poniedziałek, 11 sierpnia 2014

W pogórzańskim odosobnieniu ...

... bo jakże inaczej nazwać ten stan?
Przez pięć dni nie przeszedł naszą drogą żaden człowiek, nie przejechał żaden pojazd ... czasami z góry wiatr przyniósł odgłosy życia, Ola bawiła się na podwórku, śpiewała piosenki, jeszcze wyżej rozlegało się szczekanie psów, albo beczenie kóz ...
Tam naprawdę niewiele potrzeba, nawet jeść się człowiekowi za bardzo nie chce, bo jest cały czas zajęty ... albo robotą, albo gapieniem się w niebo, albo na łąki ...
Psy rozleniwione do nieprzyzwoitości, walają się tylko z kąta w kąt, bo nawet obszczekać nie ma co ... może tylko spadające jabłko poderwie je, bo może gruba zwierzyna nadchodzi ... jednak nie, można spać dalej ...
Wczesnym porankiem cisza absolutna, nie zakłóca jej żaden obcy dźwięk ... może jeszcze puszczyk zahuczy w lesie, albo spadnie kropla rosy na duży liść winorośli ... smakuje wtedy mocna kawa, słońce dopiero wstaje zza naszej góry, a dolinami snuje się mgła ...


Trochę później zjeżdżają ciągniki na "zapotoczne" łąki, to koszą się derkaczowe łąki ... za nimi stada bocianów, a w bezpiecznej odległości kruki, albo drapieżcy o zakrzywionych dziobach ... jakieś stworzenia straciły życie podczas tego wielkiego koszenia, bo ucztę mają niezłą ... nawet wyszły dwa dorosłe dziki, nie bały się ciągników, bo żerowały na skraju skoszonej łąki, a potem poszły w gęstą trawę i skryły się ...
Przede mną też wielkie koszenie, bo trawa przy tych opadach i temperaturze rośnie jak szalona ... nawet to, co położyłam tydzień temu, też trzeba było przekosić, bo zdążyło zarosnąć na powrót ... wychodziłam z kosą  trochę wcześniej, żeby po chłodzie popracować.
Zeszło mi dwa dni, trochę bolały ręce, ale potem to już było lżej ... jakieś kiszenie ogórków, plewienie grządek, przycinanie winorośli, a nawet małe leniuchowanie z książką, bo sięgnęłam do "żelaznej rezerwy", książek kupionych za złotówkę w bibliotece, które czekają na swoją kolej na półce... trzy tomy o Hiszpanii z lat tuż przed II wojną, jeszcze republika, tuż przed przewrotem gen. Franco ...


Moje grządki otoczone są leśną siatką, dla ochrony przed zwierzyną, ale to nie za bardzo pomaga ... zaciekawiła mnie mocno przygięta siatka z jednej strony ... aha! mieliśmy gościa w ogrodziźnie, przesadził siatkę i wyjadł mi wszystkie buraki ćwikłowe, do jednej sztuki ... albo jeleń, albo łania, bo tej sarenki nie podejrzewam o to, chociaż kto wie ?


Pokusiłam się o ogrodniczy eksperyment, wzięłam się za okulizację lipek oczkami lip późnokwitnących, ponoć lipy łatwo się przyjmują ... ale nie wiem, czy jest to prawidłowo wykonane ... zdążyłam tylko przeczytać w internecie o samej technice przeszczepiania oczek, tylko czy to tak ma wyglądać? nie wiem ... zrobiłam na wyczucie, a może bardziej, żeby wykorzystać wszystkie oczka ... Bardzo chcemy mieć lipy kwitnace w różnych terminach ... wyobraźcie sobie, że w Stróżach, w "Bartniku" jeszcze na początku sierpnia kwitły lipy, zajechaliśmy tam znowu na powrocie z Dolnego Ślaska ...



Przy koszeniu zostawiłam też pszczołom kwitnące osty, bo chętnie na nich zbierają jeszcze jakiś pożytek ...


... a później kolorowe szczygły będą sobie wyjadać z nich nasionka podczas jesiennych przelotów w cieplejsze rejony ... obserwuję je potem, jak huśtają się na długich łodygach ... a na razie, za oknem podpatruję raniuszki ...


Po kilka obsiadają śliwkę, coś tam podskubują ... są maleńkie, za to ogonek trzy razy dłuższy od ciała, wyglądają jak małe papużki ... kiedyś patrzyliśmy, jak budowały gniazdo w rozwidleniu konarów ... mech połączony pajęczyną, którą zbierały z naszej chatki ... kiedy przyjechaliśmy za tydzień, jakieś zwierzę zniszczyło im misterny domek, a nam było bardzo żal ...
Do naszych psów przychodzi codziennie z wizytą czworonożny przyjaciel ze wsi, Paździoch go nazywamy ...


... a może raczej zawartość misek go bardziej interesuje ... jest śmieszny, kosmaty, z wystającą dolną szczęką, a przez co zawsze szczerzy zęby, tak w stylu "a mnie deszcz, kumo, napada" ... ponieważ nie przeganiamy go, ośmiela się coraz bardziej, czasami i ze trzy razy zalicza wizytę ...
Nasze łąki jeszcze niekoszone, jak wybieram się z psami na spacer, to wracają oblepione różnymi nasionami, a zwłaszcza kulkami przytulii ... za to widoki stamtąd niczego sobie ...


... Kanasin można podziwiać zza fioletowych kwiatków jakichś ostopodobnych ... i wiechci traw ... Miśka z Amikiem gubią się w tych pachnących łanach ...


Pomidory pod chatką pędzą do nieba, bo przecież tylko w drugiej połowie dnia mają zapewnione światło słoneczne, ale owoce ładnie zawiązały i będzie z nich pożytek ...


Jeszcze tylko nazrywałam czarnuszki, na suche bukiety ... jeden pęk zawisł wespół z koprem na tarasowej ścianie ...


... a inne umieściłam w koszykowej plecionce, niech zdobi ... a tym samym ograniczę samoistne rozsiewanie się czarnuszki, która zagarnia już we władanie drugą grządkę ...


A w sobotę odnaleźli nas w tej głuszy mieszkańcy Ogarzego Pogórza, z Gosią i Radkiem przegadaliśmy i prześpiewaliśmy calusieńką noc, aż do świtu, i jeszcze spory kawałek niedzieli ... i mieliśmy również obiecany, prywatny koncert piosenek z pogórzańskim motywem przewodnim.


Pozdrawiam Was serdecznie, nieustająco dziękuję za odwiedziny, bywajcie zdrowi, pa!









25 komentarzy:

Tomasz pisze...

Piękny widok na Kanasin. Tak sobie myślę że nasze Pogórze bardzo przypomina mi Beskid Niski po którym włóczę się nieprzerwanie. " W pogórzańskim odosobnieniu " ... doprawdy tego mi trzeba :)
Pozdrawiam

Radziejowe Zacisze pisze...

Spokój, cisza i te przecudne widoki ... Marysiu trochę Ci zazdroszczę:) Potrzebowałabym błogiego, sielankowego lenistwa z książką w takich okolicznościach:))) Wiem, ze Ty nie leniuchujesz:) Takich zapasów na zimę tylko pozazdrościć. Pozdrawiam cieplutko. Ania

Anonimowy pisze...

bajeczny post...zazdroszczę...ale tak pozytywnie:)

Krzysiek Pogórski pisze...

Pięknie. Z tym szczepieniem lip to mnie zaskoczyłaś, ale pomysł zacny. Najpóźniej kwitnie lipa srebrzysta (węgierska), trochę wcześniej krymska, w pierwszej połowie lipca lipa drobnolistna, a dwa tygodnie wcześniej lipa szerokolistna. Tak więc jak wypraktykujesz to masz szanse na jednym drzewie mieć kwiaty od czerwca do sierpnia. Super. Pozdrowienia.

Joanna Wojtek pisze...

Piękny spokój:-))) U nas też z rzadka ktoś się pojawia na drodze. Jak już to tylko do nas. Jedynie podczas prac polowych hałas i zgiełk. Ale my to lubimy. Po naszych wyjazdach z przyjemnością zanurzamy się w ciszy i zielonosciach.
Pozdrawiamy serdecznie
Asia i Wojtek

Barbara Wójcik pisze...

Ależ u Was pięknie, do nieba blisko i ziemia przyjazna...

La vie est belle i ja tez pisze...

Pieknie mieszkasz...
J.

Antonina pisze...

Ot spokojne, szczęśliwe życie na wsi.

grazyna pisze...

Te szczygly rzeczywiscie jak papuzki wygladaja! sliczne lato obfotografowalas, zapachnialo lakami, pieknie widoki juz z taka jesienna mgla...sciskam serdecznie

Mariusz Obszarny pisze...

bardzo fajnie wygląda takie drzewko lipowe ; niczym choinka. wkrótce i ja zaczynam w tym roku okulizację, na jabłoniach i gruszach. mam nadzieję, że twoja lipa będzie dobrze rosła.

Krystynka w podróży pisze...

Zacne zapasy z własnych zbiorów.
Poranna kawka w takich pięknych okolicznościach przyrody, gdy cały dzień jeszcze przed człowiekiem i czasu tyle na robotę i gapienie się na świat z podziwem i zachwytem. Łatwo być szczęśliwym w takim odosobnieniu, gdy goście tylko zacni. A gdzie można posłuchać Radka, niechby nawet nie osobiście ale z płytki?

Ruda pisze...

U Ciebie jeszcze ciszej niż w Domku pod Orzechem. U mnie powoli koniec urlopu, trzeba jeszcze te kilka ostatnich dni wykorzystać, wycisnąć, co się da. Póki co też wekuję.

mania pisze...

Sielsko tam u Was :) Jak dobrze pójdzie, we wrześniu znów będę na Kopystańce, może się umówimy na szczycie?
Serdeczności

Mażena pisze...

Aż trudno uwierzyć, że są takie miejsca i tacy ludzie jak Ty.
Lubie ludzi, ale bardzo lubię taką samotnię, wszystko swoim rytmem, pięknie i pracowicie. Apotem można śpiewać i cieszyć się miejscem i czasem.

bubisa pisze...

Jak zawsze, będąc u Ciebie, odpoczywam :-)

Kasik pisze...

Cudownie tam u Ciebie, a braku ludzi pozazdrościć :) Pozdrawiam!

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Takim spokojem napawa mnie Twój post, u nas też wciąż jakieś koszenie i pielenie i pichcenie, ale ciągle mam wrażenie jakbym traciła czas, bo np. za długo gapiłam się na trawy i nie opieliłam w tym czasie jeszcze jednej grządki. Za mało tego wolnego niestety...

*gooocha* pisze...

Echhhh, posiedzę jeszcze trochę na Twoim blogu,powrócę do tego, co już widziałam, bo nie chce mi się wracać do otaczającej mnie rzeczywistości. Dziękuję, że mam tu u Ciebie taką cudowną odskocznię, dobrze, że prowadzisz to cudowne miejsce w sieci i możemy w ten sposób gościć u Ciebie :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tomasz, zawsze, kiedy gdzieś wyjeżdżamy, zachwycamy się okolicą, podziwiamy, a po powrocie do chatki zastanawiamy się, czego my szukamy? przecież tutaj mamy wszystko; to prawda, jest podobne do Beskidu, i w ukształtowaniu, i trochę w dzikości, to już takie ostatnie ostoje; chociaż ostatnio dowiedziałm się, że również Beskid Niski jest już wykupiony przez warszawiaków; pozdrawiam.

Aniu, teraz trochę terkoczą ciągniki, które koszą łąki, ale to tylko kilka dni i znowu będzie spokój; taka cisza sprzyja czytaniu, popracować, a potem lektura a wygospodarowany jest czas wolny tylko dlatego, że nie używam telewizora, i w chatce nie ma netu, to są dopiero pożeracze czasu; serdeczności ślę.

Anonimku, taka pozytywna zazdrość, to jak najbardziej, ona czasami mobilizuje człowieka, pozdrawiam.

Krzysiek, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć z tymi lipami; najgorsze, że nie wiem, co ja naszczepiłam, pewnie tej krymskiej mi brakuje, ale muszę dosadzić jeszcze ze dwie drobnolistne, a potem na nich szczepić; szerokolistna kwitnie powyżej nas, jest ogromna, pomnikowa, więc wystarczy; sama jestem ciekawa, co z tego przyjmie się; pozdrawiam.

Asiu, tak i u nas chwilowo hałasują kosiarki na łąkach za potokiem, a wiatr niesie odgłosy, zwłaszcza przy zachodnim wietrze, ale już o tej porze chyba zakończyli prace; i ja pozdrawiam serdecznie.

Basia, do nieba blisko, tak, zwłaszcza jak pojedziemy na wzgórze kalwaryjskie, strzeliste wieże, i wysoko, to i chyba modlitwy i prośby trafiają od razu, gdzie trzeba; pozdrawiam serdecznie.

Judyto, gdzieniegdzie można jeszcze spotkać takie bezludzia, ale już coraz mniej; wszyscy szukają spokoju i ciszy; serdeczności posyłam.

Antonino, och, jakby tak się dało na stałe, nikt by mnie nie oglądał w mieście, a tu jeszcze ciągle w rozkroku między jednym domem a drugim; pozdrawiam.

Grażynko, poprawię Cię troszeczkę, to raniuszek na zdjęciu, bo szczygły pojawią się na jesień, i będą żerować na ostach; mąż mi przywiózł wieści, że łaki też już skoszone, więc zdążyłam je sfotografować w ostatniej chwili; a jesienią już pachnie; pozdrawiam.

Mariusz, nacięcia kory obwiązałam sizalem, dlatego lipki takie ozdobne; w gruncie rzeczy to bardzo prosta sprawa z tą okulizacją, poczekamy tylko, ile z tego przyjmie się oczek; jak nabiorę wprawy, to też wezmę się za owocowe; powodzenia i pozdrawiam.

Krystyno, troszkę z własnych, a więcej z kupionych, bo jakoś nie za bardzo obrodziły; najbardziej lubię te chwile wczesnego ranka, dobrze, że psy domagają się wypuszczenia, to i ja od razu jestem na chodzie; może znajdzie się filmik z Radkiem na yt, a może u nich na blogu, słowa pieśni i nutki, jak to nazywasz, duszoszczipatielnyje; serdecznie pozdrawiam.

Ruda, nasza droga kończy się na potoku, nieprzelotowa, więc czasami, z rzadka, ktoś zapuści się i musi zawrócić, a wypłukana, szutrowa nawierzchnia niezbyt zachęcająca, i do tego stromizna; koniec urlopu zawsze smuci, żal wolności, luzu; pozdrawiam.

Maniu, o, to byłoby spotkanie na szczycie, we wrześniu już będą kolorki; pozdrowienia ślę.

Mażeno, są takie miejsca, już bardzo nieliczne, gdzie jeszcze nie ma nawału ludzi, a mnie jest u nas dobrze, bo ja trochę jestem samotnicą; teraz nasza okolica tętni ruchem, bo idą pielgrzymki kalwaryjskie, rozlegają się śpiewy, a po wielkim odpuście nastanie wczesnojesienna cisza; pozdrawiam serdecznie.

Bubisa, jest dużo zajęcia, koszenie przede wszystkim, ale i odpocząć można, czasu jest więcej, bo nie ma internetu, tv nie używam również; pozdrawiam.

Kasiku, a powiem Ci szczerze, że wcale nie tęsknię za miastem, za tłumami, a na zakupy idę, jak już bardzo muszę; i ja pozdrawiam.

Go i reszta Barłowskich pisze...

Trzeba było wariatów unikać - mielibyście u siebie święty spokój!!! :D Obraz, Was i Waszego zakątka, jaki wyrobiliśmy sobie, czytając Blog, zdecydowanie blednie przy rzeczywistości. Dziękujemy raz jeszcze za gościnę i Waszą życzliwość. Ciumy najserdeczniejsze za San ślemy!

baba na wsi pisze...

Można zapomnieć o Bożym świecie, co?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Natalio, nie rób sobie wyrzutów, roboty nie przerobisz, a to co zapisze Ci się w pamięci, zostanie na zawsze, a bodaj na zimowe dni; bo jak przypuszczam, będziemy wspominać letnie upały w mrozy z żalem, mimo, że teraz narzekamy; pozdrawiam.

Gooocha, chcę podzielić się urodą naszej krainy, bo przypuszczam, że wiele nawet nie wie, że takowa istnieje, gdzieś tam przy ukraińskiej granicy; serdeczności ślę.

Go i Rado, fajnie jest posiedzieć, pogadać czy pośpiewać z bratnimi duszami, a święty spokój to wiesz, gdzie będziemy mieć; i cieszę się, że dzielicie z nami to zauroczenie pogórzańską krainą; pozdrowienia ślemy.

Babo, można; gdzieś tam pędzi życie, a nam błogo; ale trzeba zawsze wrócić do rzeczywistości, a to jest przykre; pozdrowienia posyłam.

Raals pisze...

A ja mam trochę problem z tym dzieleniem się urodą krainy. Z jednej strony sam się nią zauroczyłem jakieś dwadzieścia lat temu, z drugiej zaś ciąży świadomość, że część jej piękna polega i na tym, że włóczysz się cały dzień po lasach i górach i nie spotkasz żywego człowieka. I ten niezwykły walor, ta dzikość zniknie, jeśli się zaczną tamtędy przewalać tabuny turystów. Wraz z nimi zmaleje też życzliwość miejscowych, wspaniałych i gościnnych ludzi. I cały urok Pogórza, być może kiedyś zostanie zabity przez komercję, jak na Podhalu i częściowo już też w Bieszczadach. Więc Pogórze, owszem popularyzuję, zwłaszcza wśród znajomych - ale czasami z pewnymi wyrzutami sumienia...
Pozdrawiam serdecznie.

Nitka pisze...

Bardzo lubię Twoje barwne opowieści. Twoją okolicę także zdążyłam polubić. Dobre i to, że chociaż wirtualnie mogę zrobić sobie wycieczkę poza cztery kąty mojego ogrodu. Pozdrawiam serdecznie z Podlasia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Raals, mam naprawdę podobne odczucia do Twoich, ale machiny nie zatrzymasz; mam tylko nadzieję, że turysta jest teraz wymagający i zagospodarowanie turystyczne Pogórza nie każdego zadowoli; chociaż już da się zauważyć mnóstwo samochodów z obcymi rejestracjami, ale ludzie wolą przejechać tylko tędy do wygodniejszych i popularniejszych miejsc, bo na szlakach pustawo jak dawniej; tak, ludzie tutaj jeszcze nie zepsuci, patrzę na to przez pryzmat naszej wioseczki, a Bieszczady już nie te, i ponoć Beskid Niski też wykupiony; a ja nie mogę się jednak oprzeć, by nie pokazać bodaj paru zdjęć z moich łąk ukochanych; i ja pozdrawiam serdecznie.

Niteczko, dziękuję Ci bardzo za dobre słowo; mąż mi opowiadał, że i Podlasie przyciąga urodą, może kiedyś zobaczę na własne oczy; pozdrowienia ślę.