środa, 7 listopada 2018

W listopadowych klimatach pozostając ...

... chciałam Was zabrać na spacer po Roztoczu Wschodnim.
W drodze do Horyńca, w miejscowości Basznia Dolna trzeba odbić w prawo do Baszni Górnej i po krótkim czasie znajdziemy się w Podlesiu.
Musimy się cofnąć wiele lat wstecz, aby poznać historię tej miejscowości, bo kiedyś wcale nie nazywała się Podlesie tylko Reichau.
W 1783 roku, po I rozbiorze Polski, w trakcie tzw. kolonizacji józefińskiej osiedlono tutaj kolonistów z Niemiec północnych , którzy byli ewangelikami. Zresztą nie tylko wokół Lubaczowa powstawały takie osady, także na Pogórzu Przemyskim, w Małopolsce, a także w ukraińskich Karpatach spotkaliśmy się z podobną historią, w miejscowości Ust Czorna.
Akcję osadniczą w zaborze zainicjowała Maria Teresa, a potem na szeroką skalę jej syn Józef II Habsburg. Głównym celem całej akcji było przyjście krajowi z pomocą w podniesieniu gospodarki, rzemiosła.
Po niemieckich osadnikach pozostał cmentarz, inny niż do jakich przywykliśmy na Roztoczu, a także zbór i pastorówka, a sami osadnicy wyjechali stąd do Niemiec pod koniec II wojny.
Nagrobki wykuto w pracowniach bruśnieńskich kamieniarzy, tylko z niemieckimi napisami.
Niektóre w kształcie ewangelickich obelisków, inne typowe dla tej okolicy, jak na cmentarzu grecko-katolickim. Są też stare krzyże maltańskie, a także jeden wyjątkowy, w kształcie jakby grzyba.
Powtarzające się nazwiska to Matern, Baffi, Kaufmann, Ursel, Jaki.
Zwróciliśmy uwagę, że w w XIX wieku ludzie wcale nie żyli długo.









I ten zastanawiający w formie nagrobek-grzyb ... bez żadnej inskrypcji ...


Podobne, choć o wiele mniejsze nagrobki spotkamy na cmentarzu w Bruśnie Nowym, w kształcie jakby strzałek ... i jeszcze w Dąbkowie ...


Skąd takie nagrobki, które poza tymi trzema miejscowościami na Lubaczowszczyźnie nie występują nigdzie?
Otóż Damian Nowak ze strony Moja Galicja przypuszcza, że mieszkali tu ewangelicy reformowani /kalwini, helweci/, a wg doktryny kalwińskiej wyłączono z użycia artefakty i symbole religijne, w tym krzyż. Dlatego na tym terenie wypracowano takie oto nagrobki zamiast w kształcie krzyża.
Najbliższą analogię do takiego kształtu nagrobka można znaleźć aż nad Cisą, na pograniczu węgiersko-ukraińskim w miejscowości  Szatmarcseke.
Na istniejącym od XVIII wieku cmentarzu kalwińskim znajdują się drewniane nagrobki w kształcie czółen wbitych w ziemię.
Strzeliście zakończone, trójkątne zwieńczenia jednoznacznie kojarzą nam się z nagrobkami z roztoczańskich ewangelickich cmentarzy ...


zdjęcie www.trover.com
Na tym roztoczańskim cmentarzu znajduje się również mogiła upamiętniająca pomordowanych przez UPA mieszkańców Baszni Górnej i Podlesia ...



Wracaliśmy z Podlesia przez Horyniec, aby kupić tam przepyszny chleb:-)
Wstąpiliśmy jeszcze do Gorajca, gdzie znajduje się cerkiew pw. Narodzenia NMP z XVI wieku, należąca do najstarszych obiektów drewnianego budownictwa cerkiewnego, podobnie jak cerkiew w Radrużu,  a na Ukrainie w Potyliczu czy Woli Wysockiej.
Jej historia jest o tyle ciekawa, że datowano ją na połowę XVIII w., tym samym nie wzbudzała większego zainteresowania aż do lat 90-tych XX wieku. Badania przeprowadzone podczas remontu, a zwłaszcza odkrycie pierwotnych polichromii wykazały wiek o 200 lat starszy:-)


I jeszcze po drodze napis na desce: Do kaplicy NMP ... skierowaliśmy się w urokliwą drogę między domami, potem polami, lasem i nieoczekiwanie znaleźliśmy kolejną kapliczkę "na wodzie". Na skraju lasu jakieś stare fundamenty, piwnice ... stare mapy mówią, że znajdowała się tu gajówka.
Historia kapliczki sięga 1906 roku, kiedy to w niedzielę 13 maja dwóm dziewczynkom objawiła się Matka Boska.



Pod kapliczką błyszczy lustro wody potoku Łówczanka  ...


Mili moi, stąd już jest tak niedaleko do mojego domu rodzinnego:-)
Tyle czasu upłynęło, a ja dopiero teraz dowiaduję się o takich lokalnych ciekawostkach ... ech, te internety:-)
Cała rzecz zdarzyła się w majątku barona Hugo Wattmana z Rudy Różanieckiej, postać znana mi o tyle, że również w naszej wsi posiadał on rozległy majątek, który potem podarował córce i zięciowi Avenariusowi.
Zbudowany w lesie tuż przed wojną pałac nie został nigdy zasiedlony, bo został spalony. Ruina straszyła przez wiele lat, chodziliśmy tam na wycieczki szkolne "na pałac":-) Dopiero kilka lat temu odbudowano obiekt i znajduje się tam zakład opiekuńczy ... chociaż tyle, że nie poszedł w rozsypkę jak wiele innych.

A to drewniana rzeźba naprzeciwko wjazdu do agroturystyki "Chutor Gorajec", tuż przy cerkwi.

Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!

11 komentarzy:

Bylinowy Pan pisze...

Powtórzę sie pisząc, że kronikujesz swoje życie z wielką starannością, pokazując ważny dla siebie aspekt lokalnych ciekawostek, regionalnych atrakcji, historii.
Nasze województwo to nie jałowa pustynia LECZ MIEJSCA O OLBRZYMIM POTENCJALE.Tchnęłaś w nie życie. Widac wielokulturowość i jej bolesne, nie do końca zabliźnione rany.
Kiedy życie pędzi, jedni żyją galeriami, inni 1509 odcinkiem serialu, Ty budujesz drzewa genealogiczne, grzebiesz w przeszłości. To wciagajace, trwa i ciagle chce sie więcej. Budujesz nasze tożsamości. Podsuwasz smaczne 'kąski'.

grazyna pisze...

Jakie ciekawe te nagrobki, jaka roznorodnosc..tez lubie po cmentarzach sie szwedac...najbardziej spodobaly mi sie te czolna. No i ta choragiewka kanadyjska tez ciekawa, ktos przyjecal z daleka na ten grob. pozdawiam serdecznie Marysiu!

wkraj pisze...

A u Ciebie znów wiele ciekawych historii. Gdzie nie pojedziesz to coś nowego nam pokazujesz. Zagadkowe są te groby bez krzyży. Twoja teoria ich pochodzenia wydaje mi się słuszna, a strzałki czy czółna kierują nas w jedynym słusznym kierunku - ku niebu.
Pozdrawiam.

Maciej Beskidnick pisze...

Ale bogate tereny.
Szczerze mówiąc nigdy o wielu rzeczach i których piszesz nie słyszałem.
W okolicach Tarnowa, ślady po protestantach zostały zatarte.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, o, tak, to swoisty pamiętnik:-) czasami pamięć zawodzi, więc sięgam do tych zapisków, wyszukuję i mam jak na dłoni, daty, przepisy, nazwiska, sytuacje; to się chyba nazywa "lokalny patriotyzm", może "nasze małe ojczyzny" albo po prostu "chłopska dusza"; Roztocze Wschodnie kryje wiele ciekawostek, nie dla każdego atrakcyjnych, bo nie są to miejsca modne, głośne, zabawowe, ale kto szuka ciszy, spokoju, zagubionych cerkiewek czy cmentarzy wśród przepastnych lasów - znajdzie je tutaj; dlatego tak chętnie odwiedzamy tę krainę i chyba już kiedyś napisałam, że po Pogórzu to moja najulubieńsza kraina; uwielbiam pamiętniki, stare mapy sprzed wojny, kiedy jeszcze granica nie przecięła kawałka Polski; odszukuję dawne miejscowości, folwarki, gajówki, przysiółki, nazwy gdzieś tam kołaczą w pamięci z opowieści; podsuwam "kąski", a jakże, może zapachnie i Tobie:-) pozdrawiam.

Grażyna, roztoczańskie cmentarze są specyficzne, bo kamieniarka bruśnieńska rozsławiła je szeroko; często są to miejsca zagubione w lesie, gdzie już prawie nie ma śladu po wsi, pojedyncze krzyże przy dawnych wiejskich drogach; to odkrywanie ma w sobie tajemnicę, odczytywanie zatartych napisów w cyrylicy, dat, nazwisk fundatorów, intencji; też nas zaciekawiła kanadyjska chorągiewka, a drewniany krzyż jakby stał tu od samego początku, stareńki, nadpróchniały, trzeba by zapytać w lubaczowskim muzeum, może coś wiedzą na ten temat; pozdrawiam.

Wkraju, a to bardzo blisko od nas; te "strzałkowe" kamienne nagrobki widziałam już wcześniej, ale nawet nie zastanawiałam się, dlaczego one takie w formie; dopiero grzebanie w sieci przyniosło jakieś rezultaty:-) już mam ochotę odwiedzić Szatmarcseke, trzeba niedaleko odbić do tej miejscowości od drogi, gdzie przekraczamy granice z Rumunią; dobry kierunek - ku niebu:-) pozdrawiam.

Maciej, pewnie jeszcze wiele do odkrycia; widzisz, człowiek mieszkał całkiem niedaleko i nie miał nawet pojęcia o niektórych ciekawostkach; może dopiero teraz dorosłam do ich zgłębiania:-) Roztocze Wschodnie jest niezwykłe, a ile szlaków rowerowych, i green velo tędy prowadzi:-) pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Przytaknę Bylinowemu Panu, dodając znaną prawdę: człowiek nie znający historii swojej ziemi i jej mieszkańców jest jak drzewo bez korzeni. Ty, Mario, umacniasz swoje więzi i jeszcze dzielisz się nimi z czytelnikami bloga.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysztof, a wiesz, że Bylinowy Pan, to moja serdeczna znajoma Ania, poznana właśnie przez bloga:-) pokazuję odwiedzane przez nas krainy, ale przez pryzmat moich własnych odczuć, wrażeń; nie każdy znajdzie tu miejsce dla siebie, zdaje mi się, że ja taka bardziej siermiężna, chłopska, bardziej ku naturze, a świat pędzi gdzieś obok, wcale nie zazębiając się o moje wrażenia:-) pozdrawiam.

mania pisze...

A mnie się wydawało, ze po cmentarzu w Sapancie nic mnie nie zdziwi a tu proszę. Zawsze się od Ciebie dowiaduję czegoś ciekawego.
Serdeczności

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mania, wielokrotnie widywaliśmy na cmentarzy w Bruśnie Nowym te nagrobki "strzałki", a dopiero teraz odkryłam ich pochodzenie w internecie; ciekawostki, to prawda, dla mnie też; a Sapanta ... dla mnie to odrębny rodzaj cmentarza, byliśmy już ze trzy razy i jeszcze nie mamy dość; pozdrawiam.

Ania pisze...

Niesamowicie ciekawe są Twoje Okolice. Ocieram się dzięki Tobie o historię tych ziem, tak okrutną czasami, i powtarzam sobie : niech to się nie wróci.
Przepiękne te drewniane nagrobki. Taka ciekawa odmienność. I czemu niektórym tak się to nie podoba ? Jeszcze mam w oczach i uszach te szczekające hasła neofaszystów, którzy chętnie rzucą się "innym" do gardła. Nienawistni frustraci ( to reminiscencje 11.Listopada).

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, w historii najbardziej wkurzające jest to, że ludzie żyją sobie spokojnie, a ponad ich głowami politycy podają sobie ręce, kupczą, dowolnie przesuwają granice, a młodych chłopców wysyłają na pewną śmierć; dla mnie to są ciekawe rzeczy, obserwuję też z zainteresowaniem inne wiary, obrzędy, co w nich ważne; jeden Bóg, a tyle odłamów na przestrzeni wieków, kwestia wpływów, a co za tym idzie i kasy, tak to sobie tłumaczę; pozdrawiam.