wtorek, 14 września 2021

Wodospady, wąwozy, twierdze ... kilka dni w sercu Siedmiogrodu ...

 Na jesienny wyjazd wybraliśmy się zaraz po powrocie naszej młodzieży z urlopu. Dzieciaki miały frajdę z wypluskania się w ciepłych wodach spokojnych zatoczek na jednej z chorwackich wysp, rodzice troszkę odpoczęli, więc przyszła kolej na dziadków. My to jak zwykle tradycyjnie do Rumunii, która ciągle odkrywa przed nami swoje tajemnice, ale i też chętnie wracamy na stare ścieżki z początkowych wyjazdów, bo zauważalne zmiany wkraczają w szybkim tempie. Niezmienny przymus covidowego tranzytu przez Węgry i Słowację dalej wkurza podróżnych, bo zmusza, przynajmniej nas, do niepotrzebnego nadkładania drogi, nie mówiąc już o stracie czasu. 

Wyjechaliśmy bardzo zimną, rozgwieżdżoną nocą, ale budzący się dzień z każdym kilometrem na południe przynosił też upragnione ciepło. Jazda autostradą nie jest ciekawa, wręcz nudna, na środkowym pasie wysuszonej, pożółkłej zieleni zauważyłam pojawiające się coraz częściej kępki kwitnących na fioletowo roślin. Ale kiedy spojrzałam na łąki obok, również były fioletowe ... to zatrwian w naturalnym środowisku na Węgrzech. 

Zawsze chętnie zatrzymujemy się po drodze do celu, bo raz, że trzeba rozprostować kości, coś przekąsić, a także mija się różne atrakcje, które przy okazji można zobaczyć. Tym razem zjechaliśmy z głównej drogi za Oradeą, do wioski Vadu Crisului położoną nad rzeką Szybki Keresz. 

Ciekawa turystycznie wioska, bo oferuje spływy raffingowe, jest wiele jaskiń, a także trasy z ferratami. Mijaliśmy wielu turystów wyposażonych w kaski, uprzęże, już schodzących  z gór Padurea Craiului, co oznacza Królewski Las, my wybraliśmy trasę nad brzegiem rzeki do wodospadu. Przyjemnie zanurzyć się w chłodny cień lasu, dodatkowo rzeka dostarczała ochłody, woda wartko szumiała po kamieniach. Po drugiej stronie przebiegają tory, przejeżdżają pociągi osobowe relacji Oradea-Cluj, a ponieważ prowadzi po nich szlak, maszynista daje sygnały ostrzegawcze co chwilę. Nawet chcieliśmy iść tymi torami, ale napotkani młodzi ludzie skierowali nas na most i na drugą stronę rzeki, właśnie na ścieżkę. I przyjemniej się idzie, i dociera się bezpośrednio do wodospadu, a nie patrzy z drugiego brzegu rzeki.


Z położonej wyżej jaskini wypływa potok i spada ze ściany, pyląc drobniutka mgiełką. U podnóża wodospadu utworzył się głęboki basen, potem woda spływa po kamieniach do rzeki, która tutaj utworzyła sporą głębię.




Po drodze jeszcze wioska o nazwie Bologa, a w niej ruiny średniowiecznej twierdzy, pięknie położonej na wzgórzu, odremontowanej i udostępnionej do zwiedzania. W pobliżu ślady warownego rzymskiego obozu, zbudowanego przez legionistów w 106 roku n.e. jako garnizon II kohorty "Hispanorum", jak podaje wiki, a także łaźnia rzymska. Już nie chodzi o te mizerne czasami ślady, resztki fundamentów czy kamieni, ale o czas historyczny, jakiego dotyczą.








Jeszcze przejazd przez miasto Huedin, w którym krzyżują się trasy na wszystkie strony świata, ale ciekawe ze względu na udziwnione pałace baronów cygańskich, niektóre puste od lat, niektóre niedokończone, a zamieszkałe. Tyle tych budowli, czyżby i baronów było tak dużo? prawdopodobnie budowane są bez pozwoleń, nadzoru budowlanego, a każdy właściciel kieruje się swoją nieogarnioną, nieograniczoną fantazją, istne pomieszanie z poplątaniem:-)

 




Przyjemnie jedzie się autostradą Transilvana, ona doprowadzi nas w pobliże miejsca naszego pobytu,  na kemping Cheile Turzii, czyli po raz kolejny wąwóz Turda:-)


Przyjechaliśmy w ciemno, nie wiedząc, czy będzie dla nas i dla namiotu miejsce, jeśli nie, zanocujemy w pobliżu na dziko.

C.D.N.

Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!





17 komentarzy:

Aleksandra I. pisze...

Wyobrażam sobie, że czeka mnie wirtualna ciekawa przygoda. Dobrze się zaczyna. Chociaż te koszmarki w postaci "pałaców" są porażające. Jedynie natura nie zawodzi. Te skalne urwiska wyglądają imponująco. Czekam na ciąg dalszy tej Waszej Przygody. Pozdrawiam serdecznie.

Lidka pisze...

Swego czasu takie cygańskie pałace stały w okolicach Zgierza :) teraz strasza :(
Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek :)

Krzysztof Gdula pisze...

Zdjęcia, zwłaszcza ostatnie, zapowiadają ciekawe dni. Mario, a jak się porozumieć z tubylcami? Jak sobie radzicie?
Gargamelki są… hmm, prawie ładne :-)

Szymon Szympatyczny pisze...

Pomyśleć, że Rumunia to był nasz sąsiad. Mieliśmy wspólną granicę. I komu to przeszkadzało? Gdyby był jak kiedyś to jedziemy do Siedmiogrodu bez tranzytu. Chętnie bym odwiedził to miejsce szczególnie dla tamtejszych sadów rokitnikowych. Ponoć olej z rokitnika i same owoce oraz ich przetwory są bardzo zdrowe a region z nich słynie.
Pozdrawiam. ;)

jotka pisze...

O, to wybraliście się trasą podobną, jak córka znajomej. I tez takie zachwyty były i zdjęcia wspaniałe. Zachęcasz nimi do podróżowania w tamte strony.
Nie przypuszczałam, że w Rumunii jest tak pięknie! Tylko trochę daleko...

AgataZinkiewicz pisze...

Jo matulu... Jakie piękności... Aż się chce tam być... Ja już planuje następne wakacje tym razem z dzieciakami i to na dziko...my z lasu to i w takich miejscach nie strasnzo nam będzie spać... No cudowne miejsce... Ten wodospad... Wow... Chcę więcej. Pozdrawiam.

wkraj pisze...

Takie krajobrazy to miód na moje serce, a ten wodospad normalnie cudo. Pamiętam jak przejeżdżaliśmy przez Rumunię to też spotkaliśmy całą miejscowość z takimi pałacami, może to ta sama? Czekam na dalszą relację z rumuńskiej przygody. Pozdrawiam serdecznie :)

Olga Jawor pisze...

Przepięknie,Marysiu! Swiat jest i będzie bajecznie urokliwy, niezaleznie od tego, co wyprawia ludzkosć. I właściwie wcale ta Rumunia nie tak daleko (no oczywiscie, gdyby nie ten wydłużony sztucznie przejazd). Miejmy nadzieję, że gdy świat wróci w końcu do normalności (o ile wróci!), to skrócą sie te odległości i te cudne krainy staną sie dostepne dla wszystkich chętnych.
Z przyjemnościa obejrzałam Wasze zdjęcia z wyprawy!:-)
Pozdrawiam Cie serdecznie, sąsiadko zza rzeki!:-)

grazyna pisze...

Zamilkłaś więc podejrzewałam , że pognało cię do Rumunii, a gdzieżby indziej...dzięki temu, ze musieliście jechać bardziej uczęszczanymi drogami to niektórymi drogami i ja jechałam komercyjnymi wyjazdami, a te pałace Romów to na pewno widziałam i dziwiłam się niezmiernie ich fantazją i tym ,że często nie stało pieniędzy by je wykończyć, Tak..Rumunia ciągle ma tyle atrakcji do zobaczenia, że też z chęcią bym tam wróciła. Zachwyciły mnie te pola dzikich zatrwianów...czekam na dalsze relacje...i ściskam serdecznie

kobieta w pewnym wieku pisze...

Jeszcze nigdy nie byłam w Rumunii. Jeśli się tam wybiorę, a mam jeszcze taką nadzieję, to pewnie będą powszechnie znane miejsca, dlatego miło się dowiedzieć czegoś innego. Takie małe miasteczka , tudzież wsie, mają wiele uroku.

Pellegrina pisze...

A więc znowu Rumunia, Marysiu! I znowu będą cudne góry, piękne wody, dobrzy ludzie i smaczne jedzenie. Mnie te gargamele nie przeszkadzają, bardziej mnie drażnią te klocki piętrowe z płaskimi dachami, nudne i monotonne. Czekam na c.d.n a zwłaszcza to nocowanie na dziko :-)))

Tomasz Gołkowski pisze...

Fajnie zobaczyć nieznane miejsca w tym fascynującym kraju. Tym bardziej że to już kolejny rok, jak nie udaje mi się tam wracać. Popatrz - niby tak blisko ...
Rumunia, to prawdziwe bogactwo kulturowo - historyczno przyrodnicze. Ciekawy jestem, jak sytuacja będzie wyglądać jesienią, czy zmienią się restrykcje? Życzę jak najwięcej takich wypadów.
Pozdrawiam serdecznie
Tomasz

BasiaW pisze...

Ależ te Wasze wypady są interesujące. Czytam z przyjemnością.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ola, przygoda z Rumunią jak zwykle za krótka, ale zawsze uda się coś ciekawego zobaczyć; nie tylko w tej miejscowości są cygańskie pałace, widzieliśmy je i na północy, i na zachodzie kraju; zupełny przerost formy nad treścią, co niektóre rażą w wiejskiej zabudowie; natura jak zawsze niezawodna; pozdrawiam.

Lidka, i co? puste są teraz, zupełnie niezamieszkałe? niektóre jak siedziby korporacji, jak banki z lustrzanymi szybami, a ozdóbek, że głowa mała; niedaleko slumsy romskie, przypadkiem wjechaliśmy w taką dzielnicę, bo most w remoncie, powiem Ci, że strach przejeżdżać; pozdrawiam.

Krzysztof, nie było tych dni za dużo:-) porozumiewamy się z mieszkańcami dziwną mieszanką językową, trochę po niemiecku, trochę po angielsku, no i kilka słów po rumuńsku, zawsze się dogadamy; młodzi ludzie doskonale mówią po angielsku, aż mi wstyd czasami, że tak kaleczymy ten język; no, ale po rosyjsku za to mówimy całkiem dobrze:-) gargamelki niektóre jak chińskie pagody; pozdrawiam.

J.Kosik, a było tak, było; czytam namiętnie wspomnienia z tamtych lat, walki w Karpatach, i przez nasze tereny przechodziły fronty, mnóstwo cmentarzy mamy z I wojny, no i twierdza Przemyśl; najładniejsze sady rokitnikowe spotkaliśmy bardziej na południu, w okolicach "błotnych wulkanów" niedaleko Buzau; przywiozłam sobie torbę owocków, zrobiłam je z miodem, a trochę nasion wysiałam; są już spore sadzonki, prawie w kolano, za jakiś czas będę miała własne zarośla:-) tak, rokitnik jest zdrowy, nazywają go "syberyjskim złotem" pozdrawiam.

Jotka, już kilka razy byliśmy w tamtej okolicy, przy wąwozie Turda, przejazdem albo choć na jedną noc; przyznam, że miałam uprzedzenia, bałam się przy pierwszym wyjeździe, bo słyszy się tyle różnych opinii nieprzychylnych, no i zły mit został obalony, jeździmy tam już chyba od 10 lat:-) i to czasami 2 razy do roku; to piękny kraj, wspaniali ludzie, nigdy nie spotkało nas z ich strony coś złego, zawsze pomocni; pewnie, że niektórych sytuacji trzeba unikać, nie pchać się w niepewne, ale to chyba w każdym kraju; no i nie lubimy dużych miast; pozdrawiam.

Agata, już wracalibyśmy tam z powrotem:-) jeśli z dzieciakami i na dziko, to polecam Poiana Glavoi w górach Apuseni, tam to jest super, woda, owce, góry; obserwowałam węgierską rodzinkę z dzieciakami, mieszkali pod namiotem, myli się w potoku i świetnie się bawili; no i opłat żadnych za pobyt:-) pozdrawiam.

Wkraju, zrobiliśmy błąd, nie chciało nam się wspiąć do jaskini, żeby zobaczyć wypływający stamtąd potok; naprawimy przy najbliższej okazji; tak, to na pewno było Huedin, bo pamiętam, że byliście w kopalni soli w Turdzie:-) pozdrawiam.

Ola, natura nigdy nas nie zawiodła, Karpaty są przepiękne; Rumunia nie jest daleko, tylko teraz trzeba nadkładać ze 250 km bez potrzeby; kiedyś jeździliśmy przez Medzilaborce na Słowacji, bokiem przez Kisvardę na Węgrzech i koło 10 rano byliśmy już w Rumunii, a teraz ledwie późnym popołudniem w tłoku miejskim docieramy do celu; tęsknię za normalnością, właśnie z tego względu, no i boczkiem ruch na drogach mniejszy; pozdrawiam.

Grażyna, to nasz króciutki jesienny wypad, za krótki stanowczo w stosunku do przejechanych kilometrów:-) bardzo zwracają uwagę te cygańskie pałace, i Ty na pewno je widziałaś, bo jechałaś przez Oradeę:-) fantazja w budowie niesamowita, przeładowanie ozdób, wycinane z blachy łuski na dachu, ozdobne rynny, girlandy; w Maramureszu widziałam przeróżne figury, i lwy, i orły, i posągi, o, laboga, wszystko było; byliśmy już tyle razy i jeszcze nam się nie znudziło; marzy mi się wypad południe wiosną, jak zakwitną dzikie piwonie, kosaćce, przeróżne storczyki, no i łany ziół; pozdrawiam.

Ela, najchętniej odwiedzamy miejsca, gdzie nie zawsze docierają wycieczki; ech, mieć jeszcze takie auto ze spaniem w środku, zatrzymać się byle gdzie i bezpiecznie przespać noc, bez obawy o spotkanie niedźwiedziem:-) śliczne są te wioseczki wysoko w górach, przyjaźni mieszkańcy, a miasteczka w Siedmiogrodzie choć mocno zniszczone, przedstawiają bardzo ładną węgierską architekturę; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, jeszcze pewnie długo nie znudzi nam się ten kraj:-) słabo poznaliśmy wschód, więc pewnie następnym razem może przez Ukrainę zjedziemy do Rumunii i zaoszczędzimy sporo kilometrów; oczywiście górami, bo one najbardziej interesujące; gargamelki to lokalny koloryt:-) he, he, nocowanie na dziko miało być, ale nie było:-) pozdrawiam.

Tomasz, masz rację, kraj jest fascynujący; wcale nie tak blisko ta Rumunia, zrobiliśmy prawie 1700 km, a byliśmy tylko w okolicach Turdy, tak daje popalić tranzyt przez oba kraje; nie sądzę, że jesienią czy później coś się zmieni na lepsze, oby nie na gorsze; dzięki i pozdrawiam.

Basia, po prawdzie najbardziej pasuje nam natura, a w Rumunii tyle możliwości, gór, różnych zjawisk geologicznych; wyszukujemy je w necie, w relacjach innych, to prawdziwa kopalnia; pozdrawiam.

Bozena pisze...

Ja mogę tylko westchnąć i cieszyć się z Tobą wyprawą do Rumunii. Los i w tym roku robi mi psikusa, bo też chciałam poznać ten kraj, ale musiałam dopasować. Inne potrzeby, brak czasu itd. Za to z prawdziwą przyjemnością oglądam Rumunię Twoimi oczami. I podoba mi się. Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożena, pozostały miłe wspomnienia, ale już snujemy plany na przyszły rok, gdzie by tu znowu pojechać, w którą część Rumunii; oglądamy sporo filmików na yt, czytamy relacje, tam ciekawostki, których nie ma w przewodnikach; zobaczymy, co przyniesie los, bo ten bywa nieprzewidywalny; polecam, promuję wręcz Rumunię, bo to niezwykły kraj, zapadł nam w serce głęboko ... pojechać gdzie indziej, owszem, ale najchętniej wracamy tu; pozdrawiam.