środa, 3 kwietnia 2024

Nieprzewidziany ciąg zdarzeń, natura w stroikach, podbiałowe żniwa, ruszyły grzyby i ... wiosna na całego:-) ...

Nie wiem, czy można to podciągnąć pod prawo Murphy,ego:-)

W bardzo krótkim czasie dopadły nas awarie ostateczne. Najpierw padła piła spalinowa ... miała prawo, służyła nam prawie 17 lat. Za kilka dni zaczął przeciekać zbiornik ciśnieniowy, wymiana gumowego płaszcza niepewna, już raz próbowaliśmy. W trakcie przycinania żywopłotu odmówiły pracy nożyce elektryczne, zachrobotało w nich i ani się odezwały. Tuż przed świętami padła matryca w tv, naprawa zupełnie nieopłacalna ... popatrzyliśmy po sobie z mężem, co nas jeszcze czeka? - Przestań krakać mówię, lodówka jeszcze młoda, takoż pralka ... Po zimie w ostatnie cieplejsze dni wyczyściłam oczko wodne, napuściłam świeżej wody, zanurzyłam pompkę ... wywaliło korki w całym domu, pompka przestała działać, a więc jeszcze i to:-) Mam nadzieję, że już wykorzystaliśmy przysługujący nam limit awarii:-)

Przed świętami robiłam domowe wędliny, wędzenie na Pogórzu w nowej wędzarni, trochę przeszkadzał zachodni wiatr, musiałam osłaniać palenisko kawałkiem blachy. W prawym rogu zdjęcia widać, jakimi porostami są pokryte nasze stare śliwy. Zbierałam spadłe gałązki, bardzo zresztą dekoracyjne, wygrzebałam trochę mchu spośród trawy i Agnieszka zrobiła świąteczne stroiki. Słoik oklejony gałązkami z porostem, do tego mech, ozdóbki, skręcone w gniazdko gałązki brzozy ...


W Anglii też nam pozazdrościli ...


Mój stroik z roztoczańskiego zbieractwa, opadła kora dębu z brodaczką ... do tego chrobotek z osypanego rowu. Tak, wiem, są pod ochroną częściową, ale nie niszczyłam naturalnych stanowisk ... podniosłam suche z ziemi, można tak?


Tydzień przed świętami zdjęłam osłonę z balotu grzybowego, grzybnia przerosła pięknie słomę na biało. W piątek w otworkach zaczęły pokazywać się maleńkie główki boczniaka, ponacinałam również folię tam, gdzie były skupiska grzybków bez możliwości wydostania się na zewnątrz. 



A w świąteczny poniedziałek ten widok zaskoczył mnie zupełnie:-) nie ma się co dziwić, temperatury letnie, to boczniak wyrwał do przodu.




Myślę, że drewniane kołeczki, schowane w słomie też przerosły już grzybnią i będzie można je przenieść do pni po orzechu włoskim. Jak piszą, takie pnie owocują grzybami kilka lat, a potem rozpadają się w próchno. Pień brzozy zakołkowany i owinięty folią stoi nadal w ciemnym, a ciepłym miejscu i przerasta grzybnią.


Zbieramy podbiał, jest go mnóstwo na żwirowisku przy potoku wypływającym ze stoku Kopystańki. Oprócz podbiału kwitną inne wiosenne kwiaty, aby tylko zdążyć wydać nasiona, zanim liście przysłonią słońce.


Z podbiału i tymianku robię syrop od kaszlu, gotuję razem z wodą, odstawiam, żeby puścił lecznicze śluzy, dodaję miód, a potem pasteryzuję w słoiczkach. Działa wykrztuśnie, przeciwzapalnie, łagodzi kaszel, nawilża gardło, samo dobro, a dzieciom smakuje o wiele lepiej, niż te apteczne mikstury. Sama przekonałam się o jego cudownych właściwościach, kiedy nie mogłam pozbyć się kaszlu po covidzie. Trzeba zbierać go w słońcu, bo kiedy tylko poczuje cień, kwiatki zamykają się. Tak było ostatnim razem, kiedy za późno ruszyliśmy na podbiałowe żniwa:-)



W starym sadzie przekwitła już cebulica dwulistna, niebieskie łany delikatnego kwiecia, znalazłam nawet jedną bladoliliową odmianę.




Teraz królują łany pierwiosnka wyniosłego, zawilce i miodunka, dla pszczół ... no i barwinek przy drodze.





Różnie nas prowadzą drogi na Pogórze, chociaż nie, jadąc tam wybieramy najkrótszą drogę, a powroty bywają długie. Często przez Piątkową, gdzie nieopodal drogi rozłożyła się szeroko cerkiew św. Dymitra ...

... przez Babice, gdzie opuszczony cmentarz grecko-katolicki na skarpie nad Sanem ...





Teren cmentarza oczyszczony z zakrzaczeń, teraz królują łany zawilca i żonkili, które przetrwały od czasów dawnych mieszkańców.



Taki zachód słońca nie wróży nic innego, jak zmianę pogody:-) Pokazał się na łąkach wilk-samotnik, na górkę w stare miejsce przyleciał dudek, a szpaki na gwałt szukają wolnej budki, aby tam założyć gniazdo. Chyba w tym roku przepędzą sikorki, a budek mamy więcej o 5 sztuk, ktoś wyrzucił całkiem dobre. Odczyściliśmy, zawiesiliśmy i mamy teraz w sumie 8.




Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuje za odwiedziny, pozostawione słowo w komentarzu, wszystkiego dobrego, pa!



18 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Uraczyłam się zdjęciami, coś pięknego!
złośliwość rzeczy martwych, to prawda, a psują się seriami!
kwiatków w naturze nigdy dość!
jotka

kobieta w pewnym wieku pisze...

Zachwycam się Twoimi fotkami natury. Piękne łąki kwiecia i jakie już żniwa poczyniłaś. A co do awarii , mówi się że...chodzą parami, a u Ciebie to już cała procesja. Wykorzystałaś już chyba limit na więcej niż rok. Oby, życzę tego i wszystkiego innego, ale tylko dobrego.

grazyna pisze...

Boszsz ile cudów w jednym poście, jak zwykle u Ciebie się dzieje tak jak ja lubię no może te awarie to raczej nie, ale kwiatuszki wiosenne w nadmiarze, boczniaczki śliczne, cmentarz w żonkilach, cerkiew...ehh, pięknie . pozdrawiam serdecznie

Stanisław Kucharzyk pisze...

Ach te łany zawilców szkoda, że tak ulotne...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jotka, wiosenne kwitnienie, zanim trawy i liście przygłuszą te maleńkosci:-) przede mną jeszcze bodaj jeden zbiór podbiału, syrop potrzebny, oprócz tego pozbieram sosnowe "paluchy", a potem małe szyszki, wszystko na syrop; rzeczywiście dopadła nas seria awarii, jak nigdy:-) pozdrawiam.

Ela, w zeszłym roku zaniedbałam syropy, zapas już wykorzystany, koniecznie trzeba odnowić; no tak, dobrze to nazwałaś, cała procesja awarii, kiedyś trzeba sprzęt odnowić, ale żeby tak wszystko od razu:-) pozdrawiam.

Grażynko, kwiatuszków teraz dostatek, jedne przekwitają, inne wchodzą na to miejsce, tylko za szybko to idzie, letnie temperatury przyśpieszają kwitnienie; no, to teraz boczniaki chyba wyjdą nam bokiem:-) przecież jest ich za dużo dla nas dwoje, pewnie rozdam trochę; cerkiewki, opuszczone cmentarze, to nasze klimaty; pozdrawiam.

Staszek, wszędzie kwitną, w naszym sadzie, jak spojrzę do lasu, też biało, na skarpach przydrożnych, a w lesie jeszcze świetliście, zanim rozwiną się liście; jest za ciepło, za szybko przekwitają, szkoda; pozdrawiam.

Rajani Rehana pisze...

Beautiful blog

wkraj pisze...

Piękna i kwiatowa wiosna u Ciebie a widoki do pozazdroszczenia. To chyba prawda, że awarie występują stadnie i coś wiem o tym u nas taki był luty. Trzeba mieć nadzieję, że to już koniec buntu sprzętów. Pozdrawiam serdecznie :)

Pani Ogrodowa pisze...

Myślę, że już wyczerpaliście limit nieszczęść na najbliższą pięciolatkę :)

blogchwila pisze...

Nawet nie wiem od czego zacząć. Tyle piękna w tym poście. Moje serce zabiło mocniej wszak widzę to, co kocham najbardziej. Zaintrygowałaś mnie podbiałem. Wprawdzie nie mam go w pobliżu, ale nie wiedziałam, że tak działa. Co do awarii to prawo serii. Znamy to i nie jest to miłe. Pozdrawiam serdecznie:):):)

Olga Jawor pisze...

Miejmy nadzieję, że nic więcej sie Wam nie zepsuje. Teraz może być tylko lepiej!
Prześliczna jest ta Wasza drewniana wędzarnia. Wspaniale wyglądają te boczniaki. Nie przypuszczałam, że ta uprawa jest w sumie taka prosta i szybka.
Pięknie wiosna sobie na naszych Pogórzach poczyna. Słonka i deszczu jest na razie w sam raz, wiec wszystko rośnie jak na drożdżach. Oby tak zostało!
Pozdrawiam Cię serdecznie!:-)

Rajani Rehana pisze...

Please read my post

Aleksandra I. pisze...

No aż mi się włos jeżył na głowie jak czytałam o Waszych przypadkach, tego to nawet na dwie głowy za dużo. Myślę, że to już wyczerpany limit awarii na ten rok. Podziwiam w dalszy ciągu Twoją dużą wiedzę w temacie grzybów, ziół i innych ładnych kwiatków. A przede wszystkim tyle chęci i zapału do prac przy tych dobrach przyrodniczych. W dalszym ciągu lubię oglądać różne zakątki jakie Pokazujesz na blogu. Pozdrawiam serdecznie i z wiosenną radością.

Anonimowy pisze...

Maria z Pogórza pisze:

Rajani, dzięki.

Wkraju, wiosna z nagła wybuchła, chyba miesiąc wcześniej. I ja mam nadzieję, że koniec awarii, bo i kosztowne to zdarzenia, pozdrawiam.

Iwona, oby, oby, na razie spokój, pozdrawiam.

Janeczko, teraz górki zachwycające, kwitnie czereśnia i tarnina, wszystko w bieli. Zdążyliśmy jeszcze zebrać trochę podbiału, bo już prawie przekwitł, zrobiłam następną porcję syropu, teraz kolej na sosnowe pędy, pozdrawiam.

Ola, boczniaki już jemy, wczoraj był makaron z boczniakami w sosie śmietanowym, trochę rozdałam siostrze i synowej, dziś zbiorę resztkę. Ponieważ balot trochę wysechł, pomoczę go teraz ze 3 godziny w wodzie, zbierze siły na następny rzut. Jakie dziś gorąco, sił nie mam, pozdrawiam.

Ola, tak dopadło nas przed świętami, teraz jakby spokój, może już koniec awarii.
Jeszcze nazbieraliśmy trochę podbiału na syrop, reszta przekwitła, teraz będę zbierać sosnowe pędy, a potem szyszki. Lubimy te klimaty z cerkiewkami i starymi cmentarzami, pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Serię awarii nie zazdroszczę, mimo że była imponująca :-)
Wiosna jest piękna, a widziana Twoimi oczami po prostu cudna.
Mario, wyrastanie grzybów na patykach to jakiś Twój czar, nic innego…

Tupaja pisze...

Mam nadzieję, że wyczerpaliście serię złą. Teraz juz tylko słońce!
Piękne boczniaki- ja się nie zdecydowałam na kołeczki po obejrzeniu materiału na yt. Na razie w ogóle odpuściłam....
Widoki jak zwykle piękne u Was! W tym roku nie nazbierałam podbiału...bu!
Pozdrówki!

don't blink pisze...


Piękne grzyby. Gratuluję:)
Ja nazbierałam w lesie miseczkę czarki, która bardzo lubię:)
Kiedyś robiłam podobny syrop, ale z mniszka.
Mam nadzieję, że już opuścił Was pech i wszystkie urządzenia działają bez usterek.
Teraz tylko trzeba przeczekać zapowiadane przymrozki i cieszyć się wiosną.
Pozdrawiam serdecznie:)
M

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysztof, awarie są wkurzające:-) zwłaszcza takie stadne. No tok, jak zwykle wiosna mija szybko, czereśnie i śliwy już sypią płatkami, kwitnienie wiosenne skumulowało się za bardzo, biedne pszczoły pewnie w rozterce, co wybrać, czy polecieć na mniszek, czy na jabłonie, a może na miodunkę:-) nie, nie czar, po prostu naśladuję naturę:-) pozdrawiam.

Tupaja, też mam taka nadzieję, w cichości:-) kołeczki na brzozie to próba, zobaczymy, co z tego wyniknie, stoi pieniek owinięty folią i zagrzybia się, efekty zobaczymy później; za to balot słomiany z boczniakiem zaskoczył mnie, owocując obficie; wczoraj nazbieraliśmy sosnowych pędów na nieużytkach piaskowych, tam niskie sosenki do poskubania, będzie syrop również na miodzie; pozdrawiam.

M, w lodówce czeka jeszcze ostatnia porcja boczniaków, były z makaronem w sosie śmietanowym, i z patelni, całkiem , całkiem urozmaicenie w jadłospisie:-) z mniszka to mąż zrobił w zeszłym roku aromatyczne winko, dobre w wodą mineralną, bo dosyć słodkie; pech jakby odpuścił, ale kosztowny był. Czarki rosną i u nas w ogromnych ilościach, ale jeszcze się nie przekonałam, bo i zbiegło się z owocowaniem boczniaka, który trzeba było skonsumować; uszaka jadamy, kuszą mnie też te Twoje "trąbki", ale u nas nie widziałam nigdy; pozdrawiam.

BasiaW pisze...

Cudna kraina, słów brakuje by jej urodę opisać...