czwartek, 11 grudnia 2014

W birczańskich lasach ...

... schowana jest miejscowość Kotów. Kiedyś przy drodze stał znak " Kotów 7", w tej chwili drogowskaz wskazuje tylko Rudawkę. Co kilka lat robimy sobie wycieczki do miejsc już nam znanych, patrzymy na zmiany ... mąż odbiera to jeszcze inaczej, Pod koniec lat 80-tych bywał tu często, bo doglądał remontów bloków mieszkalnych w byłym już pegieerze.
Kiedy byliśmy tu kilka lat wstecz, wiele mieszkań stało pustych, gospodarstwo rolne jakby opustoszało ... ale teraz następuje odwrót, powstała stadnina koni, na polach i łąkach ruch ciągników, jeszcze ostatnie prace gospodarskie ... Zajechaliśmy na widokowe wzgórze za Kotowem, gdzie niedaleko przechodzi niebieski szlak do Dynowa ... opar nad górami nie pozwolił popatrzeć na odległe pasma.
Szczególnie interesowała nas cerkiew św. Anny, od lat w wielkiej ruinie ... zapamiętaliśmy drewniany sufit kopuły, podparty ogromnym konarem, pewnie gdyby nie on, runęłoby wszystko już dawno ...


To stan sprzed kilku dobrych lat.
Stała bidulka coraz bardziej pochylona, bez widoków na przyszłość, bo nikt nie chciał się nią zająć ... i nagle cud ... roboty ruszyły, odbudowane zmurszałe ściany, nowa podmurówka, błyszczą nowością wymienione belki, jeszcze niebieskie plandeki wyglądają brzydko, ale chronią przed niszczącym działaniem opadów ...





Niewiele uratowano "substancji historycznej", ale dobre i to ... niech zostanie główna bryła jako świadek przeszłej historii, może kiedyś będzie tu jakaś wystawa, prelekcja, spotkanie ... tuż obok zielony barwinek znaczy miejsce po dawnym cmentarzu, ze dwa krzyże ...


Belki do odbudowy nie są obrabiane maszynowo, widać zacięcia po siekierze, a poza tym to chyba wymóg konserwatorski ...


Obok leży spróchniała kupa belek, mąż zwraca moją uwagę na mistrzostwo starych cieśli ...


... Zobacz, tu nie ma jednego gwoździa, wszystko czopowane ...


... a zobacz tu, ile tu jest płaszczyzn ... to nie jest połączenie na zwykły "jaskółczy ogon" ... jakie to jest przestrzenne ... a zamykało się jak najprawdziwszy zamek, belka po belce ... ile lat stoją takie budynki, opierają się wszelkim burzom ...
Dla mnie, zupełnego laika, to kawałek powycinanej belki, a dla męża sztuka, wiekowa praktyka prawdziwych cieśli ... ponoć są jeszcze tacy, którzy to potrafią, dziadkowie przekazali tajemną wiedzę, ale nielicznym, bo pewnie niewielu chciało się nauczyć ...


Zapamiętałam kaplicę z kamienia w jakimś ogrodzie ... i jest, bardziej na zachód


... kiedy byliśmy tu pierwszym razem, za nią stał dom, stara babuleńka siedziała na ławeczce pod nim ... dziś po domu nie ma śladu, tylko nieużywana studnia mówi, że ktoś tu mieszkał ...


... z kamiennych ścian kaplicy wyrastają paprocie ...


No i właśnie ... dopiero przed chwilą doczytałam, że naprzeciwko cerkwi stał dwór, i jeszcze jedna kapliczka ... zostały tylko ruiny, ale można było pozaglądać, zielska położyły się, liści nie ma, dobrze widać ...


Wracaliśmy nieśpiesznie zupełnie inną drogą, w kierunku na Łomną, słońce świeciło nam prosto w oczy, więc nie zauważyliśmy żadnych znaków zakazu ... za to nad drogą przeleciał ogromny puszczyk, i tylko tak udało się go sfotografować ...


... lisek był tak zaaferowany polowaniem na myszy, że w pewnym momencie pomyślałam, że może wściekły? ... wreszcie doszło do niego, że jest obserwowany i zwiał ...


Słońce chyliło się ku zachodowi, przejechaliśmy dolinę Jamninki stoczyliśmy się gładko nowiuśką drogą arłamowską i ze słońca znowu wjechaliśmy w chmury ... bo one nie opuszczały naszej góry ani na moment ...


A w niedzielę rano, jak zwykle, wybraliśmy się na kalwaryjskie wzgórze ... to ci dopiero była jazda, bo w nocy spadł deszcz i zamarzł w gładką powierzchnię ... po kamienistej drodze, pod górkę, jeszcze jakoś szło, ale z górki po asfalcie horror ... jedno koło na poboczu i po centymetrze zjeżdżaliśmy w dół. Tuż przed najstromszym odcinkiem po prostu zrezygnowaliśmy, nie pomagał napęd 4x4, zawróciliśmy na łące i z powrotem do chatki ... dopiero koło południa troszkę poluzowało.


A najgorsze jest to, że chcą nam położyć asfalt w dół, jak oblodzi, to nikt nie wydrapie się na górkę, do wioseczki ... sąsiad "powyższy" już zostawia auto na górze i piechotą idzie do domu, a droga jeszcze kamienista.


Wracaliśmy przez Brylińce, a tam takie widoczki, i cerkiew na wzgórzu ...


... i kościółek w Rokszycach z kapliczką pątniczą ...


,,, a to wszystko widać na rozstaju dróg, ładnie, prawda?
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, pa!


HOUSTON, HOUSTON, MAMY PROBLEM ...
Od wczoraj coś mi się napsuło i mam włączoną weryfikcję, nawet jak odpowiadam na Wasze komentarze, i Wy pewnie też, jak do mnie piszecie ... sprawdzałam w ustawieniach, weryfikacja wyłączona, zaznaczone "nie", czyżby jakiś złośliwy chochlik?
Może ktoś mi doradzi, jak to-to usunąć?
Dziękuję z góry!

22 komentarze:

Beata Bartoszewicz pisze...

Jak miło zobaczyć taki mały cud - cerkiewka , choć jak powiadasz, właściwie nowa - ale przecież pamięć miejsca pozostaje.
Serdeczności, Beata

Stanisław Kucharzyk pisze...

"słońce świeciło nam prosto w oczy, więc nie zauważyliśmy żadnych znaków zakazu" :-))

Barbara Wójcik pisze...

Ale się naczytałam, naoglądałam, tyle piękna...Dziękuję Ci za ten klimat!

Anthony Garden pisze...

Niezmiernie mi miło z Wami przemierzać te ciekawe zakątki :) Serdecznie pozdrawiam

Magda D. pisze...

Jakie piękne miejsca zapomniane...

Krystynka w podróży pisze...

Kocham takie stare belki ręcznie obciosane i żałuję, że nie mam chaty z bali. Te słoje, pęknięcia, rzeźba drewna, ślady piły, siekiery, noża. Nie jestem ekspertem ale miłośnikiem.
Ale ta kamienna kapliczka też cudna, niechby o nią też ktoś zadbał, bo o dom starej babuleńki już za późno.
Szadź w Was zjawiskowo przecudna.
No tak, kazali udowodnić, że nie jestem automatem.

Mażena pisze...

Te piękne nazwy, te miejscowości, których nie ma, Ci ludzie, których większość odeszła w tragicznych okolicznościach...Piękne te Twoje zdjęcia..
Czytałam taką lekką książkę Cukiernia pod Amorem..i tam w kolejnych tomach widać jak drewniane czy kamienne dwory i pałace odchodzą, znikają..ale ludzie giną pierwsi. Od lat obserwowałam malutką chatkę i starszą kobietę w chusteczce krzątającą się przy domu przy szosie. Ostatnio zobaczyłam tylko stos gruzu...zrobiło mi się przykro, to co za życia tej kobiety było dla niej skarbem dla innych nie miało żadnej wartości...co więc po nas? bo raczej ta kobieta po latach samotnego życia nie wyprowadziła się....

Zofijanna pisze...

Co tam weryfikacja- nieważna. Ważne są ciekawe posty.
Przeszłość mamy nadzwyczaj bogatą i warto do niej wracać.
Dobrze, że remontują cerkiewki i kapliczki przeróżni sponsorzy, ale są i takie miejsca, gdzie po cerkiewkach pozostaje tylko blacha...
Może wyposażenie z tej cerkiewki trafiło do muzeum ? Byłam niedawno właśnie w takim muzeum.
Serdeczności Ci zasyłam.

grazyna pisze...

Ile ciekawych miejsc wokol Was, jezdzicie , jezdzicie i ciagle cos ciekawego znajdujecie...zdjecie z cerkiewka i oszronionym lasem jest zjawiskowe.pozdrawiam serdecznie..

mania pisze...

Pogórze ciekawe o każdej porze. Teraz, gdy zieleń nie zaslania, można zobaczyc więcej. Jak to dobrze, że znaleźli się mądrzy ludzie i ratują cerkiew.
Sedeczności

wkraj pisze...

W duszy raźniej po obejrzeniu i przeczytaniu Twojego posta. Zdjęcia z zimową szacią przecudne.
Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, myślę, że w tych starych pozostałościach belek zachował się duch czasu, a potem deszcze zrobią swoje, całość ujednolici się, spatynuje i po latach mało kto rozpozna, że tyle świeżych belek tam wbudowano; szkoda byłoby, żeby rozpadła się, jak wiele innych, niech daje świadectwo dawnego; pozdrawiam serdecznie.

Staszek, sam wiesz, że wszędzie stoją zakazy, a drogi po lasach kuszą, niezmiernie, zwłaszcza takie wyasfaltowane, i to po takich ciekawych terenach; niby lasy państwowe, a wybrańcy tylko mogą tam jeździć; więc my sobotnimi popołudniami wypuszczamy się, "elyta" polująca już zjeżdża, reszta też chce być w domach; i co się stanie, że przejedziemy i oczy napasiemy, prawda? pozdrawiam.

Basiu, ciekawe te nasze przygraniczne tereny, z krwawą historią, a gdyby tak wszystkie cerkiewki się zachowały, to byłby widok; w latach 70-tych powstał tu ośrodek rządowy, wysiedlone wsie zagarnięto i ogrodzono; pozdrawiam serdecznie.

A.Garden, i nam było miło, piszę i pokazuję te nasze "unikaty", bo część osób nawet nie wie, że istnieją takowe; serdeczności ślę.

Magda D, w tej wsi jest może 5 prywatnych domów, i działające gospodarstwo rolne, ale na odbudowę potrzebne są niemałe pieniądze; po wielu latach gmina wyłożyła jakieś zaskórniaki i państwo dołożyło, ale byli ludzie, którzy nie dawali spokoju i dopominali się o ten remont; pozdrawiam.

Krystynko, drewniana chata o surowych ścianach ma swój zapach, a jeszcze kiedyś smarowano ściany zewnętrzne surową ropą naftową, to też swoisty zapach; nasza chatka z bali topolowych, niby nic, a też pachnie, a wyobrażam sobie, jak jest przy jodle czy sośnie; myślę, że skoro zajęli się cerkiewką, to i przyjdzie czas na kapliczkę, która na razie jakoś trzyma się, może dlatego, że zamknięta na cztery spusty; patrzyliśmy przez okienko, pusta w środku; pozdrowienia ślę.

Mażeno, właśnie w zeszłym tygodniu kończyłam ostatni tom "Cukierni ...", i jest tak, jak piszesz; i ja mam taką chatkę, którą obserwuję, z gankiem, na którym stoi krzesło i siadywała na nim staruszka, z 4 czarnymi kotami; w zeszłym roku nie widziałam jej ani razu, choć krzesło stało i koty wylegiwały się, ale niepokój pozostał; pozdrawiam cieplutko.

Zofijanko, rzut beretem od nas mamy wiele takich przykładów, że nie zostało nic, mówię o terenach byłego "państwa arłamowskiego", a cerkiew w Trójcy pan Jaroszewicz kazał zburzyć, bo mu psuła widoki, kiedy przyjeżdżał na polowania, została tylko kapliczka, którą obecnie pięknie odrestaurowano; w Jamnej Dolnej chodzimy po cerkwisku i znajdujemy ułomki blachy, pewnie z dachu, a po wsi ani śladu; wyposażenia cerkwi zniszczono, rozkradziono, spalono, mizerne resztki trafiły do muzeów, taki Łańcut chyba za bardzo nie chce pokazywać, co ma w swoich zasobach, bo a nuż się upomni ktoś; drażni mnie ta weryfikacja, i piszących pewnie też, ale nie poradzę; serdeczności ślę.

Grażyno, a wiesz? od kilku lat to ciągle te same ścieżki, a wcale nam się nie nudzą, i blisko nas; czasami zdarza nam się przeczytać o czymś nowym, pojechać, zobaczyć, ale Pogórze znowu nie jest jakieś rozległe, dotarliśmy w większość miejsc; pozdrawiam cieplutko.

Maniu, ratowane są cerkiewki, w Chyrzynce z pięknymi malowidłami, i właśnie ta w Kotowie, a ostatnio dowiedziałam się, że w Babicy też, nawet nie wiedziałam, że tam jest takowa; skoro jest możliwość sięgnięcia po fundusze, trzeba korzystać, tylko, że niektóre gminy przysypiają z lekka; pozdrawiam serdecznie.

Wkraju, kiedy wyjechaliśmy na najwyższe wzniesienia, zdawało się, że śniegi wielkie spadły, tyle bieli, a to tylko igiełki szadzi, zbite na gałęziach sprawiały takie wrażenie;
pozdrawiam Cię.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Miałem raz zgodę z Birczy na drogi leśne to sobie pojeździłem za wszystkie czasy. Niech mi moja skodzina wybaczy.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Uwielbiam takie niszczejące miejsca, bo mają niesamowity klimat, chociaż napawają mnie melancholią. Cieszę się z każdego remontu. Piękne zdjęcia - piękna wycieczka. Pozdrawiam cieplutko!

colorado2811 pisze...

Zazdroszczę Ci, Marysiu, tych podróży w przestrzeni i trochę też - czasie. I cudownych widoków przy okazji.
Szczęściarą jesteś!

Doriska pisze...

Twoje wpisy są dla mnie inspiracją do kolejnych wypadów, bo to 'prawie' moje okolice. Właśnie takie miejsca lubię, gdzie można się zadumać nad przeszłością. Lecę do kolejnych Twoich notatek i spisuję nazwy kolejnych ciekawych miejscowości. Pozdrawiam!

Ruda pisze...

Ależ przepiękna ta cerkiewka! Jak dobrze, że w tej przepastnej blogosferze trafiłam na Ciebie i mogę Twoimi oczami takie cuda oglądać!
Zwłaszcza, że u mnie ciągle jesień i szaruga jesienna. (Za oknem znów mam mgłę i kilka stopni na plusie)

t pisze...

Jak zwykle z nieskrywaną przyjemnością oglądam zdjęcia i czytam słowa. Nie ukrywam, z lekką zazdrością - w pozytywnym znaczeniu, taką mobilizującą.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Staszek, nie pogardzilibyśmy taką zgodą, bo jednak nadzianie się na straż leśną pewnie trochę kosztuje; pozdrawiam.

Natalia, w każdym zakątku Pogórza można natknąć się na pozostałości po wysiedlonych wsiach; przyroda jednak z roku na rok coraz bardziej zaciera ślady; niech zostanie chociaż to, co uchowało się do tej pory; pozdrawiam.

Iwona, to nie są jakieś wielkie podróże, bo tereny bardzo blisko nas, około 20 km; a że my w naturze mamy łazikowanie i dociekliwość, tym chętniej wybieramy się na objazd okolicy; kiedy częściej wędrowaliśmy, a teraz nie ma czasu, nie wiem, co się dzieje; serdecznie pozdrawiam.

Doriska, zawsze można zrobić niedzielny wypad w te rejony, jedno Pogórze, drugie; dobrze zaplanowana trasa pozwoli ujrzeć wiele ciekawostek; dzięki za odwiedziny, pozdrawiam.

Ruda, a pamiętasz, od jakiego momentu zaczęły się nasze kontakty? od maratonu w Karpaczu kilka lat temu, a my wracaliśmy ze Śnieżki, i dziwnym trafem spotkanie w necie; cieszę się, że znajdujesz tu coś dla siebie, przy tylu obowiązkach; pozdrawiam serdecznie.

T, miło, że zaglądasz na południowy wschód; a skoro moje pisanie z lekka mobilizuje, to coś mi się wydaje, że i z Twoich marzeń coś się wykluje; pozdrawiam serdecznie.

Ania pisze...

Jak dobrze zobaczyć, że cerkiewka wraca do życia ! Moja imienniczka :-). Niedawno widzialam duzy reportaz o puszczyku. Nie miałam pojęcia, że to taki zabijaka ! Potrafi upolować psa, kota i nawet mała sarnę ! To wielkie, silne ptaszysko. Sztuka ciesielska - wspaniała. Podobno z biedy budowano na zaciosy, bo gwoździe były szaleńczo drogie. Choć raz drożyzna dała cos pięknego. Serdecznie Cię pozdrawiam !

Tomasz pisze...

Piękny jest widok na cerkiew w Brylińcach. Gdy tylko mam okazję tamtędy przechodzić, muszę posiedzieć w pobliżu

Go i reszta Barłowskich pisze...

Cudowna wiadomość z tą cerkwią!!!! Serce się krajało.
Pzdr.