poniedziałek, 12 września 2011

Głęboka studzienka, głęboko kopana ...

Wcale nie jest głęboka, tylko na 5 kręgów, w czasie deszczów wody jest równo z ziemią, a podczas suszy - 3 kręgi. Od momentu wykopania troszkę po macoszemu ją potraktowaliśmy, tylko wylewanie wody, a dno było paskudne, gliniaste i woda zaczęła zajeżdżać mułem.
Sprężyliśmy się w sobotę i zrobiliśmy wszystko, jak należy ...


,... woda została wypompowana ...


,... na początku leciała czyściutka ...


,.. a potem z dna mocno mulista, trzeba było co chwilę odpompowywać, bo napływała nowa, nieładnie wygląda to dno ...


,... samo błocko.
Potem mąż zszedł do otchłani po drabinie ...


,... wyłożył dno włókniną, taką przepuszczającą wodę, a izolującą muły denne, potem na to warstwa płaskich kamieni, a jeszcze na to warstwa żwiru filtrującego, myślimy, że teraz będzie dobrze.
Zapytałam: - Jak tam jest na dole?
 - Zimno!


No i tradycyjnie odwiedziło nas stado dzików, podwórze przewrócone do góry nogami, ale jakoś tak się potem dzieje, że teren sam się równa i na wiosnę nie ma śladu ich działalności.


Rośliny na grządce wydają ostatnie plony, całkiem przyzwoite, cały koszyk szparagówki zebrałam, dynia spomarańczowiała, przetrwały pomidorki koktajlowe, a ogórki przypominają kule ...





,... to jest pietruszka naciowa, o kędzierzawych listkach, wieloletnia, już została oszczypana i przywieziona do domu, a to dary ziemi, patrząc na ten koszyk odczuwam radość ...


Po południu wybraliśmy się do lasu, grzybów szukać ...


Niedaleko naszej drogi, na stary modrzewiu wielkie gniazdo, to orliki krzykliwe, słyszę ich głosy, jak są młode, potem uczą się latać, a jeszcze potem usiłują żałosnym krzykiem zmusić rodziców do przyniesienia im jakiejś zdobyczy, a stare ptaki skrzydła za pas, uciekają nad potok i radźcie sobie same!
Droga do grzybowego lasu schodzi cały czas w dół, przy zarośniętej ścieżce sosna, nazywamy ją "drzewem wisielców" ...




A w lesie sucho, pusto, żeby chociaż muchomora spotkać, nic! Obeszliśmy strome polanki, Bigos nałapał mnóstwo nasion przytulii w swój kosmaty pysk, Maks z racji, że słabiutki, noszony był na rękach w miejscach trudniejszych, a potem do potoku, do wodopoju ...
Nie ma Maksio długiego życia przed sobą, z tym chorym sercem od kilu miesięcy do roku, smutne to ...


A potem poszliśmy zobaczyć, czy woda w studni ładnie przybiera i przy okazji na pola ...


Daleko na łące siano poskładane w kopki ...


... rudzieją jesiennie drzewa ...


... delikatne zimowity zapanowały na wykoszonych łąkach ...


A tę górę w tle poznajecie?


Wypłowiały trawy, pod wieczór świerszcze  wygrywają jak oszalałe, nawet nie wiem, do której w nocy trwają te koncerty, tym razem towarzyszł im inny dźwięk. To z doliny niósł się głos ryczącego jelenia, tak, tak, już zaczynają  się rykowiska ...


Bardzo lubię niebo o wschodzie słońca, słońce schowane jeszcze za górą, ale już oświetla chmurki ...


Daleki widok z naszej drogi we wsi, zatrzymaliśmy się na chwilkę, zarżał koń, pewnie do nas ...


A nieco dalej takie widoki ...


... słońce ledwo wzeszło i ukośnie oświetla góry ...


A dla tego widoku pojechaliśmy na wzgórze kalwaryjskie ...



To Ukraina, mobilizujemy się, idziemy robić zdjęcia i paszporty, może by jeszcze na Huculszczyznę przed śniegami zdążyć? to blisko nas ...


Zadymiliśmy w niedzielne przedpołudnie, zapachniało śliwkowym dymem, będą przypiekane smakowitości ...


Obserwowaliśmy z okna kuchennego, jak w sadzie biegała niepłoszona przez nikogo kuna, o ciemnobrązowym futerku, skoki w trawie, wyskok na starego orzecha, na drugiego, owijała się wokół pnia, strasznie zwinne zwierzę, a potem w krzaki sąsiedzkie i tyle ją widzieliśmy ...


Krzyżak utkał sieć, jak zwykle w drzwiach przybudówki ...


... dopadł muszkę ...


... okręcił pajęczyną w kokon ...


I to koniec pajęczej historii ... i muszki też.
My też już musieliśmy wracać, zapakowaliśmy drzewo do przyczepki i w drogę, i po drodze jeszcze lody w Krasiczynie, bo było upalnie.
A pod domem już jesienie ...



... w miejsce uschniętych bratków posadziłam biedronkowe wrzosy, corocznie zapominam o ich przechowaniu przez zimę i powtarzam sadzenie, w tym roku obiecałam sobie okryć je włókniną i gałęziami, może przetrwają ..
A ta "halloweenowa" dynia to też klamociarniany nabytek, ceramiczna ...


W słoiku moczy się nalewka rozgrzewająca, cytrynowo-miodowa, od Mony ...
Jeszcze chciałam napisać Wam, że na moim przedmieściu-wsi przebywa szwedzkie małżeństwo, rozbili namiot niedaleko nas, z osiołkami pokonują Europę, jak z drogi zobaczyłam pasące się osiołki, to pomyślałam, co to? rumuńskie osiołki? Stanowią lokalną atrakcję, ale myślę, że źle się z tym czują, każdy potrzebuje spokoju, dlatego nie zrobiłam im zdjęcia, nawet z ukrycia.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za ciepłe słowa, miłego tygodnia, w szkole, w pracy i w domu, pa.
Uraczę Was jeszcze pogórzańskimi cukieraskami ...























36 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Pięknie i jędrne masz warzywka. I takie kolorowe. Lubię jesień pod tym względem. Ja nazbierałam trochę grzybków ale nie mam taaaakich widoków nad czym okropnie boleję. Pozdrawiam

grazyna pisze...

A mnie sie podoba to Wasze autentyczne zycie! dla mnie to wlasnie znaczy dobrze , w pelni, cieszyc sie tym co wartosciowe, piekne, glebokie...bardzo pozdrawiam

Asia i Wojtek pisze...

Strasznie serce boli, gdy patrzy się, jak życie z ukochanego zwierzaka pomalutku ucieka. Wy macie czas, żeby się spokojnie pożegnać. Kiedy umierała nasza kicia, Jo trwało to tylko dwa tygodnie. Mało czasu, bardzo mało.
Ale przynajmniej wie, że jest kochany.
Coś ta jesień mnie nostalgicznie nastraja bardzo...

kyja pisze...

ta góra to pewnie Kopystańka !
plony piękne!
pozdrowienia!

mania pisze...

Piekna jesień! Ja też się wybieram na zimowity.
Szkoda pieska, to jak członek rodziny.
Dziękuje za Kopystańkę :)
Słońca życzę :)

M. pisze...

Napasłam się Twoimi widokami i jestem pełna błogości.
Ten smakowity koszyk, to nie dary ziemi, tylko Twojej pięknej współpracy z nią. Bez Ciebie by ich nie było.
Koń na pewno rżał do Was - widać to po jego minie.
To był post z Kopystańką, w przeciwieństwie do postów bez Kopystańki.
Dobrych rzeczy!
Dzięcioł odmówił współpracy. Mówiłam, że świnia z niego!

*gooocha* pisze...

Jak nic jesień idzie :)

Mona pisze...

Chyba najbardziej raduja jesienne plony , bo latem to takie oczywiste- marchewka ,sałata..szczypiorek..a jesienią plony traktuje sie jak skarby, bo za chwilę ich nie będzie..ah..rozmarzyłam się :) Pozdrawiam..

Margarytka pisze...

Warzywka przepiękne. Niemal można poczuć ich zapach tak się pięknie prezentują na zdjęciach.
Ze studnia to wykonaliście spora pracę, ale jak rozumiem zaprocentuje krystalicznie czysta wodą do samego dna.
Szkoda mi bardzo Maksia, że taki chorutki. Bardzo chciałam, żeby mu się polepszyło i rokowania były pomyślniejsze.
Widoki jak zawsze zachwycające. Konik zaczepialski ;).
W sobotę też zrobiłam trochę zdjęć drzew, na których zaczynają pojawiać się rude liście i ja nie pajączka a ślimaka śledziłam z aparatem jak wędrował poprzez trawy.
I jeszcze jedni. Zabrałam się za dzierganie szalika na zimę :). Na razie na drutach, bo łatwiej. Kolejny może się odważę szydełkiem :D
Pozdrawiam serdecznie
M

Mażena pisze...

Dobrze, ze wkleiliście dużo zdjęć. Wszystko takie urocze!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, u nas posucha grzybkowa, warzywka czekają na spożycie i przerobienie, a bo co u Ciebie? zupełna równina? też ładnie, pozdrawiam.

Grażyno, na pewno powtórzę się po raz nie wiem który, trzeba mieć jakiś cel w życiu, bo jak już go nie ma, to trzeba wybierać się na tę spokojniejszą stronę, gdzieś to przeczytałam, a trzymam się tego, bo taki cel wyzwala w nas siły, i chce się coś robić, serdeczności.

Asiu i Wojtku, widzę, jak gaśnie Maksio, schudł już kilogram, umilamy mu, jak możemy, to życie, no cóż, nasze stworzenia szybciej odchodzą od nas, może to i lepiej, ale tak ciężko przychodzi to rozstanie, pozdrawiam ciepło, a pogoda dziś była iście letnia, prawie 30 stopni.

Kyjo!!! ooo, już widzę, że przesadzam z tą Kopystańką, ale to nasza najwyższa góra za miedzą i zawsze chcąc nie chcąc, wejdzie mi w obiektyw, serdecznie pozdrawiam.

Maniu, pewnie wyskoczę jeszcze w tygodniu do chatki, zabiorę psy, trochę pokoszę, bo trawa urosła i ponapawam się tą jesienią, a ta Kopystańka to wpycha się tak wszędzie, nie ma na nią rady, opiekujemy się Maksiem, ale co ma być to będzie, ciepełko ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, i ja jestem w błogości, jak wyspinam się na te łąki powyżej, koniś był ze źrebakiem, potem zauważyłam pod drzewem. Bardzo starałam się , żeby Kopystańka nie wdarła się przemocą do aparatu, ale to wszystko na nic, a dzięcioł zwiał? Serdeczności.

Gocha, idzie wielkimi krokami, czekam na kolory buków, babie lato, pozdrawiam.

Mona, trzeba będzie powolutku wyjmować z ziemi marchewki, pietruszki, niewiele tego, ale ujdzie. Tak naprawdę, to najbardziej są smutne te szarugi jesienne i krótki dzień, ale potem to już coraz lepiej, ciepło pozdrawiam.

Margarytko, też mamy taką nadzieję, że będzie kryształ, trzeba ją użytkować intensywnie. Maksio przyjmuje leki, a co będzie, to czas pokaże, to była klaczka ze źrebakiem, być może chciały wody, za chwilę przyjechał gospodarz i napoił konie, obok stał beczkowóz. Ze ślimakiem to chyba długo Ci zeszło, bo on taki powolny, myślę, że szalikiem pochwalisz się, jakieś ażury dziergasz czy też gładko? szydełko nie takie straszne, pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, jak zwykle dużo zdjęć, bo nie potrafię się oprzeć i wszystkie po kolei wklejałabym, ale umiar pożądany, serdeczności.

Sławomir z zaścianka pisze...



BAŚNIOWY PRZEWODNIK

Szanowna Pani, ponieważ pojawiło się tu powabne słowo: Huculszczyzna, na które jestem ostatnio wyczulony, pozwalam sobie wyłonić się z wirtualnej przestrzeni i skierować Pani uwagę na pewne dzieło, zakorzenione właśnie w/na Huculszczyźnie. Ten Epos z nalotem patyny został stworzony przez Stanisława Vincenza w latach 30-tych i nosi tytuł „NA WYSOKIEJ POŁONINIE”.
W międzywojennej Polsce został niezrozumiany i niedoceniony, a dla zagonionej współczesności jest prawie nieznany, bo jego rytm zmusza czytelnika do zwolnienia i wyciszenia. Jest to konieczne, aby można było odkryć inną rzeczywistość i usłyszeć jej zawsze obecne głosy.
Dopiero od niedawna zacząłem napawać się pierwszym tomem „PRAWDA STAROWIEKU”, ale oglądając powyższe zdjęcia sądzę, że również Pani może zainteresować się tym dziełem, które może stać się niezwykłym przewodnikiem po Huculszczyźnie.
Wyczekuję na Pani zdjęcia z planowanej wycieczki z cierpliwością i spokojem, czego uczy mnie Stanisław Vincenz (a to trudne zadanie).

Grey Wolf pisze...

no porządnie studnia zabezpieczona..ale samo dno, czy boki tez?..u mnie się nie muli, akurat bardziej kamieniste miejsce :)..mi pietruszka naciowa padła, teraz mam seler naciowy ;)..no, te koktailowe bardziej wytrzymałe..do mnie dziki nie podchodzą..dziobata ta sosna :)..a ja myślałem, że to krokusy, koło mnie nie rosną..i świerszcze też nie grają :/..

Radziejowe Zacisze pisze...

Maryś znów się u Ciebie zaczytałam i zapatrzyłam i na chwilkę odsapnęłam od wielkomiejskiego zgiełku na łonie przyrody. Ta przyrodnicza wędrówka dała mi ukojenie dla mojej skołatanej duszy.
Taki tu u Ciebie spokój i tylko troszkę smutku się wdziera w sielankę gdy bliskie zwierzaczki słabsze i starsze, ale mimo wszystko szczęśliwe bo maja Was blisko. Pozdrawiam cieplutko i uściski ślę. Ania:)

Margarytka pisze...

Trzymam kciuki za Maksia. Szalik jeszcze nie ażurowy tylko ma łatwe wzory z prawych i lewych oczek, ale to akurat dorabiam do kupionej czapki. Nie wiem czy miałabym się czym chwalić, ale można się odstresować machając drutami.
Pozdrawiam serdecznie
M

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Sławomirze, dzięki serdeczne za zwrócenie mojej uwagi na postać Stanisława Vincenza i jego dzieło. Babcia mojego męża w latach młodości przebywała w Kołomyi, potem w Husiatynie, gdzie uczyła w szkole i często wspominała tamte czasy. Przygotowania trwają, dziś jedziemy złożyć wnioski o paszporty, poza sezonem pójdzie może szybciej cała procedura i jeśli dobry los pozwoli, wyruszymy. Pozdrawiam serdecznie.

Grey, studnia nie zamula się, woda jest czyściutka, tylko było takie brzydkie gliniaste dno, boków nie zabezpieczaliśmy, bo już sobie woda zrobiła swoje korytarzyki i płynie między kręgami, trzeba tylko intensywnie użytkować, dziki chodzą jak po swoim, aż pod chatkę, a sosna to taki punkt rozpoznawczy: którą drogą szłaś? koło drzewa wisielców.
Koło Ciebie trawa wysoka, może dlatego nie ma, ładnie je widać na skoszonej łące, nie ma świerszczy?/pewnie źle je nazwałam, o pasikoniki mi chodziło/, one są wszędzie, a jelenie już ryczą koło Ciebie? słyszałeś? pozdrawiam serdecznie.

Aniu, bo Ty teraz wróciłaś do wielkiego miasta i po spokoju w Zaciszu ciężko jest Ci przestawić się na wielkomiejski zgiełk, a wiesz, że dzień po dniu zbliżają się już następne wakacje? Pozdrawiam serdecznie.

Margarytko, wzory im prostsze tym ładniejsze, jakoś nie mogę jeszcze skupić się nad robótką, ale masz rację, druty i szydełko uspokajają, serdeczności.

Magdalena pisze...

Już całe wieki nie widziałam pietruszki kędzierzawej. Niezła robota z tą studnią. A zimowity mile kojarzą się z krokusami. :)))

Grey Wolf pisze...

to ja tą drogą nie szedłem :)..koszona też jest..parę widziałem zielonych i tych szarych mniejszych, ale cicho są..za to parę świetlików widziałem :)..jeleni też nie słychać, tu rzadko, nad Soliną to dużo ryczą..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdaleno, to jeszcze nie koniec z robotami przy studni, trzeba wylewać wodę , niech nachodzi nowa i oczyszcza się, a ta kędzierzawa bardzo malowanicza, zimowity tak, jak krokusy, natura obdarowała i wiosnę, i jesień, serdeczności.

Grey, no pewnie, że nie szedłeś, musiałbyś do nas przyjechać, jakieś leniwe te Twoje pasikoniki, świetliki też widywaliśmy, szkoda, że nie można ich sfotografować, jest na co popatrzeć, mąż widział pod Arłamowem, bliżej Kwaszeniny na rzepakowym polu, całe stada jeleni i saren, zwierzęta wychodziły pod wieczór, ludzie przyjeżdżali oglądać to rykowisko, a przez drogę przeszedł mu ryś. W niedzielę towarzystwa dotrzymywał nam czarny dzięcioł, głos ma jak młody jastrząb, jest co podziwiać, pozdrawiam serdecznie.

Margarytka pisze...

Ja natomiast nie mogę się doczekać aż ten szalik skończę. Pewnie wezmę się za coś następnego, być może bardziej skomplikowanego. To się jeszcze zobaczy.

Tenia pisze...

Czytając Twój post można się rozmarzyć,zakochać w miejscach które sfotografowałaś.Są piękne.
A ten pełen kosz-to tylko radość.
Pozdrawiam serdecznie:))

Grey Wolf pisze...

no pod Arłamowem może być więcej..tu nikt rzepaku nie uprawia :)..no proszę nawet ryś się trafił..unikalny..a Ci z osiołkami to pewnie co im w zeszłym roku zastrzelili jednego..do studni trzeba schodzić w upały, ciepło ubranym, bo jak w jaskini :D

Ale mi się jeden Hucuł spodobał, może kupić..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Margarytko, a dużo jeszcze zostało do końca?

Teniu, to widoki z mojego pola, na górce, i z wiejskiej drogi, a wieś malutka, pewnie z 15 domów, sklep w dolinie, w innej wsi, ale to mój mały świat, serdeczności.

Grey, pewnie, że kup, przyjedziesz górami do nas, na hucule; tak, to ci, widziałam wędrowca, wygląda jak Mojżesz, długa, biała broda, bardzo oryginalnie, pewnie też bym tak wędrowała, ale trzeba mieć do czego wrócić; koczowali koło nas ze 4 dni, mają jeszcze 2 psy i taką kolaskę do przewożenia ciężarów, czasami zazdroszczę takim ludziom, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

rajdy będę robił :)..no, wolni ludzie..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Rajdy konne, ma się rozumieć, to może jeszcze wozy cygańskie i na parę dni w góry, fajna rzecz, tylko leśnicy przy każdym wjeździe stawiają zakaz, ale pomysł dobry, rozwojowy dla Twojej chatki-bazy, a co ze spokojem i leśną głuszą?

Grey Wolf pisze...

Rajdy po indiańsku z namiotami :)..znajdzie się tajemne ścieżki..przy paru 'dzikich' osobach też jest spokój ;)..

Grey Wolf pisze...

na Korzeńcu też mają Hucuły i rajdy :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A tak, pamiętam Twój wpis z zeszłego roku ze stadniny hucułów na Korzeńcu, co się nagłówkowaliśmy wtedy ze zdjęć, gdzie to jest, niby wiemy, a nie wiemy. Będą chętni na wigwamy? chyba że z tej społeczności indiańskiej, bo wiem, że gdzieś spotykają się na zjazdach, rozbijają wigwamy i spędzają razem czas, heh! mogą i u Ciebie.

Grey Wolf pisze...

bo to jest bardziej na Krępaku, i żadnej strzałki nie ma, droga w las idzie, przy przystanku :)..natchnieni się znajdą ;)..tylko trzeba zaplecze mieć :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Oznaczenie trzeba mieć, bo kto przyjedzie, tyle razy tam przejeżdżaliśmy i do głowy nam nie przyszło, że mają gdzieś konie. Dużo Ci jeszcze zostało do zakończenia budowy Twego zaplecza? można z nimi współpracować.

Grey Wolf pisze...

jak byłem niedawno, to mówił że kto chce to znajdzie, i robią i pikniki, pół kolonie, itd. :)..mają stronkę swoją http://www.konie-korzeniec.pl/..
Oj sporo i w chatce, i wybieg by trzeba zrobić, zadaszenie..

domowa kurka pisze...

miód na serce... widoki i twoje serce

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grey, i tam wpadł Ci w oko ten hucuł, tak? no ja bym tam chyba nie trafiła, nawet nie wiem, w którą drogę skręcić.

Kurko, to Ty mi nakapałaś miodu, swoimi słowami, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

zaprowadzę kiedyś ;)