czwartek, 21 sierpnia 2014

Sierpniowe dni ... pies dachowiec ...

Pasieka przygotowuje się już do zimowania.
Pszczoły są z lekka dokarmiane, zwłaszcza jeśli pada deszcz i jest chłodno, co tydzień dymione jakimś leczniczym oparem na warrozę, przy czym trzeba zachować reżim czasowy i nie można opóźnić ani przyśpieszyć całego procesu o kilka dni.
Końcówka zeszłego tygodnia była bardzo mokra. Kiedy przyjechaliśmy do chatki, nizinny przerywany deszcz zmienił się w ciągłą, solidną, pogórzańską ulewę, a ja miałam w tych egipskich ciemnościach pomagać przy odymianiu pszczół ... nic wielkiego, trzymać parasol i oświetlać latarką otwierany spód ula, gdzie trzeba było włożyć tajemniczą, zapaloną tabletkę.
Ubrałam sobie kapelusz z woalką, spodnie w gumowce, żeby pszczoła nigdzie nie przedostała się ... nie, rękawice mi niepotrzebne, przecież pszczoły nie wylecą przy takim deszczu, co najwyżej wyjrzą i wrócą do ula.
Pierwszy ul przeszedł bezboleśnie, ale przy drugim wściekłe pszczoły ruszyły ... nie patrzyły na deszcz, ciemności, a ruszyły do moich rąk, bo ja, naiwna, nie ubrałam sobie przecież rękawic. Poczułam tylko użadlenie, ich brzęk przy głowie i ... rzuciłam wszystko w diabły, zostawiłam męża z robotą i zwiałam do chatki.
Nie można pracować przy pszczołach, jeśli ktoś się ich boi, a tak jest ze mną, poza tym bardzo puchnę po użądleniu, potem schodząca opuchlizna strasznie mnie swędzi, jestem wręcz chora ... chyba nie wdrożę się do najmniejszej chociaż pracy przy pszczołach, w co usiłuje mnie z lekka przyuczyć mąż.


W piątkowy wieczór skusiły nas Bieszczady, bo w Cisnej odbywały się Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką "Rozsypaniec", rozliczne koncerty, stoiska z rękodziełem na ciśniańskim placyku, tylko niebo nie obiecywało niczego dobrego, mimo uchwyconej nad górami tęczy ...


Sam dojazd był wielce uciążliwy, ruch na wąskiej drodze przez Solinę niebywały, a mnogość ludzi przyprawiała o zawrót głowy, czy wszyscy przyjechali w Bieszczady? ale jeden widok radował, cały zbiornik wypełniony wodą, puste zatoczki, które pokazywałam w zeszłym roku, teraz z żaglówkami prującymi powierzchnię wody, a pomosty prawie zanurzone.
Koncert zespołu Do Góry Dnem, z Olą Kiełb ...


... bardzo długi, prześpiewali chyba ze dwie godziny, a my z nimi, tu i ówdzie znane twarze muzyków "U studni" ... przygrywają sobie wzajemnie, o, tu na basie, potem doszły czemplikowe skrzypeczki, a w tej granatowej kurtce, odwrócony plecami Rysiek Żarowski, obok na ławce poeta, Adam Ziemianin ... wśród ludzi jakby znajome twarze ze szklarskiej giełdy, człowiek sam zastanawia się, skąd ich zna ...
Koncert skończył się, wyszedł następny zespół ... niebo rozświetlają błyskawice ... nie, uciekamy jednak z powrotem do domu ...prosto w ulewę, znowu nad zalewem solińskim, gdzie już przerzedziło się, tylko wędkarze zostali ... o, tej radości psiej nie sposób opisać, kiedy otworzyliśmy drzwi chatki ...


Zbieram już sporo pomidorów spod folii, czerwienieją też te pod dachem chatkowym, a i inne warzywa wspierają naszą kuchnię ...


... ogórki co prawda jak kulki, ale na mizerię mogą być ... z pomidorów można też niezłe kompozycje stworzyć ... jakieś marzenia czy co? ...



Poszłam podlać rośliny pod folią, pomidory, paprykę, zioła, Miśka ze mną, a Amik został, bo on boi się węża z wodą ... grzmiało, szła burza od Bieszczadu ... wracając już w pierwszych kroplach deszczu usłyszałam skomlenie Amika. Aha, wyszedł po schodach na poddasze i nie może zejść ... wołam go, jest tam gdzieś, wychodzę na górę, nie ma go, tylko szura coś po blaszanym dachu tarasu ...
Wiecie co? wskoczył na biurko, zeskoczył przez okno na dach, bo firanka była odsunięta, i co teraz? ... skomli, wspina się do okna, nie udźwignę go na łapach, żeby go wciągnąć  powrotem ... i trzeba mi było wydostać się przez okienko, na rękach przenieść przez okno, a dalej to już sam dał sobie radę, a ile radości było ...


Prawie wszystkie łąki już pokoszone, jeszcze tylko przy kapliczce, z widokiem na Kopystańkę, trochę kwiecia zostało ...


... i trochę bardziej w lewo, na  Kanasin i Dział ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione ciepłe słowa, bywajcie w zdrowiu, pa!


Z niemałym i niemiłym zaskoczeniem zauważyłam dziś rano, że o piątej jest jeszcze ciemno ... tak niepostrzeżenie kradnie nam czas po kawałeczku lata ... a najlepszym punktem odniesienia jest Kopystańka, tam widzę, gdzie zachodzi słońce i jak przybliża się coraz bardziej do lasu.



15 komentarzy:

Klarka Mrozek pisze...

z tym uczuleniem na pszczoły to nie ma żartów, każde następne użądlenie może być gorsze dla organizmu, możesz nie zdążyć dojechać do szpitala
przepraszam, że Cię straszę:* ale znałam osobiście osobę, którą pszczoła zabiła

Arek C pisze...

Pszczółki są fajne, ale rzeczywiście lepiej jak się ma jakieś symptomy uczulenia udać się do lekarza. Zapisana adrenalina może uratować życie.

Rogata Owca pisze...

Ja niestety jestem uczulona "na pszczoły" i nici z pasieki. Kiedyś chciałam spróbować, szkoliłam się nawet.
Jesień, jesień Marysiu zbliża się jeszcze wolno, ale już niebawem zacznie biec. U nas już wróżą z ilości orzechów laskowych srogą zimę. A i moje własne wróżki coś też szybko się na zimę przygotowują. Zupełnie inaczej niż w zeszłym roku.

Krystynka w podróży pisze...

No tak, strach to wielka przeszkoda, wiem coś o tym.
Tak na jeden wieczór pojechaliście? Niesamowici pasjonaci z Was, bo to jednak ze setka kilometrów i to drogą z zakrętasami.
Te cycuszki śmieszne i urocze.
Słońce wyraźnie skraca drogę przez niebo, już wrzosowe kolorki na łąkach i pachnie jesienią. Miłego dnia.

Agata Rak pisze...

Skoro jesteś uczulona na pszczoły to uważaj...

Beata Bartoszewicz pisze...

A mawiają, kto ma pszczoły to ma miód, kto ma dzieci ten ma... To ja już wolę dzieci, przynajmniej nie żądlą. A widoki jak zwykle cudne. Miło tu wrócić po urlopie :)

Antonina pisze...

O tak, już jesień w powietrzu - przyroda też się powoli szykuje.

mania pisze...

Ciekawe, czy pszczoły wiedzą, ze ktoś się ich boi? Podobno psy to wyczuwają.
Pachnie już jesienią w powietrzu, bociany na łąkach sejmikują. Ale na pociechę dostaniemy piekne kolory :)
Pozdrawiam serdecznie

Joanna Wojtek pisze...

Wcale Ci się nie dziwię, że odczuwasz lęk przed pszczołami, mam to samo, nie panikuję juz tak jak kiedyś, ale nie wyobrazam sobie pracy przy ulach... U nas także czuć juz pod skóra nadchodzącą jesień. Wieczory coraz dłuzsze i chłodniejsze, bociany nie klekoczą na gnieździe, jaskółki zniknęły...jesień idzie jak nic.
Uściski i podrap " dachowca" za uszami!
Asia

Ania pisze...

Jesień idzie, nie ma na to rady...:-). U nas jeszcze jaskółki śmigają po niebie ale bocianie gniazda już puste... Szlachetna to pasja - pszczelarstwo ale nic na siłę. Mąż da sobie radę, a Ty tylko miód wyjadaj :-). Gdy myslę o Was, o Waszych wyprawach, to zawsze przychodzą mi na myśl toczące się kamienie ( to byłby ładny tytuł ksiązki, którą może kiedys napiszesz) - one mchem nie porastają - jak Wy ! Uściski !

Ruda pisze...

Powoli lat w jesień przechodzi... u nas tez coraz chłodniej i później wschodzi słońce... ale wczasowicze jeszcze w nadmorskich miejscowościach są i wyprzedaże jeszcze nie zaczęły się na dobre... czyżby jeszcze trochę lata miało być?
Z pszczołami i tak Cię podziwiam- mnie gryzie wszystko co żyje i chyba nie dałabym rady tak z parasolem nad ulem stać.

grazyna pisze...

O tak Mario, uwazaj na pszczoly jezeli jestes na ich jad uczulona, to nie sa zarty...nasz sasiad, chlopak z Andyjskiej wsi, ktory nam pilnuje domu, kiedy nas tam nie ma jest na pszczoly uczulony i kiedys go uzadlily i trzeba bylo szybko z nim do szpitala...nie straszymy Cie ale uwazaj. wrocialm do Warszawy, zielono, widac padal i tutaj deszcz, ladnie..jesien juz sie zbliza a mnie dziwi ciagle ta szybka zmiana por roku, ale to pewnie dlatego ze tam, w Andach tego nie widac. Piekne sa Twoje tereny a Twoje zbiory najbardziej mnie zachwycily. Sciskam serdecznie

Tomasz pisze...

Żałuję że nie było mnie w Cisnej, musiało być ciekawie. Patrzę na widoki Pogórza i tak sobie myślę czy by nie namówić mojej Pani na akcję Kopystańka :) Zaniedbuję wędrówki po naszym Pogórzu ostatnio.
Pozdrawiam

Grażyna-M pisze...

A jadłaś kiedyś ogórki z miodem? :) Najlepsze są takie duże, co to niby już do niczego się nie nadają, ale jeszcze nie żółte. To i takie kulki by się nadały. :)
Zostaw pszczoły mężowi, a Ty popracuj nad rozmaitym wykorzystywaniem miodu - bo do tego masz talent i chęci pewno nie braknie. :)
U nas też już czuć jesień. Wcześnie jakoś.
Serdeczności :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Klarko, zdaję sobie sprawę z zagrożenia, moja głupota, że nie włożyłam rękawic; a przykłady można mnożyć, choćby Ewa Sałacka, i mąż lekarz nie pomógł; pozdrawiam Cię, Klarko.

Arek, dzięki za dobre słowa, przy pasiece powinna być apteczka z odpowiednim wyposażeniem, powoli kompletujemy; pozdrawiam.

Owieczko, już wiem, że nie przekonam się do pszczół, największą przeszkodą jest strach, bo ubraniem można się jakoś zabezpieczyć; i u nas obserwuję wiewiórki, jak już zabierają się za orzechy, a ztymi wróżbami to tak różnie, będzie co cędzie, wolę myśleć, że zima będzie znośna; serdeczności ślę.

Krystyno, tak, na jeden wieczór; czasami w drodze już żałujemy, że ruszyliśmy, zwłaszcza na Solinie, ale łagodna muzyka wynagradza trudy; mąż zawsze za kierownicą, dopóki lubi, jeździmy, bo ja sama chyba nie zdecydowałabym się; zbieram pomidory, ale już pierwsze symptomy chorób, nawet pod folią; pozdrowienia ślę.

Agata, staram się unikać, a to, że mnie użądliła - moja wina, bo gdzie rękawice? pozdrawiam.

Beata, mamy i to, i to, bo nowiutki wnuczek nam się urodził, już w tej chwili 3-miesięczny; tak, widoki i na nas rzucają urok; pozdrawiam serdecznie.

Antonino, za bardzo nie boleję nad uciekającym latem, bo bardzo lubię jesień; pozdrowienia ślę.

Maniu, pewnie wiedzą, mam nawet wrażenie, jakby na mnie czekały; cieszę się na jesień, bo lubię; pozdrowienia ślę.

Asiu, mąż śmieje się, że się filmów naoglądałam z udziałem niedobrych pszczół, ale ja swoje wiem; i nie dziwię się ludziom, że kiedy odchodzi pszczelarz, sprzedają wszyskie ule na pniu, bo kto ma chodzić koło nich? tego trzeba się sporo uczyć, no i nie bać się; Amik podrapany, zresztą sam się domaga; serdeczności posyłam.

Aniu, tak też zostanie, mężowska pasja, ja zajmę się gotowym produktem; jak pięknie to nazwałaś, toczące się kamienie, ej, chyba nie zasługujemy na tak ładne nazwanie; pozdrowienia ślę.

Ruda, takie to moje myślenie, że jak ulewa i ciemność, to pszczoły nie wylecą z ula, a one bronią swego; można teraz wypoczywać, ludzi mniej, i temperatury znośne, a jak wędruje się; pozdrawiam.

Grażyno, pszczoły żądliły mnie od zawsze, bo od dziecka chodziłam na bosaka, ale zawsze puchłam, i najgorszy potem ten świąd; ale uważam z nimi, bo pewnie tolerancja na jad też zmienia się u człowieka; serdeczności ślę.

Tomasz, byliśmy tylko w jeden wieczór, a impreza była chyba 3-dniowa, ludzi też było przemnóstwo; a jakże, pewnie, że namawiaj najmilszą drugą połowę, teraz piękny czas na wędrowanie, nie jest tak gorąco; pozdrowienia ślę.

Grażyno-M, nie, z miodem nie jadłam, tylko w musztardzie; używam miodku do nalewek, zamiast cukru, i aromat daje też; jesień szybciej, może dlatego, że deszczy więcej, i cyrkulacje powietrza jakieś niekorzystne, ale damy radę; pozdrawiam serdecznie.