poniedziałek, 3 czerwca 2013

Nasza mała ucieczka ...

Dopadł nas kryzys remontowy.
Przecięłam sobie palec nożem do tapet, dobrze, że zatrzymał się na kości ... złapałam jakiegoś wirusa, który wymęczył mnie gorączką, dreszczami, hektolitrami potu i ogólną niemocą ... z nosa zaczynała kapać krew ...
Zostawiliśmy wszystko pod opieką młodzieży ... warstwy startego ze ścian gipsu, domowy rozgardiasz i nasze zwierzaki, a sami zwialiśmy najpierw na Pogórze, a potem przez Ukrainę do Rumunii.


Wyruszyliśmy, jak zwykle, tuż po północy ... trasa nasza wiodła wzdłuż granicy do Mukaczewa, a potem przez przejście w Sołotwinie do Sighetu Marmaroskiego w Rumunii.
Po raz pierwszy od naszych wyjazdów tym razem zapolowała na nas drogówka ukraińska, jakby na nas czekali, nie pomogły żadne tłumaczenia, a wszystko po to, żeby wyłudzić wcale niemały datek.
Ale kto będzie z nimi dochodzić prawdy? zejdzie nam na tym cały dzień, a tu czas goni, więc dostali ...
Drogi w fatalnym stanie, nie robią z nimi nic, z roku na rok dziury coraz większe, wcale nie dziwię się, że takie pustki na drogach ... wytelepało nam żołądki niesamowicie, "czołg" aż stękał, pokonując wężykiem drogę, ale i to nie pomagało, nie sposób ominąć te dziurska.
Kto nie zobaczy, nie uwierzy, że tak może być.


Marmarosz powitał nas widokami niesamowitych gór, wysoko leży jeszcze śnieg, stąd prowadzą szlaki  na Pietrosula /2303 npm/, najwyższy szczyt Gór Rodniańskich.
Parna i gorąca pogoda przyniosła najpierw chmury, a potem deszcz.
Chcieliśmy zanocować pod namiotem w Borsie, ale temperatura odwiodła nas od tego pomysłu, jechaliśmy w deszczu dalej.
Serpentynami wspinaliśmy się wysoko na Przełęcz Prislop /1416 m npm/, tam, gdzie przebiega granica pomiędzy Maramureszem a Bukowiną ...


Dwie nieczynne cabany, prześliczny kościół w budowie, z tyłu klasztor, gdzieś dalej mogiły poległych w Wielkiej Wojnie ...


Wokół pustka, pogoda odstraszyła wszystkich ... ale nie, zajechało autko na polskich numerach, im też deszcz pomieszał szyki, chcieli w góry, a pewnie pojadą na Bukowinę.
Nasz plan też wziął w łeb, zaczniemy więc od końcowego punktu programu, wąwozu Bicaz, a do niego jeszcze sporo kilometrów.


Przy drodze spotkać można obmurowne, ciurkające źródełka, stoją kubeczki dla spragnionych ... akuratnie to miejsce jest w drodze do klasztoru, myśleliśmy, że to jakiś stary, zabytkowy, ale okazał się być nowym, w budowie.
Byliśmy już mocno zmęczeni, trzeba gdzieś zanocować, jeśli tylko spotkamy jakiś pensjonat, idziemy do niego bez zastanowienia.
Znaleźliśmy takie miejsce, nad jeziorem wśród gór, jeszcze nie ma tłumów, cicho, środek tygodnia zresztą.
Kiedy wyszliśmy na taras, było już prawie ciemno, krzyczały nad wodą jakieś nocne ptaki, przed nami wysoki masyw górski, który co chwila niknie w chmurze, a kiedy się odsłania, widać światełko, tam, wysoko.


Rano zerwałam się prawie ze słońcem, chciałam zobaczyć, te widoki za oknem ...


Wokół jeziora Izvoru Muntelui Bicaz pełno osad, domków letniskowych i pensjonatów, a ja rozglądam się za tą potężną górą, którą widziałam wieczorem ...


... jest, ukryta w tej chmurze, która tylko na chwilkę pozwala dojrzeć, albo tylko domyśleć się jej ogromu ...


Po szybkim śniadaniu ruszamy dalej, z żalem opuszczając to ciche i spokojne miejsce ...


Z zachwytem spoglądam na ogrodzone, przydomowe pastwiska, gdzie panoszy się rozkwitła szałwia łąkowa, tworząc fioletowe kobierce ...



Wśród nich coś różowego, i niebieskiego, i żółciutkie kępy jakby żółtych kozibrodów ... gdyby taki wycinek naturalnej łąki przenieść do naszego ogrodu, stanowiłaby doskonałą, gotową kompozycję, nad którą  głowiliby się architekci ogrodowi.
Bardzo strome stoki pastwisk powodują, że zwierzęta poruszają się po nich jak po poziomicach, wydeptując takież ścieżki, które z daleka wygladają jak pola tarasowe.


Jezioro zamyka potężna tama, ilość wylanego betonu przyprawia o zawrót głowy ... socjalistyczne, wielkie kolosy, które mają świadczyć o wielkości tego, który je wybudował ... "Słońca Karpat".
A my szukamy wąwozu, dla którego tu przyjechaliśmy.
Minęliśmy miejscowość Bicaz, kawałak dalej teren jakoś łagodnieje, gdzież on może być, bo i jak zapytać o drogę, kiedy nawet słowa po rumuńsku nie umiemy?
Zawracamy, wjeżdżamy w boczną drogę wzdłuż jeziora, to pewnie tam, gdzie te gołe skały widzieliśmy z okien pensjonatu ...
C.D.N.


Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło w ten deszczowy czas, dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa, dobrego tygodnia, pa!




24 komentarze:

Margarithes pisze...

Niezwykła podróż z przygodami, chciaż palca szkoda... Dziękuję za piękne fotografie, miejsca. Pozdrawiam

grazyna pisze...

Podziwiam Was za to ,ze macie prawdziwe dusze podroznikow, wyruszacie i juz...na spotkanie z niewoiadomym...mnie sie to bardzo podoba! tutaj w Wenezueli jednak takie podrozowanie jest niebezpieczne, wyobrazam sobie, ze Ukraina i Rumunia jest bezpieczna wiec mozna sobie rozbic namiot w jakimkolwiek miejscu czy szukac pensjonatu na goraco. Piekne te fioletowe laki...ehhh..pojechalabym tak! a Ty juz nie choruj! sciskam

Agata Rak pisze...

piękne widoki ale podróże nie dla mnie...za wygodna i za bardzo rozmiłowana w domu jestem

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, wprawdzie początki fatalne, bo szkoda palucha i w ogóle zdrowia, ale stanęłaś na nogi i odbyłaś cudną podróż. Przez Ukrainę to ja jechałam 25 lat temu, ale z tego co piszesz to wygląda, ze było i jest identycznie. Wtedy śmialiśmy się, ze na wystających z asfaltu kamieniach zostawimy opony:) Do Rumuni mam ochotę pojechać, żeby troszkę pozwiedzać. Naczytałam się sporo i nabrałam ochoty:) Piękne zdjęcia. Pozdrawiam cieplutko. Ania

Mażena pisze...

O bo tak się dzieje, jak coś Cię dopadło z jednej strony to jeszcze musi dołożyć z drugiej. Ja wtedy zaciskam zęby i mówię do siebie - noc to. Dzielna jesteś i trasa piękna a widoki wynagrodziły inne "niedogodności". Dziękuję za zdjęcia , pozdrawiam serdecznie.

Olga Jawor pisze...

Cudna wyprawa! Wspaniałe widoki i zdjęcia. Dobrze, żeście zrobili sobie taka niezwykłą przerwę w robocie. Życie jest tylko jedno i nie starczy czasu by zobaczyć wszystko. A robota nie zając przeciez!
Serdecznie pozdrawiam!:-))

mania pisze...

Marysiu, jak palec?
Marzy mi się wycieczka w Karpaty rumuńskie, marzy mi się Ukraina, tylko urlop krótki :)
Pozdrawiam i zdrowia życzę!

Anka J. pisze...

Mnie też zachęcasz do "włóczęgostwa" po tychże terenach. Niesamowita wyprawa, nie bez problemów, jak piszesz, ale widoki rekompensują Ci wszystkie troski. Palec musiał boleć.....Bidulka. Uważaj na siebie, jak chcesz bez palców pisać......
Pozdrawiam

Zofijanna pisze...

Dedukowałam, że relację z Rumunii zamieścisz dzisiaj - i oto jest.
Oh ta Rumuniu !!!!!!!
Długo Cię nie było- dumałam - Rumunia oczywiście.
Biedactwo - złapałaś tego samego wirusa co i ja. Wymordował Cię solidnie !
Czekam na cdn., uwielbiam Rumunię, szkoda, że pogoda zasłoniła najpiękniejsze widoki, ale to nic - smak jej i zapach czuję.
Nie wiedziałaś, że najpiękniejsze są naturalne skupiska roślin ?
Ciągle teraz szukam takich miejsc i napawam się ich urokiem - to woda na młyn mojej duszy.
Serdeczności Mario

folkmyself pisze...

mam nadzieję, ze naładowane w pelni akumulatory na walkę z remontem!
A widoki cudne!

na wsi pisze...

Zazdroszczę szczerze tej ucieczki...

Ataner pisze...

Praca nie zajac, nie ucieknie. Oj ta Rumunia Was ciagnie do siebie.
Piekne widoki, a najfajniejsze jest chyba to, ze szlaki malo uczeszczane i mozna poczuc sie jakby wokol nikogo nie bylo.
Czekam na dalsza relacje z podrozy i zdrowka zycze:)

Dorota i Marek Szala pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
M. pisze...

Opis przeciętego palca i choroby oooo!
Bardzo Ci jestem wdzięczna za te rumuńskie i ukraińskie dzicze. Mój wieloryb chyba się kręci w kółko ... :) Za to u Ciebie mnogość nowych lądów!
Zgłaszam tylko jedną malutką reklamację - gdzie są łowiecki?
Ściskam serdecznie!

Krystynka w podróży pisze...

Wcale niemała ta Wasza ucieczka od codzienności. Piękne i góry i łąki i rzeki i jeziora. Dlaczego mnie się już nie chce wyruszać w nieznane?
:)Widziałam na Cyprze takie "źródełka" przy drogach poniżej klasztorów, też były kubeczki blaszane ale przewodnik objaśniał, że to urynoterapia. Dotąd nie wiem czy to był żart czy prawda:))) Woda była brunatna ale w Brzózie też jest taka od tlenków żelaza

Anulka Domowa pisze...

Cuuudnie! A ja jeszcze nie byłam nigdy na Ukrainie ,ani w Rumuni.Chociaż blisko .Marzy mi się!Muszę moich chłopaków namówić.Byliśmy w wielu miejscach na świecie ,ale dzięki Tobie ,odkrywam ,jak pięknie jet tu na naszych terenach,u naszych sąsiadów .Biorę mapę do reki!
Serdecznie pozdrawiam i korzystaj z tych wszystkich łąkowych dobrodziejstw!
AniaA

jolanda pisze...

Marysiu - podziwiam Was, że potraficie uciec i to w jakie piękne krajobrazy:)
My tkwimy przy robocie, której nie da się przerobić :(
Obiecujemy sobie ... i oczywiście jadą zwiedzać Mazury i Warmię goście, nie my.
Może już wkrótce ...
Buziaki serdeczne

Tupaja pisze...

Ależ miła przerwa w tym moim deszczowym i smutnym jakoś ostatnio żywocie! :)
Miło było popatrzec i przeczytać!
pozdrowienia!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Margarithes, a palec już prawie wygojony, trwało to odrobinę dłużej, bo nie był szyty, ale mam za to malowniczę bliznę na kciuku; Rumunia przyciąga nas, bo lubimy miejsca dzikie, niewiele już takich; i ja pozdrawiam.

Grażyno, najgorzej jest wstać z ciepłego łóżka w środku nocy, a potem to już z górki; czujemy się bezpieczni w tych krajach, nie mieliśmy przykrych incydentów, zresztą unikamy jak ognia takich sytuacji, szukamy miejsc z dala od ludzi; i mnie te kwitnące szałwie zauroczyły, niektóre były różowe, całe kobierce; choróbsko poszło precz, nawet siły wróciły, i palec zagoił się; serdeczności ślę.

Agato, też jestem domatorką, ale czasami trzeba dać się wyciągnąć z domu i zobaczyć, co u innych; właśnie dla tych widoków pędzimy wiele kilometrów; pozdrawiam.

Aniu, mam wrażenie, że Ukraina cofq się w rozwoju, przynajmniej tutaj, na przyległych terenach, po drogach za chwilę zostaną średniowieczne szlaki i tyle, mnóstwo opuszczonych domów po wsiach, jest sztuką przejechać po tych dziurach, a jak męczą; miałam na samym początku obawy co do Rumunii, ale kraj przyjazny, piękny, w starych miastach jest co oglądać, wysoko czekają piękne widoki; oczywiście wracamy tam jesienią; pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, mój ojciec zawsze mawiał: To minie, i to prawda, minęło, siły wróciły, skaczę po drabinie i maluję dom, palec przygoił się, nie jest źle; zauroczyła nas ta Rumunia na amen; pozdrowienia ślę.

Olgo, dobrze nam zrobił ten wyjazd, z nowymi siłami zabraliśmy się za dom, to już końcówka remontu, śmieję się do męża, że już do mojej śmierci żadnego remontu, a on na to: Tak krótko zamierzasz żyć? pozdrawiam Cię serdecznie.

Maniu, palec prawie wygojony, z cudną, siną blizną, bo nie był szyty; a marzenia mają to do siebie, że spełniają się, na pewno pan Rysiek coś organizuje; serdeczności ślę.

Aniu, nam bardzo pasuje ta Rumunia, uwielbiamy takie klimaty, ale znam osoby, które mówią, że nigdy więcej, ot! każdy szuka tego, co mu w duszy gra; palec wydobrzał, ładny, z blizną, jest dobrze; serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, Rumunia była stanowczo za krótko, deszcz pomieszał nam szyki przynajmniej o jeden dzień; zawsze zwracam uwagę na dziką roślinność, takich kompozycji nikt nie wymyśli, przydrożne dzikie różyczki, białe i czerwone, co za widok! pozdrawiam serdecznie.

Folkmyself, a jakże, naładowane, maluję teraz dom z wielkim zapałem, pomieszczenie po pomieszczeniu, siły i zapał wróciły, było nam to bardzo potrzebne; dla tych widoków tam pędzimy, tylko, że deszcz przeszkodził; pozdrawiam Cię.

Agnieszko, kiedy uporasz się z budową domku, namawiam na taką wyprawę, nie musi być ekstremalnie offroadowo, na spokojnie, to wielka przyjemność; pozdrawiam cieplutko.

Ataner, też wyszliśmy z takiego założenia; ciągnie nas ten kraj, a zaledwie cząstkę zobaczyliśmy, jeszcze wiele na nas czeka; ze zdrówkiem już dobrze, dzięki, pozdrowienia ślę za wielką wodę.

Doroto, czemu wykasowałaś? ale ja zdążyłam przeczytać, czekającego remontu nie zazdraszczam, bo już wiem, czym to pachnie; serdeczności ślę.

Magdo, byłam jak dętka, wypluta z sił, jeszcze ostatnia ekipa remontowa kręciła się po domu, a ja leżałam jak zewłok, i ten palec, ani szklanki umyć, ani co; łowiecki były, a jakże! białe kropy rozrzucone garścią po rozległych pastwiskach, tylko nie zrobiłam im zdjęć, przepraszam, zapomniałam o Tobie, naprawię jesienią; pozdrowienia serdeczne ślę nad jezioro.

Krystyno, musieliśmy oderwać się od tego młynu choć na chwilę, nie wiedziałam, że to wszystko będzie tak uciążliwe; przewodnik chyba żartował, w górach potoki czyste, na dole strasznie zanieczyszczone śmieciami, nie wiadomo, co tam płynie, bałabym się palec umoczyć; widziałam Twoje wody w potoku, byliśmy w Kolbuszowej na Jarmarku w skansenie, po opadach wody wysokie bardzo, i rzeczywiście brunatne na tle piaszczystego dna; serdeczności.

AniuA, my tak złapaliśmy bakcyla rumuńskiego, czytając relacje z wypraw, odważyliśmy się i teraz już nie wyobrażamy sobie lata bez Rumunii; tylko po ostatnim razie darujemy sobie niby-skrót przez Ukrainę, szkoda czasu, samochodu i czekania na granicy, lepiej śmignąć przez Słowację i Węgry; pozdrawiam serdecznie.

Jolando, robota ciągle na mnie czeka, Pogórze nietknięte kosą, ale damy radę; no, jeśli goście w chacie, to nie za bardzo da się zwiedzać, gospodarze muszą być na stałym czuwaniu, znam to; serdeczności ślę.

Tupajko, u nas też leje, a Ty nie smuć się, dołujące chwile miną; miło, że wpadłaś; pozdrawiam cieplutko.

Grey Wolf pisze...

Ja sobie kiedyś przeciąłem palec ostrząc kosę..super takie jeziora wśród gór..fajne płotki tam z patyków robią :)

Krzysiek Pogórski pisze...

A ja myślałem że na Pogórzu mamy dużo szałwii. O naiwności!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grey, bardzo łatwo przeciąć palec o kosę, jak się ciągnie osełką; właśnie ten płotek też mnie zainteresował, między drutem przeplecione grubsze patyki, może mocniejszy od plecionych, wiklinowych płotków? nad jeziorem wyjątkowo cicho, typowo gospodarskie odgłosy z pojedynczych zagród, i obserwowaliśmy ptactwo wodne, można by śmiało tam zamieszkać; pozdrawiam.

Krzyśku, nasze szałwie to maleństwo w porównaniu z tymi w Rumunii, jeden fiolet; jakby popatrzeć na stoki pastwisk, to jeden kwiat, ale ciężko zatrzymywać się na wąskiej drodze i bez przerwy łapać w obiektyw szałwię, chociaż miałam na to wielką ochotę, niespotykana malowniczość; pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

Dobre na drobniejszą zwierzynę, koń jakby się oparł to by połamał chyba :)..a na dole pewnie powbijane w ziemię?..co jakiś czas przegnije..