piątek, 17 lutego 2012

Wyszły jelenie ...

Pojechaliśmy dziś na Pogórze.
Ja zeszłam z Maksem IV w dół, do chatki, żeby zostawić ptakom jedzenie, a mąż został na górze; może "czołg" puści?
Dobrze, że ktoś przetarł ślady, bo śniegu znowu dosypało sporo; ja pierwsza, a za mną czarna kulka; dzielnie radził sobie Maksio z zaspami śnieżnymi, tylko na długiej sierści łap i brzuszka tworzyły się śniegowe kulki.
Na dole nasze domostwo zasypane, ciche, nawet ptaki odfrunęły, ale skoro tylko zaczęłam wieszać słoninkę, słonecznik do karmnika, a smalec na wklejki, zaczęły pojawiać się ptaki.
Kolejno, najpierw ruchliwe sikorki, kowaliki zawisły na słoninie, dzięcioły pojawiły się nie wiadomo skąd, a sójki obległy jabłoń w oczekiwaniu. Nie odśnieżałam, taras cały zawiany, zaspy u wejścia do chatki, pod śliwką góra śniegu ... udeptałam tylko placyk na wysypanie karmy, pokrojonych jabłek ...
W chatce zupełnie znośnie, gdyby teraz rozpalić pod płytą, byłoby szybko ciepło ...


Wina odtajają w misce, obok zupełnie zamrożona cisowianka, ale kilka dni odwilży zrobi swoje, a na nią czekamy ...
Popatrywałam na łąki za potokiem, nie myślcie sobie; w pewnym momencie wyszło stadko ...


Najpierw było 5 sztuk, szły leniwie z prawego lasu do zagajnika po lewej ...


... za chwilę następny, zupełnie sam ...


... i dalej; kolejno wychodziły z lasu, jeden po drugim, naliczyłam ich pewnie z 11 sztuk. Podążały spokojnie, nazbyt spokojnie, bo może wypłoszył je ten ktoś, kto przetarł nam ślady na dół?


Skryły się w zagajniku ...



Ale czy tam są bezpieczne? nie miałam czasu śledzić ich, bo od zachodu szła kurzawica, trzeba wydostać się z psem na górę w tym kopnym śniegu ... i bardzo to męczące, bo droga zawiana równiutko ...





Wokół chatki zwały śniegu, dzisiejsze tropy lisa, który liczył na jakąś kość ... znajdzie ją dziś ...


Wawrzynek dalej zastanawia się, czy zakwitnąć? ale wróżę mu rychłe kwiatuszki, bo lada dzień będzie ciepło ...



... a na powrocie zauważyłam następne stadko, dużo poniżej ... zdjęcie zupełnie niudane, bo obiektyw wybrał sobie gałęzie drzew jako główną treść, dopiero za nimi majaczą jelenie; myślałam, że podejdę wyżej, to odsłoni się widok, tak! ale nie na to miejsce ...


Śpieszyliśmy do góry, bo od zachodu śnieżyca, droga prawie wyrównana śniegiem, zawiana ... jeśli droga będzie przejezdna, wrócimy tu zaraz po niedzieli, bo trzeba będzie ptakom dosypać jedzenia, bez względu na to, jak głęboki będzie śnieg ...


Nie widać już Kanasina nad Rybotyczami, bo sypie gęsty śnieg.
Na górze "czołg" grzeje się, ale jednak pompa dalej przytkana, nie wchodzi na obroty.
Mąż decyduje się prowadzić go do domu, do mechanika, ale może jechać tylko po w miarę płaskim terenie, jakiś podjazd pod górę nie wchodzi w grę, więc ja jadę główną drogą, a on objeżdża Przemyśl, kierując się na Bolestraszyce, omija Żurawicę, bo też spora góra ... wolniutko, "2-3" góra, więcej silnik nie pozwoli ...
a jutro do mechanika ...
Pewnie to były ostatnie przyjazne chwile na jazdę, bo świat cały w śniegu, zasnuty jakąś mgiełką, aż szeleści od tych płatków ...
I jeszcze z zaległości ...


... walentynkowe, cudne jabłuszko syna, które dostał od Agnieszki ...


... i te 26 pączków "tłustoczwartkowych" ... i chlebek pszenno-żytni, najlepszy na świecie, pachnący jak ten od mamy ...
A w domu cicho, nikt nas nie wita radosnym szczekaniem, gonitwą, nie kłóci się, że został zostawiony sam na czas wyjścia do sklepu, i Maksio jakby smutny, czas jest potrzebny ... na pocieszenie dla mnie i dla Was zeszłoroczna wiosna ... w zamian za te śniegi, mrozy, zawieje ...





... a to już tak niedaleko. Pamiętam jakąś chatkową imprezę, schodziliśmy po takim śniegu jak dziś, a za tydzień zjechaliśmy na dół samochodem osobowym, bo ciepły wiatr stopił śnieg i osuszył ziemię, może tym razem tak będzie? bo jest jakaś cykliczność w przyrodzie, tak mówią uczeni ...

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie, dziękuję za słowa pocieszenia i otuchy, jutro ostatki; super zabawy do białego rana życzę, bo my do podusi; wszystkiego dobrego pa.

I jeszcze trochę wiosny ...



22 komentarze:

*gooocha* pisze...

Mam nadzieję, że taka piękna wiosna już niedługo :)
Lubię zimę, ale te ostatnie mrozy troszkę przesadziły, dobrze, że przeszły:)

Tojav pisze...

Fajna rzecz tak zobaczyć jelenie. Mnie się to nigdy nie udało. A jeszcze sfotografować, to dopiero sztuka.

Krzysiek Pogórski pisze...

Dzięki za wiosnę, jakoś tak optymizmem powiało. Ale na razie zima na całego. Trzymajcie się ciepło.

Lola Pellegrina pisze...

W mojej chatce też wszystko pozamarzane, jednak do wiosny jeszcze, jeszcze. Wierzę Ci na słowo. że to jelenie, bo moje oczy widzą tylko ciemne plamki. A z dokarmianiem tak już jest, że jak się zacznie to trzeba systematycznie do wiosny.
Jabłuszko cudowne, jak się robi takie sztuczki?

naszapolana pisze...

Takie spotkania z jeleniami są magiczne. W Polsce nigdy tylu na raz nie udało mi się nigdy wytropić. Za to w Szwecji ... ech... tam chodzą wielkimi stadami. U Was zima a u nas wiosna chyba po woli się skrada. I dobrze. :-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gooocha, pewnie, że niedługo, przed chwilką wypuszczałam kota, kapie z dachu, serdeczności.

Tojav, moim marzeniem jest podejść je bliżej, ale one są bardzo czujne, zostaje lornetka i obiektyw, pozdrawiam serdecznie.

Krzyśku, to pewnie ostatnie podrygi zimy, choć i w marcu potrafi narozrabiać, nasypała śniegu bez umiaru, ale już kapie z dachu, to dobry znak, pozdrawiam.

Pellegrino, byłam w Twojej chatce, widziałam; może kiedyś podejdę je bliżej, te jelenie, piękne zwierzęta; ano właśnie, zaczęłam dokarmiać i teraz trzeba trwać do końca zimy; na jabłuszko, takie na rosnącej jabłoni nakleja się serduszka dowolne i słońce barwi jabłko, a pod naklejką jest zielone, tylko trzeba mieć owocującą jabłonkę, pozdrawiam Cię serdecznie.

Naszapolano, dla mnie takie spotkania z przyrodą oko w oko są fascynujące, to, o czym tylko czytałam, jest niedaleko mnie, gdybym siedziała w chatce stacjonarnie, pewnie zobaczyłabym o wiele więcej, ale i tak mam szczęście, że wychodzą, kiedy i mnie zdarza się tam być; dziś świtem zapachniało wiosną, odwilż, pozdrawiam serdecznie.

Asia i Wojtek pisze...

Tak, śnieg robi się ciężki i mokry, ale u nas jeszcze wiosną nie pachnie. Pozdrawiamy serdecznie!

gosiaB pisze...

Pięknie tam u Ciebie Marysiu, pięknie. Wydaje się, że to inny świat. Najbardziej to tęsknię do ciszy, która tam musi być. Takiej totalnej, nieskalanej ciszy...ehhh

ankaskakanka pisze...

U mnie śnieg stopniał, mamy mega błoto, a ja już czekam na wiosnę. Szkoda Maksia, da radę. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu i Wojtku, temperatura powyżej 0 stopni, odczucia prawie letnie po tych mrozach, i mokro, wszędzie mokro, pozdrawiam serdecznie.

GosiuB, bo to naprawdę inny świat, z dala od pędu, blichtru, na pokaz, i cisza, zwłaszcza nocą, aż dzwoni w uszach, serdeczności.

Ankoskaknko, zanim u nas stopnieje, to trochę minie; Maksio teraz ma za towarzysza zabawy kota Gutka, ale i tak szuka Bigosa, a mnie pęka serce, pozdrawiam.

Lola Pellegrina pisze...

Tak podejrzewałam z tym jabłkiem ale czym przykleić serduszka i czy jabłko rosnąc nie zrzuca ozdoby? Pytam namolnie bo pomysł mnie zachwycił.
Dziś kapie, jeszcze kilka dni i można będzie się wybrać na poszukiwanie śladów tegorocznej wiosny. Ciepło pozdrawiam

Go i Rado Barłowscy pisze...

Oj, zwierzyny dzikiej zima tegoroczna nie rozpieszcza...

My jeszcze się usiłujemy Biała Panią zachwycać, luty dopiero, więc w prawie swoim jest. Oby odeszła jak należy (skromnie marzymy - tak po 15 marca ...) :D

Pzdr.

Mona pisze...

podobno już wiosna idzie..moze dojdzie za niedługo..:) chlebek cudny..Pozdrawiam

domowa kurka pisze...

och..koło mnie dziś chodziły rano sarenki, a karmnik taki ordynarny , plastikowy, ale skuteczny, nie zawiewa do srodka snieg...Mario ptaki już czują wiosnę, więc zdaję się na ich intuicję i cierpliwie czekam na ciepło...pozdraiwm serdecnzie

mania pisze...

No właśnie, ptaki chyba rzeczywiście czują wiosnę, bo ostatnio stado wron urzędujące na pobliskich drzewach zrobiło się wrzaskliwe :)
I odwilż nieśmiało zaczyna działać, może do wielkanocy stopnieją wreszcie te śniegi!
Serdeczności :)

Magdalena pisze...

Już tęskno do takich kolorów i ciepła... Zima piękna, ale... Szkoda psiaka. Jeśli chodzi o karmnik to u nas nie widziałam gawronów. Ciekawe - są w mieście, a tu na wsi nie. Dzwońce są, ale grubodzioba w tym roku nie było i bażanta tylko raz u sąsiadki widziałam. Pozdrawiam serdecznie :)))

M. pisze...

To same jelenie tak wędrują, bez łań?
Ja "poluję" bardzo na spotkanie z łosiem, ale jak na razie nic.
Jelenia, z bliska (ok. 5m) widziałam tylko dwa razy. Raz, w czasie konnej przejażdżki, na Ilonie. Jeleń zupełnie się nami nie przejął, natomiast ekscytacja kobyłki, sięgała zenitu.
U nas totalne roztopy i od wczoraj podśpiewują bardzo wiosennie jakieś małe ptaszki. W domu, bez trudu +16!!
Pozdrowienia wiosenne!

Ania z Siedliska pisze...

W miskach macie Eiswein - pychotka będzie ! Bardzo snieżna zima nam się zrobiła ale do wiosny niedaleko i wawrzynek porazi swą urodą :D.

wkraj pisze...

Pokrzepiłaś mnie tymi wiosennymi oznakami.
Pozdrawiam

Wonne Wzgórze pisze...

tą wiosną zrobiłaś mi nie lada przyjemność, a dziś śniły mi się maliny. Pozdrawiam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Pellegrino, niestety, nie ja robiłam to serduszko, ale myślę, że papier samoprzylepny wystarczy; myślisz? już wiosna? serdeczności.

Go i Rado, dobrze, że nie ma strasznych ilości śniegu, jeszcze coś sobie wygrzebią spod niego, a dlaczego po 15 marca? może szybciej? pozdrawiam.

Mona, idzie, idzie, ale to jeszcze luty, pamiętam, jak zasypało Pogórze na początku marca, serdeczności.

Kurko domowa, ptakom zupełnie nie przeszkadza plastik, byle było co zjeść, wygląd karmnika dla nas jest ważny, i ja widzę wiosnę w zachowaniu ptaków, pozdrawiam cieplutko.

Maniu, bo przyrody nie oszuka się, pamiętam, jak szpaki wydziobywały marchewkę spod śniegu; a dziś wszystko zaczęło płynąć, drogi prawie czarne; do wielkanocy napewno, pozdrawiam Cię serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdaleno, a mnie marzy się posiedzenie na łące, w ciepłym słońcu, nie musi być trawy zielonej; i mnie szkoda, miał tylko 3 lata, mógł jeszcze długo żyć; rzeczywiście gawrony to w mieście i pod miastem, grzebią przy śmietnikach; a bażant był u nas w ogrodzie, pozdrawiam Cię.

Magdo, nie potrafię rozróżnić, czy są z łaniami, czy zrzuciły poroże, a gdyby tak bliżej podejść? marzenie; i u nas mokro, ale to tylko zbliża nas do wiosny; Magdo, a ile było stopni z trudem? w te mrozy? ciepełko nad Drawę ślę.

Aniu, a czy takie zamrożone wino można utłuc i z czymś podać? i ja cieszę się na wiosnę, właśnie rozmawiałam dziś z mężem, że za chwilę polecą żurawie na północ, czekam z utęsknieniem, pozdrawiam serdecznie.

Wkraju, szkoda tylko, że to zeszłoroczne zdjęcia, prawdę mówiąc wolałabym teraźniejsze, ale nie można przyrody wyprzedzać, i ja pozdrawiam serdecznie.

Wonne Wzgórze, piękny sen z malinami, sennik mówi, że przynoszą radość i rozkosz, pozdrawiam Cię serdecznie.