środa, 14 września 2011

Wyrzucamy to na śmietnik ...

Takie słowa usłyszał mąż, kiedy zapytał ludzi sprzątających strych w starej kamienicy, co zrobią z tymi rzeczami?
No i przygarnął je do domu, trochę zniszczone, nadgryzione zębem czasu, trzeba przy nich popracować, aby odzyskały w części dawny blask, może nie blask, ale żeby jeszcze trochę posłużyły, nawet jako ozdoba.
Pierwsza zdobycz, to kufer podróżny chyba ...


Myślę, że wyszoruję go w wodzie z dodatkiem mydła szarego, a potem napastuję czymś bezbarwnym. Brakuje kawałka dna, wielkości dwóch dłoni, uzupełnię patyczkami, bo z tego jest zrobiony, okleję materiałem podobnym i jakimś czymś utwardzającym go potraktuję.


Uchwyty skórzane w dobrym stanie, nie sparciałe ...


,... takież narożniki ...


,.. też trzeba będzie je czymś zapuścić ...


Posiada dwa główne zamki i trzy małe, takie zatrzaskowe, pewnie mosiężne, bo zielenieją.
Wewnątrz kufra jest obicie z papieru, które wymienię na  nowe, po prostu okleję wikolem albo zwykłym klajstrem, jaki robiło się w szkole. Jest duży, od biedy można się w nim schować ...
I stół ...


,.. na lekko rzeźbionych nóżkach ...


,.. posiada fajną szufladę z porcelanowym uchwytem ...


,.. a dookoła biegnie ozdobna drabinka. Widzicie te gwoździe?


,.. a blat jest wycięty, z wywierconymi otworami, bo służył jako blat roboczy w jakiejś majsterkowni i przykręcona była tam jakaś maszyna czy też imadło.
Blat trzeba wymienić, nie może być za masywny, bo ten jest dosyć cienki, tak sobie pomyśleliśmy, że może z desek podłogowych, takich gotowców  na pióro-wpust, a potem ładnie delikatny frezik puścić, tak, jak jest tu.
Deski oczywiście są jaśniutkie, sosnowe, przydałoby się je przyciemnić jakąś bejcą, a potem zapastować pastą  robioną na kuchni z terpentyny, wosku pszczelego i alkoholu.
Może jakaś dobra duszyczka podpowie mi, czy dobrze myślę z tymi robotami?
A kiedy rano robiłam te zdjęcia, wiatr zaszumiał lekko w moich olbrzymich trawach  i zobaczyłam misternie utkane sieci ...



Pełno takich w ogrodzie, jak się w porę nie zauważy, to przylepiają się na oblicze ...



Takie paluchy upiekłam, z ciasta krucho-drożdżowego, przepis oczywiście zmodyfikowany przeze mnie, dosypałam startego, wyschniętego buncu i kilka ząbków czosnku, przeciśniętych przez praskę, smak oryginalny i jak zwykle, niepowtarzalny ... Do barszczyku jak znalazł, a jakie pyszne ciepłe, posmarowane masłem ... Tylko tyle się ostało ...


To moja pogórzańska borówka amerykańska, podsypałam ją torfem, który został mi po sadzeniu wrzosów, podobno lubią takie kwaśne rzeczy ...
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za zaglądanie do mnie i ciepłe słowa, miłego końca tygodnia, pa.
A ja będę kosić pogórzańskie trawy, zbierać śliwki, ze spadów jabłkowych może marmoladę uwarzę, a w piecu ususzę pomidory, aha! kalina obrodziła i bez czarny uchował się, na syropek przeciwkaszlowy będzie!






A to kiwi, tak się rozszalało, że zarosło pół chatki!


25 komentarzy:

aneta pisze...

Nie wiem czy jestem dobrą duszyczką, ale nie mogę milczeć, jak coś jest w moim temacie poruszane :))))) Mario, wydaje mi się, jeśli idzie o blat do stołu, że lepiej przestrugać cienkie zwykłe deski i połączyć je na szerokości kołkami albo lamelkami. Robiłam kiedyś blat z desek podłogowych, ale to trzeba mieć potem szeroką szlifierkę taśmową na długą taśmę, żeby ładnie na gładko go potem wyszlifować. Ręczną szlifierką tak ładnie nie wyjdzie. Poza tym na brzegach będzie widać łączenie na pióro i wpust. I wtedy trzeba dodatkowo tak, jak piszesz okleić jakąś listewką. A zwykłe deski łączone na kołek można od razu przejechać ręczną frezarką i nadać ładny kształt obrzeża blatu. Jeśli chodzi o kolor, to możesz kupić słoik gotowego wosku do mebli w odpowiednim kolorze. Mniej pracy. Odchodzi czas na bejcowanie, czas na co najmniej dwukrotne szlifowanie i czas na przygotowywanie specjalnej mikstury. Takie są moje doświadczenia. Pozdrawiam ciepło

*gooocha* pisze...

Jestem przekonana, że tym "podniszczonym klamotom" nadacie drugie, piękne życie:)
Ale bym skubnęła tego Twojego palucha! Mnaaaamuśny musi być!!

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Pochwała dla mezczyzny, mój Kot jakby takie skarby zobaczył uciekałby gdzie pieprz rosnie

ankaskakanka pisze...

Dobrze, że są tacy ludzie jak Wy, którzy dajecie starym meblom drugie życie. Mój mąż nigdy nie podjął by się zabrania i renowacji tych mebli. Paluchy na pewno super, z dodatkiem bunca i czosnku, smakują pewnie nieziemsko. Pozdrawiam

CzarnyKot pisze...

Mario prawdziwe skarby, ja porad niestety nie udzielę, raczej bedę korzystać z tych udzielonych Tobie. sama ostatnio wyszperałam taka starą walizę i zastanawiam się jak się za nią zabrać , żeby nie zepsuć.
Proszę napisz coś więcej o tym syropie z kaliny, bo nigdy sie nie spotkałam.
serdecznie pozdrawiam

mania pisze...

Dawniej robiono przedmioty solidne, na całe życie. A co po nas zostanie? Kupka plastiku?
Ciekawi mnie bardzo, jak będą wyglądac te cuda po renowacji i jak je spożytkujesz :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Antonina pisze...

Fantastyczne znaleziska- z ciekawością będę czekała na ich odnowienie.Paluchy jak smakowicie wyglądają, tak zapewne smakują.

kyja pisze...

Oooo, na taki stolik właśnie polujemy!! szkoda,że nie natknęłam się nigdzie na podobną akcję wyrzucania starych przedmiotów...

vinniczek pisze...

Cudeńka uratowaliście!!!
I pajęczyny piękne!!!

jola pisze...

Matuchno kochana, jakie skarby zdobyliście, piękne, aż mi się oczy do nich zaświeciły. Marysiu droga, a skrobnij że przepis na te paluchy, bo smakowite pewnie :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, wszystkie Twoje uwagi biorę pod rozwagę, bo Ty jesteś spec od drewna, też myślałam o deskach, ale żeby je skleić, ściski pewnie jakieś by się znalazły, chociaż w oryginale są dwie szerokie deski, ze szparą pośrodku i to cały urok, dziękuję bardzo za super porady, pozdrawiam serdecznie.

Gooocha, tak będzie, wszystkie sprzęty w chacie dostały drugie życie, a paluchy smakowite, wrzucę przy okazji przepis, serdeczności.

Hannah, bo to trzeba widzieć potencjał w takich klamotach, chociaż moja mama zawsze mówi: Czyś ty zwariowała? takie graty drzeć do domu?a mąż wie, że coś z nimi uczynię dobrego, pozdrawiam serdecznie.

Ankoskakanko, a dlaczego nie podjąłby się małżonek? to wyzwanie, dużo pracy, a potem może być bardzo fajny efekt, w sklepie tego nie kupi; paluchy zniknęły ciut za szybko, sama pewnie połowę zjadłam na ciepło z masłem, dlatego też jadę kosić, bo trzeba się rozruszać, ciepełko ślę.

Margarytka pisze...

Piękne zdobycze z pewnością otrzymają "drugie życie" :). Z niecierpliwością będę czekała na zdjęcia już doprowadzonych do porządku :D

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

CzarnyKocie, ten kufer jest wykonany pewnie z połówek bambusa, a potem oklejany materiałem i czymś malowany dla utwardzenia, potraktuję go delikatnie, żeby zmyć wiekowy kurz, a potem wypoleruję okucia i nakremuję skórzane wykończenia, może nie zepsuję. Syropek z kaliny w ludowym lecznictwie używany jest do leczenia przeziębień, astmy, nadciśnienia, spraw trawiennych, a kora kaliny pomaga w kłopotach ginekologicznych. Ja zasypuję owoce cukrem, stoją ze 2 miesiące, śmierdzi to wszystko starymi skarpetami, potem odcedzam, dodaję odrobinę alkoholu, żeby nie fermentowało i można używać, ma dużo garbnika, czuje się to na języku. Wierzę w ludowości, mama przynosiła w dzieciństwie korę kruszyny, jak bolał mnie brzuch, albo parzyła "dziką hreczkę", wszystko pomagało, serdeczności.

Maniu, lubię te stare klamoty, zrobione ludzką ręką, wygładzone, sama jestem ciekawa efektu, a znajdą miejsce w chacie, tak jak inne przywrócone do życia. Stół stanie na miejscu takiego pseudo-cepeliowskiego, którym ktoś nas obdarował, a kufer pomieści jakieś sprawy pościelowe, żeby myszy nie zjadły, ciepełko ślę.

Antonino, postaram się pokazać je po "mojej" renowacji, ale myślę, że zbytnio nie będę ingerować środkami chemicznymi, ani upiększać; paluchy pyszne, można wykorzystać przepis do pasztecików, kapuśniaczków, kulebiaka, serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kyjo, nikt nie sprząta u Was starych strychów? na pewno są tam skarby nieocenione, pozdrawiam serdecznie.

Vinniczku, postarał się mąż, a ja będę mozolnie czyścić, lepić, naklejać, ale ja to lubię; pajęczyny po kilka w zielonym kącie, z pająkiem pośrodku, serdecznie pozdrawiam.

Jolu, dla nas to skarby, dla innych rupiecie, bo chcieli je wyrzucić, a efektu końcowego sama jestem mocno ciekawa. Skrobnę, Jolu, przepis, przy najbliższym wpisie, a smakowite, smakowite, nawet na święta mogą być, pozdrowienia śłę na Jaworzyny, dla wszystkich, pa.

Tak, Margarytko, znajdą swoje miejsce w chacie, ale to za chwilę, pewnie pochwalę się efektami, jeśli będzie czym, pozdrawiam.

M. pisze...

O rany, jakie cuda! Jak nie klamociarnie, to ludziska skarby wyrzucają ...

Stolik jak marzenie!
Super pomysł z tartym buncem!
A jak by ten piękny kufer obyrtnąć, postawić pionowo i zrobić w nim dziwaczną szafkę z półkami? Na malutkich nóżkach. Tylko nie byłoby wtedy uszanowania tradycji, więc może lepiej nie.
Chyba coś pitolę, trzeba spać ...
Pozdrawiam pięknie!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, myślę, że coś z tego wyjdzie, pomysł z odwrócenim kufra super, właściwie to wszystko można z nim zrobić, nie pitolisz, nie pitolisz, tylko strasznie późno chodzisz spać.
Zawsze mnie ręka świerzbi, żeby coś dodać inaczej niż w przepisie, efekt różny, ten był udany, nie lubię takiego odmierzania, 27 dkg mąki, 17 dkg cukru, najlepiej na garści, serdeczności zamglone, poranne.

Mateus pisze...

Ale,ale- nie trzeba wymieniać blatu, przecież to piękna dębina, oczywiscie bez robala. Stan takiego blatu zwykle określa się jako dobry.Ostrożnie oderwać ,skleić (lub bez odrywania- wstawić listewkę ,jeśli macie piłę stołową, żeby ją "pocienkowac").ściski chyba macie? Jak nie-to do stolarza -to robota na 15 minut. W "wyrąbanych" miejscach zrobić wstawki-nie takie "kanciate"-to źle wygląda. Urwany narożnik wyrównać-najlepiej nożem z wymiennymi (odłamywanymi) ostrzami,od linijki ,najlepiej metalowej.To dębina,więc chwilę to potrwa(uważać na ręce!). Narożnik dobrać zgodnie z kierunkiem słojów, przykleić, ścisnąć. Wstawkę- podobnie,z tym,że dorobić (np. wyrzynarką z większej deski, nieco większą od dziury i o kształcie mniej -więcej półkolistym-by zasłaniała dziurę, razem z rantem.Wyrównać brzegi papierem,przyłożyć do blatu,obrysować nożem.Odłożyc wstawkę, dalej pracować nożem maksymalnie po linii.Od czasu do czasu przymierzac,czy już pasuje.Wkleić.Przerwy i nierówności na styku są nieistotne-potem sie je zaszpachluje.Uwaga-wstawki mogą być nieco grubsze od blatu,potem i tak wyrównuje się cały blat (bez rantów-te szlifuje się ręcznie,na wstawkach -najpierw podrzeźbić je nożem i grubym (od 40) papierem ) szlifierką kątową (papier kolejno-60,80,100,wodowanie mokrą ścierką,schnięcie,szpachla (koniecznie ciemna!), 150, ale to już lepiej oscylacyjną i można podbarwiać.kolor bejcy-njlepiej ciemny dąb lub ciemny orzech Wykończenie-najlepiej woskiem (polecam Liberon).
Aha, niedające się wyszlifować stare plamy z wody usuwa się kwasem szczawiowym (hurtownia chemiczna) a z ew. smaru trzeba próbować sodą kaustyczną, r-rem 10-15%.Czasem i tak nie schodza,ale to przecież ciemny mebel.Rozpisałem się.Może sie na coś przyda .Pozdrawiam i życzę miłej zabawy ;)

grazyna pisze...

Zakrecilo mi sie w glowie od porad stolarskich, to jest magia dla mnie, a widac ze na wszystko znajduje sie lekarstwo. Bardzo ciekawa jestem jak te skarby beda wygladac po renowacji..czekam wiec i pozdrawiam serdecznie bardzo

Tenia pisze...

Ach Mario.
Podziwiam,że zdecydowaliście się na renowację.Ja nie miałabym pojęcia jak się do tego zabrać.Życzę wytrwałości i pomysłowości w tej pracy.
Myślę ,że pokażesz nam je po odnowieniu.
Pozdrawiam serdecznie:))

Lusi pisze...

Marysiu, gdybyś jednak nie miała ochoty mieszkać z tymi rzeczami, to ja zgłaszam się na matkę adopcyjną. Chętnie zaopiekowałabym się tą dwójeczką:-) Bo wiesz... Inaczej czeka Cię taka misterna robota jak u tego pająka budowa tej sieci;-)
Ale smakowita wyżerka tam u Ciebie
Buziaczki

domowa kurka pisze...

szczęściarze... u nas juz nic nikt nie wyrzuca, wszystko co było wykupili handlarze "staroci"...i Niemcy... a paluchy aż mi zapachniały...i barszczyk czerwony ( Winiary instant- najlepszy, hi,hi)- dasz przepis???? pozdrawiam Was serdecznie

Riannon pisze...

Piękne skarby Wam się trafiły. Szczególnie jęknęłam z zazdrości na widok kufra. Mam podobny, ale w dużo gorszym stanie. Boję się go ruszyć, że go zniszczę i dopiero będzie :-)

Bozena pisze...

Witaj Mario! Widzę, że i Ty nie możesz przejść obojętnie obok staroci. Zawsze żal mi przedmiotów sprzed lat,które ludzie bezpardonowo wyrzucają na śmietnik. One z pewnością są świadkami wielu ludzkich losów.Gdyby umiały mówić, niejedna z nich opowiedziałaby wiele ciekawych historyjek.Zdaję sobie z tego sprawę, że nie możemy wszystkiego pozostawiać, bo utonęlibyśmy pod stertą przedmiotów, a w naszych domach byłoby jak na śmietniku. Niemniej trzeba wiedzieć, czego z pewnością nie można wyrzucać. Takich cudeniek na pewno nie! Niestety zupełnie nie wiem, jak to się poddaje renowacji. Niemniej życzę powodzenia! Oby odzyskały nowe życie! Pozdrawiam serdecznie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mateus, dzięki za wspaniałe rady, mamy te wszystkie narzędzia, o których piszesz, i dużo cierpliwości, tylko czy to nam się uda? nie jesteśmy fachowcami. Wolałabym uratować ten blat, te wszystkie doróbki dodałyby mu tylko uroku, będziemy próbować, dzięki serdeczne, pozdrawiam ciepło.

Grażyno, też jestem ciekawa, czy podołamy, ha! i dla mnie to po trosze magia, żeby to tylko nie było "nie miała baba kłopotu, stół sobie przyniosła", pozdrawiam serdecznie.

Oj, Teniu, chyba nie wiem, na co się porywam, ale spróbować trzeba, serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Lusi, może jeszcze coś dorwiemy, to podrzucimy Ci, chyba zdaję sobie sprawę, że to będzie misterna robótka, paluchy pyszne były, pozdrawiam serdecznie.

Kurko, a przepatrzyłaś dobrze swój strych? może za kominem coś się czai? tak, tak, z barszczykiem, może być instant, następną razą wrzucę przepis, pozdrawiam cieplutko, pa.

Riannon, będę próbować, na pewno nie będzie to nic fachowego, ale może uda się, serdeczności.

Bożeno, może z pomocą powyższych rad uda się jeszcze przywrócić je życiu, lubię takie przedmioty, większość w chatce to rzeczy, których nikt nie chciał, a mają się dobrze, pozdrawiam.