wtorek, 2 stycznia 2018

Sylwestrowe poszukiwania zakończone fiaskiem:-) ...

Minęły święta, a po nich kolejna zakupowa gorączka.
Sklepy kusiły wyprzedażami, inni gorączkowo przygotowywali się do szaleństw sylwestrowej nocy, a my po cichutku spakowaliśmy psy, pozbierali do koszyka poświąteczne resztki i ruszyliśmy na Pogórze. Przed nami całe dwa dni wolności, do tego kawałek piątku, i kawałek noworocznego poniedziałku.
Na nizinach padał deszcz, ale im wyżej, tym więcej płatków śniegu osiadało na szybie, a już nasza wioseczka była pobielona, mizernie, bo mizernie, ale zawsze lepiej niż szaro:-)
Rankiem usiedliśmy z kawą przy widokowym oknie ...


... i tak jak Jasiek, wypatrywaliśmy z lornetką przy oczach, co też działo się na "zapotocznej" łące, bo wyszła jakaś większa zwierzyna.
Na białych przestrzeniach doskonale nam się je obserwowało, tak, to jednak były dwa wilki, może to te same, które przyszły do sąsiadki na podjazd do domu? Przebiegły pustkę łąki, potem jeden czekał, a drugi buszował w zagajniku, może żeby wypłoszyć jakąś zwierzynę. Skryły się na moment w zaklęśnięciu terenu, by za chwilkę wyjść na pagór i stanąć pyskiem prosto w naszą stronę.
Nie zdawałam sobie sprawy, że to są tak duże zwierzęta, puszyste ogony, ciemna sierść ... któryś raz z kolei sama siebie usiłowałam pocieszyć, że to może jednak psy ... jakie psy! nie widzisz, że to wilki? - podsumował mąż.
Krążyły po łące, pod którymś krzaczkiem zaznaczyły teren, potem "posznurowały" jeden za drugim na Horodżenne i grzbietem pobiegły w stronę Kopysna.
Po wczorajszym pochmurnym i mokrym dniu nie wierzyłam, że sobotni ranek wstanie tak słoneczny i wesoły ... nie było co siedzieć w domu ...


Zatrzymaliśmy się przy kapliczce nad wsią, dopiero teraz zobaczyłam napis nad drzwiami ... kapliczka pw. Skłonu i Pokłonu ... jeszcze nie doczytałam, co oznacza ta nazwa:-)
W kierunku na zachód szeroki widok na Kopystańkę ...


... i na południe na dolinę Wiaru i Góry Sanocko-Turczańskie.


Kiedy zdarza mi się czasami przy okazji poszukiwań w necie wyświetlić stronę hotelu Arłamów i widzę tam "hotel w Bieszczadach", tudzież "w sercu Bieszczad", to myślę sobie, kto to wymyślił? a może lepiej brzmi w ofercie handlowej ... gdzie Górom Sanocko-Turczańskim do Bieszczadów:-)
Z drugiej strony, gdy ktoś z regionów środkowo-północno-zachodnich zerknie na małą mapę ... no, tak! Bieszczady wypisz-wymaluj:-)


Nie daliśmy za wygraną, znowu ruszyliśmy do Krzeczkowej na poszukiwanie "szyldówki".
Śniegi zeszły, będzie coś widać, na pewno tym razem coś znajdziemy! I pomni na wskazówki starszego pana z poprzedniego wyjazdu ruszyliśmy w tę samą drogę, zamkniętą szlabanem.
Mimo, że pora okołopołudniowa, niskie słońce nie ułatwiało poszukiwań ... przysłanialiśmy oczy dłonią, żeby coś zobaczyć wśród drzew.
Przy drodze odkryliśmy starą piwnicę z kamienia o kolebkowym sklepieniu, szkoda, że w ruinie ...


Potem szliśmy, szliśmy, już wiedząc, że na pewno jesteśmy za daleko, aż droga zaczęła się obniżać w stronę Chołowic, a za Sanem widać było na grzbiecie wzniesienia zabudowania Reczpola.


Słońce topiło śnieg, cichutko kapało wokół, skrzyły się drobniutkie kropelki ... bajka:-)



Drogi pozamykane szlabanami, a jednak myśliwym wolno tu wjechać, co kawałek ambony, jedna od drugiej w zasięgu wzroku ...


... w błocie wyraźne odciski wilczych tropów ... obok raciczek i kopytek, a także mniejszych stópek, może lisich ...


Przepatrzyliśmy dokładnie cały skraj drogi, ale tylko po lewej stronie, bo tak mi się jakoś zanotowało w pamięci, zatrzymaliśmy się na dłużej przy tej starej piwnicy, szukaliśmy przy każdym, w miarę równym miejscu ...


Zatrzymałam się także na dłużej przy rozlewiskach bobrowych, bo tam na prawo rozległa łąka, i leśna droga odchodzi ... zeszłam sporo poniżej drogi, bo dziś nie przeszkadzał śnieg ...


... solidne tamy z całkiem sporymi pniami, te napoczęte, ogryzione drzewa owocowe też znaczą, że mieszkali tu kiedyś ludzie ...


Kiedy stanęłam wyprostowana, na wysokości oczu w oddali była największa tama i ogromna tafla wody najwyższego zbiornika ... gdyby tak znienacka runęło, zmyłyby mnie z powierzchni masy wody:-)
I tak potem w domu jeszcze raz przepatrzyłam stare mapy  z 1938 roku ... Krzeczkowa-Potoki ...  widać zabudowania też i z prawej strony drogi, może to jednak po prawej stronie? ale tu wszędzie stromo ...  gdzie jest to miejsce? /zdjęcie zrobił 19kamil94 w 2011 roku ...


Jest taki program, który zdejmuje wszystkie warstwy zieloności, okrywające glebę i pokazuje dokładnie ukształtowanie gołej ziemi, w tym miejsca, gdzie mogłyby być fundamenty domów, np. chociażby tej "szyldówki", która nie pozwala spokojnie zasnąć:-)
Jeszcze raz przewija się w pamięci droga, są tam takie potężne jodły, i to  nie w jednym miejscu ...


... bądź tu człowieku mądry:-)
A zatem, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie ... o "szyldówce" to proszę o podpowiedź, bo spokojny sen zagrożony:-) Będziemy jeszcze próbować, bo ... do trzech razy sztuka? ... czterech? ... pięciu?
Znowu powrót przez Birczę, jeszcze zerknięcie na Kopystańkę z punktu widokowego nad Cisową.


W sylwestrowy dzień okrutnie wiało, nie chciało się z auta wysiadać, bo urywało głowę, a na wędrówkę, mimo planów nie poszliśmy, bo szkoda zdrowia. Na połoninkach arłamowskich przewiałoby nas doszczętnie.
Zjechaliśmy sobie do Cisowej, potem w jakąś leśną drogę przed Krępakiem.
Cudności droga, i nawet o dziwo! zakazu nie było ... nawet jednego turystę z kijkami minęliśmy:-)


Po jakimś czasie małe zdziwienie, niebieski szlak z Huty Brzuskiej ... przypomniało nam się, jak któregoś lata szliśmy tędy, ale tylko kawałek szlakiem. Potem poszliśmy "na dziko" w las i znaleźliśmy cerkiewkę w Chyrzynce:-) i krypą przepłynęliśmy San, jeszcze z naszym starym Maksiem:-) Teraz na Sanie jest nowiutki most, i green velo tędy prowadzi ...


Przejechaliśmy dolinę Jamninki i ... chyba jednak wilki trochę mnie prześladują:-)
Na drugim brzegu strumienia stoi jakieś stworzenie ... to lis? - pytam.
Mąż tylko pokiwał głową, a ja zobaczyłam, że jednak wilk ... przystanęliśmy, zawinął w drugą stronę i widzieliśmy jeszcze, jak kluczy między drzewami. Jakoś nie dopuszczam do siebie myśli, że tak rozpanoszyły się tutaj wilki, a ja je ciągle widzę.
Zajrzeliśmy jeszcze na stare cerkwisko w Jamnej Górnej, i cmentarz zniwelowany spychaczami ...


... i na malutkie przydrożne bagienko za Trójcą, czasami pełne wody, jak teraz, a czasami wyschłe ...



... kępy pożółkłej trawy pod wodą wyglądają jak włosy topielicy:-)


Wiar pełen wody bystro pomyka przed siebie, tworząc efektowne kaskady na progach skalnych ... po latach suszy tyle wody ... cieszy taki widok, bo kiedyś ledwie miedzy kamieniami sączył.


Sylwestrowy toast, bo trudno tu mówić o noworocznym, wznieśliśmy gdzieś po 18, a snu nie zakłócił żaden wystrzał sztucznych ogni. I tak to w objęciach Morfeusza bezboleśnie przekroczyliśmy magiczną granicę między starym i nowym rokiem:-)


Wszystkiego dobrego dla Was w Nowym Roku, dziękuję za obecność, pozostawione słowo, pa!

P.s. Samochwała w kącie stała:-)
Muszę się pochwalić, sianokosy w akwarium zrobione, długie trawy teraz są tylko tłem, a z przodu posadziłam nowe rośliny, bardziej urozmaicone, od prywatnego hodowcy, którego znaleźliśmy w naszym mieście.








25 komentarzy:

Agnieszka Krawczyk pisze...

Uwielbiam pierwsze zdjęcie. Magia, ukazująca dziecięcą siłę marzeń. <3

Wilki mnie przerażają. hehe Pięknie i ciekawie spędziliście ten dzień. Widoki oszałamiają. Śliczne zdjęcia. Życzę Wam, by ten rok był obfitujący w fantastyczne przygody, by zdrowie dopisywało, a w sercu gościła prawdziwa radość. :)

Stanisław Kucharzyk pisze...

Wytrwali bardzo jesteście :-) Według tego co publikował 19kamil94 powinno to być gdzieś tutaj >klik

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszka, Jasiek doskonale bawi się z lornetką, a ile różnych zwierzaków widzi, tych prawdziwych, i tych z wyobraźni:-) mnie też przerażają, ale musimy z nimi jakoś żyć:-) dzięki wielkie, pozdrawiam.

Staszek, już sama nie wiem, czy śmiać się z siebie, czy płakać, chyba lepiej to drugie:-) szczęka mi opadła, kiedy zobaczyłam, gdzie wytypowałeś miejsce po dworze, z zupełnie drugiej strony niż nasze poszukiwania; na mapie z 1938 roku Potoki zobaczyłam po drugiej stronie drogi, czyli jadąc do Krzeczkowej, po prawej; dlatego ciągle szliśmy drogą w stronę Sanu, na północ czyli zupełnie nie w tym kierunku:-) :-) dzięki, dzięki wielkie, liczyłam po cichu, że może zajrzysz tu i coś zrobisz z tą naszą nieporadnością:-) :-) mogliśmy sobie szukać nie wiem do kiedy:-) nie, no teraz to już śmiać mi się chce z tych odkrywczych zapałów:-) dzięki wielkie, myślę, że następny wypad już zaowocuje odkryciem, a dr Węgłowskiemu zapalimy świeczkę; pozdrawiam.

Aleksandra pisze...

Świetnie tak przemykać wśród pięknej naszej przyrody, chociaż pogoda nie do końca jest miła naszym oczom. Znając waszą konsekwencję znajdziecie poszukiwane miejsce. Lubię oglądać Twoje zdjęcia terenów dla mnie tak tajemniczych. Życze dużo takich ciekawych wypadów.

mania pisze...

Jakie piękne widoki na Kopystańkę!
Maryniu nie martw się, śnieg niebawem stopnieje i na pewno znajdziesz ową szyldówkę.
Zazdroszczę Wam cichej sylwestrowej nocy. U mnie na osiedlu jeszcze wczoraj wieczór odpalano sztuczne ognie, biedny Flo całą noc spędził w łazience ale do dziś niechętnie wychodzi na zewnątrz.
Dobrego roku Wam życzę :)

Stanisław Kucharzyk pisze...

Mario ja tylko korzystałem z tego co 19kamil94 opublikował (a i tak jeszcze źle zaznaczyłem bo to powinno być jednak między dzisiejszą drogą a potokiem). Panoaromio z którego korzystał Kamil daje mapki z lokalizacją (ufam że poprawną) tych zdjęć. Jak wejdziesz na zdjęcia Kamila http://mapio.net/pic/p-45978284/ powyżej zobaczysz mapkę z lokalizacją tych zdjęć.

Ania pisze...

Jakie ciekawe okolice ! Tak się cieszę, że pokazujesz je nam wszystkim ! I moja ulubiona Kopystańka w pięknej odsłonie.
Marysiu, wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla całej rodziny. Ciekawych szlaków, pięknych zdjęć i wiele zdrowia, by znieść codzienność. Ucałowania dla Jaśka !

Grażyna-M. pisze...

Wszelkiej pomyślności w nowym roku, owocnych poszukiwań i pięknych wypraw.:)))
Ładne te rybki... ale nie pokażę zdjęcia synkowi, bo nie ma na nie miejsca.:)))
Ja się "urządzam" w nowym miejscu:
https://przeplatanka.wordpress.com
Pozdrawiam serdecznie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ola, akuratnie wtedy w przeddzień sylwestra było bardzo ładnie, słońce, choć zimno; Staszek wskazał nam miejsce, będziemy wyjątkowo uparci, bo to wyzwanie:-)Pogórze widokowo jest bardzo przyciągające, i może nawet za bardzo niezmienione cywilizacją, fotografujący z Polski zachwycają się również, wspaniałe plenery:-) pozdrawiam.

Mania, nic, tylko założyć buty, plecaczek i iść:-) teraz to jestem przekonana, że znajdziemy szyldówkę:-) właśnie choćby z tego względu wyjeżdżamy na Pogórze, na zwierzaki, a poza tym gdzież nam będzie lepiej, na bale nie chodzimy, no może jeszcze na jakimś wypadzie turystycznym byśmy się odnaleźli:-) pozdrawiam.

Staszek, trzeba jeszcze umieć odnaleźć się w tych nowych "narzędziach", i umieć się nimi posłużyć:-) a już podejrzewałam, że może bobry zatopiły to miejsce :-) :-) tak, teraz widzę na starej mapie nawet zaznaczoną kaplicę, i obok jakiś staw chyba jest, a na geoportalu nazwę Szerokie Potoki; zobacz, jaką różnicę robi takie małe "Szerokie":-) dzięki i pozdrawiam.

Ania, mnóstwo historii, a dzięki tym poszukiwaniom postać dr Węgłowskiego stała mi się bardzo bliska:-) Kopystańka dzielnie opiera się wszechobecnej szarzyźnie, kusi bodaj małym białym paskiem śniegu:-) i wzajemnie, Aniu, wszystkiego dobrego; pozdrawiam.

Grażyna-M, dzięki i wszystkiego dobrego dla Ciebie; rybki mamy już bardzo długo, zdałoby się wprowadzić nowe, ale boję się, że nie daj Boże zawlokę jakąś ospę rybią, to i tak pozostaje, starsze osobniki jednak wykruszają się; tak, czytałam gdzieś, że likwidują Wam "miejsce spotkań", udanych przenosin: pozdrawiam.

Ewelina pisze...

Najlepszego w Nowym Roku!!!! Skorzystałam z wolnego dnia i przy kawie "łyknęłam" garść tych pięknych zdjęć i opisów. Zgodzę się z opinią, że pierwsze zdjęcie to kwintesencja siły dziecięcych marzeń!!! Wspaniałe, idealne na konkurs! Byłam w różnych miejscach w Polsce - ale nigdy, przenigdy nie zawędrowałam w zamieszkiwane przez Ciebie rejony. Wschodnia część Polski jest mi praktycznie nieznana - byłam tam raz w rejonach Białowieży - niestety lało 24 na dobę i nie było mi dane rozkoszować się pięknem okolic. Kto wie, może w te wakacje ruszymy ku najdalszym częściom wschodniej Polski - można się nimi zauroczyć. Nieśmiało więc zapytam - czy mogłabyś polecić jakąś miejscowość nie za bardzo obleganą turystycznie, ale która jest dobrą bazą wypadową na wycieczki. Kojarzysz też jakieś pola namiotowe? Pozdrawiam.

Joanna pisze...

Może nikt mi nie uwierzy ale... nigdy jeszcze nie uczestniczyłam w zakupowym szaleństwie w styczniu
wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

Krzysztof Szady pisze...

Marysiu!

Już ustalone, że tą "szyldówkę" będziemy szukać razem. Mam nosa/rękę/szczęście do takich znalezisk. Jak nie wierzysz - zapytaj Tadeksa...
Tymczasem z niecierpliwością czekamy na Roztocze. Wy tam już penetrowaliście okolicę, będziecie więc Przewodnikami...

Pozdrawiamy gorąco - g. i k.

Krzysztof Gdula pisze...

Mario, znajdziesz, nie znajdziesz, i tak sukces. Wszak mówi się, że droga jest celem, nie sam cel. Ale wiemy, że na pewno znajdziecie. Sylwester wystrzałowy! :-)
Wielu dróg w nowym roku życzę i wielu odkryć.

Maciej Beskidnick pisze...

Wilki mogą dzialać deprymująco. Fajnie się siedzi w fotelu i wypisuje jakie to miłe i inteligentne zwierzęta, ale w terenie, gdy patrzy się im w oczy to już zdecydowanie mniej fajne.

Kiedyś podobnie zalatwilem się we Wrocławiu! Majac starą mapę i zapamiętane ze dworzec autobusowy jest po prawej stronie dworca PKP z uporem maniaka bładziłem po peryferiach, i dopiero po tygodniu blogowa Wrocławianka uswiadomiła mi ze został on jakis czas temu przeniesiony...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ewelina, to Jasiek monitoruje okolicę przez lornetkę, mój wnuczek:-) nie byłaś na wschodzie, podobnie jak ja na północy:-) poleciłabym Ci Susiec na Roztoczu Środkowym, jest camping, dobre miejsce na wypady po okolicy, "szumy" na Tanwi, mnóstwo szlaków; i Tobie najlepszego, pozdrawiam.

Joanna, jak ktoś ma potrzebę, to szturmuje sklepy, albo lubi; ja też nie ulegam tej manii:-) dobrego w Nowym, pozdrawiam.

Krzyś, o, tak! na pewno będziemy tam razem, tylko czy uda mi się wytrzymać taki kawał czasu, skoro tyle błądziliśmy po okolicy, a teraz mamy podane "na talerzu":-) wierzę w Twój zmysł orientacyjny, przecież Tyś stary traper:-) do Roztocza już niedaleko, będziemy tam jeszcze w międzyczasie; pozdrawiam.

Krzysztof, jestem teraz przekonana, że znajdziemy, skoro Staszek podał nam namiary:-) tak, dla tych dróg warto tam iść:-) przypomniało mi się moje stare marzenie: camino de Santiago, ale dla samej drogi, cel już niekoniecznie:-) takie są nasze Sylwestry, wyrośliśmy z nieprzespanych nocy:-) i wzajemnie, życzę wielu wspaniałych wypraw; pozdrawiam.

Maciej, skończyły się moje samotne wyprawy z psami, daleko na łąki, bo ja tchórz jestem, i o psy też się boję; czuję respekt przed drapieżnikami, unikam spotkań oko w oko, a że kiedyś do takiego dojdzie, to pewne ... są wszędzie; teraz sama z siebie śmieję się, że z uporem maniaka mogłam do śmierci szukać "szyldówki" nie tam, gdzie trzeba:-) pozdrawiam.

Bozena pisze...

Takie chatki jak Twoja są doskonałym miejsce do obserwacji przyrody i dają poczucie życia zgodnie z porami roku. My robimy to samo. Z tarasu z lornetką przy oczach obserwujemy ptaki, zwierzęta, ich ślady...i czujemy się cząstką tej przyrody. W mieście nigdy nie miałam takiego poczucia przynależności do otaczającego świata. A co do Arłamowa, to również uśmiechamy się, gdy słyszymy o hotelu w sercu Bieszczadów... Byliśmy tam w październiku i dla mnie ogrom jego jest przerażający. To moloch. Bogata wyspa nowoczesności na oceanie pięknych lasów. Jakoś skojarzyła mi się ze sztuczną wyspą usypaną przez bogatych arabów. Wiem, że jestem w mniejszości , bo nie podobał mi się ten obiekt. Koleżanki były zachwycone luksusem i wielkością. Mnie to przytłaczało. Dużo lepiej czuję się w swojej skromnej chatce. Na Nowy Rok życzę Ci wiele, wiele zdrowia i mnóstwo radości. Niech się spełnią Twoje marzenia. pozdrawiam serdecznie :))

Iza pisze...

Droga Marysiu, wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)
Fajnie ten Jaśko ma, że może sobie obserwować świat przez lornetkę. My też spędziliśmy sylwestrowy weekend na Pogórzu. W sobotę wędrowaliśmy na Kopystankę. Planowaliśmy iść żółtym szlakiem z Rybotycz, ale po drodze skusiła nas przecinka zrobiona pod gazociąg i tym sposobem wyszliśmy na Połoninki Rybotyckie. Widkoki były przecudnej urody. Wilków nie spotkaliśmy, za to byli myśliwi i stawiali nową ambonę...
Następnego dnia chcieliśmy iść z Makowej przez Leszczyny na Kalwarię, ale przy wejściu do lasu w Leszczynach odstraszył nas znak: "uwaga niedźwiedź", do tego cały postrzelany z wiatrówki... Komuś pewnie zalazł za skórę. Tyle razy tamtędy szłam, o różnych porach roku, a teraz jakoś strach... Pomni wakacyjnej historii z leśnikiem, który odstraszał niedźwiedzia piłą, zawróciliśmy i poszliśmy ścieżkami i przez łąki w kierunku Pacławia. Po drodze spotkaliśmy stadko 8 dzików. Oj, dzikie to nasze Pogórze...
A co do Szyldówki - też jeszcze jej nie widziałam! Za to w tamtej okolicy odkryłam spore jezioro na Białym Potoku :)
Pozdrowienia!

Barbara Wójcik pisze...

Fantastyczna wyprawa, oby wszystkie Twoje wyprawy w tym roku były piękne i udane.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożena, zwierzyna podchodzi bardzo blisko, kiedyś sarny nocowały pod jabłoniami za oknem:-) och, nie, Arłamów nie dla nas, może jedynie stok narciarski, bo blisko, a i to tylko w dzień powszedni, bo w weekendy tłoczno bardzo; tak, moloch, taki "wrzód" na tyłku przyrody:-) dzięki i pozdrawiam.

Iza, pas pod budowę gazociągu doskonale oczyszczony, nawet nam się w sąsiedztwie dostały zwały gałęzi, które teraz są palone; każda ingerencja w środowisko niesie olbrzymie straty, mamy nadzieję, że na wiosnę przyroda przykryje blizny; następna ambona ... nie ma spokoju ta zwierzyna, jak nie wilki, to ludzie; wszędzie te tabliczki ostrzegające przed niedźwiedziem, musiałoby ich tu być ze 100 na tak małym obszarze; ale nie powiem, działa to na człowieka zaporowo, prawda? jeśli myślimy o tym samym jeziorku, to poniżej idąc od wsi jest właśnie szyldówka, tak widać na mapie satelitarnej, czyli cała rzecz dzieje się za plecami tych sadów, co się je mija pod górę; szukałam nazwy Biały Potok, czy to dopływ Krzeczkowskiego? pozdrawiam.

Basia, jeszcze nie powiedzieliśmy "koniec" w sprawie "szyldówki"; dzięki i pozdrawiam.

Pellegrina pisze...

Urokliwe zakończenie pracowitego roku. A tyle wody cieszy, studnie będą pełne.
Tego okna z pięterka Wam zazdroszczę niezawistnie, serwus dla Jaśka.
Ja też ostatnio ograniczam swoje samotne spacery po lesie, u nas dziki podchodzą do domów i chat.
Zdrowia, szczęścia i zadowolenia w Nowym Roku.

Bylinowy Pan pisze...

Obiecałam sobie, że skoro świt napiszę obszerny komentarz wychwalający Twoją systematyczność.
Może nawet wrzucę coś do poczty...
Przez wiele lat pisać systematycznie - praktycznie co tydzień i mieć swoich stałych czytelników to nie lada wyczyn. Gratuluję Marysiu.
Potrafisz ciekawie snuć nic lokalnych historii o ludziach i miejscach z przeszłości. Wskrzeszasz na nowo, odkrywasz, zaciekawiasz.
Wspaniale jest mieć pasje i móc dzielić je z innymi .
Na temat Szyldówki nic nie wiem i niczego nowego do dyskusji nie dorzucę. Niestety. Zdobywam innego rodzaju umiejętnosci.....
Akwariowe sianokosy - imponujące !!!!
Jesteś świetnym ogrodnikiem.
Pozdrawiam Was serdecznie życząc wielu kolejnych odkryć w Nowym Roku.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, staramy się co jakiś czas wyskoczyć gdzieś w teren, bo przez te remonty, budowy zaniedbaliśmy wspólne wypady,a szkoda życia na siedzenie w chatce:-) Jasiek przedszkolak, tylko że z przerwami, bo łapie infekcje; u nas straszą tabliczki z ostrzeżeniami o niedźwiedziu, a one pewnie jeszcze nie śpią, bo przecież nie ma zimy:-) pozdrawiam.

Ania, łasa jestem na pochwały, ot! zwykła babska próżność:-) dzięki za dobre słowo, kiedyś zdarzało mi się częściej pisać, teraz trochę rzadziej, i nie dawałam sobie tylu lat w blogowaniu, ale to wciąga, a ile sympatycznych znajomości przy okazji:-) przed nami kolejne odkrywanie Pogórza i Roztocza Południowego, póki zdrowia, i sprawności fizycznej, nas i w rodzinie; podwodny, akwariowy ogrodnik, jest taka specjalność??? :-) pozdrawiam.

Bylinowy Pan pisze...

Jest, jest.

Anonimowy pisze...

Miejsce to odwiedzałem kilka razy , ale niewiele tam już zostało . Stary nagrobek resztki piwnic i ładne stawy. Staszek podał dobrą lokalizację. Skręciłaś w złym kierunku . 1 km od rozjazdu za Olszanami ,jeszcze przed Krzeczkową po lewej jest zniszczona asfaltowa droga ze szlabanem trzeba zaparkowąć i piechotą przez strumień pod górę ok. 1 km po lewej przy drodze jest nagrobek , a resztki piwnic i dworu po prawej . Stawy też po lewej 100m od asfaltu.Przeszedłem się kiedyś tym strumieniem co płynie wzdłuż tej starej drogi , a wypływa ze stawów , ładne kaskady i skałki.Pozdrawiam Piotrek . Te żeremia , które opisujesz są dalej już w samej Krzeczkowej przy drodze w prawo , stanowisko orlika tam jest.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, ryby trochę wykopują mi nowe nasadzenia, ale większość roślin przyjęła się:-)

Piotrek, uzbrojeni w takie wiadomości na pewno znajdziemy to miejsce po dworze, dzięki wielkie:-) widać te stawy na mapie ... ciągle miałam świadomość, że ktoś je opisywał, że czytałam, czy to właśnie nie przypadkiem u Ciebie? widzisz, zasugerowałam się nazwą Krzeczkowa Potoki, znalazłam ją na mapie właśnie po prawej stronie drogi, a tu taki zonk! dwór znajdował się po lewej:-) nic straconego, będziemy tam w najbliższym czasie, a swoją drogą, tyle dróg do przedreptania, i to w jakich okolicznościach przyrody:-) dzięki jeszcze raz i pozdrawiam.