poniedziałek, 17 grudnia 2012

Samochwała w kącie stała ...

... no bo muszę się pochwalić.
Z resztek włóczkowych z robótkowego koszyka, a idąc w ślady Antoniny i Leptir, porwałam się na ocieplaczyk ... a jak on się szumnie nazywa ... INSPIRA ...


Zerknęłam na zdjęcia, zabrałam nitki i druty do chatki i wydawało mi się, że wszystko idzie dobrze.
Ale gdzie tam!
Dopiero w domu zobaczyłam, że można było pięknie i ozdobnie rozpocząć i zakończyć robótkę, nawet są filmiki i instrukcje, a ja zrobiłam po swojemu ... i nie chciało mi się robić na okrągło, to zszyłam ...


W oryginale jest jeden kolor tła, tylko wrabiane krateczki kolorowe, a u mnie groch z kapustą.
Ale bardzo podoba mi się zestawienie kolorków na piórkach skrzydeł sójki, może będzie następna Inspira?
zrobiona podług prawideł sztuki dziergania ...


Pogórzańskie kłopoty odeszły precz.
Udało nam się zakupić niedrogą pompę, w sam raz na nasze potrzeby ... przecież nie musi od razu ciągnąć jednego kręgu wody na minutę ... a wody przybyło całkiem przyzwoicie, co mnie cieszy niezmiernie, bo myślałam, że trzeba będzie czekać aż do wiosennych roztopów.
Mąż znowu zszedł do czeluści studziennych, tym razem utopiliśmy parę śrubokrętów, jakieś klucze, śrubki, bo trzeba było całość umocować na ścianie ...


Za pierwszym razem pompa nie zadziałała, kurczę! myślałam, że może poszły jakieś sterowniki albo co ...
okazało się, że w puszce elektrycznej przewody były zamienione przez poprzedniego fachmana, wystarczyło przepiąć kabelki i ... hula! ciągnie! trochę rdzą popluło z rur, pogulgotało i już jest dobrze.
Taka mała rzecz, a cieszy ... tym bardziej, że nie trzeba było wołać majstra.


Zmarzliśmy przy tej robocie, dął zimny wiatr, mąż przemoczył buty i spodnie ... co może być lepszego na rozgrzewkę niż grzaniec ... z własnego wina mleczowego, z dodatkiem korzeni zamorskich, ogrzany tylko na kuchni /nie wolno gotować/ ... co za aromat! od razu ciepło wstąpiło w nas, zziębniętych.
Jeszcze w sobotę rano wyszliśmy do lasu, mąż wyciął z gałązek leszczynowych proste wieszadełka, które ja okorowałam, a potem na ścianę ...


... bo w kącie stała maglownica starożytna...


... i takież starożytne narty ... wszystko zawisło wysoko, acz dostrzegane teraz przez oko ... jeszcze tylko przytniemy za długie wąsy wieszaków z konara.
Takiż wieszak uładził również nasze klamociarniane laski do górskich wspinaczek ...


Pełno na nich blaszek z nieznanymi nazwami szczytów górskich, ale kto wie? może kiedyś dane nam będzie zdobyć chociaż jeden z nich.


I już zbieraliśmy się do wyjazdu, bo nasi turystyczni przyjaciele zaprosili nas na wieczorne spotkanie ... dostali nagrodę od władz miejskich ... był poczęstunek, napitki różniste, śpiewogranie prawie do rana ... rozlegały się domy bukowe, i sokoły, i dumki łemkowskie, hej! Beskyde, Beskyde! ... dobrze, że weszliśmy z marszu po rozmiękłym śniegu w niedzielę.


Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło, dziękuję za odwiedziny, życzę przyjemności z przygotowań do świąt, i rozwagi, i umiaru ... pa!






20 komentarzy:

M. pisze...

A ja myślałam, że prezentujesz pierwsze próbki wody, po rozruchu pompy :) U nas tak właśnie wyglądają.
Zdziwiłam się tylko, czemu utopiony wkręcik tak pięknie pływa.
Ocieplacz śliczny! Nosisz go?

Ilona.. pisze...

Zachwyca mnie te drzewo na ścianach i suficie , jeszcze ta kolekcja lasek idealnie się komponuje , a starożytna maglownica .....w sam raz dla drobnej kobietki :)
Miłego dzionka życzę Ilona

LEPTIR pisze...

Marysiu Inspira śliczna....i kolorki tez, chociaż te proponowane też sa interesujące....
woda zdrowia doda...mówi przysłowie, a na dodatek własna to już luksus, my też mamy własną studnię i super wodę...za darmo....
widoki jak zwykle cieplutkie i czarujące...
pozdrawiam serdecznie

sukienka w kropki pisze...

Nie chcę być nudna ale co z Ciebie za kobieta! I inspirę na drutach zrobi(nieważne, że zszywana)i śrubokręt poda w potrzebie, że o przetworach nie wspomnę...a te laski, wspaniałe! I gdzie onie nie były...Ja mój wierny kijek "bastone" jak mówią Włosi, mam za moją najcenniejszą pamiątkę a gdzie mu, biedakowi, do takiej laseczki...Moc pozdrowień ślę z Mazur!

Zyfertowy Młyn pisze...

Ale mi zapachniał TEN grzaniec!
Zazdroszczę śniegu!
U nas w centrum, to ta zima "nijakataka"!
Czasami, to dzieciaki nawet na sankach nie pojeżdżą...
Pozdrawiam
Kordian

Agata Rak pisze...

Ładnie U Ciebie.I śniegu zazdroszczę.U mnie stopniał i tak jakoś szaro i ponuro się zrobiło...

Anka J. pisze...

Komin jest śliczny. Podziwiam je od dawna. Kolorki jak najbardziej pasują do siebie. Ślicznie tam u ciebie. Pozdrawiam

Adelka pisze...

Ale śliczna robótka- zawsze się zastanawiałam, jak można zrobić takie cudo ...Poza moim zasięgiem :)A chatka, ozdoby - przepiękne...
Grzańca dzisiaj nie zrobię :), ale w święta sobie o nim na pewno przypomnę :)

mania pisze...

Marysiu, własna inwencja we wzory jest bardzo wskazana! Dzięki temu ocieplacz jest niepowtarzalny :) Bardzo pomysłowe wieszadła :)
Spokojnych przygotowań do Świąt Wam życzę, ja w tym roku mam na głowie wszystkie ciasta, coś czuję, że zaszaleję z eksperymentami :)

Olga Jawor pisze...

Marysiu! Napisać o tym, co potrafi się zrobić i co przy okazji sprawia nam przyjemność, to żadne chwaleniea tylko stwierdzenie faktu.Niechby świat zapatrzony tylko w sztuczny blask i blichtr przerzucił sie na robienie tak pożytecznych, prostych i pięknych przy okazji przedmiotów.
I proszę! Napisałaś i zainspirowałaś! Też mamy tu w poblizu leszczyny a dobrych wieszaków w domku niet!Trzeba by się więc na skraj lasu wybrać i troszkę gałęzi naciąć!
Acha! Cieszę się, że macie nową pompę i na dodatek udało się Wam kupić ją tanio. A to ważne - szczególnie przed świetami.
Pozdrawiam ciepło!:-)

Mażena pisze...

To jest rękodzieło, jeśli nie jest idealne to i tak jest piękne!
Woda jest bardzo ważna a przede wszystkim praktyczna. Dziękuje za życzenia, Tobie tez życzę udanych potraw i poczynań przed świątecznych. Chatka cudowna!

Antonina pisze...

Komin bardzo udany Ci się udał. Ja też, zanim doczytaam, my ślałam, że w tych szklaneczkach to próbki wody, a jak się okazuje to wcale smaczy napój.

Megi Moher pisze...

Też myślałam, że ten grzaniec to rdzawa woda:-)
a inspira- że kolejna mątwa:-)))
fajny pomysł te patyczki leszczynowe
i chciałabym mieć pióro sójki. Bardzo.

Łucja pisze...

Ten grzaniec ze studni będzie jak znalazł na chatkowe zimowe wieczory.
Kolory wspaniałe, masz w okolicy wzornictwo na wysokim poziomie : )Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo

Go i Rado Barłowscy pisze...

Wchodzić do studni w taki ziąb może tylko ten, kto w perspektywie ma tak świetny rozgrzewacz :DDD

A komin fajny, no i biorąc pod uwagę wrabianie - musi uczciwie grzać (w zastępstwie grzańca).

Patent na uchwyty do wygodnej ekspozycji starożytności kradniemy bez wyrzutów sumienia i już!

Pzdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, rzeczywiście tak to wygląda, rdzawa woda z wkręcikiem, uśmiałam się z tego, jakże trafnego spostrzeżenia, ale czytając kolejne komentarze ... no cóż! mój aromatyczny grzaniec wygląda jak woda po rozruchu pompy; ocieplacz już jest przygarnięty, narzeczona syna wygląda w nim kapitalnie; pozdrowienia serdeczne ślę nad Drawę.

Ilono, bo chatka z bala topolowego, wszędzie drewno i kamień, rodzime bogactwo; a maglownica blisko drzwi, pod ręką, bo wiesz, jak mąż za długo zasiedzi się na górze, u Janka, to może się przydać; pozdrawiam serdecznie.

Leptir, dzięki wielkie za fachową ocenę, mam w zamiarze jeszcze jeden komin zrobić, ale już tak solidnie; i my cieszymy się z naszej wody, chociaż ostatnio były lekkie kłopoty ze studnią; pozdrawiam serdecznie.

Sukienko, trochę dziergam, szydełkuję, bo lubię, teraz wciągnęły mnie książki i trochę porzuciłam robótkowanie; wiesz, czasami odczytuję nazwy szczytów z plakietek, ale nawet nie mam pojęcia, gdzie są, trzeba by z mapą; Twój "bastone" najcenniejszy, bo był z Tobą wszędzie; pozdrawiam serdecznie.

Kordianie, śniegu mamy dosyć, w regionie nawet wyciągi ruszyły, pewnie po świątecznym obżarstwie trzeba by spalić nadmiar kalorii na stoku; grzaniec doprawiam miodem, goździkami, cynamonem, laurem i zielem angielskim, tak nam smakuje najbardziej; pozdrowienia ślę.

Agato, śnieg się trzyma, po chwilowej odwilży znowu mróz, chociaż jest dziwnie, bo czasami w mrozie pada deszcz; serdeczności.

Aniu, tak kombinowałam z tymi kolorami, ale też podobają mi się "kolory ziemi"; u nas ciągle zimowo, dziś wszystko przykryła "szklanka", pół godziny drapałam samochód z glazury; pozdrawiam.

Adelko, to nic trudnego, przekłada się tylko kolorowe nitki, jeśli umiesz robić na drutach, to wartu spróbować; pysznego grzańca świątecznego życzę i pozdrawiam.

Maniu, myślałam, że wyrobię wszystkie końcówki włóczek, a tu jeszcze sporo
zostało; nie przesadzam ze świętami, tylko jeden placek, sernik z brzoskwiniami będzie, bo potem trzeba jeść na siłę; ciekawam bardzo Twoich eksperymentów kulinarnych; pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olgo, takich wieszaków w pomieszczeniu gospodarczym też sporo, jakieś kable, przedłużacze i wiele innych rzeczy na nich wisi; tak, koszt tej pompy to połowa ceny poprzedniej, jednak nie wolno majstrom dawać wolnej ręki przy zakupie takich rzeczy, bo cudze pieniądze wydaje się bardzo łatwo; pozdrowienia ślę za San.

Mażeno, moja mama to miała oko do wyłapywania błędów robótkowych, tylko popatrzyła i stwierdzała, o, tu jest źle; wiesz, Mażeno, całkiem fajnie wygląda na osobie, bo dziewczę już go przygarnęło, pal licho błędy, jeśli komuś sprawiłam radość; pozdrawiam serdecznie.

Antonina, byłaś moją najpierwszą "inspirą"; ja też uśmiałam się, że czytający zobaczyli w szklankach rdzawą wodę, tak, niestety, wygląda wino z płatków mniszka; serdeczności.

Megi, no i proszę, kolejna zmyłka, jesteś następną osobą, która przyrównuje mój aromatyczny grzaniec do rdzawej wody, ale to mu wcale nie umniejsza smaku, chociaż kolorek nieciekawy; he, he, worek trzewiowy;
znalazłam też piórka jemiołuszki, czarne z żółtymi końcówkami, a niektóre z czerwonymi, natura inspira; pozdrawiam serdecznie.

Łucjo, boję się, że teraz, kiedy odkręcę kurek, wino popłynie szerokim strumieniem; sójkowe piórka cudne, takie turkusowe wtręty przy beżowym umaszczeniu; serdeczności posyłam.

Go i Rado, jak mus to mus z tą studnią, a na pomysł z grzańcem wpadliśmy, kiedy w piecu dopiero co zapaliliśmy, a nam już szczękały zęby; komin cieplutki, mięsisty, bo to jakieś resztki cieniutkich moherków były; a pewnie, na tych patykach najlepiej wyglądają; pozdrawiam serdecznie zasańskie Sąsiedztwo.

Zofijanna pisze...

Coraz nowe talenta u Ciebie widzę. Może Ci włóczki podrzucić- poszalejesz na całego ?

Krystynka w podróży pisze...

Się zastanawiałam na co ten ocieplaczyk Mario, mniemałam, że na czajnik, dzbanuszek z gorącym mlekiem lub jajeczka na miękko by utrzymywał ciepło a potem ktoś napisał komin a Ty że narzeczona i mi zaświtało, że to na szyjkę i na dekolt. Natomiast kolor grzańca mnie nie dziwi, bo miodzio zmętnia każdy gorący napitek. U mnie też jeden placek, my lubimy raczej słone i pikantne frykasy

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, po mamie talenta odziedziczyłam, dawniej więcej dziergałam; włóczki nie, bo ostatnio od siostry dostałam pół wora skarbów; serdeczności.

Krystyno, tak, ramionka i szyjkę, a właściwie to spełnia rolę też ozdobną, bo taki kolorowy; miodzio zmętnia, ale aromacik daje przedni; pozdrowienia ślę.