poniedziałek, 13 czerwca 2011

Tam byliśmy ...Holica

Holica to dawna nazwa Kamienia Dwernika, jednego z najpiękniejszych szczytów bieszczadzkich, bywamy tu o  różnych porach roku, a dlatego, że znajduje się poza terenem Parku Bieszczadzkiego i nie musimy z duszą na ramieniu oglądać się, czy nie gonią nas strażnicy, bo psy idą luźno. A także dlatego, że jest tu mało turystów, w porównaniu z sąsiednią Połoniną Wetlińską.


Trasa ścieżki zaczyna się w Nasicznem, w jedną stronę na Kamień Dwernik i w drugą - w dolinę Caryńskie, pod Połoniną Caryńską.


Szczyt jest rozczłonkowany w 3 "fale", znajdują się tu ślady okopów z I wojny światowej, gdy trwały tu ciężkie walki.


Na jednej ze skał znaleźliśmy zupełnie nową tablicę poświęconą Arturowi Nowotarskiemu. Zapytałam przy najbliższej okazji kolegę z GOPR-u, kim zacz był ten młody człowiek. Okazało się, że to kolega, który zginął
w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, gdzieś na drodze, niedaleko miejscowości,w której mieszkał, była to bodajże Zawadka Rymanowska. Koledzy z drużyny wynieśli na Kamień tablicę jemu właśnie poświęconą pewnego ponurego, jesiennego dnia, oglądałam w necie zdjęcia z tej smutnej wyprawy.


Podziwiam widok na Połoninę Wetlińską, gdzie ciągnęły sznureczki oplecakowanych turystów, bo były to sierpniowe dni "Bieszczadzkich Aniołów". nie zostaliśmy na główny koncert SDM-u, bo w nowym miejscu, w Dołżycy,  nie było tego klimatu, co na Górnej Wetlince. A tam byliśmy ze trzy razy.


Widoki na dalekie pasma górskie...


,... u stóp skalnej grzędy wierzchołki drzew.


Oczywiście trzeba uzupełnić nadwątlone siły jakąś kanapeczką, a i Maks patrzy, co dostanie.



A tu zrobiłam zdjęcia aniołom, może jakieś natchnienie złapię dla niektórych, niepotrzebnych desek? Fajnie przycięte ukosem pnie służą jako skrzydła, inne jako twarze, a ręce można samemu trochę podrzeźbić. Natchnienie czeka do dnia dzisiejszego, bo jakoś ciągle nie ma czasu.


Po zejściu z gór pojechaliśmy na Słowację, do przygranicznej Paloty uzupełnić rum "tuzemski" do nalewek i do herbatki, a przy okazji nawiedziliśmy radoszycką cerkiew.


Był piękny dzień, cudne widoki na Beskid Niski.


Zahaczyliśmy jeszcze o Balnicę, nieistniejącą wieś, po której ślad znaczy właśnie ta kaplica. Kiedyś z grupą przyjaciół braliśmy udział w porządkowaniu obejścia, czyszczeniu cudownego źródełka, zrobiliśmy mostek przez potok i łatwe dojście po schodkach, w dół i w górę.
Inicjatorem tego przedsięwzięcia był "Kiju", Wojtek Gosztyła z "Latarni Wagabundy" z Woli Michowej.


Źrodełko spod kaplicy ciurkało dalej z pnia zrobionego przez nas, trzeba go tylko było oczyścić...


,.. i dalej płynęło przez następny pniaczek już w dół, do potoku ...


To piękne uroczysko, z dala od ludzi, tutaj odczuwa się jakiś magiczny wpływ natury na człowieka ...


,... kaplica zbudowana z kamieni ...


,... wewnątrz, na pniu, ikona ...
 Polsko-ruska Madonna
 Polsko-starocerkiewna
 z gorejącego złota
 z żywego drewna, srebra...
Tak śpiewał zespół "Bez Jacka" na jednym z nocnych koncertów  Bieszczadzkich Aniołów.


A to już wnętrze łopieńskiej cerkiewki, wielu młodych ludzi ...


,... przebywają też na zewnątrz. Nazajutrz ma odbyć się tutaj "Msza Wędrującego" w wykonaniu SDM-u, pieśni Stachury przyciągają.


A to z innej wyprawy w te rejony, chciałam tylko, abyście zwrócili uwagę na drogę w tle. To jest właśnie Caryńskie, byliśmy tu wczesną wiosną, po przejściu połoniny zeszliśmy na Przysłup, a potem piękną drogą z powrotem do Nasicznego. Kiedyś to był teren wsi o tej nazwie, a teraz nie ma tam ani jednego domu, a całość przypomina park, raj. W latach 70 i 80-tych ściągali tu polscy hippisi, powstawały komuny, pojawiały się ciepłą porą indiańskie wigwamy, dolina obrzeżona z jednej strony wysoką granią połoniny, z drugiej bezbrzeżnymi lasami Magury była wspaniałą przystanią dla tych ludzi, na poletkach wśród drzew kołysały się konopie, nocami płonęly ogniska, śpiewali wyznawcy Kriszny, jednym słowem pełne zbratanie. Ale od 1985 roku milicja zaczęła regularnie najeżdżać te tereny z kosami, niszcząc plantacje i dla pewności paliła je, niszczyła też prymitywne domki, bywała tu niejedna znana postać estrady czy filmu. Dziś już nie uskubie się po drodze skręta, ale można podziwiać piękno tej doliny, dzikie i puste.



A to jeszcze inna wyprawa na Kamień Dwernik, a piszę o niej dlatego, że byliśmy tu sami, na szczycie. Nagle zza grani wyłonił się młody człowiek, z plecakiem, całym oprzyrządowaniem, loki wokół twarzy, zęby bielutkie jak rzepka i mówi, że wczoraj przyjechał z Berlina, nocował w Dwerniku i dziś idzie do jaskiń pod Połoniną Wetlińską, będzie tam nocować, Jeszcze wyjął mapę, skonsultował, gdzie najlepiej przedzierać się do tych jaskiń i poszedł. A po drodze na górę spotkaliśmy napisy: "Ostoja niedźwiedzia.- wstęp wzbroniony", wiedział o tym i poszedł. Przez tydzień śledziłam ze strachem portale bieszczadzkie, czy nie piszą o zagryzionym przez niedźwiedzia turyście, znalezionym pod połoniną.


Widok na dolinę Caryńskie właśnie z Kamienia.
A z Kamieniem Dwernikiem związana jest legenda, jakoby u podnóża środkowej, najwyższej grzędy w dawnych czasach zbójnicy przechowywali zrabowane konie i bydło przed odprawieniem ich na sprzedaż na Węgry.


Gdzieś na trasie wyrósł taki okaz na buku.
Chyba już wszystko opowiedziałam Wam o wyprawach na tę malowniczą górę.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających i czytających, dzięki za miłe komentarze i dobre słowa, pa.

19 komentarzy:

Radziejowe Zacisze pisze...

Piękne to były wyprawy, a widoki dech zapierają. Czasem żałuję, że nie lubię się wspinać bo z góry faktycznie ma człowiek szersze horyzonty. Chociaż kto wie może powinnam wybrać się w Bieszczady tu to wspinanie nie wygląda tak groźnie. Ostatnio wspinałam się na jakiś szczyt z moimi chłopakami zimą ,to było koło Wierchomli. Nawet nie źle mi poszło zważywszy, że część drogi przebiegała w niezłych zaspach i był to wyczyn. Ale odkąd mam swoje kije chodzi mi się dużo lepiej nawet w górach. Okaz na buku bardzo interesujący.
Dzięki za możliwość pospacerowania po Bieszczadach. Pozdrawiam serdecznie. Ania

gocha pisze...

Właśnie odkryłam, na czym polega magia Twoich fotorelacji!
Dużo zdjęć, piszesz wyczerpująco a jednak oszczędnie, człowiek ma wrażenie, że idzie tam z Wami!
Więc - czekam do następnej wyprawy :)

Lusi pisze...

Właśnie Gosiu... wyjęłaś to z moich myśli. Ja się czuję dokładnie tak samo czytając i patrząc na zdjęcia Marysi. Pełen relaks i radość z wysiłku chodzenia po górach. Te widoki koją wszelki ból mięśni...
Pozdrawiam Cię Marysiu:-*

OLQA pisze...

świetna relacja-nigdy tam nie byłam ale czuję się dzieki niej "trochę bieszczadzko-beskidzka"

weszynoska pisze...

Super się wędruje z Tobą Mario...byliscie ostatnio w Latarni Wagabundy?? Jest tam jeszcze huśtawka z brzozowej miotły w drzwiach do knajpeczki???? Klimat niesamowity. Pozdrawiam serdecznie i ogromnie zazdroszczę, ale tak pozytywnie bardzo. My niestety nie mamy czasu na wakacyjne wędrowanie..ale cos mi się kluje w głowie niedługo...Smolnik mam w planach...i Muczne ...może damy radę

ankaskakanka pisze...

Wiesz, ja już się czuję, jakbym tam była z Wami. Cieszę się że być może zobaczę choć część tego, co widzisz na co dzień. Już wybieramy trasę w Bieszczady, może będziemy jechać dwa dni, bo zatrzymamy się w okolicach Olkusza, zwiedzić Ogrodzieniec. Oby nasz wyjazd doszedł do skutku....

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Piękne miejsca
buziaki

Łucja pisze...

Rozbuchałaś we mnie Mario, tęsknotę za szlakiem, choćby szlaczkiem, ale jeszcze na jakiś czas muszę ją poskromić. Serdeczności.

ZiŁ pisze...

Galeria i smażalnia? No tak, coś dla duszy i coś dla ciała. :)
Szyld jednak, powiedzmy, w klimacie.
Ostatnio zabłąkaliśmy się gdzieś w okolice Jeleniej, a tam na szyldzie smażalnianym szalał dostojny delfin:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, wydaje mi się, że wszędzie trzeba trochę podyszeć i wypocić, a jeśli zimą zdobywałaś szczyty, to latem zupełna pestka. A jeśli jesteś rozchodzona z kijkami, to druga pestka. A Bieszczady czekają na Ciebie, serdecznie pozdrawiam.

Gocha, może nie magia, tylko staram się nie zanudzać encyklopedycznymi wiadomościami, a raczej przemycić swoje wrażenia, serdeczności.

Lusi, radość jest przeogromna, chciałoby się tam siedzieć i siedzieć i patrzeć. Widoki wynagradzają zmęczenie, pozdrawiam cieplutko.

Olqo, chyba trzeba nadrobić, czytając Twoje relacje z tamtego roku, chyba byłaś już niedaleko, pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Weszynosko, w tym roku nie, ale miotła też wpadła mi w oko, miałam taką w bramie powiesić, ale ona zawaliła się zeszłego lata. Ja też coraz rzadziej wypuszczam się na wędrówki, a kiedyś to co soboto-niedziela. A który Smolnik? Ten bliżej Mucznego, czy ten nad Osławą? Dacie radę, na pewno, serdeczności.

Hannah, bo to są Bieszczady i to te niezbyt schodzone, pozdrawiam.

Łucjo, kroi mi się w tę sobotę impreza świętojańsko-wiankowa, zabiorę moich przyjaciół na "Zjawlinie", do cerkiewki w Koniuszy, a potem, być może, nocne przejście na Kopystańkę, chyba z pochodniami, może wielkie ognicho tam zapalimy? Patrz nocą na wschód, a dojdzie Cię odblask ognia, może kwiatu paproci? bo on też świeci tajemnym blaskiem, pozdrawiam cieplutko.

Ankoskakanko, jak ludzie krążą po świecie, a my w lipcu na Dolny Śląsk, tak mała migracja. Bądź dobrej myśli, pozdrawiam serdecznie.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Heh, cóż to znaczy pokrewieństwo dusz.... o Bieszczadzkich Aniołach piszesz to, co i my niedawno zauważyliśmy, komentując wpis Anulki bodajże, mianowicie to, że urok niszowych imprez w Górnej Wetlince później, w Cisnej i Dołżycy zaprzepaszczono. Nic dziwnego, że i SDM z patronatu się wycofał.

Podoba nam się sposób upamiętnienia Ludzi Gór na "Ich" szczytach. Piękny tego rodzaju stos kamieni usypano na szlaku Magury Wątkowskiej (Beskid Niski_), chyba dokładnie na szczycie Wątkowej. Robi wrażenie i inspiruje piękne, niepisane słowa modlitw.

Co do skrętów - podobno sarny lubują się w tych liściach, zatem na Podkarpaciu trudno wyhodować te krzewy na dziko....


Dzięki za wycieczkę po znanych szlakach, miło się przejść nawet na cudzych podeszwach :DDDDD

Pzdr.

mania pisze...

Piękne wycieczki sobie urządzacie :) W Banicy byłam dawno temu, jeszcze przed remontem przy okazji pleneru fotograficznego. Mieszkaliśmy u Kija :) Pamiętam, że próbowaliśmy z kolegą znaleźć węglarzy ale kolega wpadł w jakieś bagno, aż go wciągało, ledwo go wygrzebałam. Ech, to były czasy :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Inkwizycja pisze...

Zatęskniłam za takimi wędrówkami, nieśpiesznymi, za posiadywaniem, odwijaniem kanapek z papieru... po tym moim szalonym urlopie ;-) Za swojskimi widokami, wodą ze źródełka, przydrożnymi kapliczkami i aniołami...
Pięknie nas prowadzisz, Mario, przez swoje okolice... i tak lubię Twoje opowieści- opis wrażeń ;-)
Ściskam czule!
PS
To co - teraz do Rumunii?

M. pisze...

Oj jak dobrze było Ci towarzyszyć!
Rozmarzasz.
Masz taki super styl opisywania, który zostawia dużo miejsca na własne wyobrażenia i odczucia.
Może uda mi się kiedyś tam być, pokłonić się Madonnie polsko-ruskiej i Jezusowi bieszczadzkiemu ...
Uściski!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Go i Rado, po smakowitościach Górnej Wetlinki nie przypadł nam do gustu "Cień PRL-u", duszna i ciasna salka Domu Kultury w Cisnej. Skręty u mnie by się uchowały, ogrodziłabym przed sarnami, a i z góry helikopter nie wypatrzyłby, bo pod starymi drzewami, no, nie wiadomo, nie wiadomo, byłoby jak znalazł na jakiś zlot czarownic i wiedźm mądrych, koniecznie z brodawką na nosie, serdeczności.

Maniu, ale masz fajne wspomnienia, a nie dałoby jakiegoś pościku zmontować wspomnieniowego? ciekawam, jak było, pozdrowienia, a placek już zjedzony, pycha.

Inkwizycjo, o tak, nie na czas, tylko wolniutko iść, zatrzymywać się, podziwiać. Coś wspominał mąż o jesieni, już od dwóch lat studiujemy wieści o Rumunii, przymierzamy się, pozdrawiam.

Magdo, przyjeżdżaj, to wszystko czeka na osoby o wrażliwym sercu, a pomysł z serwetką na serze super, podziwiam, pozdrawiam cieplutko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

ZiŁ, tak szczerze, to rzadko korzystamy z usług gastronomii, jeśli już, to smażony pstrąg, który kosztuje słono, co najmniej jak złota rybka. Hm! delfin w Jeleniej, mają ludziska pomysły, nie? Serdecznie pozdrawiam.

Mona pisze...

bacznie obserwuje wasze wędrówki , juz wiem , ze bede miała w czym wybierać jak wybiorę się w Wasze strony..Buziaki dla wspaniałych wędrowców..dobrze ,ze jest nas więcej tych co chwalą swój kraj !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mona, można przebierać jak w ulęgałkach, każdy coś znajdzie dla siebie, pozdrawiam.