piątek, 28 września 2012

Na księżycu ...

Zostawiliśmy za sobą  wampiry, Drakulę, zamki na wzgórzach, nasza droga prowadziła do miasta Buzau i gór o tej samej nazwie, w południowo-wschodniej części Rumunii, jakbyśmy się dobrze rozpędzili, to pewnie zahaczylibyśmy o Babadag.
Jest bardzo sucho, puste koryta rzek i potoków, widzę coś takiego pierwszy raz w życiu.
Droga wije się wśród gór, obiega sztuczne jezioro Siriu, w 1985 roku na rzece Buzau zbudowano tamę, która spiętrzyła wodę ... tama wysoka, dolina między górami wysoka, a zbiornik wygląda, jakby był niezbyt napełniony ...


Zdjęcie nie oddaje koloru tych wód ... szmaragdowa zieleń ... czy to dlatego, że dzień pogodny, niebo czyste ... czy te lasy odbijają się w wodzie ...


Widoki niesamowite, za każdym zakrętem inaczej ... w miejscowości Berce tablice kierują nas na VULCANII NOROIOSI, a po paru kilometrach ...


Jesteśmy na miejscu ... w pobliżu wsi Scortoasa ...
To wulkany błotne.
Na miejscu kilka groszy opłata i można zwiedzać ...



Z małych i większych kraterów wydobywają się gazy, wyrzucając jednocześnie błotko, inne tylko bulgoczą, jeszcze inne są zupełnie suche. Takie zjawiska spotyka się na terenach roponośnych, w powietrzu unosi się zapach jakiegoś gazu, zresztą człowiek przy wejściu przestrzegał, żeby nie używać otwartego ognia ...





To błotko jest zimne, mąż zanurzył palce ... zasycha potem białą skorupą, którą ciężko zmyć ze skóry.


W tej części, gdzie już nie ma wulkanów, spływająca woda wyrzeźbiła w miękkim podłożu niesamowite formy ...


Pod stopami sucho, pyliście, już wyobrażam sobie, co się tutaj dzieje, kiedy spadnie deszcz, chyba można zjeżdżać jak na ślizgawce ...


Miśka na sznurku, bałam się, żeby nie chlapnęła w taki krater, bo ona za bardzo nie patrzy, gdzie goni ...


Zobaczcie, nawet państwo młodzi przyszli na sesję fotograficzną w takich okolicznościach przyrody, on mężnie znosi upał w ślubnym "gangu", ona nosi treny sukni w górze, żeby się nie zapyliły ...
Obeszliśmy cały teren, pytamy przy wyjściu, gdzie tu jest kemping? ależ nie ma , tylko pension ... jak nie ma, jak wyczytałam w necie, że jest ... dziadziuś dbał o swój interes.
Zjechaliśmy z tego wzgórza i oto jest ... nasz kemping ...


Wszystko, co potrzeba, zadaszenie z podestem, sanitariaty, prysznic, sklepik z piwem, grill ... i bardzo tanio, i nie ma ludzi ... a powyżej kempingu, na wysokościach następne pole aktywności wulkanicznej ...


Ścieżką wśród pachnących ziół, Miśka luzem, idziemy oglądać te cuda natury ...


Ten samotny chłopak na stożku wulkanicznym wskazał nam kierunek ...


Tu dopiero wszystko bulgocze, płynie ...


Ten krater jest najaktywniejszy, to on wyrzuca z siebie potok błotnej lawy, a oto, co udało mi się zarejestrować obiektywem ...




Dziwne wrażenie ... niby cisza, a co chwilę bul, bul, bul ... człowiek ogląda się wokół i usiłuje zlokalizować, skąd te dźwięki ... a tu każdy kraterek pracuje ...


I zobaczcie, kto za nami przybył ...


... i jeszcze jedni ...


Popatrzyłam potem na rejestracje ich samochodów, i jedni, i drudzy przyjechali aż z Suczawy, spod ukraińskiej granicy ... sporo kilometrów.


To wyschnięte błotko wygląda jak dno jeziora w Afryce podczas suszy ...
Jeszcze trochę krajobrazów ...





Na kempingu nasz namiot był jedynym, wszyscy zwiedzający wulkany odjechali, dziewczyna zamknęła recepcję i też odjechała, zostali dwaj mężczyźni w dalekim domku. Nawet samochody nie przejeżdżały drogą, i zaczął się wieczorny koncert cykad ... na ścianie namiotu, pod światło, przesuwały się wyolbrzymione cienie kotów ... wyobraźnia pracowała.


Miśka zaprzyjaźniła się znowu z psem, gonili się po całym placu, ale nikomu to nie przeszkadzało, psinka potem nawet nie chciała wracać do właściciela ...
Wschodzące słońce nie przebiło się przez chmury, które goniły nas od zachodniej Rumunii ...


Zaczął padać deszcz, mieliśmy jeszcze 2 dni w zapasie ... zatęskniliśmy gwałtownie za naszym pogórzem, chatką ... mieliśmy jeszcze pojechać pooglądać solne góry w pobliżu, ale gdzie tam - wracamy! trzeba odpocząć po wyprawie.
Deszcz bardzo przeszkadzał, chyba na początku wspomniałam, że w pierwszy dzień straciliśmy wycieraczkę od strony kierowcy ... pokrywa od silnika też się obluzowała, pewnie na tych kamieniach w Retezacie, mąż przywiązał ją drutem ... gdzieś na wysokości Brasov przestało padać, dzięki Ci, Boże.


Przecinaliśmy kraj po przekątnej, staliśmy w ogromnym korku, kiedy wymieniali tory w środku dnia ...


... mijaliśmy miasta, miasteczka, wsie, cygańskie slumsy ... widziałam tak śliczną Cyganeczkę, że aż dech mi zaparło, jakem kobieta ... w długiej, kwiecistej spódnicy, warkocze do pasa z wplecioną czerwoną wstążką, śmigła jak sosenka, a jej twarz ... brwi jak skrzydła jaskółki ... na mgnienie oka spotkałyśmy się wzrokiem ...co ją czeka, czy taki sam los, jak inne cygańskie kobiety ...


A po drodze jadłam ciorbę, a mąż swoje ukochane mici - grillowane kiełbaski z mięsa baraniego i wołowego ... do mojej ciorby dodali mi maleńki strączek ostrej papryczki, pokroiłam go, wrzuciłam do zupy ... dzielnie zjadłam, ale gdyby ktoś podpalił mój oddech zapałką, pewnie by zapłonął ogniem, jak smok wawelski ...


Jechaliśmy długo, prosto w słońce ... te obłoczki nad horyzontem nie wróżyły nic dobrego ... deszcz dopadł nas na Węgrzech, padało przez Słowację, już do samego domu ... budził się dzień, kiedy stanęliśmy pod drzwiami chatki ... po 20 godzinach drogi.
Przejechaliśmy 3 tysiące kilometrów, spotkaliśmy lato w Rumunii, jaskółki śmigały po niebie, było 33 stopnie ciepła ... i teraz mogliśmy odpocząć po wyprawie.
Upiekłam chleb, ugotowaliśmy ostry, węgierski gulasz i ... patrzyliśmy z progu na odlatujące żurawie ...


To już ostatni post o Rumunii.
Dzięki, że dotrwaliście dzielnie do końca.


Pozdrawiam wszystkich cieplutko i serdecznie, dziękuję za odwiedziny i dobre słowa, pa!













12 komentarzy:

Mażena pisze...

Niesamowita relacja! jesteście szaleni, my mam tego szaleństwa już mniej. Napawasz mnie optymizmem!
Faktycznie nieziemskie widoki. Wszystko szalone i cudowne. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Dziękuję za relację. A wycieraczka najczęściej psuje się od strony kierowcy... Taka mistyczna ta Rumunia.
A Miśka nie poobklejała się błotkiem?

sukienka w kropki pisze...

Przepiękna wycieczka, jestem pod wrażeniem! Potrafię sobie wyobrazić zieleń wody bo podobny etekt widziałam na jeziorze Como, które jest bardzo wąskie i otoczone górami co też daje taki niespotykany kolor. Wspaniałe te błotne wulkany nie wiedziałam nic na tn temat, jestem bardzo ciekawa czy to błoto nie ma wartości uzdrawiających?

Krzysiek Pogórski pisze...

Wspaniała wyprawa. Nawet nie wiedziałem, że coś takiego w Europie funkcjonuje, jak takie błotne gejzery. A dziś jadę na Pogórze Przemyskie i wczoraj tez byłem, a więc ;-))))

AnkaSkakanka pisze...

Te błota są bardzo ciekawe. Śmieszne, że widok ten przyciąga młode pary. Może wróży im szczęście w życiu. Dziękuję za relację z wycieczki. Pozdrawiam

Monika B. pisze...

Rzeczywiście momentami przypomina krajobraz księżycowy.

mania pisze...

Wulkany błotne - nigdy o czymś takim nie slyszałam :) Marysiu,zapalasz "kaganek oświaty" swoim blogiem :)
Pozdrawiam serdecznie

Rogata Owca pisze...

Podróże kształcą nawet tych,którzy siedzą w domu. Niesamowity ten "pejzaż księżycowy". Za tę Rumunie to ja Ci się "nie wydziękuję". Bardzo serdecznie pozdrawiam i zazdroszczę trochę tych klimatów

jolanda pisze...

MARYSIU - jesteś taka dzielna. Niesamowita wyprawa, jakże ciekawie opisałaś i pokazałaś na zdjęciach tę księżycową Rumunię. Znam trochę Rumunię, ale sprzed 25. lat, koszmarną i biedną; przez Karpaty strach było jechać ...
Pozdrawiam serdecznie

Lola Pellegrina pisze...

Zawsze jak czytam Twoje fotorelacje mam ochotę spakować się i wio, przed siebie. Ale mija dzień, dwa i .... wszędzie dobrze ale najlepiej w domu. Swoim. I podróżuję w wyobraźni przy Twoich postach

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Marzeno, Miśka miała białe łapki, resztę uchroniliśmy; po takim wytłuczeniu się po różnych miejscach wraca się do chatki z podwójną przyjemnością, i tylko westchnienie, jak tu spokojnie! pozdrawiam.

Sukienko, nie widziałam taplających się w błotku, ani nikt nie pozyskiwał go stamtąd, a może niezbadane są jego właściwości; serdeczności.

Krzyśku, i ja do pewnego czasu żyłam w nieświadomości, że coś takiego jest; czy na "pogórzański" post można liczyć? pozdrawiam serdecznie.

AnkoSkakanko, tak, rzadko spotykane; może to księżycowy kraobraz przyciąga młodych? nie wszędzie taki jest, a wszyscy mają dosyć zamków, pałaców czy parków; serdeczności.

Moniko, jest sucho, gorąco, jak w piecu, tylko powietrze faluje; pozdrawiam.

Maniu, ja też dowiedziałam się o tych wulkanach niedawno, przy czytaniu opisów wypraw; pozdrawiam serdecznie.

Owieczko, ależ Cię tam ciągnie, Ty Pastereczko, klimaty czarodziejskie, zwłaszcza tam, na południu; pozdrawiam cieplutko.

Jolando, nie dzielna, bardzo bojąca jestem; są bardzo biedne wioski, ale ludzie tam przyjaźni, nie spotkaliśmy się z nieprzychylnością; pozdrawiam.

Pellegrino, pewnie, że w domu najlepiej, zawsze wracamy jak na skrzydłach; cieszę się, że nam towarzyszysz; pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

No to przed wami jeszcze taka Rumunia:

http://www.youtube.com/watch?v=7BXrYLzPlSw&feature=related

:)))

Na marginesie, dom w bardzo podobnym stylu stoi w... Rzeszowie, przy wylocie na Krosno, Sanok (po prawej stronie). Może też jakiś rumuński król Cyganów tam mieszka ?... ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Nie powiem, żeby podobała mi się taka architektura, nie lubię dziwności; najładniejszą bryłę mają wiejskie chaty; a u królów cygańskich to chyba musi być widoczny ten prestiż, zresztą nie tylko u takich; czytam dalej relacje z wypraw, wyszukuję ciekawostki, bo a nuż coś się wykoci? pozdrawiam Cię, Anonimowy.