poniedziałek, 1 czerwca 2015

Sianokoszenie, dzięcioły, psy i koty ...

Deszczowe dni bardzo dobrze wpłynęły na wzrost trawy w obejściu, a także zielska na grządkach.
W sobotę ugryzłam odrobinę zielonego szaleństwa, z lekka przytłumionego przez zadeptanie budowlane, ale im dalej w głąb sadu, tym trawa sięga wyżej, a na dokładkę wyłożyło ją w niektórych miejscach ...


Czeka mnie więc jeszcze wiele kolebania z kosą, siódme poty na grzbiecie, i dobrze, że jeszcze nie atakują gzy. Zamiast gzów mamy meszki, niemiłosiernie tnące wieczorami, a także przed burzą.


Plackowate łysiny po pracy koparki, wyrównane przez nas grabkami i obsiane, już zielenieją młodziutką trawą, myślę, że do jesieni wyrówna się wszystko. Za nimi już tylko jednolity las traw ... nawet nie myślę o żadnych siłowniach, fitnessach czy nawet kijkach nordic, praca w obejściu zapewnia zróżnicowany wysiłek i ruch. Przy okazji koszenia trawy przy mojej "plantacji" storczykowej przyuważyłam i tutaj inne okazy, pewnie to jakaś odmiana listerii ... jak dobrze wiedzieć, a przede wszystkim nauczyć się od znawców tematu:-) ... to mnie cieszy, że wracają na swoje miejsca odmiany, wyrugowane przed laty na długo, przez istniejące tu gospodarstwa ...


Oprócz prac cięższych przyszedł czas na branie pierwszego miodu ... byłam również pomocna przy odsklepianiu plastrów miodowych, "poszytych" przez pszczoły ... czyli trzeba było uwolnić miód, zamknięty w komórce ... specjalnym dużym "widelcem", jeszcze mężowego dziadka z Horyńca, oddzielałam woskowe zamknięcia ...


Na widelcu zostawało wiele słodkości, więc nie darowałam, odsysałam z wielką przyjemnością z wosku miód ... tak, to smak dzieciństwa, kiedy stary Bartunio dawał nam, dzieciom, po kawałku plastra z miodem ... smak wosku i miodu ...
Nie wyobrażacie sobie, jak ciężki jest plaster, wypełniony miodem, a jak leciutki po odwirowaniu ... słodki strumień spływał kranikiem do wiadra, a potem, z niego, innym kranikiem prosto do słoików ...


Kwintesencja pierwszych, wiosennych pożytków pszczelich, tysięcy mniszków, miodunek, rozkwitłych głogów, sadów owocowych ... miliony pszczelich oblotów, niewyobrażalna, gigantyczna praca ... oprócz miodu podbieramy im także pyłek ...


... jak kasza jaglana, o różnym odcieniu ... kulki pomarańczowe, żółte, jaśniejsze, ciemniejsze, w zależności od rodzaju kwiatów ... Nie rozsypuje się to na żółtą mączkę, jak należałoby oczekiwać, ale tworzy odrębne kuleczki, bo one są w otoczce ... trzeba je mielić, żeby dostać się do środka, wykorzystać do różnych celów, a przede wszystkim na dokarmianie pszczół. Z pyłku robi się tzw. "ciasto", wykłada do uli, kiedy w przyrodzie nie ma już nic do przyniesienia, a zwłaszcza na wczesną wiosnę i jesień. Pszczoły co i raz znajdują sobie nowe źródło pożytku, teraz kwitnie dławisz na słupie elektrycznym, jeden wielki brzęk ...


... a także w lesie, przy drodze kruszyna ... maleńkie kwiatuszki, gdzie-niegdzie błyszczy na listkach spadź, tam pszczoły też żerują ... czekamy na lipę, która lada dzień zakwitnie ...


Przyniosłam sporo suchych gałązek z obciętych drzew przy drodze, żeby wesprzeć na nich zielony groszek, mam tez wysiany szczesciotygodniowy, który nie potrzebuje podpór ... rośnie w wielkiej obfitości koper, który wysiał się zeszłego lata, a także ... hm! kolendra ... pewnie chce mnie zmusić do polubienia jej.
Wysadzoną na grządki paprykę przykryłam włókniną, jeszcze przed deszczami, tak samo wysiane ogórki, które już sporo temu zdążyły wzejść ... pod przykryciem zielsko też ma się znakomicie. Rozsada aksamitek znalazła się między pomidorami, ponoć lubią swoje towarzystwo, za jakiś czas będzie tu i kolorowo, od nich i nagietek. ładnie idzie winorośl, ma sporo nawiązanych kwiatostanów ...


Nie myślcie, że tylko praca i praca, są chwile na wyjścia łąkowe ... takiej ilości kwiatów nie zobaczymy o innej porze ... psy szczęśliwe, pszczoły szczęśliwe ...




... a i widoki wokół bardzo kolorowe.



... fioletowe dzwonki, żółte jaskry, puchate kwiatostany babki, no i zachwycająca szałwia łąkowa ...





A co z tym dzięciołem?
Ano przylatuje co rano do psich misek i wynosi karmę do lasu, pewnie karmi młode, a jak denerwuje się, kiedy nic nie ma, trzeba dbać o to, żeby nie było pusto ... najlepiej mu odpowiada gotowany ryż lub kasza , i wcale nas się nie boi, ani nawet psów... miski jeszcze z drugiego względu powinny być pełne ... przychodzi Paździoch, wiejski kundelek, i też tęsknym wzrokiem zagląda do nich ... bardzo przyzwyczaił się do nas, kiedyś zmykał, kiedy człowiek tylko spojrzał do niego, a teraz potrafi przyjść do ręki, jeszcze skulony i z podwiniętym ogonem, ale da się pogłaskać ...
Jeszcze jedna miska musi być napełniona ... kotek nadal czeka na czyjeś dobre serce, przynajmniej nie głodny.
Kwitnie róża cukrowa, zbieram jej płatki i ucieram z cukrem i kwaskiem cytrynowym na surowo, do pączków, a także drożdżowych bułeczek ... z cukrem, bo konserwuje, z kwaskiem dla zachowania koloru ... bułeczki piekę, wykorzystując patent Baby ze wsi, w papilotkach papierowych na muffiny ...


Bułeczki zachowują formę, nie rozlewają się po blaszce, zgrabne i rumiane ... pyszne!
A z zeszłorocznych jeszcze jabłek, jakim udało się przetrwać, pachnąca cynamonem szarlotka, z dużą pianą bezową, a jakże! ...


Droga nam obeschła z błot, może w tym tygodniu położą asfalt, bo dojazd dla maszyn drogowych dogodny, i też nie chcielibyśmy patrzeć z niepokojem w niebo i słuchać prognoz.
To była spora dawka gospodarskich wieści, mieliście cierpliwość dotrwać do końca?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za odwiedziny, do miłego! bo ja już w blokach startowych, prawie spakowana i wyjeżdżam do chatki, pa!



A to pierwsze grzyby, zebrane w lasach radawskich, którymi zostałam obdarowana. Borowiki ceglastopore w porządku, ale ten borowik szlachetniejszy z mieszkańcami:-) poszedł na zaszczepienie gleby:-)


15 komentarzy:

Beata Bartoszewicz pisze...

Pokręciłam się z Tobą po gospodarsku... szkoda, że tylko w wyobraźni... Mogłabym być tylko uczniakiem w Twojej szkole natury.

Miło patrzeć, że ktoś ma zupełnie inne życie i jeszcze tak ciekawie umie się podzielić nowinami o tym, co w trawie piszczy.

A tu człowiek jak niewolnik przykuty 8 godzin do fotela obrotowego i gra na tym komputerze i gra... Wliczając dzienne studia na początku dorosłego życia ( w końcu tez się wliczyły do kapitału początkowego), już 35 lat nie jestem panią swego czasu. A jeszcze przede mną prawie 9 lat pracy - jeśli w ogóle dam radę :( Wyczekuję sierpnia, gdy będę miała 2 tygodnie urlopu i czas, aby zaszyć się w lesie.

Jesteś szczęściarą Marysiu :)))
Serdeczności moc posyłam,
B

ankaskakanka pisze...

W górach grzyby rosną szybciej niż tutaj. Zresztą u nas nie pada deszcz. Mamy suszę, ale już wybrałabym sie na ukochane kurki. Póki co na działce pracy mamy mnóstwo, bo i kopanie i stolarka, planowanie scieżek, ogrodzenia.....Powoli kupujemy rośliny a i tak nieiwele wiem o uprawie. Pozdrawiam

Anna Kruczkowska pisze...

Jakże Ci dzisiaj tych gór zazdroszczę!

Mażena pisze...

Choć chwileczkę poczułam się jak w zaczarowanym świecie! pięknie masz! a te grzyby to wyjątkowy dodatek, majowe? Łąki, zapachy i tyle piękna w okolicy!Zazdroszczę, że możesz tak zatrzymać się i popatrzeć powdychać..to są takie fantastyczne skarby!

Agata Rak pisze...

Ale Ci tych widoków zazdroszczę...Piękne..

Zofijanna pisze...

Marysiu- Twój post to miód na serce - wycinek, cząstka z Twojego życia. Sianokosy, miodobranie, ciast pieczenie - urodziwe ciasta Ci wychodzą. Jak Ty to czynisz ? Rumiane, pulchniutkie.
Kotek nie znalazł jeszcze nowego właściciela- biedny zwierzaczek. Póki lato trwa to się biedaczyna gdzieś schowa, tylko burz teraz coraz więcej. Oj, bieda mu będzie.
Dzięcioł spryciarz- obowiązków Ci przysparza. Proszę, jaki wygodny.
Pospacerowałabym z Tobą po tych cudnych łąkach - gdzie oczy poniosą, nie tylko dla nich samych, ale również dla towarzystwa.. Czy złotogłowy już kwitną ?
Moc uścisków. Dzięki za miły gest, radujący duszę.

Grażyna-M. pisze...

Można czytać i czytać. Nie nudzi się. :)))
Kolorowo, kwietnie, pachnąco. U nas w tym roku łąki żółte (jaskry) i różowe (firletki) - oddzielnie i mieszane.
Muszę kiedyś wykorzystać ten patent na babeczki. :)
Serdeczności:)

Bozena pisze...

Marysiu, gdy przeczytałam Twój post , jeszcze bardziej zatęskniłam za swoją chatką. U nas z pewnością takie same łąki, ten sam niesamowity zapach ziół... ech,wyrywa mi się serce do grabienia suchej trawy, do przestrzeni kolorowych. Fajnie, że doceniasz swoje sielskie życie. Przyjemnego czerwcowego bytowania : ))

t pisze...

Przepiękne okoliczności przyrody do koszenia trawy. Zazdroszczę z uśmiechem na ustach :)

Joanna pisze...

grzyby... zapachniało mi nimi... i własny miód... to co kocham...
lenistwo mnie ogarnęło i czas w końcu wziąć się do konkretnej pracy... pozdrawiam serdecznie

wkraj pisze...

Pracy wiele ale i satysfakcji potem też nie brakuje. Tak nam lekko to opisujesz, a przecież, by to wszystko ogarnąć to ci pewnie dnia brakuje. I jeszcze masz czas na ciasteczka, babeczki. Podziwiam twój zmysł organizatorski.
Pozdrawiam.

Dorota pisze...

Pytasz czy mieliśmy cierpliwość doczytać do końca, a ja mam wręcz niedosyt. Mogłam się z Tobą przenieść w wymarzone życie i wyobrazić sobie, że też tak kiedyś będę :) Przepiękne zdjęcia jak zawsze. Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Mario ten storczyk to pewnie listera ale dobrze byłoby zrobić zbliżenie kwiatu , listera ma dwa owalne liscie

Krystynka w podróży pisze...

Mario, ta krucha, maleńka, różowa Pani wielkiej kosiary zachwyca mnie i zawstydza. Czasem widzę z takim sprzętem wielkich facetów w przy szosowych rowach i wydaje mi się to bardzo trudne. Moja kosiareczka maleńka, smyram ją delikatnie wokół chatty i po ścieżkach wokół. Ale ważny jest ruch i tu masz rację że nam niepotrzebne żadne fitnessy. Taki własny miód ma nieporównany z niczym smak, jak własne soki, powidła, nalewki ... I babeczki i jabłecznik.
A bujność wokół zapowiada cudne plony

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, a mnie w młodości marzyło się miasto, byle najdalej od mojej wsi rodzinnej; a teraz? może mam już zaszczepioną we krwi miłość do ziemi, bo w mieście jest mi źle; praca w obejściu sprawia mi wiele radości, otoczenie, przyroda, zwierzęta ... lubię być sama, czytać książki, wieści o wydarzeniach w wielkim świecie przywozi ze sobą mąż, bo nawet radia nie słucham; a emerytura? może ten kawałek ziemi mnie wyżywi, bo nie liczę na wiele; to jakby "coś za coś"; pozdrowienia ślę.

Aniu, u nas polało solidnie, to i grzyby pojawiły się przy tym cieple, ale robaczywe; zagospodarowywanie działki to przyjemność i wiele pracy, która potem przyniesie owoce; nauczysz się wszystkiego, koleżanki blogowe ogrodniczki pomogą:-) pozdrawiam.

Ania K; ostatnio mamy piękna widoczność, widać daleko, nawet na Ukrainę, z Beskidem Skolskim; pozdrawiam.

Mażena, bardzo doceniam to, czym mnie obdarzyło życie, cieszy mnie każdy kwiatek, gniazdko na drzewie czy w dziupli, a tych traw to aż żal było kosić; ale cóż, potem nie dałabym rady; grzybki już czerwcowe, chociaż w maju teściowa też zbierała; pozdrawiam.

Agata, jest czego:-) teraz mamy łąki kwieciste, falujące; ostatnio wypatrzyłam łanię z malutkim, jak przechodziła przez trawy; pozdrawiam.

Zofijanko, ciasta? zazwyczaj na oko, zamieszam, zakręcę i już:-) ponoć sołtys z sąsiedniej wsi chce kotka, ale nie potrafili go złapać, do mnie kotek przychodzi, jak wyrażą chęci, schwytam go, ale skąd mam pewność, że to dobry dom? a może każdy lepszy od tego mieszkania pod drzewem? byłam wczoraj, złotogłowy kwitną, a na tym północnym stoku jeszcze nie, i jest ich sporo; pozdrawiam.

Grażyno-M, dzięki za dobre słowo; na łąkach cały czas coś kwitnie, mam doskonały pogląd na zapotoczne łąki, tam zmieniają się kolory jak w kalejdoskopie; pozdrawiam.

Bożena, tak, te nasze uroczyska wyzwalają tęsknotę, kiedy nas tam długo nie ma; zwłaszcza dla męża mego to niezwykła ostoja, bo pracę ma bardzo stresującą, odpoczywa od ludzi; pozdrawiam.

T, tylko trochę za gorąco, podkoszulki mokre jak u Rambo:-) ale za to świetnie waga leci w dół, przez sam wysiłek koszenia; dobre to, bo człowiek nie nudzi się, jak na siłowni:-) pozdrawiam.

Joanna, miodku zaczęłam używać obficie, odkąd mamy swój, służy mi bardzo:-) eeee! teraz na lenistwo nie ma czasu, no chyba, że pada, wtedy z przyjemnością zasiadam na tarasie z książką; pozdrawiam.

Wkraju, o! satysfakcja tak, jak najbardziej; zmęczenie po całym dniu sprawia, że oczy same zamykają się do snu, a więc chodzimy spać razem z kurami, jak tylko słońce schowa się za Kopystańkę; domowe wypieki najlepsze, i trzeba wykorzystać przetwory, robić miejsce na nowe; pozdrawiam.

Dorota, czyżby to Twoje marzenie? osiąść w jakiejś spokojnej głuszy? wiem, że nie każdy to lubi, ale skoro marzysz, to wiedz, że marzenia spełniają się:-) pozdrawiam.

Anonimku, właśnie przy łodydze były dwa owalne liście, a więc pewnie listera:-) pozdrawiam.

Krystyno, he, he! nie taka maleńka, spora baba jestem na wysokość:-) lepiej mi się kosi kosą spalinową, bo zwykłą trzeba pchać po tych nierównościach, na początku tak było, ale ciężko się pracowało, a teraz to tylko "gibam się taliji":-) właśnie zebrałam kwiat jaśminu, zasypałam cukrem, różę już mam, jeszcze tylko lipa i wykwintna naleweczka za miesięcy kilka będzie do skosztowania; cieszy mnie ten mój malutki arealik uprawowy, zieloności do poskubania; pozdrawiam.