czwartek, 18 września 2014

Postawiliśmy stopę na ziemi rumuńskiej ...

Po mocno zajętym czasie umyśliliśmy sobie z mężem, że pojedziemy troszkę zmienić krajobrazy ... do Rumunii. Na dni parę, tak ze 3-4, bo na więcej obowiązki nie pozwalają. Szybkie spakowanie sprzętu turystycznego, który zawsze na nas czeka w skrzyni posagowej mojej mamy, jakieś kanapki na drogę i ... znowu ta koszmarna pobudka w środku nocy. Ale mocna kawa stawia na nogi, noc jest jasna, rozgwieżdżona i bardzo zimna ... zapuściliśmy się w remontowaną drogę do Arłamowa, i owszem, stoją znaki, że zamknięta, ale przecież nikt nie pracuje w nocy ... a jednak nie przejechaliśmy, w poprzek stanęła maszyna do rozkładania asfaltu, na całą szerokość drogi ... Nie lubimy zawracać, zawsze to budzi w człowieku jakieś obawy, że źle się zaczyna podróż ...
W nocy tyle zwierząt wychodzi na drogę, przemykają dostojne jelenie, patrzą ciekawe sarny, łanie, ale dzików jest zatrzęsienie ... przebiegają drogę stadami, dorosłe osobniki, młodsze, ogonki zadarte do góry, długie pyski ... jeden buchtował przy drodze, wcale nie bał się, stary, posiwiały, widać było białe, potężne szabliska ... oddalił się tylko parę metrów ...
Przejechaliśmy Beskid Niski, grzecznie przez Słowację, bo tam tylko dybią na nieostrożnych kierowców, żeby zapłacili "pokutę" ... daleko od ruchliwych traktów, bokiem, przez Wielkie Kapuszany, Kralovsky Chlmec kierowaliśmy się na węgierską Kisvardę, żeby tam przejechać przez Cisę ... Słowacka prowincja, potem węgierska ... ciemne twarze, czarne jak węgiel włosy, o tej porze autobus zbierał dzieci do szkoły ... potem dorośli szli do prac, widać, że dorywczo ... kobiety z miotłami, grabiami sprzątają, mężczyźni przy pracach drogowych ... kiepsko pracują, jeden kopie, pięciu stoi obok i obserwuje, albo siedzą w rowie i nic nie robią ...
Zrobiliśmy sobie przerwę na śniadanie nad jakimś zbiornikiem wodnym, pogoda piękna, coraz cieplej, bo jak wyjeżdżalismy od siebie, to temperatura była w granicach 4-5 stopni ... cieszymy się, że w górach będzie dobra widoczność, po drodze zwiedzimy ogrody w Jibou, monastyry, nocleg w cabanie w górach, bo zimno... wyszukałam sobie różne ciekawostki, które można zobaczyć,  urozmaicona trasa ...
Już granica rumuńska, wspólna odprawa węgiersko-rumuńska ogranicza się do obejrzenia paszportów, głębokiego spojrzenia w oczy ... Maria Elzbieta? ... tak! ... jechać dalej ...
Mąż ruszył spod budki celników ... o matko kochana, co to? ... za nami kłęby czarnego dymu, jakby "czołg" się palił, coś zaklekotało w silniku i przestał jechać ... stanęliśmy w zatoczce na przejściu granicznym ... ponawia próbę, to samo ... spojrzeliśmy na siebie, w oczach przestrach, co my zrobimy? jak tu dogadać się bez znajomości rumuńskiego języka? ... tak daleko od domu, co my zrobimy? ...
Mąż podniósł maskę, olej w porządku, nic nie kapie, nie przegrzane ... spróbuj, Maryś, zapalić i przygazować ... jakby się uspokoiło z tym dymieniem, i "czołg" zaczął jechać ...
Nie ma mowy, żeby ruszać w takim stanie w głębokie góry, i w ogóle do Rumunii, bo co, jak gdzieś nas uziemi awaria? ... szybka decyzja, zawracamy, i żeby tylko dojechać do kraju bodaj ...
Więc znowu szybka odprawa w drugą stronę i już jedziemy z powrotem ... nici z naszej radości, z wyprawy, a tu jeszcze obawa, żeby nie stanąć gdzieś po drodze ... z każdym kilometrem zbliżamy się do upragnionego domu, w "czołgu" jakby nic się nie dzieje, ale ja boję się nawet zgasić silnik podczas tankowania ... zapalił, jedziemy dalej ... już Medzilaborce, za chwilkę Radoszyce ... oddychamy z ulgą, i przejeżdżamy jeszcze kawałek Bieszczadów, do Przysłupia na pstrąga ... ten stres wyssał z nas siły, i bardzo zgłodnieliśmy ... walnęliśmy z 800 km na darmo ...



Tu cudny Beski Niski, przez brudną szybę "czołgu", już na powrocie ... liście powoli żółknieją ...


... i troszkę widoków połoninnych ... Smerek z Przysłupia ...


... chatka na Wetlińskiej ...




... widoki z serpentyn na Wetlińskiej ...
Tylko tyle zdjęć z tej nieudanej, rumuńskiej wyprawy ... zdjęcia Bieszczadów, o ironio! ...
Mąż właśnie wrócił od mechanika, przytkał się jakiś zaworek - tu rzucił nazwę, akuratnie wtedy ... dlatego rzuciło czarnym dymem, coś się odblokowało, ustabilizowało i dojechaliśmy do domu ... nic nie trzeba wymieniać, "czołg" jeździ dobrze ... i nic się nie dzieje, dacie wiarę?
A jak ktoś pyta, co tu robimy, bo mieliśmy być w Rumunii od wczoraj, to odpowiadamy, że mieliśmy taką fantazję zjeść kanapkę na śniadanie nad granicą rumuńską ... z żalem wielkim, bo mogliśmy dziś łazić po górach Parang, patrzeć na Fogarasze, podziwiać malowidła starych monastyrów ...
Ale nic straconego! wybieramy się tam w przyszłym tygodniu, oby pogoda dopisała i nie czekały nas niespodzianki z autem ...


Pozdrawiam Was pogórzańskimi zimowitami, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!





24 komentarze:

Magda Spokostanka pisze...

No wiesz co! Tegom się nie spodziewała.
800 km napiętych jak postronki nerwów!
Dobrze, że dobrze.

Tupaja pisze...

Myślę, że tak musiało być...:)

Beata Bartoszewicz pisze...

Ileż ja się u Ciebie Mario dowiaduję ciekawych rzeczy. Czy to znaczy, że na Słowacji jakiś Janosik łupi turystów? A zdjęcia jak zwykle bajkowe. A te fioletowe kwiatki podobne do krokusów? Słoneczności, B

Dana M. pisze...

A to ci heca!!!
Na pewno niebiosa miały w tym jakiś cel.
W każdym razie dobrze, że dotarliście do domu cali i zdrowi, a Rumunia nie zając... :)
pozdrawiam

Zofijanna pisze...

Nie ma złego, żeby na dobre nie wyszło.
Co się odwlecze nie uciecze.
W moim samochodziku padł wtryskiwacz paliwa i samochód nie miał mocy- ciężko było skrzyżowanie pokonać, a dzisiejsze auta można naprawiać tylko z komputerem......
Dwa dni naprawa trwała, bo komputer komputerem, ale decyzję co zepsute (Właściwą ) podejmuje człowiek.
Tak to bywa, że rak rybą się nazywa.
Tylko co z gór Bośni i Chorwacji powróciłam- ale lało- zalane Węgry, miasteczko, gdzie nocowaliśmy utopiło, a o Dubrowniku nie wspomnę.
Buziaki wielkie i szerokiej drogi.

mania pisze...

Weźcie mnie ze sobą :)

Rogata Owca pisze...

Taka Wam widać pisana była wycieczka. Oj pojechałabym ja z Wami, oj! Nie mogę jednak narzekać, bo właśnie wróciłam z pięknej podróży. Pozdrowienia serdeczne.

P.S.
Nadrabiam zaległości czytelnicze. Piękny Dzidziuś Wam się trafił. Jak aniołek.

Barbara Wójcik pisze...

Coś ten Wasz samochód niegrzeczny!
A zdjęcia piękne- moje kochane Bieszczady!!!!!

Klarka Mrozek pisze...

a ja się rzucam ze złości jak się auto rozkraczy parę kilometrów od domu:( nooo podziwiam Was!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magda, a żebyś wiedziała, człowiek tylko nasłuchiwał, czy coś nie rzęzi, ale tylko w połowie tej odległości, na powrocie; a najgorsze, że na obcej ziemi, a my rumuńskiego czy węgierskiego ni w ząb, zresztą to bardzo niechrześcijańskie języki, do żadnego niepodobne; serdeczności ślę.

Tupajko, dobrze mówisz, dziś w nocy męża złapała rwa kulszowa, że ledwo chodzi, co zrobiłabym w górach z takim kulawym chłopem, może wykuruje się do przyszłego tygodnia; pozdrawiam.

Beato, tak, łupi turystów Ondraszek, w postaci ichniej policji; trzeba bardzo przestrzegać prędkości w najmniejszej nawet wioseczce, parę kilometrów powyżej normy może kosztować całkiem sporo euro, że już dalej nie chce się jechać; a chowają się po krzakach, "suszą" zza płotów, z ukrycia, tak, że lepiej toczyć się wolniej, a bez uszczerbku w kieszeni; to zimowity, jak sama nazwa mówi, witają zimę, takie nasze, jesienne krokusiki; a teraz ich dużo, całe łąki fioletowe; pozdrawiam serdecznie.

Dana, miały, miały, już powyżej pisałam, że boleści kulszowe połamały mi męża, coby tylko wydobrzał do przyszłego tygodnia; dopiero u wrót naszego domu odetchnęliśmy z ulgą; pozdrawiam cieplutko.

Zofijanno, nie uciecze, żeby tylko pogoda utrzymała się, bo jak leje, to nie ma tam po co jechać; u nas, okazało się, przytkał się zawór EGR do recyrkulacji spalin, w zasadzie nic poważnego, i można było jechać dalej, ale to trzeba wiedzieć, a tacy mądrzy to my nie jesteśmy, rozsądek nakazywał zawrócić; szkoda, że jedzie się tyle kilometrów, a pogoda miesza szyki; pozdrawiam Cię serdecznie.

Maniu, widzę, że pokochałaś Rumunię, cieszę się z tego bardzo, bo tam jest tyle do oglądania i podziwiania; weźmiemy, tylko pojazd musi być ździebko pojemniejszy; pozdrawiam Cię.

Owieczko, jakie tam przestrzenie, jesteś na wierzchołku, a tam całe morze szczytów, dzikość, stada zwierząt, pastwiska niezmierzone; chciałabym, żeby udało się z wyjazdem, ale sama widzisz, jak się czasami plącze; nasz Jaśko rośnie jak na drożdżach, gaworzy, śmieje się w głos, już zapomniałam, jak to było z moimi dziećmi i teraz obserwuję wszystko z radością; pozdrowienia serdeczne ślę.

Basiu, no widzisz, najpierw z Tarnowa w sierpniu musieliśmy zawracać, a teraz po naprawach miał nas nie zawieść, a tu zonk! i to taka głupota, ale żebyśmy to wiedzieli; może i dobrze, niech mąż troszkę wydobrzeje z boleści kulszowej; Bieszczady zaczynają przebarwiać się, za tydzień-dwa można jechać na płonące buki, jak tylko złapie przymrozek, na razie spłowiały połoniny; serdeczności ślę.

Klarka, przestałam się już złościć na takie rzeczy, bo co to da, człowiek tylko myśli, jak tu najlepiej wybrnąć z takiej sytuacji, a najgorsze, że tak daleko od domu; powiem Ci szczerze, że dusza siedziała mi na ramieniu ze strachu na powrocie; pozdrawiam serdecznie.

Mażena pisze...

Szkoda i już, bo to miał być wypad, wypoczynek a tak tylko pobudka o świcie, przejazd i powrót w nerwach a zapowiadało się pięknie. Czyli innym razem..

Zofijanna pisze...

No fakt kawał drogi pokonaliście. Nic sobie nie odpoczęliście, tylko się zmęczyliście.
Lepiej chuchać na zimne.

Joanna pisze...

a wiesz... ja to dalej jakoś boję się Rumuniii... dla mnie to z lekka dziki kraj...
pozdrawiam serdecznie
widoki/zdjątka urokliwe

baba na wsi pisze...

Marysiu trzymam kciuku za następny wyjazd. A może u Was już tak jest. Pamiętasz wyjazd w Karkonosze, o ile pamiętam, też zawracaliście. Już nie mogę doczekać się na zdjęcia. Tak dawno nie byłam w Rumunii, a tęskni mi się:)

Ania pisze...

Będziemy cierpliwie czekać, aż mąż wyzdrowieje i znów ruszycie na wyprawę. Piękny ten Beskid Niski, a zimowity - wspaniałe ! Serdecznie Was pozdrawiam !

Krzysiek Pogórski pisze...

Zawiedzione plany zawsze bolą. Nawet te małe. Ale przynajmniej w Bieszczady zawitaliście.

Calimera.pl pisze...

Trochę pechowo trzeba przyznać. Może następnym razem się uda :)

Pozdrawiam
Ewa - Calimera
http://blog.calimera.pl/

Tomasz pisze...

Szkoda, ale wiesz Mario trzeba mieć kozacką fantazję żeby pojechać sobie i zjeść kanapkę przy granicy rumuńskiej :) We wrześniu uważajcie w Fogaraszach bo już mogą być zasypane a i oblodzenia na drodze.
Pozdrawiam

Tomasz pisze...

Do Joanny
Rumunia nie jest dzikim krajem. To tak jak u nas w Polsce mieszczuch z Warszawy wpadnie w Beskid Niski. Może to słabe porównanie ale Rumunia to piękny kraj w którym mieszkają wspaniali ludzie
Pozdrawiam :)

Anulka Domowa pisze...

Zdarzają się i nam takie powroty ;)
Trudno!My uciekliśmy z Chorwacji i Bośni przed ulewami .Wróciliśmy a tam podtopienia .Przez Słowację jedzie się koszmarnie .Nie natknęliśmy się na policję ,ale wszystko wg przepisów ;)
Nie wiem czy to nie jest odpłata za to co robią nasi ,bo tez ich łapią zza krzaków.Rumunia moje marzenie :)
pozdrawiam :)
AniaA

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażena, pewnie, że szkoda, i taka piękna pogoda była, na razie się skiepściła i u nas, i tam ... czekamy; pozdrawiam.

Zofijanno, tak, byliśmy bardzo zmęczeni, ale baliśmy się jechać dalej; szkoda mi tego wyjazdu, ale tak widać musiało być; pozdrawiam.

Joanno, ale dlaczego? rozumiem Cię, wielu ludzi ma podobne uprzedzenia, ja też nie byłam wolna od obaw, ale trzeba się przekonać samemu; i ja pozdrawiam.

Babo, coś nas ostatnio maszyneria zawodzi, ale mam nadzieję, że uda się wyjechać, czekamy na pogodę, bo w Rumunii też chmurzaście i z opadem; pozdrawiam serdecznie.

Aniu, bardzo chcemy pojechać, w górach pewnie już będzie zimno, ale zainstalujemy się w cabanie, bo pod namiotem mróz; serdeczności ślę.

Krzysiek, tym bardziej, że to była głupotka, jak się potem okazało, ale nie znamy się na tym; a "czołg" jeździ sobie jak gdyby nigdy nic, tak nas zawieść! pozdrawiam.

Ewa, to było szczęśliwe zakończenie pechowego wyjazdu, że wróciliśmy do domu; bo nawet nie chcę myśleć, gdybyśmy gdzieś tak stanęli na amen; pozdrawiam Cię.

Tomasz, tak, teraz sami śmiejemy się z tego, a w głębi duszy żal, że nie udało się; patrzę na kamery, Fogarasze we mgle, nic nie widać, niewykluczone, że oblodzi, ale my nie pchamy się w niepewne; tak, Rumunia to piękny kraj, trzeba o tym przekonać się samemu, i nie ma się czego bać; i ja pozdrawiam.

Anulko, przestraszyliśmy się, że "czołg" nawali gdzieś w górach, na bezludziu, a ja zaraz jestem mocno bojąca, wolę dmuchać na zimne; syn niedawno jechał motocyklem przez Słowację, do Jańcia, z którym też pracował na wyspach, i dziwił się bardzo, mamo, tam wszyscy jadą przepisowo; gdyby mu przyszło zapłaćić, nie dziwiłby się; Anulko, no to kiedy wyruszasz do Rumunii? i ja pozdrawiam.

Krystynka w podróży pisze...

Podoba mi się takie skwitowanie niezbyt przyjemnej przygody, że mieliście taką ułańską fantazję zjeść kanapkę na granicy rumuńskiej :-)))
Przyjemnej pogody w nastepnym wypadzie do Rumunii życzę Wam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, nic nie było ważne w tym czasie, tylko to, że szczęśliwie wróciliśmy do domu; pal licho daremny wyjazd, piękną pogodę, bo teraz czekamy, aż śnieg w Fogaraszach zejdzie i trochę ociepli się, ponoć już w przyszłym tygodniu; serdeczności ślę.

ankaskakanka pisze...

Ale przeżyliście przygodę z autem. Szkoda, że się nie udało. Pozdrawiam