środa, 8 lutego 2012

Pięknie dziś było ... cerkiewka w Koniuszy i jeszcze trochę o ptakach ...

Pojechałam sama , bo mąż był zajęty,
Jak zwykle,  koszyk przygotowany dla zwierzaków, a wyjazd w samo południe.
Mimo, że termometr pokazywał -12 stopni, bardzo przyjemnie grzało przez szybę słoneczko, na Pogórzu - 14 ... po naszym niedzielnym wyjeździe jeszcze dopadało śniegu, poprzednie tropy zatarły się, nasze ślady też, widać było tylko świeże ...


Gdzieś w gałęziach starej gruszy smyrgnął mi dzięcioł, ten zielonosiwy, już przyzwyczaił się do śliwkowej spiżarni. W chatce włączyłam prąd, zajrzałam do muszli wypełnionej niezamarzającym "czymś", wszystko w porządku, słońce pięknie wpadało przez okno, tak wiosennie, zatęskniłam ...
Rozwiesiłam ptaszyskom jedzenie, spakowałam kosz na powrót i ... nie chciało mi się wracać, łaziłam między drzewami, głęboki śnieg sypał mi się do butów, przy ścianie domu, na tarasie kamiennym było wręcz ciepło ...


Patrzyłam na łąki za potokiem, oczy łzawiły od tej lśniącej bieli, nie było dziś jeleni ...
Trzeba wracać do auta, nawet dziś nie zakopało się, bo odśnieżyli drogę aż do ostatniego, niezamieszkałego domu. Spotkałam Starszego Pana na spacerze, przyjaźnie pomachał ręką z laską, dzieciska zaróżowione od mrozu walczyły z nartami, sąsiad zwoził siano, poskładane w ogromny stóg, cudnie świeciło słońce ... zatęskniłam ...
Wstąpiłam do Janka, skończył naprawiać swój ciągnik leśny, teraz nasz "czołg" wjedzie na chwilę do garażu, może puszczą go te złe moce mroźne ... Haneczka w domu, cieplutki piec, zaprasza do posiedzenia, nie ma na to czasu, trzeba wracać ... zatęskniłam ...


A wiecie, że w chatce pachnie? drzewem, jakimiś owocami, nie wiem skąd? może trociczki?
Przy kapliczce zawiało trochę drogę, to wczorajszy wiatr, ale jedną stroną można przejechać, przetarta ...


Dziś miałam czas, zatrzymałam się przy cerkiewce w Koniuszy, śniegu po kolana ...


Po okazałej wsi zostały tylko trzy domy, jeden po drugiej stronie doliny, mieszka tam dawny sołtys naszej wioseczki i tych domów tutaj, to za jego sprawą kupiliśmy ten kawałek ziemi i jesteśmy tutaj, na Pogórzu ...
Cerkiewka jest pod wezwaniem Złożenia Szat Matki Boskiej, zbudowana w 1901 roku, po wysiedleniach 1947 roku ludności ukraińskiej zupełnie opuszczona, wyposażenie zabrało muzeum w Łańcucie.
Po remoncie w 1975 roku miała być przeznaczona na kościół katolicki, dalej popadła w ruinę, jeszcze nie tak dawno lało się do środka przez dziurawy, gontowy zniszczony dach ...


Została wyremontowana, na początku przykryto ją niebieską plandeką, która wcale nie dodawała jej uroku, ale chroniła przed wlewaniem się wody do środka, a potem dostała nowy dach, nad wejściem również, jakieś ozdóbki, wyremontowano dzwonnicę, ale chyba nic poza tym się tam nie dzieje ...


Jak zwykle przy takich cerkiewkach, cmentarz, mogiły zadbane, ktoś je odwiedza, trzeba by na wiosnę tu zajrzeć ...


Śnieg zasypał wszystko dokładnie ...
Obok stareńka chata ...


... wiecie, kto tu mieszkał kiedyś? zielarka, która zaszła do nas latem, a wracała z Kopyśna, gdzie pomagała chorej, nawet nie pamiętam, jakie zioła zbierała, gdzieś to napisałam w starym bardzo poście, teraz mieszka w naszej wiosce ... Nowym właścicielem stał się ktoś z Krakowa, bo chciała za nią niewielkie pieniądze, a gość wyłożył od ręki, pewnie nawet tu nie przyjeżdża ...

A przede mną Łysa Góra ...


Pisałam o niej na wiosnę, to na jej szczycie znajduje się "Zjawlinie", maleńka cerkiewka z kamieniem ze śladem stóp Matki Boskiej i cudownym źródełkiem, grekokatolicka droga krzyżowa, pełno tu miejsc świętych, tajemnych ...
A po drugiej stronie drogi, na nasłonecznionym zboczu doliny wylegują się stada danieli ...



To hodowla naszego znajomego, byłego sołtysa,  który przyczynił się wybitnie do naszego pionierskiego, powtórnego zasiedlenia opustoszałej, przeniesionej wyżej wsi, teraz jest nas troje.
I wcale nie wracałąm główną drogą, kluczyłam po tych zaśnieżonych, przygranicznych wioseczkach, cichych, z dymami snującymi się z kominów, i znalazłam dworek ... z 1925 roku,  przy drodze do Kupiatycz ...


... teraz w rękach prywatnych ...


... i co mnie bardzo ujęło, ogromne gniazdo bocianie na jednym z kominów.
Jeszcze wieści z domowych pieleszy ...


... grubodziób stołuje się u nas dalej , jak nie na ziarnach na tarasie ...


... to kokosi się w karmniku ...


... bocje szare walczą o miejsce w kokosie, chociaż w akwarium są 3 kokosy ...


... potrafią czasami trzy wielkie ryby wleźć do tej jednej łupiny ... czasami kokos napełni się powietrzem i unosi się do góry, z tymi rybami, mówimy wtedy: Oho! hindenburg odpływa!


... zakwitnie mi amarylis, są 3 pąki, właściwie to nie wiem, kiedy ma on kwitnąć? całe lato przestał pod krzakiem w ogrodzie, pierwszy mróz zmroził mu wszystkie liście, a on teraz wziął się i kwitnie, nic mu nie przeszkodziło ...


A obok tego amarylisa stoi taki krzaczorek. może ktoś wie, co to jest? dostałam od bratowej, nie znamy nazwy, też spędza lato w ogrodzie, ale nie przemarzł, kwitnie teraz takimi żółciutkimi, drobnymi kwiatuszkami na końcach dziwnych, mięsistych łodyżek, często zapominam o nim, a on dalej rośnie ...
I to wszystkie wieści na dziś, chyba wszyscy czekamy na ciepło, jeszcze chciałabym kilka razy siurnąć na nartach z jakiegoś stoku, bo zima mi się skończy ...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, z pięknym słońcem, bezkresną bielą, a wróble już kłócą się wiosennie w krzakach przydomowych, wszystkiego dobrego, pa.





26 komentarzy:

mania pisze...

Marysiu, jaka pięka zima na Twoich zdjeciach! Że też aparat się nie zbuntował przy takich temperaturach!
Ten owocowy zapach w chatce to może za przyczyną popielic - może jakieś zapasy zrobiły :)
Piękne masz amarylisy! Mój hiacynt wypuścił tylko spory "kieł" i się przyczaił, może czeka na wiosnę?
Pozdrawiam cieplutko :)

ankaskakanka pisze...

A u mnie niestety śnieg topnieje. Na szczęście nie ma błota, którego nie lubię, a temperatura podniosła się do -7. Coś mi czmychnęło w parku i schowało się pod mostek. Początkowo myślałam, że to pies ale uciekało to przed nami, a Kasta jakby nie wyczuła. Lis czy kuna. Za każdym razem suczka obwąchuje tę kryjówkę. Tak napisałam aby pokazać, że w miejskiej dżungli też są zwierzęta. Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe komentarze.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Ech, z tymi chatami. (A zwłaszcza z ich wyposażeniem starodawnym!)U nas w Kosztowej zmarła sobie była zeszłego roku przemiła staruszeńka Albina. Mieszkała sobie w pięknej drewnianej chatynce niedaleko nas i zanim jeszcze zdążyliśmy się dowiedzieć, czy chatka nie jest przypadkiem na sprzedaż, już była dawno, na pniu sprzedana za grosze "miastowemu". :(
Fajnie, że cerkiewka jeszcze postoi.

Pzdr.

guga pisze...

Pięknie Marysiu u Ciebie! Jak ja tęsknię za takimi krajobrazami, za taką ciszą, za całkiem innym życiem na "krańcu świata", za...ach co tu pisać...
Pozdrawiam cieplutko:)))

wkraj pisze...

Ależ z Ciebie uważny obserwator. Jeden wyjazd, a tyle wrażeń. Pięknie opowiadasz i pokazujesz. Nie tylko swoje domostwo, ale i ładną cerkiew i pałacyk oraz piękna przyrodę.
Serdecznie pozdrawaiam

OLQA pisze...

te chatki wywołują u mnie ślinotok:)tak bardzo tęsknie do naszej wsi- dzięki za te piękne zdjęcia i opisy.

Mażena pisze...

Urokliwie, pięknie!
Wielkie dzięki za odwiedziny u mnie, gdzie mi tam do Ciebie!

naszapolana pisze...

ładnie tam przysypało u WAS. :-)
Muszę koniecznie w te Wasze tereny się wybrać bo byłam parę razy ale przejazdem ino. A ten grubodziób to fajny gość. :-) i jak sobie miło zerka na Pannę Sikoreczkę :) pozdrawiamy

Antonina pisze...

To dobrze, ze cerkiewka została "podreperowana" -są szanse, że przetrwa. A samodzielna wyprawa - widzę owocna - bo ciekawe miejsca opisujesz i pokazujesz.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, nie chciało mi się wcale wracać, jakoś aparat nie buntuje się, czasami zaparuje tylko; tknęło mnie teraz, zostawiłam pod blatem kuchennym domowe wino jabłkowe, myślisz, że mróz rozsadził butelkę? muszę sprawdzić w niedzielę; hiacynt dobrze robi, bo mróz wcale nie odpuszcza, pozdrawiam serdecznie.

Ankoskakanko, szczęściaro, znaczy ciepło u Ciebie; w miastach też żyją różne zwierzęta, całkiem blisko ludzi, nawet nie wiemy, jakie obserwują nas ze swoich kryjówek, pozdrawiam cieplutko.

Go i Rado, żeby tylko ci nowi właściciele chatek nie spalili w ognisku tych sprzętów chatkowych, ale zazwyczaj tak się dzieje, albo spychacz zajeżdża i równa; przy naszej drodze też stoi pusta, ktoś kupił i wcale tam nie zagląda, pamiętam jeszcze tę babuleńkę, siwiutka, suchutka, zawsze pytała, kto my? cerkiewka zabezpieczona solidnie, muszę kiedyś poprosić klucz do niej i zobaczyć, jak jest w środku, pozdrawiam serdecznie.

Guga, naprawdę jest tu inaczej, swojsko, znamy już prawie wszystkich mieszkańców, a i latem pewnie na wesele pójdziemy; wierzę, że możesz tęsknić, mieszkając w tak dużym mieście, samo patrzenie na ten wielkomiejski pęd mnie uwiera, serdeczności dla Was i ciepełko ślę, pa.

Wkraju, znamy już chyba wszystkie drogi, prowadzące do naszej chatki, wyobraź sobie, że mijamy te miejsca za każdym razem, jak jedziemy na Pogórze, tylko zazwyczaj pośpiech, a to psy, a to pilna robota nie pozwalały zatrzymać się na dłużej, i ja pozdrawiam serdecznie.

Olqo, daleko masz do swojego Przytuliska? a może jakiś wypad weekendowy, zawsze to człowiek napatrzy się i pooddycha tamtym powietrzem, na mały zapas, serdeczności.

Mażeno, w każdym miejscu można znaleźć coś fascynującego, i w ogromnym mieście, i w przepastnych lasach pogórzańskich, i w malutkim ogródku, pozdrawiam Cię serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Naszapolano, dosypuje , dosypuje, po troszeczkę; jak najbardziej trzeba wybrać się tutaj, nie ma tłumów, jest dzikość, przestrzenie, jak rzadko gdzie; pewnie przejazdem w Bieszczady, jak wielu ludzi z głębi Polski; lubię grubodzioba, a sikorkę wypłaszał z karmnika, serdecznie pozdrawiam.

Antonino, i ja cieszę się, że jest zabezpieczona, ściany w dobrym stanie, postoi jeszcze, a na Pogórzu spokój, drogi prawie puste, białe, wszyscy grzeją się w domach, pozdrawiam cieplutko.

Wonne Wzgórze pisze...

Do nas też przylatuje Grubodziób, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że wiem co to za ptak dzięki Tobie! Szukałam w książce o ptakach, ale nie byłam pewna, bo zdjęcia tylko z jednej perspektywy były, a u Ciebie zdjęć więcej i już wiem, że na pewno to grubodziób! Dzięki i byle do wiosny!

M. pisze...

Niesamowicie mnie wzruszają wszystkie opuszczone chatki, o których piszesz. I ci staruszkowie, którzy dożywają w nich ostatnich dni. Siedzą na ławeczkach przed domem, rozwieszają pranie, palą w piecu, uprawiają ogródki, dopóki jeszcze starczy sił.
Tak bardzo by się chciało żeby ocalały przed spychaczem ...
A Wasze sąsiedzkie domy, to miejscy przesiedleńcy?
Pozdrawiam cieplutko!

Egretta pisze...

Mam taki sam krzaczorek, nie wiem jak się nazywa, mówie na niego patyczak. Nigdy mi nie kwitł, musisz byc wyjatkowa skoro Twój postanowił obdarzyc Cię takimi słodkimi kwiatuszkami :)

Lola P pisze...

Ach, te stare, opuszczone i zasiedlone staruszkami chatki, wzruszają mnie ogromnie, nie mogąc wszystkich kupić, fotografuję namiętnie we wszystkich porach roku te sąsiednie dla pamięci. W zeszłym roku późną jesienią spaliła się jedna, na szczęście (albo i nie) starowinka pojechała właśnie do lekarza. Rozpaczała tak bezgłośnie, wzięli ją na trochę dalsi sąsiedzi. Co będzie z nią dalej?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wonne Wzgórze, cieszę się bardzo, ja też czasami nie jestem pewna, szukam, szperam;
teraz np.przylatuje taki mniejszy od wróbla, zbiera nasionka pod tujami czy też innymi, ma różowawy brzuszek i nie potrafię go nazwać, niby makolągwa, a nie całkiem, pozdrawiam Cię serdecznie z południowego wschodu.

Magdo, starsi ludzie nie chcą być przesadzani w obce im środowisko; ja bym też tak chciała, jak w Gwiezdnym pyle - Stary /K.Chamiec/ i Stara / I.Cembrzyńska/, siedzieć pod ciepłą ścianą chatki i śpiewać z mężem "La kukaracza", dożyć późnych lat, z dala od pędu i blichtru, wśród przyrody; ale poleciałam! ale tak bym chciała, czy to dużo? A nasi sąsiedzi zupełnie miastowi, jeden krakowiaczek ożeniony z dziewczyną z pobliskiego miasta, a drugi częstochowiak, my oddaleni o 60km,
serdeczności nad Drawę posyłam, pa.

Egretto, krzaczorek pewnie przestraszył się, że zapomnę o nim i zostawię na zimę w ogrodzie, kwiatkami się odwdzięcza; i co? dalej nie wiemy, jak się nazywa, serdeczności.

Pellegrino, wyobrażam sobie żal tej babusi, każdy kąt znany, wygładzony jej rękami, niech będzie, że ubogi, ale swój; no właśnie, co będzie z nią? w drodze na Pogórze mijam taką chatkę z babcią, na ganku wylegują się cztery czarne kocury, jej krzesełko; zawsze patrzę z niepokojem, czy jest jeszcze to krzesełko; człowiek myśli o starości, jaka będzie? kiedyś nie myślałam; pozdrawiam Cię serdecznie.

Inkwizycja pisze...

Nie dziwię się, że nie chciałaś wracać, Wasze okolice są przeurocze, pełne historii, w dodatku te "okoliczności przyrody", ech... ;-)) I te stare chatynki, oby szły w dobre ręce... Jak można mieć takie cudo i nie odwiedzać, nie hołubić?!
Myślisz, Marysiu, że zima się kończy? U nas dopiero dzisiaj spadł śnieg, zrobiło się biało, świat pojaśniał ;-) dzień jest dłuższy, już nie wracam po ciemku do domu. Jakoś nie tęsknię jeszcze za wiosną ;-))
Ściskam czule

Bozena pisze...

Cieszę się, że dzielisz się z wszystkimi, którym nie dane jest wyjeżdżać w tak urocze miejsca. I zdjęcia i teksty zachęcające do zimowych wycieczek. Piękne te Twoje strony! I zielarka i chatynka. Wszystko, co mile łechce moją wyobraźnię. Dzięki, że mogłam poczytać i pooglądać. Na chwilę przeniosłam się w inny świat. Uściski. Bożena

Ania z Siedliska pisze...

Oj, tak, zaczyna się myślenie o starości :-(. I mnie poruszają te chatki ze staruszkami, z kotami i psami, które lada chwila mogą stracić ciepły kąt. U nas cerkiewek nie ma ale niszczeją przepiękne, bliskie sercu, modrzewiowe kościółki. Niektóre znajdują sponsorów, niektóre nie. Zbyt szybko odchodzą, dając miejsce ceglanym lub betonowym pomnikom pychy.
Uściski !

domowa kurka pisze...

OCH... cudny ten grubodziub, wygląda z karmnika, tak jakby mieszkał tam na stałe...wszystko cudne

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo miła, niech no tylko mrozy zelżeją, uciekam do chatki, kończyć roboty, wystawiać trochę twarz do słońca, łazić po okolicy; ludzie nie mają takich potrzeb, nasz kolega mówi, że nawet nie chce, bo to obowiązek, koszenie, dbanie; pewnie przyzwyczailiśmy się do zimy i niestraszna nam teraz, serdeczności.

Bożeno, nie są to modne tereny, nie każdy też lubi takie bezludzia, bez zagospodarowania turystycznego, a my bardzo lubimy, pozdrawiam serdecznie.

Aniu, myślę, myślę, coraz częściej; przykry to widok, gdy niszczeje śliczny, stary, klimatyczny kościółek, a obok pyszni się niepiękny, nowy; wiele takich widziałam, trafnie to nazwałaś - pomniki pychy, serdeczności.

Kurko, to mój faworyt wśród tej mnogości przylatującego ptactwa, mówimy: o, papuga przyleciała! pozdrawiam Cię serdecznie.

Radziejowe Zacisze pisze...

Piękna cerkiew, szkoda, że nie można przywrócić jej do życia. Dobrze, że została zabezpieczona przed niszczeniem. Chata drewniana i dworek też cudne. Oj,jak ja lubię takie stare domostwa. Stado danieli wzbudziło mój zachwyt, podobnie jak wszystkie inne przyrodnicze cudeńka. Fajną zimę macie na Pogórzu u nas mróz jest i owszem, ale śniegu jak na lekarstwo. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

grazyna pisze...

Amarylisy tutaj w Wenezueli kwitna wlasnie teraz, u mnie zakwily, u znajomych tez, wiec mysle ze to jest ich czas. Zawsze zreszta o tej porze wychodza paki, a rosna mi w ogrodzie, po prostu w ziemi.
I jeszcze chcialam Ci powiedziec zes dzielna dziewczyna, sama sie wybralas na taka zimowa wyprawe...i jak zwykle wyprawa pelna wrazen i masz jak zwykle wiele do opowiedzenia.Ladne zdjecia zimy..pewnie juz niedlugo pobedzie ..pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, pozostały tylko trzy domy, pewnie dlatego cerkiewka pusta, może na Święto Zmarłych jest otwierana; mróz nie odpuszcza, pozdrawiam serdecznie.

Już zobaczyłam te amarylisy u Ciebie, Grażyno, dorodne, mocne, czerpią z ziemi życie, a nie z mizernej doniczki; trzeba ostrożnie jechać, bo drogi białe, ale za to śnieg przykrył dziury w drodze przez las i jest nawet gładko, pozdrawiam cieplutko.

Joanna Wilgucka pisze...

Gorzej jak się ta ryba zaklinuje w kokosie:) powstanie nowy gatunek - kokośnik ;D

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu, czasami siedzą trzy w tej łupinie z kokosa, są jakieś takie elastyczne, gładziutko z niej wychodzą, nie ma obawy o zaklinowanie; heh! ryba ze skorupą na grzbiecie - kokośnik jak znalazł! serdeczności.