środa, 1 czerwca 2011

Żmijowisko i ... rankiem zdobywamy Tarnicę

Muszę teraz pożyć trochę "stacjonarnie", sięgam więc do zasobów sprzed trzech chyba lat, kiedy to przyciągnęła nas w Bieszczady impreza pod nazwą "Żmijowisko". Odbywa się cyklicznie od 2007 roku w Zajeździe pod Caryńską w Ustrzykach Górnych, celem jej jest promocja Bieszczadów, za budynkiem znajduje się maleńka scena, na której koncertują różne zespoły.
Bieszczady przywitały nas taką ulewą, że obawialiśmy się o koncerty pod gołym niebem, nastąpiło przesunięcie chyba ze 3 godziny, ale miło czekało się w barze przy piwie, a z głośników sączyła się muzyka Dobrego Małżeństwa.
Kiedy ulewa zamieniła się w lekkie siąpienie, zaczął się ruch i na scenę wyszły WOŁOSATKI ...


... no cóż, mnie zapadło najbardziej w serce "We wtorek, w schronisku, po sezonie"..


Zajęliśmy sobie miejsce pod ścianą Zajazdu, gdzie można było oprzeć plecy, Maksio oczywiście z nami ...




... a potem zespół, który śpiewa bez instrumentów, tylko jakiś bębenek wystukuje rytm, muzyka ludzi Gór Słonnych, WIDYMO


.. a na sam koniec ŻMIJE, zespół folkowy z Rzeszowa, rusińskie dumki, węgierskie czardasze i własne kompozycje, długo w noc. A my pod tą ścianą z nimi, wiele piosenek było nam znanych ...
Noc spędziliśmy w samochodzie, mąż skubikował się jakoś za kierownicą, a ja na tylnym siedzeniu z Maksem pod kolanami, dobrze, że noce letnie są krótkie, długo by się tak nie wytrzymało.
 O brzasku przejechaliśmy do Wołosatego i przypuściliśmy wczesnoporanny atak na Tarnicę..


W tle widać jej masyw...


... po drodze mijaliśmy goryczki w tak cudnych niebieskościach, że nie mogłam darować sobie ich sfotografowania ...


... były wiekowe buki i omszone świerki...


...ściany skalne przy szlaku ...


Za granicą lasów zaczęły się połoniny i mozolna wspinaczka, do góry, do góry..


... widok na Krzemień, sąsiedni szczyt, grzbiet poorany kamiennymi wychodniami...


Czy wyobrażacie sobie być samemu na szczycie Bieszczadu, bez tłumu turystów, całego rozgardiaszu ...


... to daje spokojnie pomyśleć, popatrzeć ...


.. słońce usiłuje przedrzeć się przez chmury.


A ta kamienna tablica? Jakże wymowna...


W połoninnych trawach - goryczki, nie mogłam im się oprzeć...


Przy drodze z Wołosatego rezerwat torfowiskowy, najpiękniej wygląda jesienią, przebarwiony na czerwono, świerki suche wzoszą w niebo ramiona i wydaje się, że za chwilę dinozaury wychylą się zza drzew, zawsze tam mam wrażenie, że to jakiś przedpotopowy krajobraz.


Kiedy jesteśmy w Bieszczadach, nasze ścieżki wiodą do cerkwi w Łopience..


... by pokłonić się Pani Łopieńskiej..


Ta ikona nie jest oryginalna, bo już by jej tu dawno nie było...


... w kącie Chrystus Bieszczadzki
"Tym, co przyszli tutaj, by prawem zwyczaju
podziękować Tobie za przedsionek raju"....


Trwa remont ...
I już powrót w chatkowe  pielesze. Jest jeszcze wcześnie, bo szybko zeszliśmy z gór, ale należy nam się odpoczynek.

Parę migawek z mego "miejskiego" ogrodu ...


...zamontowałam małą fontannę, żeby napowietrzała odrobinę oczko wodne ..


... które zamienieło się w cienisty, urokliwy maleńki stawik.



Krzewuszka szaleje....


... w zestawie z innym roślinami nad oczkiem, tylko potem przekwitłe kwiatki spadają do wody i trzeba je wyjmować, ale nic to ...


... porządku pilnują żurawie, zanurzone po kolana w liściach funkii.


Dojrzały czereśnie, stada szpaków i innych smakoszy owoców robią okropny rwetes w gałęziach drzewa od samego rana....


... a pod drzewem taki widok.


Brzoza rozpanoszyła się na pół podwórza ...


... kokornak na pergoli rozłożył swe ogromne liście ..


... a to jego kwiaty w kształcie fajki, mają nieładny zapach i przywabiają muchy do zapylenia, i potem wiszą takie ogóry, ich owoce ...


... kwitnie hortensja pnąca o bardzo przyjmnym zapachu ...


... i akebia pięciolistkowa.


Ogromne łodygi milinu splotły się z trzmieliną, jej pień wygląda jak porośnięty futrem, to powietrzne korzenie czepne ...


.... od góry na taras zagląda klon japoński, już duży ....


Zimozielona laurowiśnia została przemrożona, ale od głównego pnia już odbijają zielone liście, zostanie przycięta ...


Kasztan jadalny przybrał imponujące rozmiary, myślę, że będzie pieczenie w tym roku...


W ogrodzie króluje busz, gęstwa, im bardziej przycinam, tym bardziej rośnie...



Na pergoli przy tarasie mamy przychówek, już wykluły się młode kosy, rodzice uwijają się mocno, aby nakarmić ciągle otwarte i głodne gardziołka. Dobrze, że Gucio nie chadza tamtędy, może dorosną.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających, dzięki za dobre i ciepłe słowa.

43 komentarze:

Kokotek pisze...

Ja kocham właśnie takie Bieszczady, bez tłumu turystów :)

Inkwizycja pisze...

I gdzież Ciebie ciągnie do Irlandii, jak masz takie magiczne miejsca pod bokiem? ;-) cudnie, cudnie... urokliwie bardzo, zwłaszcza gdy tłumów nie ma...
Ściskam czule!

mania pisze...

Oj zazdroszczę Ci Tarnicy bez turystów! Mnie się to jeszcze nie przytrafiło.
Chciałam się jeszcze pochwalić, że jestem posiadaczką analogowej płyty Wołosatek, dostałam ją jeszcze w podstawówce, za udział w jakiejś imprezie harcerskiej. Zawsze jak jadę przez Lutowiska nuce sobie "w autobusie w Lutowiskach ścisk że nie ma czym oddychać, jeszcze chwila i ruszymy znów na szlak".
A ogród piekny, szczególnie fontanna :)
Pozdrawiam :)

Radziejowe Zacisze pisze...

Mario, dziś u Ciebie to prawdziwa przyrodnicza uczta. Jeśli chodzi o góry od czasów studenckich, kiedy z racji kierunku wybranego byłam zmuszona wszystkie zaliczyć, jakoś bardziej lubię je podziwiać wygodnie usytuowana u ponóża niż wspinając się po stokach. Niestety nie służy mi klimat górski, mam problemy migrenowe i dlatego wolę "szwendać" się po nizinach i wyżynach. Ogród masz piękny i taka różnorodność roślinek prawdziwa zielona dżungla. Podziwiam i pozdrawiam. Ania

gocha pisze...

Jak zwykle - znów mi dech zaparło :)

urden pisze...

Pikne.....

Ataner pisze...

Kolejna wspaniala wyprawa! Mysle, ze wspolnie niejedna gore bysmy pokonali. Moze kiedys...?! Wiem jedno, ze jak zawitam do Polski to wiem gdzie skieruje swoje moze nie pierwsze kroki(bo beda to moje rodzinne strony) ale na pewno zawitam w Twoje okolice i wprosze sie na chlebek prosto z pieca okraszony smalcem i ziolami z Twojego ziolowego ogrodu. Acha, zapomnialam dodac i nie omieszkamy odwiedzic szargo Wilka, napadniemy go i juz:)))
A moze jeszcze zlapiemy gdzies po drodze Anete i wyrwiemy ja z jej zaczarowanego swiata.
Co Ty na to Mario?!

jola pisze...

"Bieszczadzkie Anioły, Anioły bieszczadzkie", byłaś tam dokładnie wtedy, kiedy była też i moja Marika, lało i lało, ale i tak wróciła wniebowzięta. Bieszczady i to jeszcze puste - piękna sprawa. Goryczkę uwielbiam, u nas też dużo jej rośnie w zakamarkach leśnych polan i na łąkach, nawet przesadziłam ją sobie do ogrodu i kwitnie pięknie :) Cieniste oczko wodne - ech, ja od paru lat mam wykopaną dziurę przez Pana koparkowego właśnie na oczko wodne i tak schodzi rok za rokiem, ciągle nowe sprawy na głowie, nowe wydatki, a oczka jak nie było, tak nie ma. Może uda mi się w końcu w przyszłym roku. Marysiu, czy te czereśnie są tegoroczne - chyba to niemożliwe..Milin posadziłam i nie chciał w ogóle współpracować, w końcu wziął i usechł, może nie ten klimat, wiele roślin czuje się nie najlepiej na tej wysokości. Piękny ten Twój miejski ogród, oj piękny :) śle poranne buziaki takie otulone górską mgłą...

jola pisze...

Acha i Maksio, to prawdziwy "globtroter" :))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kokotku, to rzadkie zjawisko, żeby bez tłumów, bo powrót z Tarnicy już nie był taki fajny, pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycjo, a bo wiesz, i tu bym chciała i tu bym chciała, jakś pazerność mnie ogarnia, na życie, serdeczności.

Maniu, kiedyś taka sytuacja powtórzyła się, na Kamieniu Dwerniku, Wetlińską ciągnęły sznury turystów, a my spokojnie ich obserwowaliśmy przez lornetkę, siedząc na szczycie bezludnym, równie pięknym i widokowym, polecam. Ciepełko ślę i pozdrawiam.

Aniu z Zacisza, niziny i wyżyny również piękne, dyszenie pod górę przekłada się na więcej kilometrów po równinie, co też czuje się w nogach. A do ogrodu chyba maczetę muszę zakupić, serdecznie pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gocha, bardzo lubię Twoje komentarze, krótkie acz treściwe, pozdrowienia ciepłe i słoneczne ślę.

Urden, hej!

Ataner, czuj się zaproszona, połazimy, warsztaty chlebowe zrobimy i Wilka zaprosimy, on tylko za 3-tą góreczką! I Aneta też przyjedzie, a ja na to jak na lato, pozdrawiam mocno, pa.

Jolu z Jolinkowa, też mam chętkę na goryczkę, muszę poszukać takiej poza parkiem, tylko u mnie niżej, będzie chciała rosnąć? I jeszcze zapoluję na parzydło leśne. Cień nad oczkiem spowodował, że glon przestał rosnąć i opadł na dno, wymieniłam wodę, psikawkę do niej i chyba będzie. A czereśnie? Zdjęcia ogrodu były robione wczoraj, to najwcześniejsza odmiana, szpaki nie dadzą pojeść ich długo. Mocno pnącza obcięłam tą wiosną, chcieliśmy zamontować markizę, żeby od deszczu ochronić foteliki, a zwłaszcza poduchy i nie nosić co chwilę do domu, a tu masz babo placek! kosy! trzeba czekać, aż wywiodą młode, a nasza obecność wcale im nie przeszkadza. A oczko będzie, trochę później, przyjadę Ci pomóc, serdecznie pozdrawiam, pa, Jolu.
P.S. Maks był z nami wszędzie, teraz park zabrania wprowadzania psów bez smyczy, karają, ścigają, a on nie umie na uwięzi.

M. pisze...

i kolejna przepiękna wyprawa! Dużo ich się pewnie uzbierało w Twojej pamięci.
Twoje zadumane zdjęcie, na tle zamglonych gór - wyjątkowe!
No i Twój fantastyczny busz. Masz taką dobrą rękę do roślin, rosłyby pewnie chętnie również na trawniku pod miejskim blokiem.
Pozdrowienia!

Riannon pisze...

Wspomnienie piosenki "we wtorek w schronisku po sezonie..." (nawiasem mówiąc, każdej jesieni sobie ją nucę :-) wzbudziło moją tęsknotę za czasami, kiedy siedziało się przy ogniskach z gitarą i śpiewało. Nie mówię, że przy piwku, bo to czasy podstawówki były :-)))
Dzięki za wycieczkę po Bieszczadach, jestem łasa na takie widoki, bo nigdy tam nie byłam i nie zanosi się w najbliższej przyszłości.

ankaskakanka pisze...

Okropna nazwa imprezy. Odpowiedziałaś mi w poprzednim poście odnośnie gadów, i wiesz co? nawet o gadach piszesz tak pięknie, jakby to były kwiaty, czy motyle. Dla mnie to przerażające stworzenia, a gdybym zobaczyła żmiję w domu, uciekłabym pewnie. Choć to nie do końca prawda. Zawsze sobie powtarzam że to my wchodzimy w ich środowisko a nie one w nasze ( no z małymi wyjątkami). Gdybym zaś mieszkała w górach, lub na ternach podmokłych, leśnych, przyzwyczaiłabym się z pewnością do widoku gadów.
I pomyśleć, że może już za dwa miesiące będę stąpać po tych ziemiach.....

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, trochę ich mam w zanadrzu. A mama mówiła: Nie sadź tak gęsto, bo będziesz się czołgać pod drzewami, a ja na gwałt! szybko, dużo, bo gołe pole, no i mam.
Serdeczności i pozdrawiam.

Riannon, to są wspomnienia, góry zachlapane deszczem, a my z kubkiem herbaty i nosem przy szybie, a tam mgła. Moje łazęgi lat młodości przypadły na początek lat 80-tych, kolega z wojska przynosił nam cichcem żołnierski chleb, jakieś konserwy i nie wybrzydzało się, pajda chleba z dżemem i do przodu, a Bieszczady poczekają na Ciebie i odkryjesz je tak, jak ja Sudety, późno. Serdecznie pozdrawiam.

Ankoskakanko, to prawda z tą nazwą, nawet jak wpiszesz do wyszukiwarki, to ukazuje się kłębowisko żmij, a to od zespołu, też chyba nie pięknie, co?
Nie powiem, żebym gady nosiła na rękach, ale opowieści o skakaniu żmij za człowiekiem są mocno przesadzone. Sam kształt gada, wężowe ruchy nie są przyjemne, ale po coś one są. I niech sobie będą, a prosiemy, prosiemy, na południowy wschód! Cieplutko pozdrawiam.

aneta pisze...

Mario i Ataner, a co Wy takie konszachty? :DDDDDDDDD Dacie mi znać wcześniej?

Mario, Twój miejski ogródek to chyba ma tyle arów co mój wiejsko-podmiejski :DDDDD Mieści się w nim wszystko.
Powoli szykuję się na święto piwonii, co będzie u mnie w sobotę.
Pozdrawiam ciepło

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, damy, damy znać o okoliczności.
Ojejku, święto piwonii! A torty będą?
I drinki z parasolkami? Pozdrawiam.

Jolanna pisze...

Uwielbiam takie miejsca bez turystów, wtedy jest się bliżej Pana Boga :-)
Cudowna podróż - dziękuję za wędrówkę po górskich szlakach.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolanno, kiedy opuszcza się rozpalone miasto i wjeżdża w lasy Pogórza, od razu czuje się różnicę w płucach i zapach świerków, jodeł i kwitnących różności.W Krasiczynie zawsze po drodze zatrzymujemy się na lody w gałkach, pyszne. Na pewno rodzice wypoczywają od zgiełku, właśnie tu.
A w środku lata trafić na Tarnicę bez turystów to gratka, ale tylko dlatego, że było wcześnie rano i wszyscy jeszcze spali. Tak, tam w górze tak się czuję, bliżej i jako część dzieła stworzenia,
pozdrawiam serdecznie.

jola pisze...

No Marysiu, trzymam Cię za słowo, z tą pomocą przy oczku wodnym, czemu nie :) może za rok się uda...A parzydła ci u nas dostatek :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, Jolu, jestem zaprawiona w kamieniarce, a i żab się nie boję. A woda do oczka skąd? A Inkwizycja udoi nam mleczka koziego, będzie pilnować inwentarza, gdzieś tam wyczytałam, a może mi się śniło? Serdeczności niech lecą na Jaworzyny, pozdrawiam cieplutko.

Grey Wolf pisze...

piękne widoki i ogrody :)..spanie w aucie to dla mnie nie nowość ;)..kiedyś w 3 dni przeszedłem wszystkie połoniny, i jeszcze okoliczne szczyty, aż mnie już w kolanie łupało przy schodzeniu :D..
Wszyscy straszą żmijami, a ja przez rok może raz widuję :)
To tak jak nad Soliną, przy tamie pełno luda, a na wzgórzach wokół nikogo :)
Ale u mnie nic jeszcze nie gotowe dla gości, wszystko rozbabrane ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grey Wolfie, chyba schodzenie jest gorsze od wchodzenia, czuje się wszystkie wiązadła w kolanach, czasami próbuję zbiegać, ale można się zabić. Więcej jest zaskrońców, ale przecież one nie gryzą, a padalce to już pełzająca łagodność. No coś Ty, tak jakoś wyszło, że kiedyś, jak Ataner przyjedzie , to zrobimy zlot, nie napadałabym ludzi bez uprzedzenia, absolutnie. Pozdrawiam. A popadało coś na Pogórzu? Może w sobotę uda nam się wyskoczyć na chwilę, obejrzeć grządki, coś uporządkować. Na razie sprawy rodzinne trzymają nas w domu.

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Piękne zdjęcia i wycieczka
ps
No posadzę posadzę, tylko najpierw niech chłopaki wyleją taras i zadaszą połowę. Cos winobluszcz jest mi najbliższy sercu. posadziłam już 2 z przodu domu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Hannah, winobluszcz japoński? taki, co pięknie przebarwia się na jesień? Kątem oka oglądam "Wyznania gejszy", sen jakoś odszedł, chciałabym, żeby było inne jutro.
Serdeczności.

Grey Wolf pisze...

no przy wchodzeniu kolana nie tak obciążone..właśnie dziś wieczorem popadało z pół godziny, i podlało wszystko, a cały dzień grzmiało naokoło :)..
a w którym miejscu te lody?..ja mam przygotowany winobluszcz odm. Star Showers, jasno nakrapiane liście, jak klon jesionolistny Flamingo ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wilku, może i u nas coś podlało, muszę opalikować pomidory i tyki do różnych grochów, a poza tym to nie wiem, co tam zastaniemy, może dziczyzna urzędowała?
A w kąciku, przy parkingu po prawej, jadąc od Birczy. Ja mam na pergoli przy domu zielony, ale rośnie jak wściekły, a z drugiej strony, przy garażu, zwykły pięciolistkowy i nazywam go "plagi egipskie", bo walczę z nim co roku.Klon jesionolistny też jest, jeden nakrapiany na żółto, drugi biało, a, długo by opowiadać. Pozdrawiam.

gosiaB pisze...

Marysiu, ależ Ty piekne zdjęcia cykasz. Można się zakochać w tych miejcach ze zdjęć, bezpamięci. Do tej pory myślałam, że Bieszczady są nudne, ale zmieniłam zdanie. Dzięki Tobie szczerze do nich zatęskniłam. Pozdrawiam GosiaB

Wonne Wzgórze pisze...

Uwielbiam takie klimaty, jak opisywany przez Ciebie koncert. U moich rodziców odbywa się festival nad Jeziorakiem i to chyba podobne klimaty. Bieszczady marzą mi się ogromnie, ale pewnie nieprędko tam zawitam.

Sunniva pisze...

Mario ! Dzięki Tobie znowu odbyłam piękną wycieczkę :)Może kiedyś zajrzę w Twoje strony . Są piękne urzekające! Pozdrawiam ! S.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

GosiuB, no jakie nudne, i zmęczyć się można, i poczuć wiatr we włosaach na górze i bolące kolana przy zejściu.
Pozdrawiam serdecznie.

Wonne Wzgórze, one poczekają, aż znajdziesz jakiś wolny czas. Takie festiwale są fajne, a jak można się ośpiewać, ciepełko ślę.

Sunnivo, koniecznie trzeba zajrzeć, może jesienią, jak pięknie góry się przebarwią lub wiosną przy leciutkiej zieleni, pozdrawiam.

guga pisze...

Cudownie się z Wami chodzi, w tyle miejsc zabieracie, a to koncerty, a to wędrówki po cudnych górach, a to cerkwie, a to schylimy się nad jakąś roślinką...pójdę z Wami na kraj świata:)))
Wczoraj do 3 w nocy wyszukiwałam i słuchałam zespołu Wołosatki, nie znałam go, albo może nie przypominam sobie...bardzo mi się podobają!
Pozdrawiam!
Maksia ucałuj w pyszczydełko!!!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Guga, a kiedy Ty śpisz? nie wolno zarywać nocy. Cieszę się, że podobają Ci się te łazęgi, jesteś wspaniałym kompanem. Pozdrawiam serdecznie, Maksio też.

Grey Wolf pisze...

no dziś była 'powtórka z rozrywki', czyli znów popadało..może kiedyś sprawdzę te lody :)..winobluszcz musi mieć miejsce do wzrostu..u mnie już pierwszy mały pomidorek :D..podobno na dziczyznę pomagają te lampki słoneczne, w Marketach po 5zł teraz są..

Grey Wolf pisze...

a masz Turówkę Wonną, 'Żubrówkę'?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

No to przynajmniej nie trzeba podlewać, no, pomysły z lampką godne uwagi. Żubrówkę-roślinę? nie mam, a przydałaby by się, gdzie to kupić? U nas po popołudniowej ulewie spłynęła gliniasta maź ze skarpy budowanej obwodnicy, płynęła szerokością ulicy, na chodniki, wpływała ludziom na podwórka, zastawiali się workami jak podczas powodzi. Wieczorem, jak wracaliśmy, myjki myły ulice, a dziś jak wyschnie, będzie unosić się pył nad okolicą, ot, uroki budowy, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

parę dni będzie wilgotno :)..no, w nocy świeci i boją się podchodzić..a np. tu http://kalmar.bazarek.pl/opis/43279/turowka-wonna.html#producent
Może zamówię parę różnych gatunków, wysokie, niskie, i zrobię kącik trawiasty :D, jak najpierw odchwaszczę ;)..
teraz tak jest z ulewami, w miastach wszystko zabetonowane, zakostkowane, zaasfaltowane, woda nie ma gdzie wsiąkać..

Lusi pisze...

Cudnie czas spędzacie. Już tęsknię za pójciem w góry poza szlakiem, tam gdzie nie ma nikogo-cisza i tylko kojące odgłosy natury... Ściskam Cię mocno

Grey Wolf pisze...

będę mieć trawę Żubrówkę!..zamawiałem u kogoś innego parę różnych bylin, i jeszcze z głupia frant zapytałem, czy nie ma też Turówki, okazało się że jest, i ma dołożyć do paczki :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Lusi, ja też poszłabym, gdzie oczy poniosą, ale jakoś czasu brakuje, pozdrawiam.

Grey Wolf, a, to będzie kiedyś żubrówka z sokiem jabłkowym, zacny napitek. Ja zapytam tam, gdzie kupuję zioła, mają taki ogrom roślin, że muszę szybko uciekać, bo mogę nie mieć silnej woli, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

liście się też suszy, i pali jak kadzidło, to nasza wersja indiańskiej Sweet Grass :)..w Przemyślu nie ma dużego wyboru roślin..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wilku, nie pomyślałam, że również można ją spalać dla zapachu, a czy przypadkiem nie daje ona jakichś stanów euforycznych?
Jak jadę od mamy, to wstępuję do szkółki w Oleszycach, to koło Lubaczowa, ale mają wybór i zadbane rośliny, nie takie zdechlaki jak w markecie budowlanym.
Pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

nie, raczej do oczyszczania duszy, przestrzeni, i dla pozytywnej
energii :)..http://sklep.tarotnet.pl/product_info.php?ref=304&products_id=836958&affiliate_banner_id=1
o, zbieraj kwiaty jaśminu
:)..http://www.yerbamarket.com/product-pol-3291-Jasmin-kwiat-.html