poniedziałek, 2 listopada 2015

Do końca jeszcze daleko ...

Kiedy podnieśliśmy głowy i wyprostowali plecy po pracowitym czasie, zauważyliśmy, że przyszła jesień. Powoli kończymy zewnętrzne prace budowlane, a raczej stolarskie, by za chwilę wejść z nimi do środka tego małego pomieszczenia ... a wydawało się, że ot! tak pstryk! i szybko uwiniemy się z robotami. "Skrzydło zachodnie" świeci nowością, świeżym kolorem, a ja czekam, kiedy złapie patynę czasu, przyszarzeje i stopi się w całość z chatką ...


Okna zyskały zielone obramowanie, w nawiązaniu do starych okien chatkowych, nowe okienniczki i delikatne koronki, żeby wszystko jakoś połączyć ze sobą ... mozolna robota, podwójne malowanie wszystkich desek, ale już widać światełko w tunelu ...


Dodane ozdobności mają służyć tylko omamieniu oka i rozciągnięciu budowli wszerz, żeby nie wyszedł z tego jakiś wysokościowiec:-) tak samo przedłużenie dachu z lewej strony i zyskanie dodatkowej powierzchni gospodarczej, zamkniętej ciężkimi drzwiami.
Oooo! zamontowanie tych drzwi, wielokrotne przymierzanie, przycinanie, montowanie zawiasów ... to dopiero było wyzwanie ... sił u mnie nie za dużo, więc powolutku, przemyślnym sposobem, podkładając różne dźwignie, udało się nam się wpasować je w otwór drzwiowy ... choć czasami myślałam, że placek ze mnie zostanie, jak spadną na mnie:-)
Zostało jeszcze parę desek do przybicia w pomieszczeniu gospodarczym, wykończenie wejścia do piwnicy i zamontowanie drugich drzwi, już bardziej z ozdobną funkcją, ale myślę, że przed mrozem też ochronią skutecznie.


A tymczasem poranki już wstawały oszronione nocnymi przymrozkami, a Kanasin mocno porudział, jako że rośnie tam puszcza z przewagą buka ...


Poranne wstawanie jeszcze w ciemnościach, bo psy przecież nie uznają zmiany czasu, sporo chwil zostawało na czytanie, palenie w piecu ... osobliwe to uczucie, kiedy w ciszy przedświtu tylko szelest spadających liści, obijających się o gałęzie ... gdzieś na dole szur! szur! pod psimi łapami, a już w ciągu dnia buszowanie z nosami przy ziemi w tej złotej masie, kopanie dziur ...


Zapomniałam o najważniejszym, po ostatnich opadach znowu mamy wodę w studni, o radości! nie trzeba już jeździć po nią z beczkami. Ponieważ pracuję cały czas na powietrzu, udało mi się pierwszy raz zobaczyć odlatujące gęsi ... nie zorientowałabym się, że to one, bo najpierw usłyszałam gęganie, a dopiero potem, kiedy wybiegłam na przestrzeń, zobaczyłam je w wielkim kluczu nad lasem ... inne niż żurawie, bardzo połyskliwe w słońcu.
Teraz buszują po zaroślach głogu jakieś ptaki drozdowate, nadleciały wielkimi stadami, a czynią wielki rejwach w sadzie, bo nawet spadłymi śliwkami, jabłkami nie gardzą ... pewnie przelotem w cieplejsze rejony nabierają tutaj sił, a może zostają na zimę?
Na polach już wschodzące oziminy delikatnie znaczą rzędy, znowu przydałoby się trochę deszczu.


Stare orzechy włoskie sypnęły w tym roku obficie plonem, nazbierałam ich całe mnóstwo ... skrzętnie, jak wiewiórka przed zimą:-)


Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za miłe odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


25 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Z ogromnym zainteresowaniem sledze i podziwiam Twoje dzialanie, Mario.
Pozdrawiam
A

Barbara Wójcik pisze...

Ależ to cudna chata Mario! Smak, radość i indywidualizm- podziwiam i obiekt i Waszą pracę. I miejsce urokliwe wynagrodzi Wam zmęczenie. Wszystkiego dobrego Wam życzę.

grazyna pisze...

Mario to jest cudo po prostu, jakie ladne zdobienia, na zielono, bardzo mi sie podoba! to juz trudno nazywac chatka! dzielni i wytrwali jestescie. A widoki jak zawsze zachwycaja. sciskam

ankaskakanka pisze...

mam pytanie o okna. Czy one są drewniane, bo szukam do altany. Ceny tych drewnianych z okiennicami są obłędne. Całość jest śliczna i na pewno funkcjonalna. Super się będzie Wam spędzało w tej chatce czas. Macie na zewnątrz tyle piękna.

Anna Kruczkowska pisze...

Pracowicie spędzasz czas, jak zwykle. Chatka wygląda bajecznie! A i widoki jesiennych gór też bajeczne. Trochę mi żal, że w tym roku nie mogłam moich gór jesienią odwiedzić! Pozdrawiam cieplutko! (u nas noce nadal ciepłe a deszczu ani widu ani słychu)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, z tym większym zapałem pracujemy, im bardziej widać efekty, to bardzo cieszy i mobilizuje;pozdrawiam.

Basiu, nieduże to pomieszczenie, a tyle czasu zajmuje nam, z murowanym poszłoby szybciej:-) marzymy, żeby usiąść już przy tym oknie "panoramicznym" i trochę posiedzieć; dzięki i pozdrawiam.

Grażyno, tak, chatka rozrosła się, mamy piwnicę wreszcie, bo nie mieliśmy jej nawet w domu "stacjonarnym", więc będzie gdzie przechować plony, zapasy, nawet jak nas śniegiem zasypie, bo różnie to może być; pozdrawiam.

Ania, okna są niestety, plastikowe, bo drewnianych cena też nas odstraszyła, okiennice kupiliśmy w markecie budowlanym z surowego drewna, malowałam je potem zielonym altaxem; czekam na tę chwilę, kiedy już wszystko zakończymy, trochę zmęczeni jesteśmy; pozdrawiam.

Ania K, a myśleliśmy, że w lecie uporamy się z robotą, a tu już zima za pasem:-) mamy te górki pod nosem, ale czasu nie ma, żeby połazić gdzieś dalej, tyle co na łąki, dobrze, że widoki rozlegle, to napatrzeć się chociaż można; pozdrawiam.

Agata Zinkiewicz pisze...

Pięknie wygląda wasz dom:) i te widoczki! Super.

Beata Bartoszewicz pisze...

Kolorowe skrzydło piękne, huk roboty za Wami, a ile jeszcze przed Wami... Choć w środku to już pewnie można małymi kroczkami, bo deszcz na głowę nie kapie :)

Pieski bez zegarka , ale za to z wyczuciem czasu, zupełnie jak moja suczka, też nie zauważyła zmiany czasu i mnie zrywa z łóżka o godzinę wcześniej. Z czasem czas się unormuje :)
Uścisków moc ślę :)

Kasik pisze...

Chatka wyglada uroczo! Strasznie podoba mi sie to zielone obramowanie okien. Pozdrawiam cieplo

Pellegrina pisze...

Maryjko, uwiedzionam i zauroczonam, pomysłem, wykonaniem, kolorem i efektem. Dom jest cudny w ogóle i w szczególe. Chciałabym zobaczyć z lotu ptaka na jakiej długości jest doczepione zachodnie skrzydło do głównego domku, bo już mi się chce tak zrobić u mnie od południa!!!

Zofijanna pisze...

Zawsze marzyłam o domku z drewnianymi okiennicami zewnętrznymi. Wasze okiennice nie tylko spełniają funkcję ozdobną, mają też skrócić perspektywę. Całość wygląda bardzo ładnie. Pomyśleć, że to Wy jesteście budowniczymi tego domku. Toż z Was nie lada fachowcy !!!!
Już sobie wyobrażam wnętrza !!!!
Jakże cieszyć będzie to piękne wspólne dzieło !!!!!

Oby te ptaszki ,o których piszesz pozostały w naszym kraju, bezpieczne od maltańskich myśliwych
http://www.birdwatching.pl/wyprawy/art/72
Czy śmierć małych ptaków potrzebna jest ludziom do szczęścia ?
Pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Chatka pięknieje w oczach :)
Serdeczności

wkraj pisze...

Widać ten wkład pracy. Ładnie się komponuje z resztą domu. I z jesiennymi drzewami.
Pozdrawiam.

ankaskakanka pisze...

Mario, dzisiaj znalazłam drewniane, takie, jakie chcę, z jedną szybą i gotowymi okiennicami. Cena jest do zaakceptowania. Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.

Aleksandra pisze...

Piękna chata, bardzo podobają mi się okna otoczone okiennicami. A plon orzechowy pokaźny gratuluje zbiorów

Grażyna-M. pisze...

Zdolni i pracowici. :) Dołączam się do głosów zachwytu, zwłaszcza nad obramowaniem okien. :)
Nasz orzech jeszcze malutki, a u mojej mamy już szaleją sikorki i dzięcioły. Wydziobują orzechy.
Dzięcioł zrobił sobie kuźnię na uschniętej moreli. Zostawił tam połówkę orzecha. Widocznie nie wydłubał wszystkiego, bo gdy poleciał po następną, to tę skubnął mu kowalik. :)
Tak się jakoś zimowo robi.
Serdeczności:)

Na różowej chmurce pisze...

Piękne kolory domu..
Pozdrawia podziwiając jesienne prace u Ciebie

Dorota pisze...

Ślicznie to wszystko obmyśliłaś, efekt przykuwa oczy z zachwytu. Pozdrawiam

t pisze...

Bardzo ładnie wygląda nowe skrzydło. Gratuluję :)

Bozena pisze...

Dawno nie było mnie w bloogowym świecie i nie zaglądałam do Ciebie. A tu niespodzianka! Cudny ten Wasz domek. Pozdrawiam serdecznie:)

Koroneczka pisze...

Podglądam sobie Wasz blog od dłuższego czasu i muszę przyznać, że coraz bardziej mi się u Was podoba. Powodzenia w dalszych pracach!

Tomasz pisze...

Wiele dziej się u Ciebie jesienią. Wprawdzie tego deszczu nie było za dużo ale najważniejsze że studnia odżyła.Magiczne, jesienne poranki na Pogórzu Przemyskim to wielka frajda dla oczu. Zdążyłem złapać kolory lasu na zdjęciach będąc na Kopystańce i w okolicach. Może jutro żone namówię na wypad
Pozdrawiam ...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agata, dzięki wielkie, sporo pracy to kosztuje, ale cieszy zrobione własnymi rękami; a pogórze piękne o każdej porze; pozdrawiam.

Beata, właśnie w sobotę zamknęliśmy wszystkie roboty zewnętrzne, a w środku jakby cieplej i przytulniej, tylko chyba nastąpiło "zmęczenie materiału"; z czasem czas się unormuje, jakie ładne określenie:-) pozdrawiam.

Kasiku, jakoś trzeba było połączyć nowe ze starym:-) trochę za bardzo błyszczy nowością, z czasem, mam, nadzieję, wtopi się w otoczenie; pozdrawiam.

Krystynko, zachodnie skrzydło nieduże, 3x4m, ale w połączeniu z wysokością sprawia wrażenie okazałego; cieszy mnie piwniczka, tyle miejsca do przechowywania:-) nie, nie zdecydowałabym się drugi raz na taki wysiłek, no chyba, że ekipa siedziałaby tygodniami, ale to mi się nie uśmiecha; pozdrawiam.

Zofijanko, okiennice rzeczywiście tylko zdobią, chociaż w starej części, kiedy bywaliśmy rzadziej, zamykaliśmy je na czas wyjazdu, ale od dłuższego czasu już nie, bo złodziej i tak zawsze znajdzie drogę jak zechce:-) hm! pewnie, że fachowcy, jak się ma męża z branży:-) chociaż ostatnio dostało mi się, że nie umiem gwoździ przybijać; dawniej polowano dla zdobycia jedzenia, a teraz dla przyjemności, co to za przyjemność, powiedz mi, tego nie zrozumiem nigdy; i ja pozdrawiam.

Maniu, pięknieje, wraz z ubytkiem naszych sił i zapału:-) pozdrawiam.

Wkraju, rzeczywiście dużo pracy, wiele metrów malowania desek, pokazuję nasze dzieło, nie żeby się chwalić, ale samą siebie dowartościować, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty; a liści już nie ma, modrzewie tylko pięknie płoną na tle lasów; pozdrawiam.

Ania, bo kto szuka, ten znajdzie:-) to miałaś farta, drewniane, i od razu z okiennicami; pozdrawiam.

Aleksandro, mąż śmieje się, co ja będę z tymi orzechami robić, no cóż, trochę zjemy my, a potem resztę ptaki; dzięki za dobre słowo; pozdrawiam.

Grażyno, a dzięki wielkie:-) do grona ptaków dołączają jeszcze wiewiórki, noszą jeszcze w pyszczkach pozostałości orzechów spod liści, pewnie mają nosa, gdzie je szukać; widziałam, jak kiedyś mama uczyła dzięciołka jeść, wbijała mu podobnie w korę psią karmę; w górach ponoć sypnęło; pozdrawiam.

Chmurko, trzeba było nawiązać do starej części, ale na tę chwilę wybrałabym chyba kolory mniej intensywne; i ja pozdrawiam.

Dorota; dzięki za uznanie, myśl mężowska, praca i dopracowanie szczegółów wspólne; pozdrawiam.

T, dzięki wielkie, pozdrawiam.

Bozena, i ja bywam tu od przypadku, jak czas pozwoli, tym bardziej, że w chatce nie ma netu, a większość czasu tam spędzamy; pozdrawiam.

Koroneczko, witaj w naszych progach, dzięki za dobre słowo; pozdrawiam.

Tomasz, deszczu nie za wiele, ale najważniejsze, że wody przybyło, a Wiar wesoło, bystro i obficie mknie po kamieniach:-) mam wiele fotografii jesiennych, ale prawie wszystkie się zdezaktualizowały, nie zdążyłam pokazać, niestety; a teraz na drzewach goło, łąki spłowiały, ale nic nie ujmuje urody tym stronom; pozdrawiam.

Mażena pisze...

Piękne to wasze domostwo! Tyle pracy a ile radości! Ślę serdeczności . Co tam zmęczenie i bąble na rękach jak taki wspaniały efekt!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażena, jak pięknie Ci się zrymowało:-) właściwie to uczucie podobne do dumy, bo schodzimy czasami z mężem poniżej i spoglądamy właśnie z dumą na dzieło rąk naszych; nie dane nam odpoczywać, bo przez zimę chcemy zbudować domek na sprzęt pszczelarski przy pasiece, a kiedy to zrobić? właśnie kiedy pszczoły śpią; pozdrawiam.