niedziela, 3 maja 2015

Krajobrazowo ... i pracowicie ...

Roboty ziemne ruszyły, budowlana brygada uporała się z robotami i piwniczka stanęła. I to było głównym powodem mojej nieobecności w blogowym świecie, bo miałam zmianę "czuwajacą" i trwałam dzielnie na placu boju.  Nie tak zupełnie bezproduktywnie, bo i jakieś narzedzia dowoziłam, materiały budowlane, a przede wszystkim wodę, potrzebną do betonowania. Nasza studnia, niestety, nie nadążała z przyborem wody ... owszem, wracała do stanu poprzedniego, ale dopiero za noc, a to za mało.
Więc pożyczyliśmy beczkę blaszaną i jeździłam do Wiaru po wodę. Trzeba było solidnie namachać się wiaderkiem, żeby napełnić ja całą. Ale nie narzekałam, bo nad Wiarem ranki sa cudowne, rzeka w głębokim cieniu, jakieś nieznane mi ptaki brodzą przy brzegu, woda czyściutka szumi na kamieniach i zapach ... świeżości ...


Koparka pozostawiła po sobie krajobraz, jak po bitwie ... zwały gliniastej ziemi z wykopu, troche rozsunięte na nierówności obejścia, jeszcze jeden dół jako chłonny na wody bytowe z umywalki i zlewozmywaka, który trzeba zapełnić kamiennym rumoszem ... przed nami jeszcze mnóstwo ciężkiej pracy przy przewalaniu ziemi, robienia nasypów ...

Już zagospodarowujemy pobliże chatki, budujac z potężnych kamieni suche murki oporowe pod przyszły taras, bo ten poprzedni, ziołowy poszedł w niwecz. Dobrze, że zdążyłam zioła przesadzić w bezpieczne miejsce. Kamienie wydobywaliśmy z pryzmy, pozostałej po rozburzeniu starej, zawalonej piwnicy ... ciężka to praca bardzo, mąż ładował na przyczepkę te kolosy, ja trochę mniejsze, potem robota odwrotna ... trzeba je zrzucić i ułożyć w odpowiednie miejsce ...


Już wyobrażam sobie te zwisające z kamieni  "brody" macierzanek czy innych roślin, bo taras bedzie na powrót ziołowy, o! nawet wysiałam sobie dodatkowo rutę, z czystej ciekawości, bo nie znam tego ziela, a w piosenkach często spotyka się ruciane wianeczki, prawda?
Pozostając jeszcze przy pracach kamieniarskich, pochwalę się tarasem wejściowym, którego obluzowane kamienie groziły, że kiedyś zęby sobie wybiję, potykając się o któryś ... zyskał nową nawierzchnię, a kamienie z odzysku, opukane pracowicie ze starej, zwietrzałej zaprawy ...

Oprócz ciężkiej pracy udawało nam się wyjść z psami na łąki, popatrzeć na świat, bo przyroda rozwijała się w błyskawicznym tempie, czereśnie i inne owocowe całe w bieli ... dziś już, niestety, sypią białymi płatkami, a szkoda!





Pogoda nie zawsze dopisywała, bywało zimno, wietrznie, deszczowo, ale deszcze na Pogórzu maja swój niezaprzeczalny urok, bo takich mgieł wieczornych nie spotkałam nigdzie ...



... a i poranne niczego sobie, tumany mgły płyną dolina Wiaru białe, jak mleko ...



Obserwowałam murarki, akuratnie były w oblotach godowych ... dziwne mają zwyczaje, łączą się w pary, a potem spadaja na ziemię, trwając w w miłosnym uścisku ... zagrodziłam miejsce pod ich ulikiem pieńkami ze śliwki, żeby nikt ich nie rozdeptał ...



Przygotowaliśmy także tunel foliowy do posadzenia pomidorów, bo mi się już znudziło przenoszenie tych paletek z sadzonkami ... pomidory posadzone, teraz tylko z niepokojem obserwuję prognozy pogody, żeby wyłapać przymrozek, i żeby nie powtórzyła się sytuacja z ubiegłego roku, kiedy w jedną noc przemroziło moją 3-miesięczna pracę ... długopalne wkłady do zniczy czekają w pogotowiu:-)
Ochroniliśmy na czas budowy posadzone w pobliżu chatki krzewy borówek, a także jagody kamczackiej, która kwitnie całkiem obficie ...


... a Pogórze wcale nie przestaje niebieszczyć się, bo nastał czas dąbrówek ...


Mam kłopot.
Przy okazji zjeżdżania w dolinę zauważyłam przy drodze, pod dużym dębem, kotka, na powrocie siedział tam również. Ktoś wyrzucił podrośnietego kota ... kiedy przyszłam tam z puszką karmy i wodą, okazało się, że są dwa. Boże, jakie one były głodne ... kotki znają karmę, chrupki ... nie są wcale dzikie ... kiedy dziś tam przyszłam, spały przytulone jeden do drugiego, już mnie poznają ... z ciężkim sercem przyznaję, że nie mogę ich zabrać do siebie, więc dokarmiam je, chociaż tyle ulżę im w tej kociej niedoli ... mam pewne podejrzenie, ale nikogo nie złapałam za rękę.


Byly i miłe wydarzenia.
Odwiedziła nas Ania ze Stefanem, nasi znajomi, poznani przez bloga, a przywieźli ze sobą także Łukasza, kolejnego pasjonata Pogórza, którego i Wy poznaliście przez jego cudnej urody zdjęcia pogórzańskie, które nie raz tu pokazywałam.


I o wybaczenie proszę.
Że nie odpowiadałam tak długo na Wasze komentarze, nie odwiedzałam ... i pewnie znowu zniknę na dłuższy czas, bo roboty ogrom.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!




20 komentarzy:

Agata Rak pisze...

Zdjęcia jak zwykle pękne.A kotki pewnie zginą z głodu, bo takie domowe sobie same nie poradzą niestey. Szkoda. Może weź je choćby do łazienki i poszukaj domu, albo oddaj do schroniska. Można szukać przez facebook zakładając wydarzenie szkoda ich...

Agata Rak pisze...

mogę założyć takie wydarzenie i zaprosić moich znajomych kociarzy. Może ktoś je weźmie albo fundacja Dom tymczasowy.Może coś doradzą..

grazyna pisze...

wiosenny post! sliczne zdjecia, drzewa w kwiatach pieknie podswietlone, mgly, opary..

Bylam w Powsinie w Ogrodzie botanicznym i tam porozwieszano domki dla murarek ,zrobilam zdjecie myslac o Tobie...zobacz w moim ostatnim poscie.

Tomasz pisze...

Wpis dla mnie bardzo inspirujący. Mam wielką chęć kupić nieruchomość w Karpatach więc Twoje relacje są dla nas budujące. Pogórze niesamowite jak zawsze, oczywiście może mgieł jest u nas powalające.
Pozdrawiam

Zofijanna pisze...

Nie znikaj, nie znikaj. Już myślałam, że do Rumunii na wycieczkę wyjechałaś.....
Pasjonatów pogórzy nie brakuje, a świat obecnie piękno rozdaje kwitnącymi trześniami, jasną zielenią buków, modrzewi, żółcią kaczeńców i różem rzeżuch. Śliczne zdjęcia Maryniu. Powodzenia we wszystkich przedsięwzięciach.
Weź maluchy, znajdź im dom. Może poprzez bloga ? Odwdzięczą się.
Pozdrowionka

Beata Bartoszewicz pisze...

Mario, bociek z materiałem do budowy gniazda jest wspaniały :) Cudnie u Ciebie i pracowicie...
Serdeczności zostawiam, Beata

Barbara Wójcik pisze...

I mgły, i łąki i bociany i cała ta piękna natura!

Dorota pisze...

Marysiu, w sprawie kotków: na adres us_wet@op.pl można wysłać informację, byłoby dobrze ze zdjęciem,oni bardzo chętnie zamieszczą na facebooku na stronie lecznicy,podając również ich nr telefonu.A ja tydzień temu szukałam małego kota bo mój Zenon poszedł był w świat...I mam zamówionego, za tydzień, jak kota domowa nr 1 wyzdrowieje to odbieram nowego domownika.Szkoda...

PIK pisze...

Witaj,cieszę się, że piwniczka urosła. Na pewno bardzo się Wam przyda. Czekam na efekt końcowy.
Moja stoi, jak stała, nie mam czasu się nią zająć, na tą chwilę obsadziłem ją winobluszczem.
http://zyfertowymlyn.blogspot.com/2011/04/piwniczka.html
http://zyfertowymlyn.blogspot.com/2015/05/kwietniowko-majowka-czyli-kopiem-sadzim.html

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agata, nie dam kotkom zginąć z głodu, są codziennie karmione; dziś mężowi zapakowałam dla nich jedzenie, bo pojechał na Pogórze; to nie są maluchy, mają może z 8 miesięcy, a więc już mądre; noc spędzają w rozwidleniu starego dębu, wysoko, więc lisy im nie zagrażają; rozpuściłam wici dookoła, w sklepie jednym, drugim, w naszej wioseczce, dużo ludzi o nich wie; w ostateczności dam znać do schroniska, ale to w ostateczności; nie mam facebooka, ale dobrzy ludzie podają mi kontakty, gdzie można uzyskać jakąkolwiek poradę czy pomoc; jeśli masz możliwość, to proszę, daj znać swoim znajomym kociarzom, może coś wspólnie zaradzimy; dziękuję za dobre chęci; pozdrawiam serdecznie.

Grażyno, dopiero dziś dorwałam się do netu, taki długi "odwyk":-) postaram się nadrobić zaległości, których nazbierało się sporo; dzięki za dobre myśli, pozdrawiam.

Tomasz, ostatnio w Trójce słyszałam reportaż o Pogórzu Przemyskim, bardzo zachęcający; hm! nieruchomość w Karpatach, to brzmi bardzo rozlegle, masz sprecyzowany konkretny region? powodzenia w poszukiwaniach, oby były owocne; pozdrawiam.

Zofijanko, Rumunia jeszcze musi poczekać:-) miałam możliwość obserwowania przez ten czas, kiedy zieloności rozwijały się w oczach, inaczej rankiem, a bardziej zielono wieczorem, i tak z dnia na dzień; nie mogę wziąć, ale zrobię, co w mej mocy, żeby im pomóc; do miłego!

Beata, bociek zbierał gałązki pod starą lipą przy kapliczce pątniczej, na szlaku kalwaryjskim; to nasz znajomy, do nas też przylatuje, a zwłaszcza kiedy kosi się trawy; pozdrowienia ślę.

Basiu, jak szybko natura nadrobiła lekkie opóźnienie; u nas w ogrodzie zawiązały się już czereśnie; za szybko ten czas leci, nie nadążam nacieszyć się; pozdrawiam.

Dorota, dzięki za kontakt; jutro jadę tam, to postaram się zrobić zdjęcie; są bardzo ładne, pręgowane, ale podbielone, przez co bardzo oryginalne; szkoda; jakby coś nie wyszło, polecam pogórzańskie kotki-podrzutki:-) dzięki i pozdrawiam.

Kordianie, piwniczka bardzo nam potrzebna; co prawda wolałabym taką, jak była stara, z kamieni ułożoną, z takimż okrągłym sklepieniem, ale nie podołalibyśmy jej budowie; ta, mam nadzieję, będzie również trzymać stałą temperaturę, bo prawie cała zagłębiona jest w ziemi, a na górze powstanie dodatkowy, nieduży pokoik; efekt końcowy może późną jesienią; niby malutka budowla, a sporo drenuje kieszeń; pozdrawiam.

Mayu pisze...

Ach cóż za piekne widoki u ciebie, murek swietny ile dakabym za takiejamienie a u nas tylko polny :) roboty full tak jak i u Was, pozdrawiam

mania pisze...

Macie prawdziwe święto pracy :)
Dużo sił i wytrwałości życzę

jolanda pisze...

Marysiu - zdjęcia zjawiskowe, ach te mgły ...
Spokojnej pracy, powolutku.
Ja pomidory też już posadziłam w tunelu, zwykle później wysadzałam, zobaczymy.
Pozdrawiam z Mazur

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mayu, kamień polny też ma wielki urok w sobie, może warto zebrać i spróbować coś skleić przy pomocy zaprawy; śmieję się do męża, że ciągle roboty więcej przed nami niż za; pozdrawiam.

Maniu, oooo! to niekończące się święto pracy, na całą wiosnę, lato i jesień, póki śnieg nie przysypie; no i kręgosłup żeby wytrzymał:-) pozdrawiam.

Jola, tak, mgły urokliwe, zwłaszcza gdy patrzy się na nie z góry, prawie morze mgieł:-) mąż przywiózł wieści z Pogórza, wszystko ładnie rośnie, ponieważ nie ma nas tam codziennie, rozszczelniłam drzwi tunelu, żeby była wentylacja; i ja pozdrawiam.

Aleja57 pisze...

Masz bardzo dobre serduszko....kotki dokarmiaj proszę....ujął mnie za serce twój post.... pięknie tam u Ciebie, ja nie mieszkam w górach niestety ale często jeżdżę na takie weekendowe wypady...buziaki Ania

Magda Spokostanka pisze...

Piwnica i taras z rozmachem, imponujące! Nasza zewnętrzna piwnica ma właśnie zawalony strop i myślimy co z nią teraz zrobić. Może po prostu dwuspadowy daszek, ale to kiedyś kiedyś.
Moje 9-cio miesięczne koty są super zaradne, potrafią się chronić przed niebezpieczeństwem i całkiem nieźle polują. Tym koteczkom, o których piszesz, dokarmianie powinno wystarczyć, może sobie poradzą? Schronisko, to chyba ostateczność.

Krystynka w podróży pisze...

Marysiu, ale dużo pracy wykonaliście a ile jeszcze przed Wami! Nie ma końca pracom na swoim, już się zdaje, że jest wszystko co niezbędne a tu wyłażą potrzeby i pragnienia.
Te mgły u Was zjawiskowe, kocham mgły ale u mnie one rzadko występują.
Dobrej roboty życzę, aż mi głupio, że ja tak leniuchuję ale to dla zdrowotności i dla sił do dalszej roboty.

PIK pisze...

Tak od dłuższego czasu czytam Twoje opowiadania o przeróżnych zabiegach z murarkami. Ciekawiło mnie ta Wasza mrówcza praca przy nich, ale zawsze kojarzyłem ją z typowym pszczelarstwem w celu uzyskiwania miodu. Ale, jak o nich poczytałem, to chyba o miód nie chodzi? Prawda?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, kotki dokarmiam codziennie, wczoraj był tylko jeden, i już się martwiłam, że wydarzyło się coś złego, ale mąż jechał później, to widział dwa, czyli wszystko w porządku; pozdrawiam.

Magda, sami nie podołalibyśmy tej pracy, to wszystko dzieło budowlańców; a swoją drogą, tak zastanawiam się, jak ludzie budują teraz domy? taka maleńka kostka w ziemi i spory koszt, a co mówić o dużym domu? szkoda starych piwnic, i mnie szkoda mojej, też zawaliła się od stropu, ale w środku zaczęło być niebezpiecznie; uważaj przy jakimkolwiek remoncie stropu; kotki w dobrej formie, wybiegają mi na powitanie, a ja ciągle szukam im domu; dobrze, że idzie do lata, może do zimy ktoś je weźmie, nie chciałabym dla nich schroniska, i zaprzyjaźniam się z nimi coraz bardziej, oj! będzie żal; serdeczności ślę.

Krystynko, wijemy gniazdko na późniejszy czas, a loszek potrzebny na te butle wina, nalewek, skrzynki jabłek, warzyw, półki przetworów czy wielkie koła serów:-) troszkę przesadziłam, ale taki jest cel budowy piwnicy; roboty ogrom, najpierw te ciężkie, ziemne, potem obmurowywanie kamieniami; leniuchuj, leniuchuj, z ogromnym powerem wrócisz do chatty, bo Ci powiem, że zielsko nie patrzy na nic i rośnie jak szalone; pozdrawiam.

Kordianie, murarki spełniają tylko ważne zadanie zapylające, kupiłam kokony i zasiedliłam poddaszek, kiedy jeszcze nie mieliśmy pszczół miodnych; teraz razem uwijają się; ale obserwacja murarek jest bardzo frapująca, teraz np. znoszą pyłek do trzcinowych rurek, ale nie na odnóżach, jak zwykłe pszczoły, tylko na brzuszkach, całe są żółte:-) pozdrawiam.

Dorota pisze...

Kotki mialy szczescie, ze na nich trafilas i nie pozostalas obojetna. Zamiast do schroniska to polecam fundacje Felineus z Rzeszowa. Ale mieliscie ogrom roboty, juz sobie wyobrazam ten ziolowy taras jak na nim pszczolki buszuja. Ogladajac Twoje zdjecia z okolic kazda komorka mojego ciala krzyczy ja tez chce tak mieszkac!