poniedziałek, 22 czerwca 2015

Trochę tu, trochę tam ...

No tak!
Tyle się napisałam i zniknął mi cały post. Zobaczymy, co uda mi się odtworzyć z pamięci.


Gdybym miała taki suwaczek, z początkiem skali na "Tu" i końcem na "Tam", to zdecydowanie znacznik znajdowałby się teraz w okolicach "Tam", i to całkiem wysoko. "Tam", to znaczy na Pogórzu spędzam teraz bardzo dużo czasu. Właściwie to nie potrafiłabym dokładnie powiedzieć, co robię ... zwykłe czynności gospodarskie, pomoc przy wirowaniu miodu, o! nawet Miśkę ostrzygłam, a Amik czeka na swój czas, leniuchuję też czasami z książką w ręku, przy deszczowym dniu.
Bo przyszła najpierwsza wiosenna burza, z grzmotami i piorunami, gwałtownym deszczem, mimo, że to już czerwiec i lato się zaczęło ...


Opadowe wody z lekka narobiły szkód, pobocza nowego asfaltu wymyły z kamyczków, i to na samej górze ... ciekawe, jak to będzie, kiedy woda nabierze rozpędu na tej stromiźnie ... pewnie wyskoczy z koryta na zakręcie:-)
Bardzo pomysłowo mają zrobione na Pogórzu Ciężkowickim, tam zaobserwowaliśmy w rowach zabetonowane na sztorc kamienie, jak grzbiet dinozaura ...


One to spowalniają gwałtowny spływ wód, czy to na wiosnę z roztopów, czy z deszczu ... Nasza nowiuśka droga aż lśni, gładziutka, błyszcząca, prowokuje do nadmiernej prędkości, co już zauważyliśmy ...


Ale narzekam, ale narzekam ... tak mi tu nie pasuje ten asfalt, zaburzył zastaną tu naturalność sprzed wielu laty ... bo przedtem zjeżdżało się w zielonym tunelu, z gałęzi drzew i krzaków, na dole czekało niewiadome ... kamienista droga doskonale spełniała swoja odwieczna rolę ... chyba niereformowalna jakaś jestem ...
To teraz dla odmiany miodek na mą zbolałą duszę, i to ten naturalny ...



Obfita strugą popłynęła teraz słodycz dla odmiany ciemna, gęsta, trudna do odwirowania ... to miód spadziowy, której pełno teraz w naszych lasach ... zaczynają kwitnąć lipy, więc maja pszczoły miejsce dokąd znosić pożytek.
I dla odmiany inny miodek.
Przemiła wyprawa w niedalekie pagórki, ale tak piękne, że mam wrażenie, iż na nowo odkrywam Pogórze ...







Jeszcze zajrzeliśmy do Rybotycz, na Skałę Machunika. Nie odważyłam się przekroczyć Wiaru po przerzuconych ogromnych balach, a więc buty w rękę i po oślizłych kamieniach na drugi brzeg.
Nie znalazłam tu tych samych widoków sprzed laty ...



Teraz straszy ogromne osuwisko, uroczy wodospadzik gdzieś zniknął, przywalony zwałami skał i ziemi, aż strach tamtędy chodzić ... czoło fliszu karpackiego zjechało, podmyte wezbranymi wodami Wiaru, a ziemia pokazała swoje wnętrze ...



Są i pozytywne strony tego zjawiska, bo właśnie stąd przyuważyłam w zbiorach p. Szybiaka znalezione ciekawe okazy odcisków czy skamielin. Mój kamień, co prawda, chyba nie pochodzi ze Skały Machunika, ale też wypatrzyłam na nim ciekawy odcisk, a może mi się tylko zdaje?


Przeniesiony ogródek ziołowy z kamiennego tarasu ma się całkiem dobrze, doszedł jeszcze krzak arcydzięgla, przeniosłam też tutaj kilka szałwii łąkowych od sąsiada ... staram się nie ingerować zbytnio w zastaną roślinność, raczej coś w typie wiejskiego ogródka, na przykład maciejka, maki, floksy:-)


Aha, pomna rad Utygan, skrapiam obficie rośliny na grządkach, a zwłaszcza ogórki, pomidory czy ziemniaki, drożdżami rozpuszczonymi w wodzie z dodatkiem gnojówki z pokrzyw ... jak dotąd, wszystkie rośliny zachowują się znakomicie, nie poddają się grzybowym zarazom, i oby tak dalej, bez potrzeby chemicznych oprysków.
Ależ ja przeskakuję z tematu na temat, ale chciałabym się podzielić z Wami swoimi przemyśleniami.
Mamy znajomego starszego pana, którego poznaliśmy właśnie tu, na Pogórzu, kiedy mąż coś mu pomógł przy samochodzie. Spotykamy się co niedziela na kalwaryjskim wzgórzu, wymieniamy uprzejmości, wieści z okolicy ... jemu w zeszłym roku odszedł pies "za tęczowy most", wierny wieloletni przyjaciel. Bardzo to przeżył, widać było jego smutek. Ale nad Wiarem zawsze znajdzie się jakiś biedny porzucony psiak po letnich urlopowiczach ... przygarnął młodego wilczka, zabiedzonego do granic wytrzymałości, z okropną biegunką, nie wiadomo, jak traktowany, nieufny, z zębami skakał do wszystkich ... teraz pies się uspokoił, został wyleczony, i człowiek ma następnego przyjaciela, a pies znalazł dom. Starszy pan przyznał, że kiedyś namiętnie jeździł na polowania, chadzał po lasach, strzelał i zabijał ... A teraz? - zapytał go mąż. - Nie, nie - zaprotestował - żal mi tych zwierzątek, nawet dzika mi żal, i żal mi tych zwierząt, które zabiłem w przeszłości.
Czy to możliwe? że po latach budzi się w ludziach sumienie?


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione ciepłe słowo, dobrego lata życzę, pa!





27 komentarzy:

Mażena pisze...

Jakoś zabijanie zwierząt w ich naturalnym środowisku pozostanie dla mnie czymś okropnym! piękne pokazujesz widoki ale faktycznie często po nawałnicach powstają szkody. Burze w tym roku wyjątkowo gwałtowne i głośne na początku sezonu. Nie przepadam za nimi, a Ty sama w chatce nie boisz się? Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis....
Widziałam kaczkę prowadzącą kaczuszki przez pasy samochody stały, tylko jeden wariat z tyłu trąbił i pospieszał a maluchy tak śmiesznie dreptały...na asfalcie też bywa natura :)

Agata Rak pisze...

Mam złe zdanie o myśliwych. nie uznaję zabijania. A co z kotkiem? Ma dom?

Olga Jawor pisze...

To dobrze, ze obudziło sie sumienie, humanitarna część jaźni...To źle. bo to straszny ciężar...
Marysiu, pozdrawiam!*

Grażyna-M. pisze...

Możliwe że się budzi. A. Fiedler też coś takiego opisywał.
Z tych kropel miodu byłby cudowny naszyjnik - jak z bursztynu. :)
Piękne te skały. Ciekawe, skąd takie niebieskie?
Serdeczności :)

grazyna pisze...

Jaka laka bogata w kwiaty, wcale sie nie dziwie ze jestes TAM. Mimo wyasfatlowanej drogi, do ktorej w koncu sie przyzwyczaisz...pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażena, podzielam całym sercem Twoje zdanie, ale co można? lubię burze tutaj, grzmoty przewalają się po niebie i górach, można patrzeć na kolejne pasma daleko, jak przysłania je zasłona deszczu, dopóki do nas nie dojdzie; nie, nie boję się, Amik boi się burzy, jego muszę uspokajać; to musiał być rozczulający widok, kaczuszki na jezdni; widzisz, jedni zatrzymają się, przepuszczą, inni przejechaliby po nich; jeże też można ominąć, i węże na drodze, ale nie, najłatwiej po nich; pozdrawiam.

Agata, a co można pomyśleć o myśliwym, u którego na dodatek wiszą trofea zwierząt chronionych? żadna świętość się nie liczy; Kotka od kilku dni nie widzę, zostawiam jedzenie, może inne zwierzę przychodzi w nocy i je zjada; po drugiej stronie drogi jest cmentarz, przychodzą ludzie, może znalazł w końcu dom; pozdrawiam.

Ola, szkoda, że tak późno, ale dobre i to; wielu przydałoby się takie "nawrócenie"; mąż mi opowiadał, że zwłaszcza u ludzi, pracujących w rzeźni, przy uboju zwierząt kiedyś wracają te schowane gdzieś w zakamarkach pamięci przykre wspomnienia, jeśli tak delikatnie można je nazwać; tak się zastanawiam, a jak żyją zbrodniarze, z takim okropnym bagażem; pozdrawiam.

Grażyno-M, właśnie powyżej, u Oli napisałam, że to chyba nie pozostaje obojętne dla psychiki, ale może są tacy "twardziele", że nic ich nie rusza; tak, złociste, błyszczące krople, piękne w kształcie, i słodziutkie; może nie niebieskie, a raczej szarawe bardziej, aparat troszkę przekłamał; pozdrawiam.

Grażyno, nasza ostoja stała się łatwo dostępna, nie przyzwyczajeni jesteśmy do takiego ruchu, i wcale go nie chcemy:-) ale cóż, przyszło nowe, wcale nie lepsze; pewnie przyzwyczaimy się, zieleń przykryje pobocza, droga wtopi się w otoczenie, ale i tak będzie mi żal tej starej, kamienistej; nie zdawałam sobie sprawy, że mamy tutaj swoiste arboretum, z ciekawymi roślinami, korzystam z tego na całego; aż mi się "rymnęło"; i ja pozdrawiam.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Mario! Patrząc na Twoje zdjęcia jestem prawie pewny, że tym razem nie trafiłaś na Skałę Machunika tylko na sąsiednie skałki (tuz obok nieco w dół Wiaru). Tam są właśnie dokładnie takie rozwaliska (wydaje mi się, że niektóre ropoznaję z Twoich zdjęć). Wodospad jest schowany w tarninach.
A czy pojawiły się tam jaki mostek z pni, bo w tamtym roku stary zabrało?

ankaskakanka pisze...

Zwierzęta żyjące na wolności są zdrowsze od tych karmionych antybiotykami, to nie mogłabym nic zabić. Kiedyś w Zwierzyńcu mąż kupił coś z dzika, w gardle mi stało, nie zjadłam.
Sama spędzam wiele czasu na zwykłej działce, więc rozumiem Twoje bywanie na Pogórzu.

lileczka_4 pisze...

Witam
Trafiłam tutaj przez przypadek.Ja również jestem z Pogórza,ale tego obok Gdyni.To drugi koniec Polski,ale śmiesznie dwa Pogórza.Będę tutaj zaglądać.Kto wie może kiedyś na własne oczy poznam to cudowne miejsce.
Przepięknie jest u Państwa.Serdecznie Panią pozdrawiam
Zapraszam do mnie do mojego Pogórza i na mój blog na którym można poznać moje Kaszuby

http://cudaismakiregionu.blox.pl/html

Krystynka w podróży pisze...

U mnie też tak jest, jak wpadam na krótko to zrobię więcej bo jak mam więcej czasu to przepływa przez palce i myślę: eh, zrobię to później. Urocze te Twoje płoteczki plecione i jak wachlarz Twój kamień. A z drogami często tak jest, albo urocza i pustawa albo wygodna i ruchliwa. A spacery biologiczne i geologiczne, będzie Jaśko miał wspaniałą nauczycielkę. Pozdrawiam

t pisze...

Piękny ogródek ziołowy!
Urzeka szczególnie płotek. Pięknie pleciony! Czy uplotłaś go własnoręcznie?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Staszek, ano widzisz, tak to jest, kiedy zachodzi się nie z tej strony, co potrzeba; zawsze szliśmy z drugiej strony, od szlaku, a teraz od Rybotycz; ale nic straconego, powtórzymy przejście, starą trasą, przecież to bliziutko nas; i cieszę się, że wodospadzik jednak zachował się, wszak to lokalna osobliwość:-) tak, mostek jest, z dwóch potężnych pni, jeszcze prawie białych od nowości, ale bez poręczy, i ja, strachliwa na wyrost, nie przeszłabym po trzęsących się balach za nic, chyba, że ścigało by mnie stado wilków; pozdrawiam.

Ania, tak samo ja, więc chyba nici z posiadania kóz czy kur; o, i proszę, następna "miejska" osoba zaraziła się przyjemnością grzebania w ziemi; pozdrawiam.

Lileczko, witaj w naszych progach; tylko raz w życiu przejeżdżałam przez Kaszuby, w drodze nad morze; ładne macie górki, wśród nich oczka jeziorek, krajobraz prawie jak pogórzański; sam tytuł Twojego bloga zachęcający, interesuję się regionalną kuchnią, więc dziękuję za zaproszenie; pozdrawiam z płd.wsch.

Krystynko, uczucia me rozdwojone na amen, i tu bym chciała, i tu, więc bywam po trochę; płoteczki niskie ostały się, a ten wyższy, gdzie miałam zawieszone na słupkach gliniaki, burza złamała i już spłonął w ognisku, trzeba zabrać się za nowy; już czujemy potrzebę ogrodzenia obejścia, i to w najbliższym czasie, i obsadzenia zielonością od drogi jeszcze bardziej; wczoraj Jaśko z zachwytem w dziecięcych oczkach patrzył na niebo i chmury, tylko dzieci tak potrafią; pozdrawiam.

T, tak, płotek własnoręcznie robiłam, nic trudnego; kilka patyków w ziemię i przepleść drobniejszymi gałązkami; tu wykorzystałam odrosty leszczyny; ziółka używam cały czas, i jeszcze bazylia w tuneliku rośnie i pachnie; pozdrawiam.

Małe radości pisze...

Na mojej ulicy również połozyli asfalt. Wszyscy mieszkańcy oprócz mnie bardzo się ucieszyli. Bardzo lubiłam dawną naturalną , kamienistą drogę, nie przeszkadzało mi jesienne błotko , na które tak wszyscy narzekali. Jedyny plus to że dzieciaki bardzo sie cieszą. Rowery , rolki i deskorolki poszły w ruch!
Pozdrawiam serdecznie :)

Tomasz pisze...

Witaj
Pogórze wygląda jak zwykle pięknie ale coś nam pogoda nie służy, za to dobrze że miód jest! Szkoda starej drogi, asfalt nie pasuje w tych bocznych krętych i widokowych dróżkach, a też pamiętam czasy gdy w górach tylko co główniejsza droga miała asfalt i to marnej jakości.
Pozdrawiam

Beata Bartoszewicz pisze...

Jakie to wspaniałe, że ludzie tak potrafią wymyślić dinozaura na przekór rwącym wodom.
I miód lejesz złoty na serce moje :)
Uściski stukrotne ślę :)

Bozena pisze...

Miodek wygląda przepysznie.Zbieracie dla siebie, czy też sprzedajecie? Ja co roku do domu przywożę kilkanaście litrów spadziowego miodu.
Mam nadzieję, że uda mi się trzy tygodnie spędzić w chacie i znowu nawieźć miodu pachnącego tamtymi łąkami i lasami.Zazdroszczę Ci tej bliskości swojej chaty... Ale w dobrym sensie. Niech Ci się darzy!
A co do zmiany dusz ludzkich, to uważam, że przeżycia kształtują ludzi. Jednym serca twardnieją,chowają się pod gruby pancerz i gdzieś tych dobrych odruchów nie widać. Stają się egocentrykami. Inni z kolei miękną, stają się empatyczni i robią życiowy rachunek sumienia. Dochodzi do nich, że krzywdzili innych. I wtedy starają się wynagrodzić otoczeniu. Może ten starszy pan należy do tej grupy. Ja znam ludzi pochodzących z jednej i drugiej grupy.uściski :))

Dorota pisze...

Piękna historia z tym Panem, budzi nadzieję... Na zdjęciu płynie świeży miodek, a mi płynie z ust ślinka:)Ja też nie odważyłam się przejść po pniach do skały Machunika, ale woda była tak przyjemnie orzeźwiająca, a nie lodowata, że nam się spodobało i wykapaliśmy się cali przy okazji :) Mogłabyś podać przepis na miksturę drożdżową?

Zofijanna pisze...

ano widzisz Marysiu, nawet tubylcom zdarzy się pomylić- nic straconego - najlepiej szukać wiosną, kiedy jeszcze nie ma liści na drzewach.
I u mnie w sąsiedztwie coś się z murawy jeszcze zachowało.
A miodek- tęgi- może to za sprawą suszy- mniej wody w roślinach to i miód bardziej stężony.
W tym roku kupowałam miód spadziowy w Związku Pszczelarskim. Pani sprzedawczyni narzekała, że w 2014 roku nie było spadzi, dlatego miód z 2013 roku jest bardzo drogi.
Dobrze, że teraz jest, to zaopatrzymy spiżarnie na zimę.
Myślałam o kotku, może nic go nie zjadło, bo szkoda byłoby zwierzaka.
Chów zwierząt daje więcej satysfakcji i radości, niż zabijanie. Szkoda tylko, że zwykle z wiekiem - obarczeni doświadczeniami - zaczynamy coraz więcej rozumieć..

Magda Spokostanka pisze...

Może moi znajomi przejdą kiedyś taką metamorfozę? Pięknie by było.
Obydwaj inteligentni, z otwartymi, poszukującymi umysłami, serdeczni. Ciekawi, mądrzy ludzie. Obydwaj z pasją polują.
Świat byłby prostszy, gdyby myśliwymi były tylko prymitywne przygłupy ...

Stanisław Kucharzyk pisze...

Od tej pniowej kładki też się daje wygodnie dojść tyle, że nie iść brzegiem Wiaru bo można nogi połamać na tych skałkach właśnie, tylko wspiąć się ścieżyną do góry omijając te skały. Z góry z ponad skał jest piękny widok na Rybotycze (na wiosnę bo potem liście przesłaniają). Idziesz sobie wzdłuż krawędzi przepaści a potem dobrze widoczna stara droga schodzi w dół znowu aż do Wiaru - tam szukasz wiadomej skały.

mania pisze...

Maryniu, coś za coś - nowa droga na pewno jest ułatwieniem ale za to zniknął jej dawny urok. Pociesz się, że u nas drogi zazwyczaj robi się z materiałów kiepskiej jakości, kilka zim i wypadną w niej malownicze dziury :)
Piękny to czas, wszystko kwitnie i pachnie a Wy macie pełne ręce roboty. Niech Was się darzy :)

Mariusz Obszarny pisze...

miałem okazję testować Waszą dróżkę zdaje się już w pierwszym dniu, zatrzymałem się w pobliskim lesie, aż zaczęło padać i pojawiła się tęcza. Są minusy tego asfaltu, o których piszesz, ale musisz wiedzieć, że Gruszowa to zdaje się jedyna wioska na Pogórzu, gdzie każdy mieszkaniec może dojechać pod sam dom asfaltem.

pozdrawiam

Inkwizycja pisze...

Pewnie też nie byłabym zachwycona zamianą zielonego tunelu na szosę, ale na tych zdjęciach wygląda na potok ciemnej wody, nawet ładnie ;)
Przepiękne te Wasze pogórzańskie rośliny.
W Waszym sąsiedzie jednak tli się sumienie, skoro przygarnia bezpańskie psy, opiekuje się... w moich oczach trochę odkupił swoje winy.
Miodu gratuluję! Cóż to za satysfakcja mieć własny!
Ściskam i pozdrawiam serdecznie ;)

na wsi pisze...

Też jestem z Tobą, Marysiu, zdecydowanie TAM. Pięknie masz, a w ogródku taki sam swojski "bałagan", jak u mnie - właściwie wtopiony w okoliczną zieleń, a jednak rośnie. Widać da się, bez zbytniej ingerencji w przyrodę. Co do pana myśliwego - nie wierzę w ani jedno jego słowo. Nie znam człowieka, ale znam dobrze dwóch myśliwych, nie znających się nawzajem, z dwóch końców Polski. I obydwaj strzelanie do zwierząt traktują jak sens swojego życia, pasję, której poświęcą wszystko. To ich hobby, sport, misja "przywracania naturalnego porządku w lasach, gdzie zwierząt jest za dużo". To ich słowa. Ja zawsze na to odpowiadam, że dosadziłabym tym zwierzętom wycięty w przeszłości las, zamiast zabijać je za to, że nie mają gdzie mieszkać i czego jeść, bo wcześniej wyrżnęliśmy im w pień dom i zabraliśmy jedzenie. Nie rozumieją. Nie lubię myśliwych.

Ania pisze...

Myślę, że wiek robi swoje ( to n/t starszego pana, b. mysliwego). Człowiek inaczej patrzy na świat. Robi się bardziej empatyczny ? Zrzuca skorupę ? Marysiu, jak piekne jest lato u Ciebie ! Po prostu miodzio :-) ! Pozdrawiam Cię serdecznie !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Iza, gładki asfalt i duża stromość zbiera pierwsze ofiary; córka sąsiadki, zjeżdżając z góry, rozbiła się na kasztanie; ukruszony ząb, pęknięty od środka policzek, pogotowie, szpital, a ile strachu; tak i mnie nie przeszkadzała kamienista droga, ale cóż, idzie nowe, nie zawsze lepsze; pozdrawiam.

Tomasz, jest chłodno, co tu dużo mówić; rankiem siedzę na tarasie w polarze, do tego okutana jakimś kocykiem, nie do pomyślenia latem; a tylu aut, co teraz, jeszcze nie widziałam tutaj; ech, gdzie te czasy siermiężne; pozdrawiam

Beata, ale pomysł świetny, prawda? woda już wygładziła dno rowu, gładka skała, co to będzie przy ulewach; właściwie to czekamy na sprawdzian; pozdrawiam.

Bożena, miodu nie sprzedajemy, na razie, bo jest dla nas, rodziny, znajomych; chociaż nie wiem, jak będzie dalej, bo zaczyna go być za dużo:-)
kiedyś to wyprawa do chatki, 60 km, a teraz pobudowali obwodnice, mija się zatłoczone miasta i bardzo szybko jesteśmy u siebie; masz doświadczenie w pracy z ludźmi, z różnymi odmianami charakteru, a zmiany na lepsze cieszą; pozdrawiam.

Dorota, szkoda, że tylko w nim obudziło się coś na kształt sumienia, a inni z zimną krwią zabijają; mam tego przykład, słyszę strzały nocą, i nad ranem; no tak, trzeba odwagi, żeby wejść na tę kładkę; mikstura drożdżowa prościutka, pół kostki drożdży na wiadro wody i kropić rośliny do woli, ja dodaję jeszcze przefermentowaną pokrzywę w proporcji 1:10, ostrzegam, smrodliwa jak rzadko; pozdrawiam.

Zofijanko, kiedy nie bywa się często, to otoczenie zmienia się; tak jest w moim niby lesie za drogą, po roku, dwóch nie poznaje się tych samych miejsc; tak, w zeszłym roku nie było wcale spadzi, u nas komarów nie tępią, więc i mszyce żyją spokojnie; kotek najprawdopodobniej został zabrany przez pracowników, budujących nagrobki na cmentarzu, właściwie to dobrze, że znalazł dach bad głową; jeszcze sprawdzamy, jak przejeżdżamy obok, ale od tamtej pory, kiedy widzieliśmy go przy drodze, nie ma go; dobra i jedna zmiana, chociaż słyszę o ludziach ze strzelbą wędrujących, podglądających, ale nieużywających:-) pozdrawiam.

Magda, z pasją polują, to brzmi okropnie; bo co ich tak przyciąga? przecież bez tej dwururki można przemierzać lasy, bezkresne łąki i patrzeć na zwierzynę, podchodzić blisko; temat myśliwych wraca jak bumerang, czy oni mają świadomość, jak są nielubiani? pozdrawiam.

Staszek, właśnie wspięliśmy się tą ścieżyną, a potem znowu odbiliśmy w stronę Wiaru, zaczynał się sosnowy lasek i w tym momencie odwrót, bo nie rozpoznałam terenu, pewnie byliśmy o krok; o, widzisz, już jest zaczątek na późną jesień, lub wiosenkę bezlistną; a tak w ogóle, to gdzie się podziewasz? drogę mamy gładziutką, herbatka czeka:-) pozdrawiam.

Maniu, roboty zakończone, pobocza wysypane kamyczkiem i utwardzone, ale nie skropione smołą, pierwsza solidna ulewa sprawdzi jakość wykonania; a ulewy bywaja tu nieobliczalne i nieprzewidywalne; pozdrawiam.

Mariusz, to chyba troszkę pogrzało Ci stopy lub opony, asfalt trochę stygnie:-) też robiłam zdjęcie tęczy na niebie, czyżby to w tym samym czasie? marna mi to pociecha z tym asfaltem, ale wioseczka tak maleńka, że niech już będzie to udogodnienie dla mieszkańców, my jakoś przystosujemy się, obsadzimy krzakami, odgrodzimy od drogi, a z czasem i przyzwyczaimy; pozdrawiam.

Inkwi, teraz żałuję, że nie robiłam wcześniej zdjęć, eh! dżungla do nas prowadziła, człowieka całymi dniami nie było widać, ale czy są jeszcze jakieś bezludzia? rośliny ciepłolubne, nie wszędzie rosną, a ja je dopiero odkrywam; sympatyczny człowiek, też zyskał wiele w moich oczach, przygarniając tego biedaka, i wiem, że psiak narobił mu wiele szkód, w domu i w aucie, dlatego jeździ, odgrodzony drewnianą kratą, na tylnym siedzeniu;
zresztą nasz Amik też nam zjadł pasy, trzeba było wymieniać; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszko, kiedyś to były grządki warzywne, a ponieważ mam założone nowe, za domem, te zostaną ziołowo-kwiatowe; człowiek, gdzie tylko wsadzi swoje łapska, wszędzie namiesza, zazwyczaj na szkodę przyrody; ona sama doskonale radzi sobie bez naszej ingerencji, " naturalny porządek" ... jaką misję sobie przypisują, już ja to widzę, jak walą nowoczesnym sprzętem we wszystko, co się rusza, bez żadnych szans dla tych drugich; i trofea chronionych zwierząt na ścianach; nikomu teraz nie mówię, jakie zwierzęta widuję w okolicy, bo mam wrażenie, że wieści docierają do niepowołanych uszu; pozdrawiam.

Ania, tak, to prawda, wiek robi swoje, znam to z własnego poletka; chłodnawo mamy jak na lato, czekam na ciepłe wieczory i poranki; pozdrawiam.