Wiosnę zazwyczaj wita się topieniem Marzanny, a my zrobiliśmy uroczyste palenie jemioły, zioło to tajemnej mocy, dziwne, ni to liście, nie ma korzeni, poszło na stos ...
Nie zlikwidowaliśmy jej zupełnie, jedna odnoga wysoka, bez bocznych gałęzi została, nikt nie mógł się tam wdrapać, a i z piłą motorową niebezpiecznie, bo opadający konar może zakleszczyć piłę.
A po robocie na zakupy w dolinę, a potem na wycieczkę ...
W zeszłym roku zajechali do naszej chatki pogranicznicy, na swoich wspaniałych motorach, posiedzieli chwilę, pogadali ... zeszło nam na nieistniejące wsie, stare studnie, fundamenty, przysiółki, po których została tylko nazwa ... i padło pytanie: A byliście w Trójcy na ruinach dworu? są tam jeszcze piwnice ...zasiali w nas iskierkę poszukiwaczy ...
Zanim dotarliśmy do Trójcy, przejechaliśmy się nad ukraińską granicę, mówili mi miejscowi, że jest tam kapliczka postrzelana przez sowieckich pograniczników, zrobili sobie z niej cel ćwiczebny ... zatrzymaliśmy się na przecudnym, widokowym wzgórzu tuż za Pacławiem; ciężko dojechać, bo jeszcze leżą tam wysoko spore łachy śniegu na drodze ... nie znaleźliśmy, to pewnie nie tu ...
.... ale za to widoki dalekie, choć nieco przymglone. To nasze marzenie, na wschodzie góra Herburt nad Dobromilem z malowniczymi ruinami ...
... malowniczy widok na kościół i klasztor na kalwaryjskim wzgórzu ...
... w kierunku zachodnim, bardziej na północ daleka Kopystańka, płoną dalej łąki, straż pożarna nie ma chwili wytchnienia. Ruszyliśmy dalej, może to w pobliżu Wysokiej Góry nad Paportnem? widać było z daleka takie łysiutkie połoninki, dotrzemy tam jakoś ...
Droga w miarę sucha, podjechaliśmy pod sam las, a dalej na piechotę, jakaś budka dla myśliwych z jelenim czerepem ...
... idziemy dalej. Zatrzymała nas ta tabliczka ...
... a za nią słupy graniczne ...
To też nie tu, musimy się dokładniej wywiedzieć, gdzie ta kapliczka ... a te łysinki, cośmy je widzieli, to już nie po naszej stronie ...
Minęliśmy po drodze wędrowców, deptali szlakiem na południe, coś jakby manewry jakiejś formacji, odzienie moro, kapelusze także ...
Podziwialiśmy z góry całą paportniańską dolinę, po wsiach ani śladu, stary cmentarz tylko, rzut beretem przez granicę i już Kropiwnik, a ile trzeba objeżdżać, żeby dostać się na jakieś przejscie graniczne, w miarę przyjazne ...
Zabraliśmy się stamtąd, wspięliśmy się wysoko pod Arłamów, na górze w lesie jeszcze sporo śniegu, a w młodniku to bieleje całe poszycie, tam słońce jeszcze nie dotarło; pętla i dolina Jamninki ... gdzie ten dwór mógł stać? ... tuż pod Trójcą zwróciły naszą uwagę stare dęby i lipy, w grupie, być może, że to tu ...
Na drzewach przybite plakietki, że to pomniki przyrody, w korzeniach rumowiska kamienne, ślady ścian piwnicznych ...
... nieco dalej na kamiennym kurhanie ogromna lipa ...
... tak, trafiliśmy w to miejsce ...
Poszukiwacze skarbów i przygód może byliby zachwyceni, a my nawet nie weszliśmy do prawie zasypanych piwnic, bo ściemniało się powoli, a tam nieprzyjemnie ...
Ruiny tego fortalicium znajdują się tuż przy drodze, część skarpy zwanej Zamczyskiem runęła do Jamninki, część zniszczono budując drogę do ośrodka arłamowskiego. Chlapaliśmy się w tym miejscu w potoku nie raz, bo tu bystry nurt wyrobił sobie malutką "głębię", można było zanurzyć się po pas, do głowy nam nie przyszło, że powyżej są jakieś ruiny ...
Miejscowości w tej dolinie należały do klucza rybotyckiego, wzmianka w dokumentach o tym obronnym dworze pochodzi z XVII wieku, kiedy przebywał tu słynny rozpustnik, gwałtownik i okrutnik, Mikołaj Ossoliński, więził tu swoją drugą żonę przez 14 lat, mówiono również o haremie w posiadłościach rybotyckich.
Dopiero podczas wyjazdu do Lublina na zjazd trybunalski szanowna małżonka jakoś porozumiała się z krewnymi, zawiązano spisek i Mikołaj wpadł w zastawioną pułapkę. Próżno błagał o litość i próbował wykupić się szkatułą pieniędzy, rozsiekano go bez litości.
Pani Ossolińska nie pocieszyła się wolnością, pasierb doniósł na nią i skazano ją na śmierć za mężobójstwo, jednak potem karę zamieniono na dożywotnie zamknięcie w klasztorze w Zamościu.
Jak wróciliśmy do siebie, słońce już zaszło, rozpaliliśmy grilla, upiekliśmy jakieś specyjały, a przyświecał nam księżyc, klamociarniany, z drewna ... w jego dolnym rogu jest miejsce na świeczkę, zawisł na tarasie ...
Bardzo szybko zmorzył nas sen, dzień przy pracy fizycznej na powietrzu, potem wycieczka bardzo dobrze robią na spanko. Świt był bardzo wczesny, koncerty ptasie pod oknem chatki budzą mnie nieodmiennie, jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nich.
Zobaczcie, jak nad Wiarem, gdzie wpływa do niego Sopotnik pysznią się puchate topole, taki widok jest tylko późnym popołudniem, kiedy słońce oświetla je pod odpowiednim kątem, rankiem niedzielnym wcale nie było tego efektu ...
Wyglądają, jak kwitnące czereśnie ... ciepełko wypędziło już na zewnątrz prawie wszystkich mieszkańców ...
... brązowa piękność z malowniczym zygzakiem też wypełzła na świat, już zaczynają się ich gody.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, z bukiecikiem modrych przylaszczek, dziękuję za Wasze dobre i ciepłe słowa, że zaglądacie do nas, pa.
Całe zbocza niebieszczą się nimi, a ja siedzę, patrzę, i nadziwić się nie mogę.
poniedziałek, 26 marca 2012
piątek, 23 marca 2012
Taki sobie pościk o chlebie ...
Jest 3 rano, dzyń! dzyń! to Gucio, wyskok na łóżko, zeskok, wyskok, zeskok ... przecież on jest głodny.
Wstałam, napełniłam michę, czekam, aż ją pochłonie, a potem hajda! na podwórze, przyjdzie za jakieś 3 godziny i będzie odsypiał zarwaną noc ...
A ja? ja już po śnie, to może napiszę Wam, jak wyrabiam swój chlebek, pewnie nic nowego nie wniosę w tej dziedzinie, ale jest pyszny, coraz lepszy, sprężysty, a ten ze sklepu przy nim to ... pikuś!
Cała procedura zaczyna się od wyjęcia zakwasu z lodówki ...
W tym słoiku zakwas sobie mieszka już prawie od 3 lat, dosypuję tylko 4 łyżki mąki i dodaję wody, mieszam do konsystencji gęstej śmietany i zostawiam w cieple, aby się rozmnożył ...
Po tym odstaniu jest cały spieniony, aktywny do dalszej pracy, mówią, że im starszy zakwas, tym mocniejszy, potem wsypuję do miski 25-30 dag mąki żytniej, garść otrębów, wlewam zakwas, zostawiając w słoiku 2-3 łyżki na następne wypieki, dodaję na czubek łyżeczki cukru i odrobinę drożdży, jak malutki paznokietek;
dolewam trochę więcej niż pół litra ciepłej wody i mieszam łyżką do uzyskania niezbyt gęstego ciasta ...
Odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, a właściwie dobrego rozmnożenia drożdży i zakwasu; dodatek drożdży nie jest konieczny, proces wyrastania trwa wtedy trochę dłużej, może chlebek jest nawet lepszy, ale ja jakoś nigdy nie mam czasu na oczekiwanie a tak mały dodatek drożdży nie zmienia smaku pieczywa. Zazwyczaj wygląda to tak: Ojej, chleb się kończy! i na gwałt trzeba szybciutko robić następny ...
Na zdjęciu powyżej widać dziury w cieście, cała masa jest puszysta, nabąblowana i można przystąpić do właściwego wyrabiania, już z dodatkiem mąki pszennej.
Dodaję 2 łyżeczki soli i dosypuję mąkę pszenną w ilości ok. 20 dag, to tak na oko, bo nigdy nie trzymam się receptur i też nie od razu, tylko stopniowo ... i gniotę, wtłaczam powietrze, rozciągam, a wszystko to służy do wydobycia jak najwięcej glutenu z mąki pszennej, bo on będzie stanowić jakby ruszcik dla rosnącego ciasta; chlebka z samej żytniej mąki nie wyrabia się tak długo ...
Po sporej chwili czujemy, że ciasto staje się elastyczne, sprężyste, to właśnie zasługa glutenu, wtedy oskrobujemy sobie łyżką rękę z ciasta, dodajemy chlust oleju i dalej dokładnie wyrabiamy, ciasto właściwie już nie klei się do ścianek miski, formujemy ręką z niego kulę ...można podsypać odrobiną mąki ...
Zawsze robię w takiej kuli ciasta dwa ślady palcami, potem doskonale widać, czy ciasto rośnie ...przykrywam michę ściereczką i w ciepłe miejsce, teraz szybciutko powiększa swoją objętość ...
To już wyrośnięte ciasto, ślady wgłębień prawie zniknęły, jest puszyste jak gąbka; wykładam je na stolnicę ...
Ciastu trzeba pomóc przy wychodzeniu z miski, delikatnie palcami odrywając je od ścianek ...
... rozciągam w prostokąt, podsypuję mąką, żeby nie przywarło do stolnicy ...
... składam boki jak do makownika ...
... zwijam w śliczny rulonik i siup! do blaszki, wysmarowanej smalcem i posypanej mąką, tak robiła moja mama. Próbowałam posypywać otrębami, sezamem, oczywiście, można, ale potem to wszystko odpada, brudzi, a mąka nie ... ten rulonik tak wypracowuję, bo chodzi o to, żeby ciasto na powierzchni było jednolite, napięte, wtedy podczas pieczenia nie pęka, nie obrywa mu boków, wygląda po prostu ładnie ...
Powierzchnię ciasta smaruję olejem, podczas wyrastania nie wysycha i nie przykrywam już foremki żadną folią ani ściereczką ...
Ciasto szybciutko wyrosło, grzeję piekarnik na maksa w momencie, gdy wyrastanie zaczyna mijać brzeg foremki, patyczkiem od szaszłyka nakłuwam dziurki, żeby gazy zbierające wewnątrz miały ujście, to takie kominy w cieście i chronią przed nieestetycznymi spękaniami, ale jeśli ktoś lubi ...
Wkładam blaszkę do tak gorącego piekarnika na 15 minut, potem zmniejszam gaz o połowę, na powierzchni jest już rumień i skórka, po półgodzinie jeszcze zmniejszam odrobinę i dopiekam ...całość trwa ok. godziny ...
Upieczony chlebek sam wyskakuje z blaszki, przy popukaniu wydaje głuchy odgłos, daję go na siatkę, żeby sobie ostygł spokojnie z każdej strony, powierzchnię smaruję wodą i przykrywam ściereczką ...
Jeśli ktoś lubi bardzo chrupiącą skórkę, to zostawia do ostygnięcia bez przykrywania ...
W domu unosi się zapach, nikt nie przejdzie koło niego obojętnie, smaku tego chleba nie przebije nic, czasami zdarzy się, że zabraknie swojego i trzeba dokupić w sklepie, nie ma porównania ...
Chlebek przechowuje się doskonale, po tygodniu nie zmienia zupełnie smaku, nie czerstwieje, nie pleśnieje, nie kruszy się, jest sprężysty jak gąbka ... do ciasta można dorzucać wszelkie dodatki, suszone zioła, oprócz wymienionych wyżej otrębów dodałam ostatnio dla siebie ziarna słonecznika i dyni, dla siebie, bo mąż nie lubi, no to upiekłam dwa ... jest pyyyyszny ... mąkę używam żytnią typ 720 i pszenną 750, im wyższy wskaźnik, tym mniej mąka oczyszczona, a tym samym zdrowsza ...
A następne chlebki upiekę już w piecu chlebowym, tam, na Pogórzu ...
Nie podaję dokładnych proporcji, bo one zależą od mąki, przy wyrabianiu czuje się, czy dosypać mąkę czy już nie, z tych ilości wychodzi ciasto na sporą keksówkę ...
Nie jest to nic strasznego, sama kiedyś zaczynałam eksperymenty z zakwasem, nie zawsze udane, a teraz jakoś wychodzi mi chlebek raz za razem, tfu! tfu! na psa urok! żeby nie zapeszyć ...
Zakwas można wyhodować sobie samemu, dostać od przyjaciółki, cioci, a najprostszy sposób to dać do słoika mąkę żytnią z wodą, w równej ilości, zamieszać, odstawić w cieple do następnego dnia, i tak powtarzać przez 5 dni, w którymś momencie ciasto zaczyna pracować, zakwas namnaża się i już mamy swój ...też tak zaczynałam ...
Może chociaż jednej osobie przydadzą się moje wskazówki, jakby coś niejasnego, pytajcie, chętnie pomogę.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło, uśmiechu na twarzy życzę i ciepła w sercu, wszystkiego dobrego, pa.
Wstałam, napełniłam michę, czekam, aż ją pochłonie, a potem hajda! na podwórze, przyjdzie za jakieś 3 godziny i będzie odsypiał zarwaną noc ...
A ja? ja już po śnie, to może napiszę Wam, jak wyrabiam swój chlebek, pewnie nic nowego nie wniosę w tej dziedzinie, ale jest pyszny, coraz lepszy, sprężysty, a ten ze sklepu przy nim to ... pikuś!
Cała procedura zaczyna się od wyjęcia zakwasu z lodówki ...
W tym słoiku zakwas sobie mieszka już prawie od 3 lat, dosypuję tylko 4 łyżki mąki i dodaję wody, mieszam do konsystencji gęstej śmietany i zostawiam w cieple, aby się rozmnożył ...
Po tym odstaniu jest cały spieniony, aktywny do dalszej pracy, mówią, że im starszy zakwas, tym mocniejszy, potem wsypuję do miski 25-30 dag mąki żytniej, garść otrębów, wlewam zakwas, zostawiając w słoiku 2-3 łyżki na następne wypieki, dodaję na czubek łyżeczki cukru i odrobinę drożdży, jak malutki paznokietek;
dolewam trochę więcej niż pół litra ciepłej wody i mieszam łyżką do uzyskania niezbyt gęstego ciasta ...
Odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, a właściwie dobrego rozmnożenia drożdży i zakwasu; dodatek drożdży nie jest konieczny, proces wyrastania trwa wtedy trochę dłużej, może chlebek jest nawet lepszy, ale ja jakoś nigdy nie mam czasu na oczekiwanie a tak mały dodatek drożdży nie zmienia smaku pieczywa. Zazwyczaj wygląda to tak: Ojej, chleb się kończy! i na gwałt trzeba szybciutko robić następny ...
Na zdjęciu powyżej widać dziury w cieście, cała masa jest puszysta, nabąblowana i można przystąpić do właściwego wyrabiania, już z dodatkiem mąki pszennej.
Dodaję 2 łyżeczki soli i dosypuję mąkę pszenną w ilości ok. 20 dag, to tak na oko, bo nigdy nie trzymam się receptur i też nie od razu, tylko stopniowo ... i gniotę, wtłaczam powietrze, rozciągam, a wszystko to służy do wydobycia jak najwięcej glutenu z mąki pszennej, bo on będzie stanowić jakby ruszcik dla rosnącego ciasta; chlebka z samej żytniej mąki nie wyrabia się tak długo ...
Po sporej chwili czujemy, że ciasto staje się elastyczne, sprężyste, to właśnie zasługa glutenu, wtedy oskrobujemy sobie łyżką rękę z ciasta, dodajemy chlust oleju i dalej dokładnie wyrabiamy, ciasto właściwie już nie klei się do ścianek miski, formujemy ręką z niego kulę ...można podsypać odrobiną mąki ...
Zawsze robię w takiej kuli ciasta dwa ślady palcami, potem doskonale widać, czy ciasto rośnie ...przykrywam michę ściereczką i w ciepłe miejsce, teraz szybciutko powiększa swoją objętość ...
To już wyrośnięte ciasto, ślady wgłębień prawie zniknęły, jest puszyste jak gąbka; wykładam je na stolnicę ...
Ciastu trzeba pomóc przy wychodzeniu z miski, delikatnie palcami odrywając je od ścianek ...
... rozciągam w prostokąt, podsypuję mąką, żeby nie przywarło do stolnicy ...
... składam boki jak do makownika ...
... zwijam w śliczny rulonik i siup! do blaszki, wysmarowanej smalcem i posypanej mąką, tak robiła moja mama. Próbowałam posypywać otrębami, sezamem, oczywiście, można, ale potem to wszystko odpada, brudzi, a mąka nie ... ten rulonik tak wypracowuję, bo chodzi o to, żeby ciasto na powierzchni było jednolite, napięte, wtedy podczas pieczenia nie pęka, nie obrywa mu boków, wygląda po prostu ładnie ...
Powierzchnię ciasta smaruję olejem, podczas wyrastania nie wysycha i nie przykrywam już foremki żadną folią ani ściereczką ...
Ciasto szybciutko wyrosło, grzeję piekarnik na maksa w momencie, gdy wyrastanie zaczyna mijać brzeg foremki, patyczkiem od szaszłyka nakłuwam dziurki, żeby gazy zbierające wewnątrz miały ujście, to takie kominy w cieście i chronią przed nieestetycznymi spękaniami, ale jeśli ktoś lubi ...
Wkładam blaszkę do tak gorącego piekarnika na 15 minut, potem zmniejszam gaz o połowę, na powierzchni jest już rumień i skórka, po półgodzinie jeszcze zmniejszam odrobinę i dopiekam ...całość trwa ok. godziny ...
Upieczony chlebek sam wyskakuje z blaszki, przy popukaniu wydaje głuchy odgłos, daję go na siatkę, żeby sobie ostygł spokojnie z każdej strony, powierzchnię smaruję wodą i przykrywam ściereczką ...
Jeśli ktoś lubi bardzo chrupiącą skórkę, to zostawia do ostygnięcia bez przykrywania ...
W domu unosi się zapach, nikt nie przejdzie koło niego obojętnie, smaku tego chleba nie przebije nic, czasami zdarzy się, że zabraknie swojego i trzeba dokupić w sklepie, nie ma porównania ...
Chlebek przechowuje się doskonale, po tygodniu nie zmienia zupełnie smaku, nie czerstwieje, nie pleśnieje, nie kruszy się, jest sprężysty jak gąbka ... do ciasta można dorzucać wszelkie dodatki, suszone zioła, oprócz wymienionych wyżej otrębów dodałam ostatnio dla siebie ziarna słonecznika i dyni, dla siebie, bo mąż nie lubi, no to upiekłam dwa ... jest pyyyyszny ... mąkę używam żytnią typ 720 i pszenną 750, im wyższy wskaźnik, tym mniej mąka oczyszczona, a tym samym zdrowsza ...
A następne chlebki upiekę już w piecu chlebowym, tam, na Pogórzu ...
Nie podaję dokładnych proporcji, bo one zależą od mąki, przy wyrabianiu czuje się, czy dosypać mąkę czy już nie, z tych ilości wychodzi ciasto na sporą keksówkę ...
Nie jest to nic strasznego, sama kiedyś zaczynałam eksperymenty z zakwasem, nie zawsze udane, a teraz jakoś wychodzi mi chlebek raz za razem, tfu! tfu! na psa urok! żeby nie zapeszyć ...
Zakwas można wyhodować sobie samemu, dostać od przyjaciółki, cioci, a najprostszy sposób to dać do słoika mąkę żytnią z wodą, w równej ilości, zamieszać, odstawić w cieple do następnego dnia, i tak powtarzać przez 5 dni, w którymś momencie ciasto zaczyna pracować, zakwas namnaża się i już mamy swój ...też tak zaczynałam ...
Może chociaż jednej osobie przydadzą się moje wskazówki, jakby coś niejasnego, pytajcie, chętnie pomogę.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło, uśmiechu na twarzy życzę i ciepła w sercu, wszystkiego dobrego, pa.
poniedziałek, 19 marca 2012
Czy dam jej radę? ...
Dwa weekendowe dni upłynęły mi na zwalczaniu jabłoniowego pasożyta, jakim jest jemioła.
Opanowuje stare drzewa, nowe odrosty na nich; pewnie, ładnie wygląda z daleka, zwłaszcza jak drzewo nie ma liści.
Dopiero przy przybliższym spojrzeniu widać, jaki to jest żarłoczny stwór ...
Sporo czasu spędziłam w koronach drzew z piłką ręczną i taką na wysięgniku, zielone zaścielało suchą trawę pod jabłoniami, a ja cięłam, odcinałam, wyłamywałam ...
... z ziemi i z powietrza. Ciężka to praca, bo ręce uniesione wysoko, sznurek od gilotynki wrzyna się w dłoń, ale zlikwidowałam sporo zielonego paskudztwa ...
Bardzo praktyczne jest to narzędzie, piłka do przycinania w jednym z bardzo ostrą gilotynką, nie daj Boże palec tam włożyć, dosyć grube gałęzie spadały z chrzęstem.
Wczoraj po południu zaszedł do mnie sąsiad, ten z poniższej działki, mieszka w górnym końcu wsi i w niedzielę zawsze wyrusza na obchód swoich włości, i pytam, czy coś da ten mój wysiłek z jemiołą?
- Pani, to stare drzewa, wszystko przeżarte do samego spodu, cały pień, trzeba będzie wyciąć!
Nawet mniejsze gałązki chore, spękane, porobiły im się chore narośle i zgrubienia, może chociaż jeszcze kilka lat będzie im darowane. Widziałam na gałązce nasionko jemioły, już przyrośnięte, zielone, ciężko zdrapać, ptaki roznoszą tę zarazę, zjadają jej jagody, a niestrawione nasionka spadają na gałęzie, pnie i tam się lokują, przyprawiając o powolną śmierć swojego żywiciela.
Macie może jakieś doświadczenia z tym pasożytem?
Pozbierane suche gałązki były doskonałym paliwem do "bębnowego" grilla, późno po południu wcięliśmy z mężem przypieczoną kaszankę, plastry boczku i kiełbaskę, pierwsze w tym roku ...
Mały odpoczynek, trochę książki, wieczór nie był spokojny. Przy tak dużym wietrze zapalił ktoś suchą trawę nad Rybotyczami, wiatr niósł aż do nas swąd dymu, pogorzeliska, za chwilę syreny wozów strażackich, we wsi poniżej, w Makowej syreny zwołujące strażaków i wyjazd na akcję ratunkową ...
Gasili płomienie długo w noc, ludzka bezmyślność nie daje wytchnienia ...
Wczesny poranek niedzielny ze śpiewem ptaków, tuż po 4 zaczynają swoje koncerty, Maksio też podnosił łeb i nasłuchiwał, kiedy na śliwce pod oknem usiadł śpiewak i rozpoczął swoje melodyjne koncerty, jakiś taki nakrapiany ptak ...
Tak wygląda u nas wschód słońca, my schowani w cieniu, tylko łąka skąpana w słońcu. U jej góry malutki pasek śniegu, wczoraj zauważyłam tam człowieka, wyszedł z zagajnika, myślałam, że jakiś tubylec chodzi za porożem, ale nie ... lornetka przybliżyła mi prawdziwego turystę, z plecakiem, powędrował pewnie na Kopystańkę; górą ładnie idzie się, widoki dookoła, sucho pod nogą, a wiatr we włosach ...
Przy porannym wyjeździe na Kalwarię zobaczyliśmy, że nie tylko w Rybotyczach walczono z żywiołem, tu, w Huwnikach jeszcze dymiło pogorzelisko, strażacy chodzili po zboczu i sprawdzali ewentualne zarzewia ognia, a wozy ich na parkingu pod kościołem. Mocny, zachodni wiatr pewnie błyskawicznie przenosił ogień, a na prawo są domy mieszkalne wyżej, karygodne postępowanie ludzi, to pewnie zbyt łagodne określenie ...
Wzniesienia przy drodze do Rybotycz już przykrywają wcześniejsze ślady pożogi zielonym dywanikiem, a ile pożytecznych stworzeń straciło życie?
A wiosna już wyciągnęła ludzi w plener, na rowerach, motorach, przy grillach, kto żyw! wyruszył po słońce i ciepło ...
I do naszej wioski wspina się z wysiłkiem młody człowiek na rowerze, jest poranek, a on już w trasie ...
Na łąkę wyszło 5 dorodnych jeleni, przez lornetkę widać było rozłożyste poroża, powoli przesuwały się, skubiąc trawę, potem wzdłuż zagajnika; przystanęły na samej górze, na tle nieba ... i skryły się za wzniesieniem.
Wczoraj miałam jeszcze jedno spotkanie z jeleniami tuż przy drodze do Koniuszy, w młodniku przyuważyłam łanię, mąż zatrzymał "czołg" ... spojrzałam bardziej w prawo, o matko! całe stado jeleni, tylko rogi wystają z krzaków, bliziutko! zanim wyszperałam aparat z pokrowca, stado ogromnymi skokami uciekło w gęstszy las, pruły gałęzie rogami, dudnienie kopyt ... i mojego serca z wrażenia, pierwszy raz w życiu widziałam je tak blisko, co za piękne zwierzęta!
W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do Chyrzynki, zobaczyć, co w cerkiewce ...
Jest tu o wiele przyjemniej niż kilka lat temu, czysto, bez krzaków, wejście do cerkiewki zabite deskami i napis: Wł.Leśnictwo, są prowadzone jakieś prace, okna wstawione, widać było przez nie malowidła na ścianach i suficie, oklejone jakimiś plastrami ...
Krzyż pewnie bardzo stary, wymyty przez deszcze, części miękkie odpadły, tylko sęki trzymają całość ...
Dopiero teraz zauważyliśmy przy drodze cmentarz ...
Teren oczyszczony z krzaków, kiedyś to była tylko zielona kępa drzew, przechodziliśmy obok, nie podejrzewając, że jest tam cmentarz ... W Chyrzynie droga kończy się, jest tylko przeprawa promem przez San, w niedzielę nie kursuje, po drugiej stronie Krzywcza ...
Wracaliśmy tą samą drogą, przecudną doliną Sanu, wędkarze moczyli kije w wodzie, jeszcze płynęła kra, woda wzburzona, bo dopiero z gór schodzą roztopy ...
..
... i dalej płonęły pola, łąki ...
Dla odmiany odrobinę kolorów, to wszystko u nas tak szybko rozkwitło ...
... troszeczkę "niebka" na ziemi ...
... i słońca też są ...
... i jeszcze inne słońca ...
... wawrzynek rozszalał się drobnymi, uroczymi kwiatkami ...
... i przebiśniegi, skądeś przyszły do nas, bo wcześniej ich nie przyuważyłam.
Wreszcie zobaczyłam żurawie, wcześniej je usłyszałam niż zobaczyłam, smutno mi się kojarzą, w tamtym roku, jak odlatywały, zabrały ze sobą najbliższą mi osobę ...
Czeka nas dużo pracy w obejściu, ogrodzenie działki, skończenie czyszczenia jabłoni z chorych części, teraz już tylko piłą motorową ...
O! i czosnek trzeba posadzić!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło, cieszmy się tą cudną porą roku, wędrujmy, podziwiajmy, oddychajmy pełną piersią, wszystkiego dobrego, pa.
Opanowuje stare drzewa, nowe odrosty na nich; pewnie, ładnie wygląda z daleka, zwłaszcza jak drzewo nie ma liści.
Dopiero przy przybliższym spojrzeniu widać, jaki to jest żarłoczny stwór ...
Sporo czasu spędziłam w koronach drzew z piłką ręczną i taką na wysięgniku, zielone zaścielało suchą trawę pod jabłoniami, a ja cięłam, odcinałam, wyłamywałam ...
... z ziemi i z powietrza. Ciężka to praca, bo ręce uniesione wysoko, sznurek od gilotynki wrzyna się w dłoń, ale zlikwidowałam sporo zielonego paskudztwa ...
Bardzo praktyczne jest to narzędzie, piłka do przycinania w jednym z bardzo ostrą gilotynką, nie daj Boże palec tam włożyć, dosyć grube gałęzie spadały z chrzęstem.
Wczoraj po południu zaszedł do mnie sąsiad, ten z poniższej działki, mieszka w górnym końcu wsi i w niedzielę zawsze wyrusza na obchód swoich włości, i pytam, czy coś da ten mój wysiłek z jemiołą?
- Pani, to stare drzewa, wszystko przeżarte do samego spodu, cały pień, trzeba będzie wyciąć!
Nawet mniejsze gałązki chore, spękane, porobiły im się chore narośle i zgrubienia, może chociaż jeszcze kilka lat będzie im darowane. Widziałam na gałązce nasionko jemioły, już przyrośnięte, zielone, ciężko zdrapać, ptaki roznoszą tę zarazę, zjadają jej jagody, a niestrawione nasionka spadają na gałęzie, pnie i tam się lokują, przyprawiając o powolną śmierć swojego żywiciela.
Macie może jakieś doświadczenia z tym pasożytem?
Pozbierane suche gałązki były doskonałym paliwem do "bębnowego" grilla, późno po południu wcięliśmy z mężem przypieczoną kaszankę, plastry boczku i kiełbaskę, pierwsze w tym roku ...
Mały odpoczynek, trochę książki, wieczór nie był spokojny. Przy tak dużym wietrze zapalił ktoś suchą trawę nad Rybotyczami, wiatr niósł aż do nas swąd dymu, pogorzeliska, za chwilę syreny wozów strażackich, we wsi poniżej, w Makowej syreny zwołujące strażaków i wyjazd na akcję ratunkową ...
Gasili płomienie długo w noc, ludzka bezmyślność nie daje wytchnienia ...
Wczesny poranek niedzielny ze śpiewem ptaków, tuż po 4 zaczynają swoje koncerty, Maksio też podnosił łeb i nasłuchiwał, kiedy na śliwce pod oknem usiadł śpiewak i rozpoczął swoje melodyjne koncerty, jakiś taki nakrapiany ptak ...
Tak wygląda u nas wschód słońca, my schowani w cieniu, tylko łąka skąpana w słońcu. U jej góry malutki pasek śniegu, wczoraj zauważyłam tam człowieka, wyszedł z zagajnika, myślałam, że jakiś tubylec chodzi za porożem, ale nie ... lornetka przybliżyła mi prawdziwego turystę, z plecakiem, powędrował pewnie na Kopystańkę; górą ładnie idzie się, widoki dookoła, sucho pod nogą, a wiatr we włosach ...
Przy porannym wyjeździe na Kalwarię zobaczyliśmy, że nie tylko w Rybotyczach walczono z żywiołem, tu, w Huwnikach jeszcze dymiło pogorzelisko, strażacy chodzili po zboczu i sprawdzali ewentualne zarzewia ognia, a wozy ich na parkingu pod kościołem. Mocny, zachodni wiatr pewnie błyskawicznie przenosił ogień, a na prawo są domy mieszkalne wyżej, karygodne postępowanie ludzi, to pewnie zbyt łagodne określenie ...
Wzniesienia przy drodze do Rybotycz już przykrywają wcześniejsze ślady pożogi zielonym dywanikiem, a ile pożytecznych stworzeń straciło życie?
A wiosna już wyciągnęła ludzi w plener, na rowerach, motorach, przy grillach, kto żyw! wyruszył po słońce i ciepło ...
I do naszej wioski wspina się z wysiłkiem młody człowiek na rowerze, jest poranek, a on już w trasie ...
Na łąkę wyszło 5 dorodnych jeleni, przez lornetkę widać było rozłożyste poroża, powoli przesuwały się, skubiąc trawę, potem wzdłuż zagajnika; przystanęły na samej górze, na tle nieba ... i skryły się za wzniesieniem.
Wczoraj miałam jeszcze jedno spotkanie z jeleniami tuż przy drodze do Koniuszy, w młodniku przyuważyłam łanię, mąż zatrzymał "czołg" ... spojrzałam bardziej w prawo, o matko! całe stado jeleni, tylko rogi wystają z krzaków, bliziutko! zanim wyszperałam aparat z pokrowca, stado ogromnymi skokami uciekło w gęstszy las, pruły gałęzie rogami, dudnienie kopyt ... i mojego serca z wrażenia, pierwszy raz w życiu widziałam je tak blisko, co za piękne zwierzęta!
W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do Chyrzynki, zobaczyć, co w cerkiewce ...
Jest tu o wiele przyjemniej niż kilka lat temu, czysto, bez krzaków, wejście do cerkiewki zabite deskami i napis: Wł.Leśnictwo, są prowadzone jakieś prace, okna wstawione, widać było przez nie malowidła na ścianach i suficie, oklejone jakimiś plastrami ...
Krzyż pewnie bardzo stary, wymyty przez deszcze, części miękkie odpadły, tylko sęki trzymają całość ...
Dopiero teraz zauważyliśmy przy drodze cmentarz ...
Teren oczyszczony z krzaków, kiedyś to była tylko zielona kępa drzew, przechodziliśmy obok, nie podejrzewając, że jest tam cmentarz ... W Chyrzynie droga kończy się, jest tylko przeprawa promem przez San, w niedzielę nie kursuje, po drugiej stronie Krzywcza ...
Wracaliśmy tą samą drogą, przecudną doliną Sanu, wędkarze moczyli kije w wodzie, jeszcze płynęła kra, woda wzburzona, bo dopiero z gór schodzą roztopy ...
..... i dalej płonęły pola, łąki ...
Dla odmiany odrobinę kolorów, to wszystko u nas tak szybko rozkwitło ...
... troszeczkę "niebka" na ziemi ...
... i słońca też są ...
... i jeszcze inne słońca ...
... wawrzynek rozszalał się drobnymi, uroczymi kwiatkami ...
... i przebiśniegi, skądeś przyszły do nas, bo wcześniej ich nie przyuważyłam.
Wreszcie zobaczyłam żurawie, wcześniej je usłyszałam niż zobaczyłam, smutno mi się kojarzą, w tamtym roku, jak odlatywały, zabrały ze sobą najbliższą mi osobę ...
Czeka nas dużo pracy w obejściu, ogrodzenie działki, skończenie czyszczenia jabłoni z chorych części, teraz już tylko piłą motorową ...
O! i czosnek trzeba posadzić!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło, cieszmy się tą cudną porą roku, wędrujmy, podziwiajmy, oddychajmy pełną piersią, wszystkiego dobrego, pa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































































