niedziela, 5 czerwca 2016

Co w trawie piszczy ...

Ostatni kawałek trasy na nasze Pogórze pokonujemy z Bryliniec drogą lesistą, pełną dziur i wybojów, i która na dodatek prowadzi ciągle do góry, ale to chyba najładniejszy jej kawałek. Kiedy jest mglisto, ciemno, albo pada deszcz, to droga prawie jak z horroru, ale teraz ... zresztą taka wiosna dodaje uroku każdemu miejscu. W gęstych zaroślach, tuż przy drodze młodziutkie liski baraszkują czekając na matkę, która przyniesie im jedzenie ... ciekawe świata, ufne bawią się, umykając w krzaki, kiedy nadjedzie auto ... Ale ciekawość nie pozwala im odchodzić daleko, zerkają i wcale nie uciekają ... widzimy je któryś raz z rzędu ...


Na poboczu, w rowach i trochę dalej kwitną znowu storczyki, inne niż te na naszym podwórzu, jaśniejsze i z wyraźnym wzorem ...




Wczoraj wbiliśmy ostatni gwóźdź w ostatnią deskę na naszej budowie, i niniejszym ogłaszam, że sezon budowlany zakończony. Dzień zaczęliśmy bardzo wcześnie, bo trzeba było obkosić ule z wysokiej trawy, a potem do późnego popołudnia kończyliśmy pomieszczenie gospodarcze ... przybok, jak tu nazywają takie coś:-) Mąż jeszcze poszedł zajrzeć do uli, a ja szykowałam jedzenie ... zostaw wszystko, będziemy miód kręcić, bo ule pełne - usłyszałam pod oknem. To i zeszło nam przy tej kolejnej, ale jakże przyjemnej robocie prawie do ciemnej nocy ... odsklepiałam plastry, miód spływał słodziutkimi łzami, a potem do wirówki ... aromatyczny, złocisty, kwintesencja pogórzańskiej wiosny, bo tutaj są wszystkie kwiaty, jakie kwitły od przedwiośnia do tej pory ... a trzeba robić miejsce, bo pomnikowa lipa powyżej nas zakwitnie lada dzień.
Nasze pszczoły bazują tylko na naturze, nie ma u nas rzepakowych pól, nie ma oprysków, tylko łąki, runo leśne, a także pobliskie krzewy czy drzewa ...


Każda kropla miodu budzi we mnie myśl, ile tu trudu pszczelego, ile oblotów, a ta obfita, słodziutka struga ... ileż one musiały się napracować ... Nie wszystkie ule zostały odciążone ze słodkiej zawartości, reszta czeka na przyszły tydzień.
Czas upływa mi bardzo pracowicie, najpierw koszenie, potem trzeba było grządki wyplewić z zielska, a także pomidory zapalikować, podwiązać ... dogadzam im opryskami z drożdży, tak samo jak ogórkom ... dobrosąsiedzkie kapusty, selery rosną pod folią jak  jakieś mutanty, czekam, kiedy kapusta zacznie zwijać liście, bo rozkłada je na razie jak kapelusze:-)


Na grządkach pomieszanie z poplątaniem, ale chyba to służy warzywom, z sałatami zdecydowanie przesadziłam, bo mnogość ich wielka już zaczyna nas przerastać ... mimo, że jemy ją prawie do wszystkiego ...




... pod okryciami papryka i ogórki. Sadzonki papryki i pomidorów własnego chowu od najmniejszego ziarenka, które również pozyskałam z najdorodniejszych owoców ... resztę rozsad kupiłam na zielonym rynku. Koper rozsiewa się sam, jest nawet dorodniejszy, niż ten z torebki, no i kolendra nie zawodzi, mimo, że służy raczej ozdobie, bo nici z jej oswajania:-)
Zaczęły się również różane żniwa ... małe krzaczki, podarowane przez koleżankę, rozrosły się bujnie przy płocie, prawie codziennie zbieram ich pachnące płatki ...




Zobaczcie, że łaciata pomocnica cały czas przy mnie, bo ona nie odpuszcza ani na chwilkę ... róża rozmnaża się przez podziemne rozłogi, wypuszcza co i raz nowe odrosty, teraz i ja mogę dzielić się z innymi sadzonkami, nawet panowie, którzy budowali drogę, chętnie zabierali je dla swoich żon:-)
Kiedy poranki wstają skąpane w obfitej rosie, to znaczy, że będzie pogodny dzień ...



Poszłam na łąki, zobaczyć, co w trawie piszczy, zanim kosiarka położy ją w pachnące pokosy ... u nas kwitną podkolany ... a jeszcze niedawno było to pole orne:-)



... ale sąsiedzka łąka, która zawsze była łąką, to już prawie kwietny step:-)





A ten biało zakończony ogonek widzicie?  ... i tu też ...


Pozostając pod urokiem wszelkiego rodzaju szałwii pokażę jeszcze swoją grządkę z szałwią lekarską, którą sobie sama wyhodowałam ... raj dla trzmieli i pszczół ...


Na swojej drodze spotkaliśmy również młodych ludzi, którzy "eksplorowali" Pogórze ... z mapą w ręce poszukiwali alei lipowej w Berendowicach, fundamentów po dworze ... byliśmy tam kiedyś skierowani opowieściami mieszkańców naszej wioseczki, więc i im wytłumaczyliśmy, gdzie szukać ...  bo Berendowice w tej chwili to przysiółek Aksmanic, a te pozostałości po folwarku są na południe od wsi, czyli na stoku góry Chyb, a bardzo łatwo tam trafić, bo przy drodze do Huwnik, za kapliczką św.Franciszka, na składzie drewna w prawo... chwila rozmowy, i ten zachwyt w oczach chłopaka ... bo Pogórze "jeszcze takie nieodkryte turystycznie"  ... czy trafili tam? nie wiem:-)


Przy tarasie zakwitł nasz jaśmin złotolistny, a więc wieczory w jego zapachu, zresztą nie tylko wieczory, pachnie przez cały czas:-) ...  ptasie dzieci uczą się latać, czasami niezdarnie i śmiesznie, przestrzeń rozszczebiotana, rozćwierkana od nawoływań, niedaleko poszczekują jelonki, gdzieś wysoko kwilą orliki ... ale to już nie w trawie, podniosłam wzrok wyżej:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


12 komentarzy:

Iza pisze...

Marysiu, my też przez weekend byliśmy na Pogórzu; wybraliśmy się na spacer łąkami z Posady Rybotyckiej przez Kopystańkę i Połoninki Rybotyckie do Makowej. Też widzieliśmy podkolany białe (dzięki za zdjęcie - w moim przewodniku podobna była tylko gółka wonna, która jednak rośnie tylko w Tatrach). Tyle radości na tych łąkach - szliśmy boso, śpiewały nam skowronki. Z ciekawostek - widzieliśmy nad Wiarem bociana czarnego :) Pozdrawiam Cię serdecznie z pociągu do Krakowa, życzę wielu miłych dni w chatce :) Oj, zazdroszczę...

Agata Zinkiewicz pisze...

Jejku jak u Was cudownie. Piękne widoczki kwitnących łąk. A warzywnik masz cudny, ile dobroci w nim jak marzenie:-) u nas susza okrutna, tyle padało i znowu wyczekujemy choć odrobiny fest deszczu:-) serdecznie pozdrawiam

Aleksandra pisze...

Pięknie czyta się Twoje wpisy. Mogę wyobrazić sobie jak tam jest. Dobrze, że są jeszcze takie piękne kolorowe łąki. Słyszałam, że coraz częściej rolnicy doprowadzają do wytępienia ziół, kwiatów tylko "piękna" zielona trawka. Nie jestem znawcą rolnictwa ale nie jestem pewna czy to dobre jest. A miód palce lizać taki wielokwiatowy. Pozdrawiam

bubisa pisze...

Odpoczywam u Ciebie :-)
Pozdrawiam!

Beata Bartoszewicz pisze...

Mario, nieustająco dziękuję, że zabierasz mnie z miejskich murów w ten świat piękny, pachnący, niezwykły i ... odległy niczym kosmos. Lisi pyszczek tak podobny do mojej suczynki:) A ile Waszej pracy w każdej tej roślince i w każdym plastrze miodu, bo to przecież nie tylko pszczółek zasługa. Z różowych płateczków pewnie będzie konfitura do pączków :)

Ogonek Mimi. niczym jakiś egzotyczny kwiat łąkowy :)

Najserdeczniejsze uściski ślę,
Beata

Anonimowy pisze...

Marysiu, przy bramie, w różach jakas nastolatka buszuje.
Pozdrawiam.

Grażyna-M. pisze...

U nas przez jakiś czas też mieliśmy ule - kuzyn przywiózł, bo w jego okolicy było bardzo mało pożywienia dla pszczół. Ale koło nas biegnie linia wysokiego napięcia, to podobno dla nich niezbyt dobre. Ale się odkarmiły, miód też zrobiły.:) Synek był zachwycony, do ula zaglądał, o wszystko wypytywał, nawet dzielnie zniósł użądlenia.
U mnie w żywopłocie pojawiła się mała róża. Nawet nie wiem skąd.:) Ma mniejsze kwiaty i jest bladoróżowa. Chyba się na przetwory nie nadaje, ale piękna i pachnie, to będzie sobie rosła.:)
Przepiękne storczyki. Chociaż na zdjęciu sobie obejrzę, bo tu takich nie ma.
Serdeczności:)

Mażena pisze...

U Ciebie jest pięknie! Znajduję i pracę i satysfakcję i spacery i psie ogonki :), jakbym tam była...
Bardzo jestem Ci wdzięczna, że opisujesz, że się dzielisz :)

agatek pisze...

Dzielę pracę dziakowe między pracą zawodową i studiowaniem i muszę przyznać, że naturze bardzo to odpowiada :D Nigdy jeszcze nie miałam tak różnorodnej flory jak w tym roku :D
Pozdrawiam, z ogromną przyjemnością czytam każdy twój post i ładuję swoją duszę pozytywną myślą :)

Tomasz pisze...

Wędruję ostatnio po Pogórzu dość często i zachwycam się naszymi rozległymi lasami, ale zapominam o grzybach - ciekawe czy się pojawiły, bo dość często je widzę na świeżych fotkach z Bieszczadów u znajomych i one tam są. Kolega z Bełwina również ma pełno pracy przy ulach, mam nadzieję że zbiory będą obfite.
Pozdrawiam serdecznie Mario.

jolanda pisze...

Twoje wpisy Maryś to czysty relaks, wielka przyjemność.
Warzywka dorodne, okoliczna roślinność cudowna, te storczyki ...

I ja się nie mogę przekonać do kolendry, choć wysiewam ją, bo bywają u nas amatorzy.

A miód? Pięknie ujęłaś w słowa opowieść o nim. Kochane pszczółeczki.

Buziaki

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Iza, juź dawno przeczytałam Twój komentarz, tylko czasu brakowało na odpowiedź, bo ja ciągle w drodze:-) piękna wycieczka, wśród tych łąk kwitnących, traw falujących i pełnej różnych zapachów, aż zazdroszczę, mimo, że mam je na wyciągnięcie ręki, na razie to tylko patrzę na nie i odgrażam się, że już wkrótce wyruszę:-) hm! boso, powiadasz, to podwójna przyjemność; podkolanów jest dużo, i bardzo przyjemnie pachną, tak delikatnie; kiedyś właśnie tam też widzieliśmy czarnego bociana, wśród naszych białych, na łące pełnej zrolowanego siana:-) pewnie to stały mieszkaniec; pozdrawiam.

Agata, pogoda dopisuje, poleje deszcz, potem słońce i ciepło, wszystko rośnie, chwasty też:-) pozdrawiam.

Aleksandro, komu by się chciało na tych hektarach tępić jakiekolwiek rośliny, zresztą koszenie czy też wypas sprzyja ich rozwojowi, bo nie zagłuszają ich krzaki, zresztą nawet na obszarach chronionych kosi się raz w roku, żeby rośliny mogły spokojnie rosnąć; może to raczej ogrodnicy dbają o swoje trawniki, nie pozwalając oprócz trawy wysiewać się innym, bo że niby to psuje widok aksamitnej powierzchni:-) pozdrawiam.

Bubisa, odpoczywaj do woli, tu dziko i bez ludzi, jak najbliżej natury:-) pozdrawiam.

Beata, liski dalej przebywają w pobliżu, widziałam je ostatnio również, coraz większe; kiedyś bardzo chciałam wyrwać się z mojej wsi w wielki świat, do miasta, a teraz uciekam w te krzaczory, bo mi tu dobrze; chyba człowiek ma w sobie zakorzenione to, w czym wyrósł, a poza tym jestem typem "lekkiego pustelnika":-) to i w tych zajęciach, mrówczych pracach odnajduję się doskonale:-) a jakże, róża do pączków, i nalewka różano-lipowa będzie; pozdrawiam.

Anonimku, mam koleżankę, która zawsze przed każdym zdjęciem mówi: mam wyglądać młodo i szczupło, to i ja tak sobie zażyczyłam od fotografa:-) a tak na poważnie, to dziękuję za dobre słowo, w moim wieku ono bardzo podbudowuje, ot! i babska próżność przemówiła:-) pozdrawiam.

Grażyna, pszczoły to hobby męża,sama osobiście nigdy nie zdecydowałabym się na nie, bo po prostu boję się:-) ale z daleka obserwuję chętnie, no i pomagam przy miodku, a to chyba najprzyjemniejsza praca przy nich; dzikie róże są bardzo wdzięczne, może kiedyś dopracujesz się własnych owocków, na nalewkę:-) pozdrawiam.

Mażena, te ogonki są najwdzięczniejsze, choć czasami dokuczają i nie nadążam za nimi:-) Amik jest spokojnym psem, ale Mimi to żywioł, iskierka, i wszędzie jej pełno; pozdrawiam.

Agatek, ooo! to jesteś bardzo zajętą osobą:-) a bioróżnorodność absolutnie nie jest czymś nagannym, tak trzymaj:-) pozdrawiam.

Tomasz, grzyby na pewno są, a przynajmniej borowiki ceglastopore, których ja, niestety, do tej pory nie zbierałam, a kiedyś nad Krecowem widzieliśmy ich całe łany, i to takich młodziutkich:-) w naszym lesie nie byłam, bo jakoś czasu brak; zaczyna kwitnąć lipa nad nami, przeogromna, będą miały pszczółki zajęcie:-) pozdrawiam.

Jola, dzięki za dobre słowo:-) u mnie kolendra spełnia rolę li tylko ozdobną, pięknie kwitnie, gorzej pachnie, ale owadom to odpowiada:-) mamy pod pszczelim domkiem ławkę, przysiadam tam, i obserwuję ogrom pracy tych malutkich owadów; pozdrawiam.