środa, 24 lutego 2016

To jeszcze nie czas ....

Pewnie wywróżyłam sobie ten powrót zimy.
"Babciowałam" wczoraj Jaśkowi, chodziliśmy sobie po ogrodzie, a przy okazji kazał wozić się na sankach. Tłumaczyłam mu ze śmiechem, że nie ma śniegu, sanki trzeba schować ... to i teraz mamy śnieg:-)
Przy okazji chciałam pochwalić się prawie rozkwitłym dereniem jadalnym, którego owoce są doskonałym surowcem na nalewki ... co prawda, kwitnie dalej, ale pokryty mokrym śniegiem. Nie jest dobrze, bo jakby przyszedł mróz, to obawiam się, że mogłoby zniszczyć kwiaty ...



Miałam też jechać na skład drzewa po krokwie dachowe, bo mieli przyjść ludzie do budowy pasiecznego zaplecza ... i pewnie nie przyjdą, tak, że z tym wiezieniem krokwi nie będę zbytnio wyrywna, bo na drodze do chatki na pewno leży śnieg. Trzeba czekać, aż aura będzie sprzyjająca:-)
Kończy się kolejny worek słonecznika, pewnie jeszcze trzeba będzie zakupić jeden do końca zimy, bo ptaszęta zlatują się do karmnika.
Mój ostatni pobyt w klamociarni zaowocował nowym nabytkiem.
Już miałam wychodzić z pustymi rękami, bo jakoś nic nie wpadło mi w oko, a tu patrzę, panowie coś naprawiają na środku podwórza ... rozłożyli sobie narzędzia, nakrętki, śrubki, no i ten naprawiany pewnie silnik na złożonym we czworo, kolorowym czymś tam.
- Ano, pokażcie, co tam macie? - popatrzyli na mnie lekko zdezorientowani.
- Nie, nie, nie o maszynę mi chodzi, tylko to pod spodem! -
Wyjęli tkany gobelin, trochę poplamiony, ale do odczyszczenia ... cena niewielka, to i od razu zmienił właściciela. W domu do wanny w kąpiel piorącą, szczotka ryżowa do ręki, a potem na trzepak, ciepły wiaterek wysuszył, i chatka zyskała ładną rzecz, oczywiście, jak dla mnie.




To pokażę jeszcze inny, którym obdarowała mnie kiedyś koleżanka ... z leżajskiej spółdzielni rękodzieła, która już pewnie nie istnieje, a szkoda! takie piękne rzeczy robili ...



Te tkane szmatki bardzo mi pasują do wnętrza naszej chałupy, a jak pojadę kiedyś na Huculszczyznę, albo w rumuńskie góry, to też przywiozę sobie takie rękodzieła:-)
A to już nie gobelin, a wełniany sweterek, wygrzebany w sh, bardzo podobają mi się wzory, po części wrabiane, po części wyszywane ... pewnie powłoczka na poduchę powstanie ...




Płatki, guzełki, sznureczki, listki ...
Na ścianie znalazła wreszcie swoje miejsce ... Madona ... tak przeczytałam na naklejce ... monastyr rilski 20 lw ... pewnie pamiątka z Bułgarii, oczywiście kiedyś tam wygrzebana w klamociarni, tak samo jak ten świecznik ...



Spoglądam za okno, z nieba leci mokry śnieg, coraz bardziej biało ... a było to z sankami wojować wczoraj po ogrodzie?

Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, pa!


 Jeszcze kilka ujęć pogórzańskich z niedzieli, kiedy to rano była niezwykle doskonała widoczność ...





21 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Ozdabiasz tę chatkę. Tkane materiały są piękne i doskonale ocieplą wnętrza. U nas też zimno. Pozdrawiam

Aleksandra pisze...

U mnie słonko świeci, tylko wiatr hula między nagimi gałęziami. Spodobał mi się ten Twój nowy nabytek. Wyobrażam sobie jak fajnie i przytulnie jest i będzie w Chacie. A zima będzie z wiosną jeszcze nieraz przepychać się.

Klarka Mrozek pisze...

masz niesamowite "oko" do wyszukiwania tych przedmiotów

Anna Kruczkowska pisze...

Dereń, złoty deszcz- moje wspomnienie dzieciństwa. A tkaniny piękne.

Barbara Wójcik pisze...

Te cudeńka z klamociarni są prześliczne! Dobrze, że istnieją klamociarnie.

jolanda pisze...

Gobeliny pierwsza klasa, poducha ze swetereka będzie, jak ulał.
Zaciekawił mnie ten dereń.
Pejzaże jak zwykle piękne.
Pozdrawiam serdecznie Marysiu :)

Agata Zinkiewicz pisze...

same cudeńka z klamociarni wyszukalas... przytulnie :)

grazyna pisze...

Gobelin,dywanik, piekny, a jak go pieknie wypralas! slicznie bedzie w chatce...

Zofijanna pisze...

zaintrygowałaś mnie tą poduszką- już ją widzę w Twojej chatce.
Śnieg był i się zbył- już po śniegu, a tak ładnie było.
Mogłoby na dłużej rozjaśnić świat, to i Jasiek uciechę by miał.
Nie mieli drugiego takiego dywanika ?
Dereń w niebezpieczeństwie ? Kto wie jaką pogodę marzec przyniesie.?
Serdeczności

Mażena pisze...

Ładne to dywaniki takie "rasowe" i pewnie to jakiś określony styl :) Bardzo szykowne. U mnie bez śniegu, w centrum Polski..

Grażyna-M. pisze...

Dobrze że to wydłubałaś spod maszyny, bo by spaskudzili.
Cudna ta rzeźba i świecznik do niej pasuje. A do Waszej chatki - idealne. Tak się czasem kupi różne rzeczy w różnych miejscach i jak się zestawi razem, to jakby od kompletu było.
U nas dziś totalna przeplatanka, jak w marcu: słońce, deszcz, śnieg w różnej postaci. Ciekawe, co w marcu będzie...:)
Serdeczności:)

mania pisze...

Jakie piękne zdobycze! Też poluję na takie cudeńko ale w Rumunii to by chyba trzeba się udac w rejony mniej uczęszczane przez turystów, bo w Sapancie czy Borsie królują kolory dość osobliwe - np. brąz z wściekłym różem.
Pozdrawiam serdecznie

Dorota pisze...

Podobno sadownicy stosują deszczowanie sadów,by zapobiec skutkom przymrozków.Może na Twój dereń te kropelki podziałają tak samo?Tkane dziełka są urody przecudnej, w sam raz wpisują się stylem.Pozdrawiam bardzo serdecznie,Dorota

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, lubię rękodzieło:-) pozdrawiam.

Aleksandro, po paskudnym poranku i u nas błysnęło promyczkiem; tkaniny rzeczywiście ocieplają, nawet zdawałoby się przytulne, drewniane ściany; pozdrawiam.

Klarka, a ile emocji przy szperaniu:-) pozdrawiam.

Ania, nasze drzewko ma bardzo dużo kwiatów, jeśli tyle będzie owoców, to ho!ho! pozdrawiam.

Basia, lubię tam zajrzeć od czasu do czasu, i za grosik nabyć "coś"; pozdrawiam.

Jola, gobeliny szlachetne, tego nie kupi w sklepie:-) właśnie te wzory mnie skusiły na sweterku; dereń posadź na swoich morgach, będziesz miała na pyszne nalewki:-) pozdrawiam.

Agata, a ile radości z tego mam:-) pozdrawiam.

Grażyna, pranie w wannie, płukanie prysznicem, i nie za długo, żeby kolory nie puściły:-) pozdrawiam.

Zofijanko, ten wzór na sweterku mnie przyciągnął:-) ależ chlapy narobiło, a psy na łapach wszystko do domu, bo nie jestem w stanie dokładnie im powycierać, po wyschnięciu aż chrupie pod nogami, więc mop w wyjątkowo częstym użyciu:-) nie mieli, zaraz bym im zabrała:-) może dereń, ze względu na wczesne kwitnienie, ma jakieś mechanizmy obronne na mróz, bo inaczej pewnie nigdy nie doczekalibyśmy owoców:-) pozdrawiam.

Mażeno, pewnie tak, choć na huculskie mi nie wyglądają, u nich takie zgeomatryzowane wzory, a kolory, że oko rwie:-) na nizinach śnieg zginął, na Pogórzu leży z 10 cm; pozdrawiam.

Grażyna-M, no, ba! już zaczynali smarem mazać, nadeszłam w dobry czas:-) inne rzeczy kurzyły się tylko pod schodami, w pajęczynach, i wreszcie znalazły swoje miejsce, i widać je; Madonna stylizowana na drewno z kornikami, a to jakiś ciężki odlew, świecznik ładnie postarzony, jakby z rdzy, tak, że zrobił się niezły komplecik:-) pozdrawiam.

Mania, tak, kolory mają wściekłe, ale czasami zdarza się coś stonowanego; ostatnio podróżuję po stronach w necie, na zdjęciach takie ładne widziałam, na zwykłym ogrodzeniu pastwiskowym; tak, najlepiej szukać poza turystycznymi szlakami:-) ale jak tu zagadać w jakiejś wioseczce zagubionej w górach, trzeba mi sobie jakiś kieszonkowe mini-rozmówki kupić:-) pozdrawiam.

Dorota, tak, czytałam o tym, tzw, zamgławianie, obojętnie, wodą czy dymem:-) moje drzewko za żywopłotem, może mu nic nie będzie; tak, pasują do chatki, do drewna i ogólnej "przaśności":-) pozdrawiam.

agatek pisze...

Oj biedni są mężczyźni z nami kobietami :))) Nawet ,,dywanik" kobieta wypatrzy który ma służyć do zupełnie innych celów :D Piękne masz gobeliny. Bardzo lubię ale nie mam, nie umiem ich utrzymać tak aby nie zamieszkały zaraz mole :( Od lat rezygnuję z wszelkich materiałów molowych. Mam oryginalną kapę wełnianą łowicką i trzęsę się o nią jak nie wiem co... pamiątkowa...
pozdrawiam :)

colorado2811 pisze...

No, ale cudo chłopom spod smarów wyrwałaś. toż to "grzech" normalnie i o pomstę do nieba wołanie, żeby na czymś takim remonty silnikowe uskuteczniać. Za chwilę już pewnie by się doczyścić nie dało.

A ta durna wiosna chyba się jednak źle skończy. # pory roku w jeden dzień i co drugi dzień zmiana. A teraz już przymrozek, choć dopiero po zachodzie słońca.

Pozdrawiam zza miedzy. A jak byś w tej swojej klamociarni wypatrzyła kielonek zielony, to daj znać. W piątek może zajrzę, ale chyba tylko do tej tuż przy hali. A gdzie jeszcze jest?

Maks pisze...

Dywany przepiękne. A wiosna niech przyjdzie! Pozdrawiam! :)

doriska8 pisze...

Również cenię rękodzieło, bo wiem ile to czasu I poświęcenia wymaga, żeby coś stworzyć a to oznacza, że jest w tym cząstka serca. Ładny styl chatki utrzymujesz. Pozdrawiam

Bozena pisze...

Masz duży dar. Dostrzegasz rzeczy z potencjałem. Ja tego nie potrafię.Nie potrafię znaleźć w sklepach ze starociami tych, które " rokują" i to zarówno, jeżeli chodzi o ciuchy, jak i rzeczy trwalsze. W ten sposób masz w domu gustowne ozdoby. Życzę Ci samych pomyślnych " polowań". pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agatku, może mole mają u Ciebie jakieś doskonałe schronienie ... i pożywienie, lubią orzechy i suszone grzyby:-) a gobelin? tak, wydarłam im siłą spod kolan i śrubek; pozdrawiam.

Iwonka, no widziałaś? jak można było takie cudo pod smary podłożyć:-) na szczęście smary nie wlazły w wełnę, zostały jakieś plamy użytkowe, z tym dałam sobie radę; klamociarnię jedną masz blisko, w Nowosielcach, tam gdzie komis aut przydrożny, potem w Ujeznej; ja jeszcze przy hali nie byłam, czy to może na początku ul. Sobieskiego, tej do cerkwi? pozdrawiam.

Maks, gobeliny, gobeliny, tkane pojedynczą, grubą nitką:-) pozdrawiam.

Dorota, jednak rękodzieło u nas nie jest w cenie, ciężko znaleźć nabywcę; jak obserwuję różne kiermasze, jarmarki, to ludzie raczej zwiedzają, a nie kupują, więc pewnie utrzymać się z tej działalności ciężko; w chatce trochę pomieszanie z poplątaniem, ale staram się ducha wiejskiej chaty zatrzymać; pozdrawiam.

Bożena, właściwie to lubię przedmioty używane, a jeśli do tego mają na sobie znak czasu, to takie znalezisko sprawia podwójną radość; dzięki i pozdrawiam.

Raals pisze...

A moje derenie śpią jeszcze i bardzo dobrze. Szkoda byłoby gdyby kwiat obmarzł i owocu nie było. Ale to mi przypomina, że pora już pomału zlać ubiegłoroczny nastaw i owocki cukrem zasypać...