poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pierwsze grzmoty obudziły ją ...

Zapakowana po szyję deskami jechałam na Pogórze znowu bocznymi drogami, mniej ruchliwymi ... przyczepka nie wytrzymała obciążenia, tylna klapa wygięła się na stałe razem z blachą i trzeba mi dzisiaj szukać magika, żeby od ręki naprawił ją. Bo czeka na dowiezienie następna partia desek, i wełny, i innych rzeczy budowlanych.
A wracając do drogi ... u nas była piękna pogoda, a kiedy wyjechałam na garb Średniej, przede mną otworzyła się panorama doliny Sanu, na drugim brzegu zasnuta niskimi chmurami z wyraźnymi, pionowymi smugami deszczu, a pioruny waliły w dalekie wierzchołki, że aż ludzie wychodzili z domów i patrzyli na to zjawisko. Ulewa oszczędziła mnie aż do Krasic, bo jechałam przez ten nowy, zielony most, a potem to już pogodowy armagedon.
Wąska, błotnista droga z Bryliniec, przez las jak z horroru, pnąca się coraz wyżej i wyżej ... tam całkiem wysoko zaczęło się z lekka przejaśniać, i kiedy wyjechałam z lasu, chmury odeszły precz na wschód, a zachodzące słońce w milionach kropelek rozbłysło przepiękną tęczą. Pewnie trzeba jakichś specjalnych technik fotograficznych, żeby ująć to piękno, mnie udało się tylko tyle ...


W nocy jeszcze kilkakrotnie budził mnie bębniący o dach deszcz, w Kopystańkę waliły pioruny, ale ranek wstał bezchmurny. No i zaczęło się ... rozpakowywanie desek, malowanie impregnatem, a przy okazji małe roboty ogrodowe, przenoszenie orlików, które same wysiały się na grządkach, ruty, ziela, których kilka sadzonek uchowało się od zeszłego roku, a także pikowanie sadzonek pomidorów i papryki. Kiedy przyjeżdżał mąż po pracy, obijaliśmy pracowicie pszczeli domek deskami z zewnątrz, i tak zeszło nam do soboty. Przy okazji zarobiłam potężnego guza na głowie, kiedy zapomniałam o niskiej belce, i to na sam koniec roboty ... ale usłyszałam, że wysocy ludzie tak mają:-)


Zostały jeszcze obróbki, zamontowanie drzwi, które są jeszcze u stolarza, a te do narzędziowni ogrodniczej zbijemy z desek sami, zwykłe z zetką. Przy okazji obserwowałam.jak w oczach zaczyna wszystko rosnąć, mimo nocnych przymrozków, kiedy to ranki budziły się mocno zaszronione ... To prawda, że pierwszy wiosenny deszcz ma moc tajemną, budzi do życia wszystko, co uśpione w ziemi do tej pory, niesie ze sobą jakąś energię kosmiczną, a tego nie uświadczy w zwykłym podlewaniu wodą:-)
Pszczoły ruszyły w oblot po terenie, a wracają ciężkie od żółtego pyłku na odnóżach, bo przecież kwitną pobliskie wierzby ... dopiero teraz mogą korzystać z tego dobrodziejstwa, bo w dzień już cieplej... oprócz wody z poidełka, spijają rosę z trawy, a brzęk dookoła, że hej!


Wszędzie kwitną łany, a to fioletowego żywca gruczołowatego, na pierwszy plan wybijają się żółte pierwiosnki, a nad Wiarem prym wiedzie niedźwiedzi czosnek, młodziutki, mięciutki, pachnący ...




Nad Wiarem bardzo spokojnie, prawie nikt nie przejeżdża tędy w niedzielny poranek ... woda krystalicznie czysta, na dnie widać każdy kamień ...




Potem nad naszą doliną krążyło stado bocianów, ponad dwadzieścia sztuk ... wirowały nabierając wysokości, a potem podążyły na północ ...


W sobotę odwiedził nas Stefan z Anią, pogórzańscy miłośnicy i włóczykije, i oto, co udało się ustrzelić Stefanowi po drodze ...



Ptaszysko zostało rozłożone na części pierwsze i zidentyfikowane jako orlik grubodzioby, ptak rzadki, być może w przelocie, i ... no, sami musicie przyznać, że piękny, majestatyczny, dostojny wręcz.
Przy okazji powrotu do domu zajechałam na podprzemyskie łąki ... na pełnię kwitnięcia szachownic trzeba jeszcze trochę poczekać, znalazłam tylko kilka, reszta w uśpieniu ...





Ważne, że trzciniska wykoszone, i szachownice mają szanse na wyjrzenie na świat, bo w zeszłym roku było mizernie.


Z Tomaszem z bloga Karpacki Las zastanawialiśmy się, co oznacza nazwa "zapotocznych łąk" ...
Horodżenne, bo nie uświadczy tej nazwy na żadnej mapie ... i nasza ciekawość została zaspokojona.
Tomasz zapytał o jej znaczenie pana Wojciecha Krukara znawcę starych nazw bieszczadzkich i nie tylko ... a więc Horodżenne to teren ogrodzony.
Mnie już pobrzmiewały w tej nazwie echa wołoskich pasterzy z rumuńskich połonin, wędrujących tym terenem, osiadłych ponoć w pobliskich Rybotyczach ... podobnie jak nazwa Mandżocha, szczyt na niedalekich połoninkach kalwaryjskich ... nazwy trochę obcobrzmiące, tajemnicze, a tworzące klimat tej naszej krainy.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


18 komentarzy:

Agata Zinkiewicz pisze...

Piękny ptak :-) wiosenny deszcz obudził roślinki, pieknie u Ciebie kwitną :-) udanego tygodnia :-) serdeczne pozdrawiam

Pellegrina pisze...

Moje autko tez zastrajkowało i czeka w garażu aż znajdę niedrogiego ale solidnego blacharza, co wcale nie jest łatwe. Do chatty pojadę więc autobusami, z dwoma przesiadkami i nie zabiorę doniczek z roślinkami, które znowu zakupiłam była po przecenie. Pierwsza tęcza i pierwszy deszcz wiosenny u mnie też budzi zaspaną moc. Piękny domek! A nie zmieści się tam gościnne łóżko?
Serdeczności ślę.

Beata Bartoszewicz pisze...

Piękna wiosna przyszła do Ciebie Mario. Stęskniłam się już za takami widokami. Bociany w locie, ponoć szczęście niosą właśnie te lecące, anie siedzące na gnieździe. A jak tam Twoje psinki się mają, zwłaszcza młoda panna?

Ściskam najserdeczniej,
BB

grazyna pisze...

Tyle bocianow w locie...piekne wrazenia wzbudzaja, juz sa w Polsce, ja jutro jade sprawdzic moje gniazda,ktore od lat mam na uwadze...wiosna! ile kwiatow kwitnie u Ciebie, a Wy pracowicie spedzacie czas...pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Napracowaliście się przy domku, wyglada bardzo stylowo :) Włóczyłam się wczoraj po polach, powietrze ma już zdecydowanie wiosenny zapach.
Pozdrawiam serdecznie

Grażyna-M. pisze...

Piękne ptaszysko.:)
No i te szachownice. Urocze, tajemnicze.:)
U nas była burza, ale na razie bez tęczy. Może już dziś nie będzie przymrozków?
Serdeczności:)

Zyfertowy Młyn pisze...

Ależ Wy macie zapału w sobie! Rozbudowa chatki, piwniczka, pszczeli domek, wcześniej ogrodzenie i brama... A w między czasie: roślinki, pszczółki, podróże, koncerty... i pewnie jeszcze wieleee wieleee innych!
Można by podzielić i rozdawać! Ja chętnie wezmę choć odrobinę... Wierny inspirowany podglądacz i podczytywacz - Kordian

bogna pisze...

Fajny domek powstał, pozdrowionka.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Pięknie - orlik i Słońce. W żoninych uprawach wzeszła papryka z Twoich nasion 😀

Stanisław Kucharzyk pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mażena pisze...

Guz na głowie wyleczony? Jak się tak urządzę to mówię, spokojnie, spokojnie choć boli i kręci się w głowie...
Piękna wiosna, ciepło i to dla mnie coroczny cud natury, niby znam, wiem, pamiętam a co roku cieszy mnie to co powraca, zieleń, kwiaty, ptaki i ten nastrój w przyrodzie.
powodzenia w pracach ogrodowych i budowlanych i ostrożnie !
Tęcza fantastyczna! A jak czworonożne kudłacze? pewnie cieszą się słoneczkiem?

Tomasz pisze...

Witaj Marysiu. Tę pierwszą, wiosenną burzę przeżyłem na działce, w pasiece, dokonując przeglądu uli. Jak huknęło w pobliżu, tu byłem przy otwartym ulu pod dużym orzechem i czym prędzej zamykałem gniazdo, by nie narazić się na kłopoty. Tego dnia nie pracowałem już przy ulach, bo padało z przerwami, ale wieczorem widziałem błyski na Pogórzu (?). Domek pasieczny chyba już skończyliście. Do sprzedaży bezpośredniej musi spełniać określone wymagania sanitarne. Piekny ptak, swietnie sfotografowany. Nazwa Horodżenne wskazuje na wpływ ruski (ukraiński): grodzenie= horodżeni(j)e. Pozdrawiam , Tomasz

doriska8 pisze...

Tak się właśnie zastanawiałam, czy w tym roku też ustrzelisz szachownice. Piękna tęcza niosąca nadzieję! Czyli Mandżocha co oznacza?

Beata Bartoszewicz pisze...

Marysiu droga, napisałam do Ciebie mail na podany adres, tylko nie wiem, czy tam zaglądasz. A pewnie dopiero wtedy, gdy zjeżdżasz do źródła wypływu internetu :)

Uściski załączam,
BB

wkraj pisze...

Piękne zdjęcia tych orlików. Wspaniale wiosna prezentuje się na Twoich zdjęciach. Tęczy jeszcze tego roku nie widziałem, burzy też. Oj dzieje się, dzieje u Ciebie w ogrodzie.
Podziwiam i pozdrawiam :)

Stefan i Anna pisze...

Dzisiaj spotkani przez Ciebie "włóczykije", którzy uważają się raczej za uchodźców z miejskiego blokowiska, znaleźli jedną z najmniejszych kózek Kozulkę kolcokrywkę oraz bardziej pospolitą Ścigę purpurową. Polskie nazwy jednak gatunków przebiją te po łacinie...

Joanna pisze...

u mnie zapowiadali grzmoty i deszcz a dopiero teraz troszkę pada;
ślicznie wyglada szachownica w naturze...
pozdrawiam wiosennie :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agata, ależ nam teraz koncertują te drozdy:-) kilka dni ciepłych tak pobudziło przyrodę, że sama jestem zaskoczona, pozdrawiam.

Krystynko, pewnie, że nie jest łatwe, najlepiej pytać znajomych innych właścicieli autek, oni doradzą:-) ja też zakupiłam 10 sztuk, ale same miododajne, no cóż, faza na pszczoły:-) a pewnie, że się zmieści, i jeszcze hamak na tarasie, bo belki solidne:-) pozdrawiam.

Beata, sporo czasu minęło, kiedy napisałam ten post, zmiany w przyrodzie z dnia na dzień, co rano bardziej zielono, ostatnio też bociany leciały, całe stado i w mgle, nad naszą doliną zawsze kołują i wzbijają się wyżej; lecą, lecą szczęście niosą, ale i też dużo pracy; psinki muszę zakropić na kleszcze, straszne ilości, na nas też; pozdrawiam.

Grażyno, bociany w przelocie widziałam jeszcze na początku tygodnia, w mgle, ogromne stado, a we wioseczce też już są, kilka dni ciepła cuda poczyniło w przyrodzie:-) pozdrawiam.

Maniu, a domek już nawet drzwi ma, tylko obróbki zostały; dziś już wiosna w rozkwicie, a Pogórze w białych poduchach kwitnących tarnin, dzikich śliw i czereśni; pozdrawiam.

Grażyno-M, na szachownice mam jeszcze nadzieją zdążyć, bo co to 3 kwiatki:-) a już w pełnym rozkwicie; pozdrawiam.

Kordianie, to może już nie zapał, a mus:-) trzeba to skończyć, więc przemy siłą do przodu, żeby chociaż lato było troszkę lżejsze, a nie jak w tamtym roku; właśnie, i żeby było więcej czasu na te inności, które wymieniłeś; dzięki i pozdrawiam.

Bogna, będę w gości do pszczelarza chodzić:-) pozdrawiam.

Staszek, ten orlik to prawie jak orzeł, taki majestatyczny; moja też wzeszła, i pomidory, no i trochę kwiatków i ziół:-) pozdrawiam.

Mażena, jeszcze trochę czuje się to miejsce, zwłaszcza przy myciu, kiedy masuję szamponem skórę głowy:-) tak i mnie zaskoczyła ta wiosna, nie do wiary, że tak szybko przyszła, i zima nie dała za bardzo w kość, no, oprócz zamarznięcia rurki z wodą:-) kudłacze na podwórzu dokazują; pozdrawiam.

Tomasz, mówią, że te pierwsze grzmoty budzą ziemię do życia:-) w domku pasiecznym zostało wnętrze do skończenia, bo czas wyrywany z pracy, zwłaszcza męża; nie, nie, on nie do sprzedaży bezpośredniej, a na pszczelarskie szpeje, wirować miód i tak będziemy przy chatce, bo chcę pomagać, i lubię to zajęcie, a tam zjadłyby mnie pszczoły; piękne są te lokalne toponimy, jakaś tęskna nutka w nich pobrzmiewa; pozdrawiam.

Doroto, to były zwiastuny, pojutrze być może zajrzę na te łąki, bo mam wielki niedosyt szachownic, i albinoski ponoć się pojawiły:-) właśnie, szukałam w necie, i też nie wiem, trzeba Tomasza zapytać przy okazji, on ma pożyteczne znajomości:-) pozdrawiam.

Beata, mail, przeczytany z ogromną wdzięcznością; pozdrawiam.

Wkraju, też bym chciała takie zdjęcia robić:-) orlik przecudny jest; pozdrawiam.

Stefanie i Aniu, już sobie podpatrzyłam, co też za okazy znaleźliście; ale ten mój, co mi zwiał, zanim zrobiłam mu zdjęcie, miał ogromne czułki; a jak szachownice na nowym miejscu, dopisały? pozdrawiam.

Joanno, ostatnia noc na Pogórzu była z małym kataklizmem, myślałam, że to urwanie chmury; z szachownicami jeszcze nie skończyłam; pozdrawiam.