czerwca 2014

Pogórzańska czerwcówka ... na Górze Filipa ...

Udało nam się wyjechać do chatki na prawie całe cztery dni.
To ostatnimi czasy dosyć rzadkie zjawisko, bo czas zamiast trochę zwalniać, to jakby przyśpiesza ...
Kliknijcie w ten link, tam Orkiestra św. Mikołaja zaśpiewa stareńką pieśń sobótkową, wszak jutro noc świętojańska ...

http://www.youtube.com/watch?v=har4DAqlhy8

W czwartkowe popołudnie pojechaliśmy do Radoszyc, na spotkanie "U źródełka".
Ale wpierw zaopatrzyliśmy psy w chatce na całe popołudnie, i oczywiście obiecaliśmy, że niedługo wrócimy.
Ależ narodu zjechało w Bieszczady, najwięcej nad zalewem solińskim, a potem wąska droga przez Buk do Dołżycy ... pobocza niewykoszone, ruch jak licho ... długo jechaliśmy do przygranicznych Radoszyc, jak nigdy ...
Impreza plenerowa, łemkowska, wokół rozbrzmiewała mowa trochę podobna do naszej, a jednak inna ...


Na scenie akuratnie były "Dzikie Pola", z najprawdziwszym Gruzinem, mnóstwo znanych przyśpiewek łemkowskich, rusińskich, a i nasze biesiadne ...



Potem wyczekana przez nas Orkiestra św. Mikołaja, właśnie dla niej tu przyjechaliśmy ...


Na scenie było bardzo gorąco, instrumenty rozstrajały się, słońce prosto w oczy, zobaczcie na koszulkę Bogdana ...


... ale dali świetny koncert, mistrzowska gra na przeróżnych instrumentach smyczkowych, na pastusiej fujarce, ludowości nasze, łemkowskie, pobrzmiewała muzyka rumuńskich połonin, nawet nowatorskie, raperskie wykonanie "Hej, od Krakowa jadę" ... i zawadiacko wciśnięta na czoło zielona czapeczka ...


A na koniec "Koło Jana, koło Jana" do tekstu zanotowanego przez Oskara Kolberga, właśnie powyższy link pozwala wysłuchać tę pieśń. Potem pewnie odbyły się jakieś tańce, może dyskoteka, bo ludzi pojawiało się coraz więcej, ale my już jechaliśmy do chatki, gdzie czekały nasze psy ...


Urokliwy Beskid Niski, znowu znaleźliśmy jakąś inną drogę powrotną, a tylko dlatego, że most był w naprawie, i wyznaczyli objazd, trochę niedoznakowany.
Na drugi dzień trzeba było zabrać się za robotę, niby nic, tylko dziesięć dołków wywiercić w kamienistej i zakorzenionej ziemi, żeby pecki z obejmami zabetonować pod drewniane słupki ogrodzenia. Mąż kręcił "świdrygiełłą", ciupał siekierką, odkrzaczał, a ja mieszałam w taczkach zaprawę ... na pierwszy rzut wpadł nam nornik do dołka, dosyć duży, no jak go stamtąd wyciągnąć? przyniosłam kociubkę od pieca chlebowego do wygarniania żaru, posłużyła za podnośnik. Ale zanim wsadziliśmy go na ten dźwig, obserwowaliśmy, jak zwierzak wściekły gryzie metal ... no, no, dobrze, że ręki nie wkładaliśmy do dołka po niego.


Niby niedużo, dziesięć dołków, ale zmęczyliśmy się sporo.
Za to, po południu wyskoczyliśmy sobie do Makowej, do sklepu, na przyjemne zakupy, a przy okazji na górę Filipa ... może jeszcze czekają na mnie złotogłowe lilie? Ależ to piękne miejsce, coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby przyznać tej właśnie palmę pierwszeństwa w rankingu na "najładniejszą górę Pogórza" ...




... kwietna łąka, z roślinami dla najbardziej wybrednego poszukiwacza ciekawostek botanicznych, pachnie tam, że głowa boli, ile różnych ziół...


... storczyki jakieś inne od moich, a lilię znalazłam tylko jedną na północnym stoku ...


Nawet za bardzo do niej nie podeszłam po stromiźnie stoku, bo wybrałam się w sandałach, do tego mokra trawa ... sandały zostawały, a noga ześlizgiwała się bokiem ... za to napatrzyłam się na Wiar u stóp góry, inny niż z dołu ...


I zrobiło się zimno.
Więc okupowałam kuchnię ... powolutku, nie śpiesząc się, nalepiłam pierogów, ruskich i z kaszy gryczanej ...


... a mąż odwirował pierwszy miód ...


Na plastrach był leciutki, woskowy nalot, które mąż nazywał "poszyciem" ... zdejmował go potem specjalnym grzebienio-widelcem ... ale te zdrapki woskowe były z miodem, więc, hm! smaki dzieciństwa, odsysanie miodu z wosku ... a teraz kwitnienie zaczynają lipy ...
Kupiłam nasionka kwiatów, na torebce przepiękne, ogromne, czerwone kwiaty, jak maki ... ależ będą ładnie wyglądać na mojej rabatce ...


... są ładne, czerwone, ale wcale nie takie okazałe, raczej jak maleńkie kwiatki lnu ... za to nasturcje kwitną we wszystkich odcieniach, śliczne są ...


Zaplątał nam się na "zapotocznych" łąkach rowerzysta, mówił, że wiosną je przejechał ... obserwowałam, jak walczył z łąką, niósł rower na plecach, usiłował przekroczyć stromy, zakrzaczony wąwóz ... za godzinę patrzymy - wraca, nie dał rady w wysokich trawach ...
Ale dziś pięciu osobników na motorach tylko śmignęło łąką, pojechali bez przystanku, jelonki wystraszone tylko pryskały na boki, pewnie na Kopystańkę pomknęli ... a my już wracaliśmy do domu, jak zwykle w niedzielę, tak szybko minęło wolne ...
Popielice już wróciły, hałasują na poddaszu, czasami ogon wystaje przy kominie, albo wspinają się po winorośli, no i charakterystycznie cmokają ...
Świetlików nie widać, jest za zimno, a innymi czasy pełno ich było o tej porze, w czerwcowe noce ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!





ALEŻ MI SIĘ POROBIŁO!!!
Na pulpicie nawigacyjnym pojawiają się tylko pojedyncze, aktualne wpisy, a starsze znikają, nie mam wglądu do Was, chyba, że trzeba szukać przez wyszukiwarkę, tak mi się napsuło dziś rano.
A może to każdy tak ma teraz?

17 komentarzy:

Ataner pisze...

Cudowne muzyczne klimaty! I wcale nie dziwi mnie, ze pedzicie aby posluchac tej muzyki na zywo.

U nas swietliki albo robaczki swietojanskie (tak je nazywamy) pojawily sie juz dwa tygodnie temu i jest ich mnostwo.
Jutro szczegolnie bede ich wypatrywala - bo to Noc Kupaly:)

Najlepszego Marysiu, usciski:)

Anthony Garden pisze...

Pysznie u Ciebie i pachnąco, taki ból głowy lubię ;)Muzyka w takim wykonaniu i na żywo, zazdroszczę :)Lilia w naturze, coś cudownego widywałam w dzieciństwie na Roztoczu, w moich stronach nie ma niestety. Pozdrawiam serdecznie :)

baba na wsi pisze...

Ale pyszności i Twoje i Męża:)

Krystynka w podróży pisze...

Intensywne cztery dni mieliście, imprezowo i pracowicie. Jak patrzę na te kuszące michy pełne pierogów to się zastanawiam, jak długo je się je. Czy rozdajecie? Nasturcje wzdłuż płotka urocze i te doniczki, dzbanki:-)))
Świetlików u nas też nie ma, wypatruję i nic. Piękne łąki na ostatnich fotkach.

Krzysiek Pogórski pisze...

To o mało co się nie spotkaliśmy na Górze Filipa. Byłem w sobotę. Miałem ci napisać, że lilie kwitną, chociaż faktycznie jest ich znacznie mniej niż parę lat temu. Za to omiegi szorstkie mnie powaliły. Weszły nawet na odkrzaczony cmentarz niemiecki. Z blogerem mam to samo :-(

Mażena pisze...

Nie lubię jak mi coś się z blogiem robi ale mam windows XP i muszę się z tym pogodzić chyba albo zmienić sprzęt.
Cudowne te Twoje łąki, spotkania miodek i pierogi a płotek wywołuje u mnie wyjątkowe wspomnienia...może go kiedyś szczególnie obfotografujesz?
Serdecznie pozdrawiam :)

Grażyna-M pisze...

Podziwiam Twoje pierogi. Ja rzadko robię, bo nie lubię lepić. Za to chętnie robię ciasto na pierogi. :)
Miód aż pachnie.
Lilii dzikich nigdy nie widziałam, zawsze ogrodowe.
Płotek z nasturcjami cudny. :)
Dzięki za przepis na ciastka.
Ja też miałam problemy z internetem i niektóre blogi w ogóle się nie otwierały. Dziś jest w porządku.
Serdeczności :)

mania pisze...

Marysiu jakże to, Kopystańka nie jest królowa Pogórza? Zaczyna się sezon imprez w Bieszczadach, znów trudno będzie wybrać. Orkiestra świetna :)
Serdeczności

Tomasz pisze...

Piękne zdjęcie Beskidu Niskiego. Oddaje cały klimat tych gór.
Pozdrawiam

Ania pisze...

Jakie fajne i ciekawe są takie spotkania na pograniczu. Pięknie macie wokoło i jak u Ciebie wcześnie kwitnie wszystko ! Ja też zaczynam tworzyć pierożki - najpierw będą ruskie, a któregos dnia zrobię te z kaszą - nigdy ich nie jadłam. Nie mam takich trudnosci z blogiem - ciekawe, co je u Ciebie wywołało. Serdeczne uściski !

Anonimowy pisze...

Góra Filipa jest super !! Omany szorstkie, prosieniczniki plamiste i pępawy różyczkolistne coś wspaniałego i w skali kraju rzadkiego :), a ten storczyk to chyba gółka długoostrogowa :)
Świetnie się czyta Twoje "reportaże"
pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ataner, ludowości, mowa łemkowska, bardzo przyjazne klimaty, to i chce nam się popędzić chociaż na kilka godzin; a świetlików ani śladu, bo nadal chłodno, i tak przez cały tydzień, szkoda; pozdrawiam.

A.Garden, dlatego nie żal przejechać trochę kilometrów, żeby posłuchać muzyki; a Radoszyce znamy, często tamtędy przejeżdżamy na Słowację; i mnie tak intryguje ta lilia, kiedyś zobaczyłam na zaprzyjaźnionym blogu całe łany, a mnie dane było zobaczyć tylko jedną; serdeczności ślę.

Babo, pierogów dużo, bo wspieram młodych rodziców, i miodek też na razie dla rodziny, następny będzie dla nas; pozdrawiam.

Krystynko, nie bylibyśmy w stanie zjeść sami tego wszystkiego, młodzież nam pomaga, chociaż tyle im pomogę; nasturcje okazały się być karłowate, a miałam nadzieję na pnące po płotku; serdeczności ślę.

Krzysiek, to już byłoby spotkanie trojga na szczycie:-) bo i Mariusz był na Filipie; myślisz, że co? wypalanie im zaszkodziło? upiekły się ceublki w ziemi? tak, omiegów jest tam mnóstwo, żółte łany, wielu roślin nie znam, różne odcienie różowego, aż po fiolet;
bloger już się naprawił, właśnie dziś; pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, ja jestem noga stołowa, jeśli chodzi o sprawy techniczne, najczęściej proszę syna o pomoc; płotek to wykorzystanie praktyczne obciętych gałęzi; hm! płotkowy wpis? i ja pozdrawiam.

Grażyno-M, pierogi u nas lubią wszyscy, więc czasami, w dniach dobroci, nalepię ich całe michy; ta lilia również pachnie, nie tak intensywnie jak ogrodowe odmiany; bloger już się naprawił i widać wszystkie blogi; pozdrowienia ślę.

Maniu, i tu mam mały dylemacik, bo chyba przyznam Kopystańce i górze Filipa równorzędne królowanie, zachwycają mnie obydwie; my w sobotę gościmy zaprzyjaźniony rajd, sami też pójdziemy; pozdrawiam serdecznie.

Tomasz, zawsze powtarzam, że każda kraina ma w sobie coś; Beskid niby podobny, a jednak inny od Pogórza, i od Bieszczadów też; czarują mnie te drogi, wijące się wśród bezkresnych łąk, pól ... przestrzenie; pozdrawiam.

Aniu, ciekawe spotkania, bo Łemkowie po jednej i drugiej stronie granicy; koniecznie spróbuj z kaszą, z dodatkiem twarogu i cebulki, no i ze trzy ziemiaki, żeby kasza trzymała fason, a nie rozpadała się; od dziś już się wszystko ponaprawiało, znowu mam wszystkich na pulpicie; pozdrawiam cieplutko.

Anonimku, no to poleciałeś/łaś z tymi nazwami, aż musiałam ich szukać w wiki, co to takiego; dziękuję za pochwałę, serce rośnie; a może by tak jakieś imię, głupio mi pisać - Anonimku; pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Witam! to ja Anonim czyli Łukasz :)
Chyba nawet jestem u Ciebie na którymś ze zdjęć :) To odnośnie wpisu z jeleniami w okolicy Horodżenego (mam nadzieję, że nie przetrawestowałem lokalnej nazwy) - byłem z kolegą i aparatem oczywiście a po drugiej stronie sosnowego młodnika była chmara jeleni :)
pozdrawiam z drugiego końca Polski :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Łukasz, pamiętam to zdjęcie, i stado jeleni, pewnie zrobiliście wtedy świetne ujęcia, zdążyliście? z drugiego końca Polski? a co Ty robiłeś na Pogórzu?
cieszy mnie bardzo, kiedy ludzie znajdują tutaj, w dziczy i bezludziu, coś interesującego dla siebie; może mogłabym obejrzeć gdzieś Twoje pogórzańskie, i nie tylko, zdjęcia, zawsze ciekawi mnie spojrzenie innych na tę krainę; pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Hej!
Mario, jakbyś mi podała swój e-mail, tobym Ci przesłał mnóstwo fot z Pogórza i nie tylko...
A tak nawiasem mówiąc...pewnie Znasz tę gruszę nad Horodżenem...to była moja czatownia i samotnia jednakowoż :)
A pytając co robiłem na Pogórzu...przyjeżdżałem do swojej miłości (niestety przeterminowanej)...
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Witaj Mario!
Mam mnóstwo zdjęć z Pogórza...tylko na dysku :). Mogę Ci przesłać jeśli zechcesz...
pozdrawiam
ł.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Łukasz, e-mail jest z prawej strony na blogu; podeślij jakieś ciekawe zdjęcia, pokażemy je ludziom; szkoda, że przeterminowało się, myślałam, że wszyscy wyjeżdżają stąd, a jednak zdarzyło się, że ktoś również przyjeżdżał za sercem; i ja pozdrawiam.
Na komentarze ospowiadam ze sporym opóźnieniem, bo w chatce nie mamy łączności, więc nadaję tylko z domu.