czwartek, 15 lutego 2018

Tatarska branka z Radruża czyli prawdziwa legenda o pięknej wójtowej ...

Początek Radruża datuje się na XV wiek.
Pierwsza cerkiew została zniszczona w 1531 roku podczas najazdu Tatarów. Kolejną, pw, św. Paraskewy ufundował prawdopodobnie starosta lubaczowski Jan Płaza w 1583 roku.


Z cerkwią i samym Radrużem związana jest niezwykła legenda, znajdująca potwierdzenie w historycznych faktach, o Marii Dubniewiczowej, pięknej żonie wójta.
Kiedy w roku pańskim 1672 upadł Kamieniec Podolski i wraz z nim poniósł śmierć jego obrońca, mały pułkownik z wąsikiem Michał Wołodyjowski, zagony tatarskie zalały wschodnie rubieże Rzeczypospolitej.
Za zgodą sułtana Mehmeda IV hordy ordyńców bezkarnie łupiły ziemie po prawej stronie Sanu, Roztocze, a także południową Lubelszczyznę.
6-7 października tegoż roku Tatarzy podeszli pod Radruż.
Pojawiło się niebezpieczeństwo spalenia wsi i cerkwi ... jedni opowiadają, że Turkom spodobała się piękna wójtowa i wytargowała u nich zgodę na zabranie jej w niewolę w zamian za obietnicę pozostawienia wsi w spokoju. Inne przekazy mówią, że pozostawiła w zaroślach dwóch synów, wybiegła naprzeciw Turkom, aby odciągnąć ich od dzieci ... wieś i tak została spustoszona, z tatarskim najeźdźcą nie było mowy o układach czy umowach.
W tym samym czasie, 7 października,  pod niedalekim Cieszanowem hetman Jan III Sobieski gromił Tatarów, spychając ich na bagna i stawy. Wielu utonęło, a resztę wzięto do niewoli, uwolniono przy okazji setki brańców.
Gdybyż tak hetman szybciej dotarł pod Radruż, być może wójtowa Dubniewiczowa uniknęłaby niewoli tureckiej.


Tymczasem piękna Maria trafiła wraz z innymi na targ niewolników w Kamieńcu, gdzie została sprzedana. Niechlubnym zajęciem parali się ormiańscy i żydowscy kupcy, brańcy traktowani byli jak bydło. Oglądano stan zębów, czy nie posiadają jakichś ułomności, zatem trzeba było obnażyć się przed kupującymi ... niewolnik musiał być zdrowy, silny, wtedy można było zażądać wyższej ceny.
Maria już jako niewolnica ruszyła w dalszą drogę, która wiodła przez Jassy, Cecorę, przeprawa przez Dunaj, potem w Babadag postój. Tutaj był pochowany baba Sołtyk baj, święty wojownik muzułmański.
Potem wybrzeżem Morza Czarnego, przez Bułgarię aż dotarli do Konstantynopola.
1200km drogi, 2-3 miesiące wędrówki ... tutaj Maria została sprzedana ponownie tureckiemu dostojnikowi.


Branki z terenów dawnej Rzeczypospolitej to było typowe zjawisko w tamtych czasach.
Pamiętna żona osmańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego, piękna Rusinka Aleksandra Lisowska, zwana Roksolaną lub Hurrem Sultana, była jedyną i ukochaną żoną tego wybitnego władcy /niczym Marysieńka dla Jana III Sobieskiego/.


Ofiarowana sułtanowi w 1520 roku, zmarła przed Sulejmanem w 1558 roku, obdarzając go 5 synami i córką.


Z historii życia pięknej Rusinki Maria wyciągnęła dla siebie nauki:
aby przetrwać realia tureckiego haremu, należało podjąć ostrą walkę o względy władcy-męża, trzeba było zapomnieć "imię,wiarę, ojczyznę, matkę", i w tym wypadku "męża".
Marii udało się przetrwać, haremowe intrygi, pasza na łożu śmierci obdarował ją glejtem, pozwalającym na powrót do kraju.
Z kolei fakty historyczne mówią, że wraz ze śmiercią swego pana niewolnica niejako automatycznie uzyskiwała wolność, ale to przecież ładniej brzmi, że na łożu śmierci, że łaskawie pozwolił, darował wolność ...
Maria Dubniewiczowa zdecydowała się wrócić do kraju po 27 latach tureckiej niewoli.
Obdarowana kosztownościami, ukryła je w wydrążonym dyszlu chłopskiego wozu i w przebraniu, w łachmanach wróciła do Radruża.


Inna wersja legendy mówi, że wróciła w złotej karocy, a za przywiezione kosztowności odbudowała cerkiew. Ponoć przywiozła ze sobą złotą figurkę Matki Boskiej, którą można było podziwiać w cerkwi do ostatniej wojny.


Jakie mogło być spotkanie z mężem? przecież upłynęły prawie 3 dekady, czy rozpoznał wójt w starej żebraczce w łachmanach swoją Marię?
Nie za bardzo.
Dopiero wspólna tajemnica, kontrakt ślubny, ukryty w starej lipie, pozwolił rozpoznać się małżonkom.
Ale życie nie stało w miejscu. Wójt już dawno uznał żonę za zmarłą i ożenił się ponownie z Katarzyną.
Idąc tropem dat zachowanych na płycie nagrobnej Katarzyny, czyli drugiej żony wójta, co niektórzy mówią, że Katarzyna szczęśliwie zmarła przed powrotem Marii, i że to Maria ufundowała Katarzynie tę płytę ...


Napis na płycie, położonej przy prezbiterium cerkwi, mówi:

"Tu położone jest ciało sławetnie urodzonej Jekateriny Iliaszowej Dubniewiczowej wójtowej radruskiej odeszłej od życia udręki roku 1682 miesiąca marca dnia 20 przeżywszy dotąd lat 24 i miesięcy 4 do Pana odchodzi Amen"


Ale inni, nie zważając na daty powiadają, że ... i owszem, żyła, i resztę życia spędzili razem w trójkę, wójt z żonami, Marią i Katarzyną.
Co do Marii, doświadczonej w tureckim haremie, nie było to chyba niczym nadzwyczajnym.
Natomiast wójt, jak głosi opowieść, kazał się pochować pod drzwiami cerkwi, za grzech posiadania dwóch żon.

Legenda ma swoje odbicie w faktach historycznych.
W Archiwum Państwowym w Przemyślu, w aktach cerkiewnych zapisano starocerkiewnosłowiańskim językiem w "Krótkiej historyi o kobicie z więzienia Tatarów przybyłej":
... Kronika sławetnie urodzonego sługi bożego Eljasza Dubniewicza i żony jego Marii, która wzięta do Kamieńca Podolskiego w 1672 roku do niewoli tureckiej do Konstantynopola wywieziona i sprzedana, przebywała przez lat 27 i dzięki Miłosiernemu Bogu powrócona do ojczyzny swojej w roku pańskim 1699 ...

Z legendy wynika, że wójt miał na imię Eliasz, i zresztą tym mianem posługują się w różnych opracowaniach ... Maria, żona wójta Eliasza,  Katarzyna Eliaszowa ....
Z kolei w opracowaniu p. Jarosława Giemzy nt. Malowidła ścienne jako element wystroju drewnianych cerkwi w XVII wieku z łańcuckiego muzeum przeczytałam, że: ... Bazyli Dubniewicz /wójt zmarły w 1699/ ożeniony przed 1652 rokiem z Marią, córką Michała /porwaną w 1672 roku przez Tatarów/. Ich pierworodnym synem był Eljasz /wójt/ żonaty z Katarzyną, zmarłą w 1682 roku w wieku 24 lat, młodszym synem był Szczepan ...
Tak więc chronologia wg zapisków ksiąg cerkiewnych, przechowywanych w Muzeum w Łańcucie, sobie, zapiski w Archiwum sobie, a legenda żyje swoim życiem:-)
No chyba, że ja coś mylnie zinterpretowałam, ale czy to ważne:-)  historycy na pewno wiedzą ... dla mnie legenda jest ważna:-)
Ktoś coś dodał, ktoś ubarwił, ktoś przemieszał fakty, daty ... i wyszła piękna legenda:-)
Miejsce wyjątkowe, cerkiew w Radrużu pamięta czasy Jana III Sobieskiego, jeśli Wasze drogi zawiodą Was w te strony,. koniecznie ją odwiedźcie.

Z tych czasów pochodzi także inna opowieść z pobliskich stron. To opowieść Kaśki Kolasy, wiejskiej dziewczyny z Morawska spod Jarosławia, co w jasyr na Krym została wzięta i wróciła do swej rodzinnej wsi po 5 latach. Co widziała i przeżyła, opowiedziała księdzu z Chłopic, który zamieścił tę historię w kronice kościelnej.

Na początku wspomniałam o Cieszanowie, o hetmanie Janie III Sobieskim.
Bitwa z Tatarami odbyła się 7 października 1672 roku, zdarzenie to upamiętnia pomnik, ufundowany przez mieszkańców w 1883 roku, w 200 lecie odsieczy wiedeńskiej.
Pozwoliłam sobie wykorzystać zdjęcia ze strony sobieskilubaczow, wykonane przez T.Późniaka ... moja gmina, niedaleko dom rodzinny, a ja nie mam własnego zdjęcia pomnika Sobieskiego z Cieszanowa:-)


Pomnik w kształcie obelisku ... wieńczy go krzyż wsparty na kuli z księżycem ...



... dwa medaliony ... na pierwszym herb Rzeczypospolitej Trojga Narodów Polski, Litwy i Rusi ... na drugim król Jan III Sobieski ...



... po bokach dwie tablice, jedna w języku ukraińskim z naleciałościami rosyjskimi tzw. jazyczije; druga w języku polskim. Mała pomyłka na tablicy, z której wynika, że bitwę wydano dzień wcześniej ... ale co innego mnie zastanawia ... słowo "jassyr" ...
Encyklopedia staropolska podaje, że to niewola tatarska, turecka, wszystko zgadza się, ale ta nazwa bardzo kojarzy mi się z miejscowością Jassy /obecna Rumunia/ na szlaku niewolniczym brańców tatarskich, prowadzącym do Konstantynopola ... to są tylko moje luźne dywagacje:-)
Z XVII-wieczną historią Cieszanowa wiąże się też czczony w miejscowym kościele obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, która w swym wizerunku chroniła ludność w ciężkich czasach najazdów tatarskich. Wedle lokalnych przekazów, odnotowanych przez Tomasza Roga, pomogła jednej z mieszczanek, uprowadzonej w "jassyr", wrócić szczęśliwie z niewoli tureckiej.
Moje bliskie strony, moje rodzinne strony, a dopiero teraz odkrywam tyle historii:-) pewnie dopiero dorosłam:-)


I to by było na tyle.
Jak jeszcze coś ciekawego wyszperam, to nie omieszkam podzielić się z Wami:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że nie zanudziłam, pa!






16 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Niesamowita historia; świetny materiał na film. Wyobrażam sobie, ile szperałaś w poszukiwaniu informacji...
A dlaczego posiadanie dwóch żon miałoby być grzechem? Jeśli obie panie się nie lubiły, to takie piekło sprawiły mężowi, że raj po prostu się mu należał, a jeśli obie uszczęśliwił, to właśnie za tę sztukę powinien do raju trafić. :-)
Jak widzę, Mario, hodowla sopli ma się dobrze.

Beskidnick pisze...

Barwnie i ciekawie.
Ztymi powrotami to historia powtórzyła się 200 lat później, gdy z Syberii wracały kobiety,często z dziećmi nie swoich mężów, do mężów którzy mieli już inne żony. Podręczniki i atlasy historyków zazwyczaj nie uwzględniają zwykłych ludzkich dramatów.

Aleksandra I. pisze...

Ciekawe historie, jak świat światem różne historie ludzkie splatają się. Jedne szczęśliwe inne mniej. Nigdy nie jest za późno poznawać dzieje najbliższych stron. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...


Witaj.Pięknie piszesz,bardzo lubię Twoje wycieczki jestem z Przemyśla ale od 30 lat mieszkam w Łodzi więc tym bardziej chłonę twoje wojaże.Pozdrawiam serdecznie Wanda.Będę tutaj często zaglądać.

Bylinowy Pan pisze...

Żeby dalej pociągnąć zajmującą opowieść dopowiem o obelisku pomnika, który kształtem przypomina więżę minaretu przy muzułmańskim meczecie... i tak ja to widzę, zachwycając się wyszperanym materiałem, uwiecznionym w tekście postu.
Rozmarzyłam się jakbym czytała baśń o miłości Dwojga..
Szperaj Marysiu, szperaj.

MagdaSL pisze...

Z ciekawostek można jeszcze dodać, że cerkiew w Radrużu jest jedną z najstarszych w Polsce. Została zbudowana bez gwoździ, a 21 czerwca 2013 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

mania pisze...

Maryniu a wpadło w Twoje ręce obszerne dzieło Pana Giemzy "Cerkwie i ikony Łemkowszczyzny"? Fascynująca lektura. Miałam okazję być na spotkaniu autorskim, to prawdziwy pasjonat.
Pozdrawiam serdecznie

wkraj pisze...

Ciekawa historia, pogmatwane bywają losy ludzi, zwłaszcza w wojennych czasach. Ile w legendzie prawdy, obecnie trudno dociec, ale takie przekazy sprawiają, że chcemy odwiedzić miejsca, o których opowiadają.
Kolejna ciekawa wycieczka.
Pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Fascynująca historia! Pokazuje ogromną siłę kobiety.

Pellegrina pisze...

Jakie zajmujące historie wyszperałaś, i legendy i opowieści i fakty i materialne potwierdzenia. Czyta sie ksiązki o takich historiach ale co innego widzieć te tablice, płyty, medaliony ....

Ewelina pisze...

Czytam, chłonę i podziwiam. Rodzina męża pochodzi z Zamościa - nigdy tam nie byłam. Chłopcy też chcieliby pojechać. Coraz bardziej kształtuje się wizja wakacji jednak w Waszych okolicach, a i stamtąd bliżej w Bieszczady...Zaczynam już zbierać informacje na temat noclegów. rok bez wyjazdów to rok stracony. Nie można więc do tego dopuścić. Pisz więc proszę więcej i więcej - może uda się nam pójść Twoimi śladami. Pozdrawiam i życzę spokojnego tygodnia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysztof, i mielibyśmy nasze własne "wspaniałe stulecie":-) szukałam, każde źródło dodaje co innego, można sklecić całość; ależ sobie to doskonale wytłumaczyłeś, niby racja, a jednak wolę być sama w małżeństwie:-) sopli już nie ma, za bardzo obciążały rynnę, szkoda; pozdrawiam.

Maciej, aha, tak było, choćby po lekturze M.Nurowskiej, na podstawie której nakręcono "Matki, żony i kochanki"; wojna niesie nieszczęście dla ludności cywilnej, politycy bawią się w wojnę w zaciszach gabinetów, śląc na wojnę młode życia; pozdrawiam.

Aleksandra, od dziecka pamiętam ten pomnik Sobieskiego, a dopiero teraz rozczytałam się w historii:-) coś w tej legendzie z prawdy jest, choćby tylko porwanie i powrót z jasyru, reszta to ubarwione tło; pozdrawiam.

Wanda, dzięki za dobre słowo, cieszę się, że mogę choć trochę przybliżyć Ci rodzinne strony, bo i nawet Roztocze niedalekie Przemyśla; zaglądasz czasem do swojego miasta? pozdrawiam.

Ania, bardzo trafna uwaga, jak wieża meczetu, i ten półksiężyc:-) widzisz, jakie ciekawostki w pobliżu nas? tylko szukać i zwiedzać; pozdrawiam.

Magda, dzięki za uzupełnienie, myślę, że choć parę osób "skaperujemy" do odwiedzenia Roztocza Południowego; pozdrawiam.

Mania, nie, nie czytałam tego dzieła, tylko w necie znalazłam opracowanie nt. cerkwi XVII-wiecznych; ale będę się rozglądać, może gdzieś dostanę wymienioną przez Ciebie książkę; spotkanie autorskie, to prawdziwa okazja, aby poznać tak ciekawych ludzi; pozdrawiam.

Wkraju, wiesz, że Roztocze czeka na Ciebie od dawna:-) mimo, że kilkanaście lat temu byłeś tu; mamy niedaleko, więc bywamy, jak często się da, czasami nawet kosztem Pogórza; pozdrawiam.

Ania, mnie też bardzo zaintrygowała ta historia; prawdę napisał powyżej Maciej Beskidnick; pozdrawiam.

Krystynko, dla mnie to taka prawdziwa legenda, bo skoro w jakiejkolwiek formie wspominają o niej zapiski historyczne; nie mniej jednak smutna to historia Marii, siłą oderwana od męża, dzieci, rzucona w obcy kraj, do tego jeszcze do haremu; osobliwe to uczucie widzieć te kamienne tablice, mieć świadomość tyluletniej historii, miejsce zupełnie wyjątkowe; pozdrawiam.

Ewelina, kuszę Cię, kuszę, tym południowym wschodem, można mieć piękną wycieczkę, i do rodziny, i w miejsca interesujące, zjechać w dół, choćby w Bieszczady, piszę, może jakiś plan wakacyjny Ci się wyklaruje:-) pozdrawiam.

BasiaW pisze...

Dziękuję Ci Marysiu za te dywagacje i legendy. Moja bujna wyobraźnia stworzyła wiele obrazów. Myślę, że wolałabym umrzeć niż iść w taką niewolę- jednak lepiej nie mieć urody!!!
W Radrużu byłam, cerkiew i cmentarz mnie oczarowały, dałam wówczas posta, ale to już dawno było i znów chciałabym tam wrócić.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basia, tak i przed moimi oczami przewijał się swoisty film z Marią w roli głównej; pewnie i o moją wieś Tatarzy zahaczyli, bo ona leży w odległości tylko 7km od Cieszanowa:-) w pobliskim Horyńcu Zdroju jest sanatorium dla rolników, mam wielką ochotę kiedyś w przyszłości skorzystać z niego, jako że mam status rolniczki, będą mnie okładać błotkiem borowinowym, będę pić wodę śmierdzącą zgniłymi jajami, i dużo wędrować po okolicy:-) ot! marzenia; pozdrawiam.

♥ Łucja-Maria ♥ pisze...

Jestem pod wrażeniem Twojego świetnie opracowanego postu.
Najpierw oglądałam zdjęcia ślicznej cerkiewki. Świątynie prawosławne to moja wielka miłość. Niestety, tej nie znałam. Mam nadzieję, że kiedyś ją zobaczę.
Nie znałam takich szczegółów z życia pięknej Marii. Wiedziałam, że była ukochaną, piękną żoną Sulejmana Wspaniałego.
Serdecznie pozdrawiam:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Łucja-Maria, Takie ciekawe historie w zasięgu ręki:-) cerkiewki u nas raczej grecko-katolickie, ale równie urokliwe jak prawosławne; Radruż to wyjątkowe miejsce, o każdej porze; pozdrawiam.