poniedziałek, 3 września 2012

Nowy dzień wstaje ...

Pewnie już pisałam kiedyś, że jestem typem "skowronka".
Idę spać z kurami, a wstaję skoro świt.
Nie potrzeba mi budzików, dzwonków, telefonów, brzask za oknem zupełnie wystarcza.
Wstaję, poranne rytuały, Miśka na wybieg, kawa na palnik, trochę karmy do miski, resztę na blat, bo kowaliki awanturują się o jedzenie ... ostre skwirrr! jakby nożem po szkle ...
A na wschodzie zorza ...


... zupełnie ulotna chwila ... warstwę chmur podświetliło wschodzące słońce ... za chwilkę nie było już tej różowości.
Kawa już ugotowana ... poranny chłód .. siadam na tarasie, owinięta pledzikiem ... okular na nos, książka, którą po chwili odkładam ... patrzę, ale nie widzę, jakoś tak do wewnątrz, a myśli błądzą wysoko, poza mną ... najczęściej to wspomnienia ...


Już pierwsze promienie muskają łąkę za potokiem, jeszcze mgły snują się przy ziemi ...
Łup! łup! rozrąbuję grube pieńki, rozpalam pod kuchnią, woda ciepła potrzebna jest ...


Dym z komina leci prosto w niebo, będzie dziś pogoda ...
Nie ma Miśki, lecę drogą do góry, tam na pewno ją spotkam ...


Ostatnio przychodzi do niej w odwiedziny piesek, z górnej wsi ... dziewczynki sąsiedzkie nazwały go Paździoch ... jest śmieszny, przypomina mojego Bigosa, tylko dolna szczęka mu wystaje i widać wszystkie ząbki na wierzchu ... nie boi się mnie, ale na widok męża ucieka, z obawą widoczną ...
Miśka oczywiście serduszka w oczach i ucieka z nim ...
A po drodze słońce już daje do wiwatu ...


... nie tylko ogrzewa lica Światowida, czubki drzew ...


... kładzie długie cienie na łące ... zobaczył mnie lis, przysiadł, potem bieg do lasu, a ja dalej do góry ... gwizd powinien ją przywołać ... Miśkę ...


.... jest uciekinierka, wraca biegiem.
Tak cieszy się na mój widok, że nie potrafię jej skarcić, gadam do niej, grożę palcem, a ona tylko merda tą namiastką ogonka.
I schodzimy do chatki w najlepszej komitywie, przydrożne zielsko pachnie nieziemsko, jakby ktoś specjalnie zasadził miętę albo coś innego ...


A słońce coraz wyżej, ciepło, gorąco wręcz, chociaż to już wrzesień.
Popracowałam trochę z przetworami z papryki, na pierwszy ogień poszła ta w miodzie, a potem krojona w kostkę, tylko z solą i olejem, jako dodatek do gulaszu, pizzy, czy czego tam jeszcze ...


Trochę mi zeszło, oczyścić, obgotować, potem skroić i zapasteryzować ... oczywiście wszystko na kuchni ... garnek powoli bulgotał, jeśli za mocno, to odsuwałam na brzeg ...
Ponieważ blachy były rozgrzane, to też trzeba je wykorzystać .. upiekłam jeszcze proziaków ...


Na następny dzień piekłam chleb ...


... i placek z jabłkami ... chleb wyrósł ogromny, jak koło młyńskie ... Po chlebie doskonale suszą się w piecu pokrojone jabłka ... czipsy jabłkowe ...


A jeszcze na następny dzień nalepiłam mnóstwo pierogów ...


Ponieważ zostało mi trochę ciasta, ulepiłam jeszcze pierogów z ćwiartkami jabłek ... usłyszałam o nich od Haneczki z góry. była zdziwiona; Jak to, nigdy nie robiłaś z jabłkami? - Ano nigdy! ...
I teraz przyszła kolej na próbę ...


Pierogi wychodzą raczej niekształtne, w zależności, jaka ćwiartka jabłka, każdy inny ... trzeba je dłużej gotować, aby jabłka w środku zmiękły ...

Potem na gorące -  masło, trochę cukru, cynamon ...
Moja mama kiedyś obserwowała w telewizji, jak dwie panie mocno męczyły się i uczyły, jak lepić pierogi ...
zdegustowana odwróciła się i mówi: O! jakichś wróbli nalepiły! co to za pierogi! - Smiejemy się z tego z siostrą do dziś. I moje takie "wróble" wyszły ...
Do tego swojskie, kwaśne mleko, prosto z lodówki - wiecie, jakie dobre?
Pochłonęliśmy z mężem te "próbne, jabłczane" pierogi ... pyszne, bez dwóch zdań ...
Jak przetwory paprykowe, to i przy okazji jeszcze leczo ukręciło się ...


... w przewadze z dodatkiem własnych warzyw ...


Z dumą pokazuję swoją cukinię, która też skończyła w patelni z leczem ...


Miśka tylko obserwowała, sama już nie wiem, co? czy noworozkwitłego ziemowita, czy moje poczynania na grządkach ... a tych ziemowitów już całkiem dużo ...

Jesień idzie!
A wszystko to dlatego, że dziś po południu przyjechało moje dziecię, dorosły syn, który pracuje na wyspach, lubi pierogi ... niech ma ...
I jeszcze wczoraj byliśmy u babci, po drodze malutki skręcik do lasu, który zaowocował koszykiem grzybów, zebranych tuż przy leśnej drodze ...


Różne, i prawdziwki, kozaczki brązowe i czerwone "ułany", i maślaki ... już schną ...


Serdeczności Wam ślę, dziękuję za odwiedziny, za miłe słowa i uwagę, pa.


I do zimy już się szykujemy ...


... każda wolna przestrzeń wypełniona drzewem.








36 komentarzy:

monika pisze...

Te pierogi są smakowite. Chciałoby się parę zjeść, niestety trzeba obejść się smakiem przed monitorem.

monika pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
weszynoska pisze...

Mniaaam, wygladają wspaniale. Co robisz,żeby się nie sklejały??

Anonimowy pisze...

...dziękuję...Zosia

jolanda pisze...

Witaj Maryś, tylko mi nie mów, że to wszystko ulepiłaś, upiekłaś jednego dnia !
No cóż, poranna zorza piękna, ale ja nie skowronek, raczej sowa i pokazałabym Ci raczej jak piękny był wczoraj łysy w pełni na tle komina domku ogrodnika i wielkich naszych świerków.
Zapraszam na Mazury, bo naprawdę wstydź się, że jeszcze nie byłaś. Wrzesień jest tu już cichy i urzekający.

Pierogi mniam, mniam, ale mnie zaintrygowała papryka w miodzie, może zdradzisz przepis?

Ściskam serdecznie

Moje marzenia pisze...

Witam:)
Pięknie jak zawsze;;wszystko jakby z innej bajki;cudowne..naturalne...prawdziwe
a ile jedzonka..pozdrawiam serdecznie

OLQA pisze...

Pięknie ale ogrom pracy mnie zadziwia!:0

ciche marzenia...ciii... pisze...

...i znów , brak słów , jesteś niesamowita, pozdrawiam

Inkwizycja pisze...

Oj, Pracusiu Ty ;-))
Jak się ma TAKIE zorze poranne, to i wstawać się bardziej chce ;-) My TAM zrywaliśmy się przed 5, jeszcze przed wschodem słońca, żeby nie przegapić spektaklu...
Pięknie Ci bochen wyrósł, w koszyku? Ja piekę mały chlebek w keksówce, a taki jak Twój jest moim marzeniem ;-)
I dobrze robisz, że nie karcisz Misi jak wraca... niech wie, że warto wrócić do pani... i niech się nie włóczy sama, żeby jej coś złego nie spotkało...
Ściskam czule

AnkaSkakanka pisze...

A ja niestety jestem porannym śpiochem, za to wieczorem - życie się zaczyna po 20. Ciężko mi rano, a jak pójdę za późno spać to chodzę zła cały dzień.
Pysznie gotujesz. Wprosiłabym się do Ciebie na małą wyżerkę. Wszystko tak pysznie wygląda. Pozdrawiam

Antonina pisze...

O tak zimowity gwałtownie głowy wychylają.
A pierogi z jabłkami robię - jak mi ciasta zostanie z tych innych.

Mażena pisze...

Dziękuję, że dzielisz się tym niezwykłym życiem.
Jabłkowe pierogi nieziemski pomysł!

Nasza Polana pisze...

Mario, u nas w weekend było leczo i wyszło pyszne i też z cukinią z ogrodu choć jeszcze nie mojego.
Wspaniale opisałaś ten świt a potem dzionek. Pracowita kobitka z Ciebie. I przykładem jesteś dla mnie ogromnym. pozdrowienia serdeczności

Klarka Mrozek pisze...

ale kto to je, Ty jesteś takie chucherko!

Asia i Wojtek pisze...

Też uwielbiam zapach wiejskiego świtu:-))) Kiedyś byłam typową sową. Teraz wstaję raniutko -żeby "złapać" te poranne chwile dla siebie:-))) Mario, a w czym pieczesz chleb? Mój musi być pieczony w okrągłej formie, bo mi się ciasto rozłazi, a jak zrobię za gęste to już nie jest taki dobry...

Dom Rozalii pisze...

Witam:)
Trafiłam do Ciebie dzisiaj pierwszy .bajki.Przejrzałam trochę zdjęć, trochę poczytałam.Jestem zauroczona.Miejsce jak z bajki....Teraz muszę uciekać, ale gdy wrócę, to zaraz wpadam do Ciebie:))
Pozdrawiam!

Dom Rozalii pisze...

:( jakiś błąd się wkradł w moje słowa....

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Moniko, to zwykłe pierogi, z nadzieniem ruskim, ale świeże są zawsze dobre, serdeczności.

Węszynosko, dodaję do wody odrobinę oleju, ale potem, podczas sygnięcia na stolnicy, również je przekładam. nie kleją się; pozdrawiam.

Zosiu, i ja dziękuję, że zaglądasz; cieplutko pozdrawiam.

Jolando, tak kulinarnie miałam zajęty dzień po dniu, od czwartku do soboty, ale można się sprężyć i szybciej to zrobić; przepis na paprykę jest prosty;
3kg papryki - oczyścić, obgotować
zalewa:
2,5 szklanki octu 10%
5 szklanek wody
5 łyżek miodu
15 łyżek oleju
4 szklanki cukru
sól do smaku
pieprz, ziele angielskie, liść laurowy
Paprykę ułożyć w słoikach, zalać zalewą i pasteryzować 20 min; pozdrawiam.

Moje marzenia, jedzonka musi być dużo, mam obecnie w domu 3 dorosłych mężczyzn, trochę jedzą; pozdrawiam Cię serdecznie.

Olqo, ja nie zawsze tak, chciałam mieć trochę wolnego od kuchni, więc nadrobiłam; serdeczności.

Ciche marzenia, bawi mnie gotowanie na bazie tego, co wyrosło w ogrodzie, ba! nawet czuję dumę, gdy znoszę te wiktuały w koszyku; pozdrawiam.

Inkwizycjo, tak, w koszyku; w piecu ładniej bochenek trzyma formę, w piekarniku gazowym też piekłam w blaszkach; wypatruję oczy za Miśką, trochę mnie nie słucha, więc chodzę za nią, ale w lesie, na grzybach trzyma się nas; pozdrowienia ślę.

Kama pisze...

Jakie pyszności!
Jabłka i ja zamierzam suszyć :) a te pierożki i papryczka, smakowite!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

AnkoSkakanko, po 22 drugiej już jestem po pierwszym śnie; gotuję prosto, domownicy chwalą; serdeczności.

Antonino, wykoszone łąki już lekko sfioletowiały od zimowitów; pierogi z jabłkami wejdą na stałe do naszej kuchni, bo są dobre; pozdrawiam ciepło.

Mażeno, tak mi się wydaje, że nie jest ono niezwykłe, to codzienność; i nam przypasowały te pierogi, a teraz sezon na jabłka; cieplutko pozdrawiam.

Nasza Polano, leczo to dobra potrawa, i odgrzać jeszcze można, jak zostanie, dorzuciłam jeszcze do swego 2 marchewki;
lubię te świty, i wieczór już po zachodzie słońca też, świerszcze kończą koncerty, zaczynają sowy, i cisza aż w uszach dzwoni; serdeczności.

Klarko, duża jestem, a oprócz mnie 3 dorosłych facetów w domu, jedzą jak się patrzy; pozdrawiam Cię.

Asiu i Wojtku, jakoś łatwiej łapać mi poranek na Pogórzu, w domu kręci się za dużo ludzi; chleb rośnie w koszyku, potem siup! na łopatę z liściem kapusty i do pieca; w piecu piecze się, wg mnie, lepiej niż w piekarniku, łapie go gorąco z każdej strony, rośnie równomiernie i nie zdąży rozleźć się na boki; pozdrawiam serdecznie.

Domku Rozalii, witaj u nas, rozgośc się; też robię takie błędy, bo mam rozklekotaną klawiaturę i słowa gdzieś wskakują niepotrzebnie, zupełnie nie szkodzi; i ja pozdrawiam serdecznie.

Kamo, gorący piec wykorzystuję do suszenia pomidorów, śliwek, jabłek, grzybów, jest w nim ciepło jeszcze nazajutrz; pozdrawiam cieplutko.

Krzysiek Pogórski pisze...

Tak myślałem, że już u Was zimowity kwitną... Z jednej strony fajnie z drugiej strony smutno. Jesień idzie nie ma rady na to...

Ataner pisze...

Marys, kusisz widokami, kusisz zapachami i troszke ci zazdroszcze (ale tak, pozytwnie).
Psinka urocza:)
Pogorze piekne.

Ogladam polska TV, i wszyscy narzekaja, ze tak zle w Polsce!
A to guzik prawda, moze byc fajnie.To tylko od nas zalezy.
Pozdrawiam serdecznie:)


mania pisze...

Oj prawda, jak już kwitną zimowity znak to, że jesień idzie. Pocieszam się, że jesień przynosi też piękne kolory :)
Pysznie tam u Was! Chciałam sie jeszcze pochwalić, że ostatnio upiekłam paszteciki z kapustą i grzybami wg Twojego przepisu na paluchy i były one hitem na imieninach mojej mamy :)
Serdeczności!

Dom Rozalii pisze...

wróciłam. Poczytałam o praniu w nurcie rzeki, , o opuszczonej cerkwi Szymona Słupnika, o wędrówkach, o popielicy, którą mozna pogilgotać:,
o wędzarni i piecu chlebowym. Widziałam Wasz "czołg", żelazka od babci, przepiękne ceramiczne foremki do babek. Posmakowałam chleba z masłem "wytrzęsionym" w słoiku......ach.....
gorąco pozdrawiam!!

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Miło mi jest gościć ponownie u Ciebie.Jak zwykle pocieszyłam oczy oglądając Twoje zdjęcia i z wielką przyjemnością przeczytałam Twoje rozważania.
Pozdrawiam serdecznie:))

Joanna Wilgucka pisze...

Za każdym razem, gdy wejdę do Ciebie - nie mogę wyjść z podziwu nad Twoimi wypiekami i przetworami. Ślinka mi cieknie jak zawsze;D Pozdrawiam serdecznie.

Joanna Wilgucka pisze...

ps. wproszę się kiedyś na pierogi;D nawet mogę pomóc lepić... choć to może marnie wyjść;D

Kama pisze...

Donoszę o nominacji :)
http://ja-kama-mama.blogspot.com/2012/09/nominacje-versatile-blogger-award.html

M. pisze...

O matko! O Jezusicku!
Przez dwa tygodnie bym tyle nie zrobiła!
Ale zjadłabym szybko ...
Kiedyś nasmażyłam powideł na zimę, ale w październiku już się skończyły ...
U nas kilkaset kilogramów jabłek, ratunku!
Uwielbiam świty i zmierzchy.
Serdeczne uściski!

Lola Pellegrina pisze...

A ja sową i nie dla mnie wschody choćby wiem jak magiczne (bo czasem nastawiam budzik i zachwycam się do upojenia) ale za to zachody już bardziej i pyzate księżyce i sierpy miesiączka wąziutkie i mleczne drogi ..... I chociaż w porównaniu z Tobą leniwcem jestem to jak Dziecka z daleka przyjeżdżają to i kurczęta po polsku, i gulasze z grzybkami, i biszkopt z owocami ..... mogę i chcę.

Tupaja pisze...

Moje nominacje
http://ostojatupai.blogspot.com/2012/09/nominacje-blogowe-wszystko-przez-kame.html

domowa kurka pisze...

o rety...Marysiu, widzę, ze odpoczywasz na "pracująco"...sciskam Cię mocno i oglądam po raz trzeci z góry do dołu i z dołu do góry Twoje cudne opowieści

jolanda pisze...

Marysiu - dziękuję, spróbuję z tą papryką.
Buziaki

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzyśku, pewnie już najwyższy czas, żeby wybrać się na zimowitowe łąki pod Kopystańką, wcale niegorsze są za Makową, zwłaszcza od kiedy oczyścili teren z zarośli i koszą; i musimy zacząć chodzić w pulowerze; pozdrawiam.

Ataner, tak jest mi dobrze; Miśka daje nam wiele radości, właśnie obserwuje, jak szaleje z baranicą po ogrodzie; serdeczności ślę za wielką wodę.

Maniu, czekam na te kolory; cieszę się, że przypasował Ci ten przepis "paluchowy"; serdeczności.

Rozalko, trwam w podziwie za Twoją wytrwałość w czytaniu, naprawdę; pozdrawiam Cię cieplutko.

Teniu, dzięki za dobre słowa, serdeczności.

Joanno, a zapraszam, ulepimy z 500; serdecznie pozdrawiam.

Kamo, dziękuję Ci serdecznie, takie wyróżnienie to dla mnie nagroda, naprawdę, serdeczności.

Magdo, powidła musiały być pyszne, skoro tak szybko zniknęły; a jabłka? w pierogi je, w pierogi; serdeczności ślę nad Drawę.

Pellegrino, bo człowiek chce swoim bliskim sprawić radość, choćby dobrym jedzeniem; pozdrawiam Cię.

Tupaja, serdeczne i wielkie dzięki, zaszczyt to dla mnie ogromny, i radość; tak, to wszystko przez Kamę; pozdrawiam.

Kurko, tak właściwie to się szwendam między kuchnią i piecem, i jest dobrze, bo bez pośpiechu; cieplutko pozdrawiam.

Jolando, mnie ta papryka przypasowała, bo jest taka słodko-kwaśna, przyjemna w smaku i niebyt ostra; pozdrawiam.

Ania z Siedliska pisze...

Marysiu, ( ścięło mnie z nóg to, co przeczytałam) powiedz szczerze, czy zrobiłaś to wszystko w jeden dzien czy w tydzień ? I to rąbanie pieńków to tez Ty ???. Doskonały pomysł z papryką w kawałkach - zaraz zrobię to samo. Uściski !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, nie, nie w dzień, w trzy dni; pieńki brozowe rąbałam sama, bo łatwo, chciałam na mniejsze do kuchni; papryka to właściwie taki półprodukt, wykorzystuję ją jako dodatek do wielu rzeczy, pierwsza znika ze spiżarni; serdeczności.