poniedziałek, 13 czerwca 2016

Z drugiej strony Kopystańki ...

Spóźniłam się odrobinę na to spotkanie ze znajomymi po drugiej stronie góry.
Najpierw zagadałam się z mężem, potem musiałam zrobić zdjęcie dzwonkom, bo przecież za chwilę skoszą łąkę i będę żałować ...


... w rowie wypatrzyłam białego storczyka, jak tu nie pstryknąć zdjęcia:-)


... no i jeszcze te dziury w leśnej drodze nie pozwoliły mi szybko jechać:-)
A dlaczego z drugiej strony góry? ... bo tam powstała nowa ścieżka dydaktyczna "Doliną Cisowej". Zaczyna się od punktu widokowego przy drodze Przemyśl-Sanok i prowadzi w dolinę pięknymi łąkami, zboczem wzniesienia Mordownia.


Ponieważ było to dosyć późne popołudnie, a także po rzęsistym deszczu, prawie wszystkie motyle ukryły się przed nami, za to przez cały czas trwania wędrówki towarzyszyły nam derkacze,a także strumieniówki, 'świerszczące" jak najprawdziwsze cykady nieprzerywanym głosem.
Sama Cisowa to w tej chwili tylko kilka domów, a teren popegierowski z zabudowaniami przejęty przez arboretum w Bolestraszycach.
Wieś stara, zmieniający się właściciele, pod koniec XIX stulecia ostatni z nich, Paweł Tyszkowski, przekazał Cisową z częścią dóbr rybotyckich Polskiej Akademii Umiejętności z Krakowa, a po wojnie ... wiadomo, jak było po wojnie z takimi majątkami.


Stare dęby, lipy znaczą miejsce po dawnej wsi, z dawnej zabudowy ostał się bezstylowy dworek i stara kapliczka ... a także dwa cmentarze ...


Kryciński w swoim przewodniku po Pogórzu Przemyskim tak m.in. dokumentuje burzliwe dzieje wsi  z czasów nie tak dawnych...
W Cisowej urodził się Grzegorz Jankowski, ps. "Łastiwka", w latach 
1946-1947 dowódca oddziału UPA „Uderzeniowiec-7" w składzie Kurenia 
Przemyskiego, który w 1946 r. stanowił ochronę Szkoły Podoficerskiej 
im płk. "Konyka". Jankowski w czasie okupacji był komendantem 
policji ukraińskiej w Olszanach. Większość partyzantów w jego sotni 
pochodziła z Cisowej, dwaj bracia byli dowódcami plutonów. Zginął w 
czerwcu 1947 r. w walce z WP pod Leszczawą Dolną koło Birczy. W 
Cisowej urodził się także Włodzimierz Sus, ps. "Oreł", w latach 1945-
1947 dowódca bojówki Służby Bezpieczeństwa OUN II rejonu w 
nadrejonie "Chłodny Jar", który w marcu 1947 r. przeszedł na stronę 
WP. Dostarczone przez niego informacje przyniosły ukraińskim 
powstańcom wiele strat.

I tu mi się przypomniało, jak w zeszłym roku zszedł do nas jeden z mieszkańców wioseczki, staruszek i opowiadał nam trochę o tych czasach, a zwłaszcza jak został wysadzony jeden z bunkrów upowskich wraz z załogą pod Chybem, gdzieś tam za grodziskiem nad Huwnikami. Był wtedy małym chłopcem, i w jego opowieści kilkakrotnie przewinęło się "Oreł".
Odnalezione po kilkudziesięciu latach szczątki  poległych pod Birczą zostały przewiezione na ukraiński cmentarz wojenny w podprzemyskich Pikulicach, założony w 1920 roku ...

Pochowanych zostało na nim ok. 2 tys. żołnierzy Armii Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej dowodzonych przez Semena Petlurę. Byli oni internowani od listopada 1918r. obozie jenieckim w Przemyślu-Pikulicach. Zmarli oni w wyniku epidemii i pochowano ich w 4 mogiłach zbiorowych na terenie wcześniejszego wojennego cmentarza austriackiego. 
Po dewastacji w czasach PRL, odnowiono go ok. 1990r. W 2000r. pochowano tu 47 żołnierzy UPA, co wzbudziło wiele kontrowersji. 
......
 plany pochówku poległych pod Birczą wywołały masowe protesty. Mieszkańcy miasteczka nie godzili się nawet na ekshumację zwłok leżących pod klepiskiem na podwórku jednego z domów


A wracając do naszej wędrówki po bezkresnych łąkach nad Cisową ... cisza, spokój, świeże powietrze, zapach ziół i kwitnącego czarnego bzu i ... ani jednego człowieka po drodze.
Jedną z osobliwości w samej dolinie jest prawie 2-metrowy wodospad na potoku Cisowa z ładnie uwidocznioną ścianą fliszu karpackiego ...


Zajrzeliśmy jeszcze "Na Górkę', na stanowisko murawy kserotermicznej, jedne rośliny przekwitły, inne mają dopiero zamiar, różowy krwawnik  wyróżniał się wśród białych ...


Słońce chyliło się już za góry, ściemniało się lekko, a my jeszcze w dolinie ... czas na powrót. Ja mam blisko, bo tylko kilkanaście kilometrów objechać półkolem Kopystańkę, a moi znajomi o wiele dalej ... pożegnanie, uściski i ruszamy każdy w swoją stronę.
Nie zobaczyliśmy tajemniczego mieszkańca potoku - minoga, schował się przed nami urodziwy chrząszcz-tygrys, za to świerszcze dały koncert:-)


A po drodze małe odkrycie ... w rowie jakieś delikatne rośliny, tworzące pajęczynowate, białokwitnące kępy ... dotknęłam łodygi ... lepka jak smółka, zbliżyłam nos ... pachnie upajająco ... zresztą chyba wszystkie kwiaty pachną najintensywniej wieczorem:-)


Już cieszyłam się, że może dokonałam botanicznego odkrycia na naszym Pogórzu, że to rzadkość na skalę krajową ... lepnica karpacka, ale kiedy wczoraj zajrzałam do internetu i zoczyłam mnogość tych lepnic różnistych ... eh! to chyba nie będzie odkrycie:-) ... tylko botanik odróżni je od siebie:-)
Jeszcze zdążyłam spod kapliczki uchwycić panoramę Kopystańki, tym razem z naszej strony ...


Ciemność zapadła, gdy wjeżdżałam w bramę podwórza, a tam z kolei pod chatką zapach wręcz narkotyczny ... maciejka rozkwitła:-)
Przestałam lubić sójki ... byłam świadkiem, jak jedna rozbójniczka wpadła do gniazda drozdów na pobliskiej śliwce ...


Pobiegłam tam na krzyk zaniepokojonej ptasiej matki ... sójka rozdawała ciosy mocnym dziobem, zabiła i wyrzuciła dwa pisklęta z gniazda, uciekła dopiero na moje krzyki i klaskanie ... myślałam, że mi serce pęknie na widok tych skrwawionych podrostków, brakło im kilku dni, żeby sfrunąć z gniazda ... cisza tam wysoko zdawała się mówić, że nic nie zostało w gnieździe ...
Po jakimś czasie cichutkie świergotanie zwróciło moją uwagę ... został jeden pisklak ... odkarmiony sfrunął z gniazda chyba przedwczoraj:-)
Ostatni tydzień był dosyć chłodny, zwłaszcza nocą, obawiałam się wręcz przymrozków ... jakoś dziwnie się dzieje w tej wiosennej aurze ... na Boże Ciało u mojego brata spadł taki grad, że najstarsi tego nie pamiętają ... straty ogromne, zbiło wszytko ... trzeba wysiewać, sadzić na nowo, może zdąży urosnąć.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, wszystkiego dobrego, pa!




24 komentarze:

Stanisław Kucharzyk pisze...

Kwiaty lepnicy zwisają więc to lepnica zwisła Silene nutans (dość częsta w Polsce). Lepnica karpacka jest w sumie bardzo podobna ale kwiaty trzyma wzniesione ku górze i jak na razie tylko w BdPN występuje :-). Pozdrowienia

Stanisław Kucharzyk pisze...

A biały storczyk to albinos (odmieniec bez barwnika) stoplamka (kukułki) Fuchsa

Anonimowy pisze...

Piękny blog.Ale UPA to nie żołnierze tylko zwyrodniali mordercy stąd protesty mieszkańców Birczy!

Barbara Wójcik pisze...

Mieszkasz we wspaniałej okolicy obfitującej w pamiątki historii i cuda przyrody.

Joanna pisze...

bardzo lubię Lepnicę każdej jej odmiany... przykre co piszesz o ptaszorkach... natura potrafi być bezwzględna...
jak zawsze śliczne zdjęcia przyrodnicze
pozdrawiam

Agata Zinkiewicz pisze...

Mieszkasz w pięknym miejscu,naturalne, piękne widoki, i na każdym kroku coś się dzieje:-)

jolanda pisze...

Lepnicę baldaszkową zasadziłam ostatnio na swojej łące kwietnej, odkryłam ją przy okolicznej drodze. Ponieważ lepiła mi się do rąk, to łatwo było mi odszukać w necie.
Przyroda w Twoich kadrach cudna.
Marysiu - ja nie lubię sójek, to złodziejki gorsze od srok, ale, że morderczynie, to nie wiedziałam. Niemowlakom kradły ciasteczka z kojca, cwaniary, że ho, ho.
Zazdroszczę tych storczyków, na Mazurach trochę inna roślinność.
Noce zimne, ciekawam jak warzywa to zniosą.
Ściskam serdecznie

Beata Bartoszewicz pisze...

Czytając Mario Twoją opowieść z tej wyprawy i z obejścia Twego, pomyślałam sobie, że i wśród ludzi i wśród stworzeń, rozbójników nie brakuje. Tyle, że ludzie podobno sumienie mają,a zwierzęta tylko instynkty. Czy rzeczywiście?

Dużo, bardzo dużo czasu mi zabrało, aby w sercu zrobić miejsce na przebaczenie wszystkim naszym okupantom, a moja najbliższa rodzina od każdego zaznała najgorszego. Aż w końcu dotarły do mnie słowa powtarzanego codziennie pacierza: ... i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...


Serdeczności moc posyłam do Ciebie i dziękuję za widoki niesamowite :)

ankaskakanka pisze...

Piękna jest Twoja okolica. I rośliny ciekawe odkrywasz. Ja też czytam o historii mojego miejsca zamieszkania, do dziś odkrywane tu są mogiły żołnierzy niemieckich, przykre to lata były, a u=i teraz na świecie nie dzieje się dobrze. Pozdrawiam Cię.

Mażena pisze...

To piękne tereny i jeszcze przyjdzie czas, tak myślę, że pojawią się nowi mieszkańcy, którzy z rozwagą i sercem potraktują te miejsca. Tyle tam historii a tyle zła...
Łąki fantastyczne! dziś byłam w parku jaśminy i lipy pachniały cudownie! to te twoje przestrzenie muszą być magiczne! Te kwiaty tak na wyciągnięcie ręki, na co dzień to skarby!

mania pisze...

Wędrując po Pogórzu Przemyskim nie sposób zapomnieć o tragicznej historii tych ziem.
Łąki urzekające.
Pozdrawiam serdecznie

grazyna pisze...

Zawsze u Ciebie coa sie dzieje! dzwoneczki sliczne, opowiesc o sojce smutna, tez widzialam takie sceny walczacych rodzicow ptasich z tymi ptaszorami!

Aleksandra pisze...

Z zaciekawieniem czytam Twoje wpisy. Tak mało znana jest mi historia tych stron. A okazy botaniczne ciekawe. ja spotykam tylko kolorową lepnicę. A i białego storczyka też nie spotkałam. Piękne są te dzikie łąki nie ucywilizowane jeszcze. Pozdrawiam serdecznie

Pellegrina pisze...

Mario, albo te Twoje łąki nadzwyczajne albo Ty widzisz więcej.
W maju znalazłam na tarasie dwa trupki pisklaków i do tej pory zastanawiam się, co tam się stało i dlaczego. Zakopałam je pod szałwią.

Anulka Domowa pisze...

Mało piszę ,ale każdy Twój wpis czytam i po kilka razy fotki studiuję :)I tak się nimi ciesze ,bo to też moje tereny od niedawna :)Serdecznie pozdrawiam !

Grażyna-M. pisze...

Nieodmiennie zachwycam się Twoimi zdjęciami i opisami.:)))
Sójki są wredne... z naszego punktu widzenia. Niestety, często do zachowań naturalnych przykładamy ludzką miarę i to wtedy nas boli. Ja też mam z tym problemy...
A nasza historia jest okrutna i krwawa... Chyba nie ma miejsca, które by było bez tej skazy ludzką nienawiścią, podłością, nawet bestialstwem...
Przyroda jest, mimo wszystko, piękna i kojąca.:)
Pozdrawiam serdecznie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Staszek, podciąłeś mi skrzydła:-) a tak liczyłam na wielkie, pogórzańskie odkrycie:-) dla mnie to ogromna przyjemność poznawania coraz to nowych roślin, i zawsze mogę liczyć na Twoją pomoc, dzięki wielkie; pozdrawiam.

Anonimku, zgadzam się; i pozdrawiam.

Basia, historia krwią spisana, i smutna; pozdrawiam.

Joanna, uczę się coraz to nowych roślin, teraz kwitnie jakieś różowe cudo, bardzo podobne do lepnicy:-) chyba takie rzeczy są wpisane w życie ptasiej młodzieży, a mnie ciężko pogodzić się z tym; pozdrawiam.

Agata, tak, krajobrazy nie zepsute osiągnięciami cywilizacji:-) pozdrawiam.

Jola, o, to miałyśmy bardzo podobne odczucia, jeśli chodzi o lepnicę:-) moje zainteresowanie storczykami spotęgowane znajomością osób, które są ich wyjątkowymi miłośnikami, a poza tym to przyjemność wielka odnajdywać je u siebie:-) u nas srok nie widuję, tylko mnogość sójek, może dlatego, że my przy lesie, ale drapieżne są bardzo, od razu słyszę, że gdzieś są, bo inne ptaki krzyczą zaniepokojone; pozdrawiam.

Beata, bardzo dobrze napisałaś, że "podobno" ludzie sumienie mają ... czasami bardzo w to wątpię, a zwłaszcza po ostatnich zdarzeniach w lecznicy ADA u dra Fedaczyńskiego:-( umieć przebaczyć ... niewielu to potrafi; złamanego grosza nie dałabym za siebie, czy umiałabym; pozdrawiam.

Ania, wojna niesie ze sobą ofiary, stają naprzeciw siebie armie, tak było od wieków, ale najbardziej zawsze cierpi bezbronna ludność cywilna; nasze historie niby odmienne, a jakże podobne; pozdrawiam.

Mażena, chyba nie dożyję tych czasów, kiedy puste doliny zatętnią znów życiem; tak sobie pomyślałam, że na Słowacji wszystkie tereny zadbane rolniczo, pegieery przetrwały jakoś czas zmian, a u nas wszystko poszło wniwecz, w rozsypkę, tyle zmarnowanych budynków, niewykorzystanych pastwisk, łąk, pozostawionych samych sobie ludzi; pozdrawiam.


Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mania, myślę, że wiele osób nie ma pojęcia, jaka była tu historia, a już zwłaszcza politycy na przestrzeni lat dali temu wyraz; łąki cudne, pachnące, kwietne i falujące, na pewno jest jeszcze wiele słów, oddających ich urodę, to ostatnie chwile, sianokosy już się zaczynają; pozdrawiam.

Grażyna, blogowe znajomości owocują takimi sympatycznymi spotkaniami:-) sójki wredne są, ale cóż, taka ich natura, a ja tylko ułamek zobaczyłam, a ile dzieje się bez naszego udziału; pozdrawiam.

Aleksandro, historia smutna, naznaczona krwią bratnią, sąsiedzką, znaną z opowieści rodziców, teściów; biały storczyk i przeze mnie nie był widziany do tej pory, przypadkiem oko poleciało mi w kępę przy drodze:-) pozdrawiam.

Krystynko, no jasne, że nadzwyczajne:-) blogowe znajomości owocują nowymi zainteresowaniami:-) bardzo to przyjemne zainteresowania:-) może Twoje pisklaki wypadły z gniazda, a może kukułcze dziecko=podrzutek wypchało je, jak u mojej siostry; bo napaść jakiegoś drapieżnika ma inny koniec; pozdrawiam.

Anulko, a ja bardzo się cieszę, że zaglądasz tutaj:-) ja na ten przykład bardzo lubię wszelkie wpisy pogórzańskiej treści, spojrzenie na tę krainę innych osób, ich odczucia, a czasami to czuję wręcz dumę, że są zbieżne z moimi:-) pozdrawiam.

Grażyno, bardzo mądre słowa, przykładamy ludzką miarę ... co wcale nie zmienia faktu, że sójki i tak są wredne:-) pozdrawiam.

agatek pisze...

Też tak mam, po coś idę, coś mam zrobić i nagle coś przykuwa moją uwagę... ależ to wkurza mego małżonka :D
Piękne zdjęcia :) pozdrawiam

Tomasz pisze...

Mario
To jedno z moich miejsc na Pogórzu Przemyskim, Cisowa skrywa wiele ciekawych śladów z przeszłości. Fajnie tu dreptać ze starą WIG - ówką w ręku. No i Kopystańka blisko. Świetny wpis
Pozdrawiam

Chemini pisze...

Ja tak głupio zwlekałam z pójściem na łąkę,że mi ją skosili :( Nie udało mi się trafić na tak piękne dzwonki, za to przypadkiem odkryłam poletko z barszczem. Tragedia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agatek, e! no skoro tyle ciekawostek wokół, jakże nie zwrócić na to uwagi:-) myślę, że małżonkowi podoba się ta Twoja cecha, mówi o wrażliwości:-) pozdrawiam.

Tomasz, no jakże! pamiętam Twój wpis:-) bardzo lubię śledzić stare mapy,wychylać się aż za dzisiejsze wschodnie rubieże, szukać miejsca po dworach, gdzie przebiegały stare trakty komunikacyjne, a Kopystańka z Kopystnem sama w sobie oryginalną ciekawostką: pozdrawiam.

Chemini, kiedy przejeżdżałam następnym razem, dzwonków już nie było, skosili łąkę, a więc zdążyłam:-) u nas barszcz tępią, choć zdarza się go jeszcze widzieć w przydrożnych rowach, kiedyś na popegierowskich terenach rósł w masie niewyobrażalnej; pozdrawiam.

doriska8 pisze...

Cisowa tchnęła dla mnie tajemnicą i historią zaklętą w starych drzewach. Udało nam się odnaleźć tylko cerkwisko. Ale marzy mi się spacer w Dolinie i ten wodospad ... mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. Dziękuję za piękne zdjęcia

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dorota, byliśmy tu dawniej z rajdem, na przedwiośniu, wodospad jeszcze skuty lodem, dopiero teraz zobaczyłam go w całej okazałości, do tego świerszcze, derkacze, strumieniówki jak świerszcze, magia:-) pozdrawiam.