środa, 5 czerwca 2013

Wąwóz Bicaz i malowane cerkwie Bukowiny ...

Czekam, aż wyschną mi ściany ... będę malować je drugi raz, a w przerwie dokończę o naszej małej ucieczce do Rumunii.
Nie zobaczy się prawdziwego oblicza tego kraju z autokaru wycieczkowego, ani przy głównych trasach ...
trzeba odjechać w takie drogi, które na mapie znaczone są tylko nikłą kreseczką.
Wjechaliśmy w drogę wzdłuż jeziora, po drodze minęliśmy bramę parku narodowego, nie było tam nikogo ... i jechaliśmy ... jechaliśmy ... ani śladu onego wąwozu, ale za to wspaniała puszcza karpacka, nikogo na zniszczonej drodze, i coraz bliżej skalisty masyw, który widzieliśmy z okien pensjonatu.
Po drodze mijaliśmy wspaniałe miejsca biwakowe, widoki wręcz pocztówkowe ...


Długo trzeba objeżdżać to jezioro, pewnie ponad 100 km, ale z każdej strony zachwyca swą urodą ...


Mapa pokazywała, że gdzieś tam jest kres tej drogi ... nic to, najwyżej zawrócimy ... przecież nigdzie nam się nie śpieszy ...


Widzicie między świerkami te drogi wspinające się do góry? można tam wjechać, przejechać całe pasmo górskie, płajami pokonać rozległe pastwiska powyżej granicy lasu, zanocować po drodze, kupić sera od napotkanych pasterzy ... i obudzić się na wschód słońca.
Coraz bliżej ukazywały się skaliste wychodnie, wysoko ... ale to nie wąwóz.
To masyw Ceahlau ...


Jest tam schronisko, monastyr, to stamtąd migotały nocą światełka, kiedy patrzyłam na przeciwległy brzeg jeziora.
Droga nie kończyła się wcale jak na mapie, dojechaliśmy szczęśliwie do główniejszej drogi, a potem znowu w boczną, której nawet gps nie mógł odnaleźć.
Ale skoro jest droga, domy po obu stronach, to gdzieś nas ona zaprowadzi.
Spotkaliśmy na poletku pracujące kobiety, chciałam zapytać, chociaż na migi, gdzie jesteśmy i czy dojedziemy gdzieś ... z mapą w ręce, okularem na nosie zamachałam do nich ... wydelegowały spośród siebie najmłodszą, niech gada ze mną.
Mąż w "czołgu" trzymał się za brzuch, kiedy ja usiłowałam pytać, a ona tłumaczyła mi, jak dojechać ... wreszcie po nazwach miejscowości jakoś doszłyśmy do porozumienia.
Ludzie serdeczni, chcą pomóc, nie spotkaliśmy się z wrogością czy niechęcią, rdzenni mieszkańcy są bardzo przyjaźni.


 Z lasów wydostaliśmy się na rozległe pastwiska ... wszędzie mnóstwo żółtych kęp małych kwiatuszków przetykanych różowymi kępami macierzanki  ...


... a wszędzie stada pasących się krów, owiec ...
Krowy miały zawieszone u szyi ogromne dzwonki, które wyglądały jak sklepane wiadra, zawieszone na solidnej obroży, a jeśli dzwonek był większy, to filcowe obszycie chroniło kark zwierzęcia przed otarciami ...
wyobrażacie sobie? każde skubnięcie trawy to brzęk dzwonka ... dzyń, dzyń, dzyń ... a tych krów ogromne stado, jedno wielkie dzwonienie ...
Zaczęliśmy zjeżdżać w dół, w dolinie miejscowość, jakby ktoś nożyczkami wyciął z gazety obrazek i wstawił go między te pastwiska, łąki i pola ...


Jeszcze następne pasmo górskie, wspinaczka serpentynami do góry, przełęcze, jakieś stragany i jest wreszcie ...


Te skalne ściany znaczą, że za chwilkę wjedziemy do czeluści, ale zanim to uczynimy, to trzeba coś jeszcze zjeśc w przydrożnym barze, pośród straganów ...


Mąż wybrał swoje ukochane kiełbaski "mici" z grillowanego mięsa mielonego, a ja gulyas ... zdziwiły nas węgierskie i rumuńskie nazwy, a to już Szeklerszczyzna, kraina Węgrów, którzy nie za bardzo utożsamiają się z Rumunami ... można płacić węgierską walutą, mówić po węgiersku ... ale gdzież nam do tego, jeden język niechrześcijański, a drugi tym bardziej.
I już mkniemy wąską drogą pośród skalnych, imponujących ścian ...



Na tej skale krzyż, to góra Ołtarz, w komunistycznych czasach była tam czerwona gwiazda.
Ściany zbliżają się do siebie, obok drogi płynie bystro rzeka ... wąsko, niebezpiecznie ...



Droga prowadzi nowym tunelem, obok stary z nasypaną pośrodku górą żwiru, żeby nikomu nie przyszło do głowy wybierać się tam.
Ściany wąwozu sięgają 400 metrów wysokości, niektórzy mówią, że więcej ... nawet nie ma się gdzie zatrzymać, żeby zrobić porządne zdjęcie, wszystko zza szyb "czołgu" ...


To bardzo malowniczy odcinek drogi, czasami coś spada z góry ... byliśmy świadkami, kiedy jeden ze sprzedających krzyknął coś ostrzegawczo i wszyscy uciekli pod ściany.
Wracamy na Bukowinę, oczywiście bocznymi drogami ... przy jednej z nich krajobraz jak po ataku nuklearnym ...



Straszą puste oczodoły ostałych budynków, wszystko jest równane z ziemią, nie mam pojęcia, co tam było, może jakaś baza wojskowa, zakłady produkujące trujące rzeczy, albo ... sama nie wiem, co?
I leje jak z cebra, niebo zaciągnięte bez widoków na jakąkolwiek poprawę ... zajechaliśmy do słynnych bukowińskich, malowanych klasztorów ... ten jest w Voronet ...


Trafiliśmy na wyjątkowo ludny dzień, pełno wycieczek, wysypała się z bramy grupa Japończyków, wkoło dzieci ...


... siostra tłumaczy im sceny biblijne.
Opłaciliśmy wstęp, za fotografowanie też, a tu zonk! nie wolno fotografować wewnątrz, opłata dotyczy tylko zewnętrza, więc i zdjęcia tylko zewnętrzne, chociaż środek był fascynujący ...






Przejechaliśmy rzekę Humor, miasteczko Gura Humoroloi, a za nim następny monastyr, prawie identyczny, jak ten powyżej ... obejrzeliśmy z zewnątrz, ściemniało się i lało na potęgę.
Nic tu po nas, trzeba wracać do domu, pogoda nie pozwala na więcej ... a tam chatka czeka.
Kupiliśmy u pasterza ser, na migi oczywiście, zapytał: Italia? no, Polonia ... aaaa, Lewandowski ... świat jest mały.
Wracaliśmy przez Czerniowce, o matko, jak długo, przez całą noc i pół dnia, dziury w drogach nie pozwoliły na szybszą jazdę ... późną nocą kobieta w knajpce zrobiła nam jeszcze jedzenie, bo byliśmy głodni jak smoki.
A polscy celnicy zafundowali nam odprawę na kanale z przeszukaniem, opukiwaniem, prześwietlaniem samochodu ... bo nic nie mieliśmy z akcyzą, tylko czekoladowe cukierki i keczupy, i lwowskie piwo ... nawet nie mieliśmy siły protestować, taka ich praca, a padło na nas, czyżby losowo?
Mąż mówi, że długo nas nie zobaczą na Ukrainie, ale on tak zawsze się odgraża, a potem zapomina ...
Jeszcze przypomina mi się taka scenka, kiedy to nad ranem jechaliśmy, a na poboczu drogi, na stojaczku stoi znak stop, kontrola drogowa, a ten kurdupel w lotnisku na głowie siedzi w samochodzie i patrzy, czy aby wszyscy zatrzymują się przy tym znaku i oddają hołd panu i władcy ... nigdzie czegoś podobnego nie widziałam, jak można tak traktować ludzi? to upodlenie na granicy, kobiety, które przenoszą kilka paczek papierosów, obwiązują się taśmą klejącą gdzieś za rogiem jakiegoś budyneczku, a utrzymują z tej drobnicy cały dom, bieda wszędzie aż piszczy, o drogach już pisałam ... może gdzieś bliżej Kijowa czy Charkowa jest inaczej, bo tu, w zakarpackich rejonach świat zatrzymał się.


A jesienią, przy stabilniejszej pogodzie znowu pojedziemy do Rumunii, tylko, że przez Słowację i Węgry.


To już nasze, pogórzańskie podwórko, zarośnięte, że aż strach, ale jakie ładne, tyle kwiatków, żółtych jaskrów ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowa, wszystkiego dobrego, pa!


24 komentarze:

mania pisze...

Marysiu, nie widziałaś czasem w Rumunii albo gdzieś na Ukrainie huculskich kilimów? Marzy mi się takie cudo na ścianie nad łóżkiem, jak już wyremontuję moją graciarnię :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Anka J. pisze...

Cudowna podróż. Pełna wrażeń. Pokazujesz kawał niezwykłego świata. Trochę egzotycznego.
A wszystko to zobaczyć to ja bym chciała osobiście. Może kiedyś??
Z tym Roztoczem tak nam mówią" nie jedźcie tam, na Lubelszczyźnie jest bieda", a tu niby " Ameryka" i co ma piernik do wiatraka. Według masy najlepiej leżeć na sopockiej plaży.
Pozdrawiam

Mażena pisze...

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej!
Niesamowite te Wasze podróże, takie we dwoje zbliżają i cieszą. "Trochę" tam ekstremalnie ale jak niezwykle oryginalnie! najważniejsze,ze wróciliście cało, szkoda tylko tego "postoju" na granicy.
Na Słowacji też bywa różnie, niestety mamy nie za dobre doświadczenia z ich policją...

Loyal Pat pisze...

Bardzo fajna relacja....Rumunia , tak mało o niej wiemy..pozazdrościć wspomnień które zostaną z Wami:):)

Anulka Domowa pisze...

Dziękujemy za relację!Uwielbiam takie wypady.W sumie ile dni byliście ?Przesledziłam mapę i juz tęsknię za Rumunią!Faktycznie przez Słowację i Węgry chyba lepiej.Parę lat temu znajomy nas namawiał,ale wybraliśmy wtedy bezpieczniejszą Czarnogórę.U nas też malowanie ,tyle ,że pierwszy raz :) i będziemy całkiem bliziutko Przemyśla!
Pozdrawiam serdecznie
AniaA

Zofijanna pisze...

Te żółte kwiatuszki to wydaje się być janowiec - Genista sagittalis.
W naturze- cudo.
Dziwię się, że jechaliście przez Ukrainę, a nie przez Słowację i Węgry- droga tędy jest idealna i nie ma żadnych kontroli. W Rumunii, na granicy kontrola to formalność.
Mam nadzieję wybrać się do Rumunii jesienią. Może dopisze nam pogoda.
Dziękuję za relację Mario.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, a pewnie, że widziałam, i to różne, na tych straganach przy atrakcyjnych miejscach, myślę, że gdzie indziej byłoby o wiele taniej, tylko jak dotrzeć do wytwórcy; fajna sprawa taki gobelin na ścianie, w chatce wisi u mnie, z motywem kwiatowym, ale nie huculski, tylko rodzimy, ze spółdzielni z Leżajska, której już pewnie nie ma; pozdrawim cieplutko.

Aniu, wszystko przed Tobą, i wyprawa na Rumunię też; ludzie plotą bzdury, nie znając danego terenu, zawsze powtarzam, że u nas jest przepięknie, zadbane wsie, domy, ogródki w kwiatach, wykoszona trawa; co to znaczy "bieda", pewnie tylko to, że nie modny kurort, tłumny i głośny, a błoga cisza i spokój, i mnóstwo terenów rowerowych, i przyroda nieskażona ... nie słuchaj złych języków; i ja pozdrawiam.

Mażeno, odzwyczailiśmy się już od takiego traktowania na granicy, zresztą teraz nie odczuwa się granic między krajami i nic złego nie dzieje się z tego powodu, tylko ten wschód daje w kość, i to nie strona ukraińska, tylko Polacy tak się świnią; na Słowacji trzeba bardzo uważać na ograniczenia prędkości w miejscowościach, bo pilnują jak psy za każdym rogiem, a mandaty wymierzają niewspółmierne do przewiny, ale lepsze to, niż te straszne drogi, które skutecznie hamują przemieszczanie się; w domu dobrze, a jakże! najlepiej; serdeczności ślę.

Pat, odkryliśmy ten kraj zupełnie niedawno, zauroczył nas dokumentnie, wrócimy tam; pozdrawiam serdecznie.

AniuA, to były dwa dni, miało być dłużej, ale pogoda nie nastrajała optymistycznie; tylko przez Słowację i Węgry, szkoda czasu na stanie na granicy, samochodu też żal na te dziury; czujemy się bezpiecznie na Rumunii, a jeździmy po zapadłych miejscach, w mieście gorzej, bo łażą natrętni żebrzący, zamykamy wtedy auto od środka, zwłaszcza gdy trzeba stać na światłach, choć ostatnio jakby ich mniej; malowanie w toku, idzie coraz sprawniej, widać koniec remontów; pozdrawiam cieplutko.

Zofijanno, a być może, pięknie kwitnące na żółto kępki, na sztywno wzniesionych łodyżkach; przez Ukrainę chcieliśmy sobie skrócić drogę, i to było po raz pierwszy i ostatni, zawsze jeździliśmy na Słowację i Węgry, bez uciążliwych przepraw granicznych; jesienią pogoda stabilniejsza, dużo owoców i warzyw, jakoś przyjemniej; pozdrawiam serdecznie.

CzarnyKot pisze...

Uwielbiam Twoje relacje i fotografie z nieznanych mi miejsc. Aż ciężko usiedzieć w miejscu, ale póki co tylko palcem na mapie podróżuję razem z Tobą.
serdecznie pozdrawiam i życzę szybkiego malowanka :-)

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Opisałaś Waszą podróż tak obrazowo, że czytałam z zapartym tchem i miałam wrażenie, że widzę te wszystkie pejzarze i miejsca. Marzy mi się rumunia i w ogóle marzą mi się te mniej znane kraje bardziej na wschód niż na zachów. Mam znajomego, który uczy polskiego w Mołdawi, ale jakoś ciężko się wybrać. Zawsze coś.
Zazdroszczę. Pozdrawiam ciepło!

Radziejowe Zacisze pisze...

No właśnie dla tych pięknych malowanych budowli bardzo chciałabym jechać do Rumuni:) Przejeżdżając przez miasta rumuńskie widziałam takie fascynujące budynki, tylko czasu nie było na postój. A widoki i przyroda to dodatkowy atut. A Janek marzy o zamku Drakuli:) Ja zdecydowanie wolę ciszę i spokój niż zatłoczone kurorty. Pozdrawiam ciepllutko Marysiu i dziękuję za reportaż. Ania

grazyna pisze...

Ta pisanka to pewnie na Ukrainie..przypomniala mi sie najwieksza pisanka na swiecie, ktora widzialam w Vegreville w Albercie kanadyjskiej, miejscowosci gdzie emigranci ukrainscy wymyslili sobie taka atrakcje dla miasteczka, zatrzymalismy sie tam by na nia popatrzec a przy okazji wstapilismy do restauracji tez ukrainskiej i zjedlismy bardzo pyszne pierogi. Podobaja mi sie te malowane klasztory...Rumunia jest dla mnie absolutnie nieznanym terenem...pozdrawiam i skoncz wreszcie z tym malowaniem

aldia arcadia pisze...

bliskosc natury, to lubie

Ania pisze...

Piękne są te cerkwie, piekne malowidła. Coraz większą mam ochotę wybrać sie tam. Byłam tylko w Sinai, na nartach, wiele lat temu. Serdecznie Cie pozdrawiam i dziękuję za tę wyprawę !
Ania z Siedliska

damian pisze...

Jakie macie piękne krajobrazy, chciałbym tam mieszkać :)
Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kocie, mam pod powiekami te krajobrazy, jak dla mnie coś pięknego, za każdym pasmem inaczej; wrócimy tam, może do innej krainy geograficznej; malowanie dziś skończę, nigdy więcej remontów; serdeczności ślę.

Natalio, opisuję to, co widzą moje oczy, na co ja zwracam uwagę i co czuję, a całą inną resztę można znaleźć w necie; też wolę mniej znane tereny, a już taka znajomość w Mołdawii ... wykorzystaj to, póki można; pozdrawiam Cię serdecznie.

Aniu, Rumunia bogata w monastyry, tym razem byliśmy bez Miśki, więc można było wchodzić wszędzie bez obawy; o! na Janka czeka prawie 1500 schodków do zamku Drakuli w Poienari, a przy tym piękna trasa przez góry Fogarasze, przy okazji Bran, Braszow, inne stare miasteczka, wszędzie stare zamki, jest co oglądać; pozdrawiam cieplutko.

Grażyno, pisanka stała u wejścia do monastyru, ale ponieważ to już Bukowina, więc motywy huculskie przeplatają się po obu stronach granicy; zawsze obawiałam się Rumunii, a to tylko dlatego, że porównywałam ten kraj z żebrzącymi Romami; nic podobnego, ludzie przyjaźni, serdeczni, większych miast obawiam się bardziej niż daleko, w górskich wioskach; no i wracamy jesienią; serdeczności ślę.
A malowanie kończę dziś!!!

Aldia, tylko odrobinę w bok od głównej trasy i już masz naturę na wyciągnięcie ręki, co nam bardzo odpowiada; pozdrawiam.

Aniu, słynne bukowińskie cerkwie, opanowane przez komercję, za wszystko płacisz, nawet za mrugnięcie okiem, Rumuni świetnie wyciskają każdy grosz ze swoich zabytków; sprzedają przy okazji swoje wyroby, różne, czasami kicz, a czasami trafia się ładna, ręcznie wykonana perełka; w Sinai piękne góry Bucegi, tam też chcielibyśmy; i ja pozdrawiam serdecznie.

Damian, pogórzańskie krajobrazy piękne, ale nie pogardziłabym też rumuńskimi, jeśli chodzi o zamieszkanie; pozdrowienia ślę.

Krzysiek Pogórski pisze...

Przykro, że w końcu Was dopadła "gościnność" ukraińskich służb. Ten żółty chabazik w górach wygląda na janowczyk skrzydlaty.

M. pisze...

Ta droga między świerkami i "przejechać całe pasmo górskie, płajami pokonać rozległe pastwiska powyżej granicy lasu, zanocować po drodze, kupić sera od napotkanych pasterzy ... i obudzić się na wschód słońca." Aż mnie szarpnęło za serce.
Wydaje mi się, że poczułabym tam szczęście, ale może mi się tylko wydaje?
Co to są płaje?
Wąwóz klaustrofobiczny nieco, wolę otwarte przestrzenie, pełne głębokiego oddechu.
Ściskam!

Krystynka w podróży pisze...

W Rumunii byłam już tak dawno, jakoś teraz, na emeryturze, brak mi czasu, a może ochoty. A to przecież tak blisko i ciekawie. Natura podobna jak u nas ale malowidła, kolory, styl - te monastyry, klasztory. Dobrze że nam to pokazujesz Mario, dziękujemy!

na wsi pisze...

Pięknie piszesz. Pięknie dokumentujesz obrazem. Zaraziłaś mnie tą Rumunią na dobre. Mąż też już mapy śledził. I może na jesieni się tam wybierzemy. Czołg już mamy, więc do przodu! A na razie dzisiaj na wizytę u koleżanki założę moją bluzeczkę haftowaną ręcznie krzyżykiem, rumuńską podobno... :) Samych dobroci Wam życzę

Aneta NieTylkoMeble pisze...

Ciągnie Was do tej Rumunii, chyba bardziej niż na Ukrainę :)
Mam nadzieję, że już wszelkie choróbska odegnałaś i palec już się wygoił.
U mnie pogoda nie zachęca do wycieczek. Piwonie zamiast majestatycznie błyszczeć robią się brązowe i szybko opadają. Pogoda na święto piwonii w tym roku nie dopisała. Może u Was na Pogórzu jest trochę lepiej?
pozdrawiam ciepło

Anonimowy pisze...

Apropos dziur w drogach, jak wam się podobał odcinek od przełęczy Prislop do Iacobeni ? ;) Nas zauroczyło ograniczenie prędkości do 50 km/h podczas gdy normalnym samochodem można się tam poruszać nie prędzej niż... 10 km/h... ;) A może od ubiegłego roku zdążyli wyremontować ?...

Magdalena pisze...

Jejku, jak ja lubię czytać te Twoje opowiadania z podróży! Nieźle wciągają. :)))

Mona pisze...

Dawno u Ciebie nie byłam , a tu znów nowa podróż. Ta malowana świątynia przepiękna..my w tym roku zwiedzać będziemy tylko swoje tereny , brak czasu..ale u mnie na Podlasiu tak pięknie i tyle jeszcze nie odkrytych zakątków , ze wcale mi się nie chce nigdzie dalej ruszać..Pozdrawiam podróżników i trzymam kciuki za wszystkie plany domowe:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzyśku, syn śmieje się, że i tak wiele razy śliznęło nam się, i datek przyzwoity, bo czasami żądają niebotycznych kwot; na razie jesteśmy wyleczeni z Ukrainy; pięknie wyglądają całe łany tych roślin, czasami mam ochotę zabrać ze sobą saperkę i przeszczepić coś na nasz, pogórzański grunt; pozdrawiam serdecznie.

Magdo, bo tam, na szczycie, gdzie widoki dalekie, naprawdę czuje się szczęście, i taką lekkość, i radość; a płaje to drożyny wydeptane przez pasterzy, owce czy krowy, niezbyt szerokie, ale da się nimi przejechać;
w wąwozie jak w studni, tylko skrawek nieba widać, też wolę przestrzenie; pozdrowienia ślę serdeczne.

Krystyno, a my odkryliśmy ją całkiem niedawno, czytając o ludzkich podróżach i oglądając zdjęcia, spodobało nam się; jeszcze wiele przed nami, trzeba tylko doczytać, co ciekawego można zobaczyć, ale to już w jesieni; serdeczności ślę.

Agnieszko, tak i my zaraziliśmy się Rumunią, właśnie podczytując opisy cudzych wypraw, śledząc mapy, i bardzo nam się spodobało; bluzeczki rumuńskie śliczne, oglądam je na tych straganach stale; udanej wyprawy jesiennej życzę, pozdrawiam.

Aneto, bo tam tyle gór, za każdym pasmem co innego; Ukraina bardzo nas zniechęciła, te dziurawe drogi dały nam mocno w kość, stanie na granicy, wymuszanie łapówek, jest to wszystko nieprzyjemne; palec wygojony, została tylko paskudna blizna, siły wróciły ... będę żyć; na Pogórzu już jakby za sucho, przydałaby się solidna ulewa; pozdrawiam cieplutko.

O! wymieniona droga jest remontowana, kładą nowy asfalt, na początku i na końcu robót stoi człowiek z jakby paletką do pingponga, z jednej strony zieloną, z drugiej czerwoną i kieruje ruchem; mniemam, iż te dziury przed remontem były i tak znośniejsze niż na ukraińskich drogach, tam wytelepało nas masakrycznie; pozdrawiam.

Magdaleno, a ja cieszę się, że znajdujesz tu coś ciekawego; pozdrawiam serdecznie.

Mona, zawitamy i my kiedyś na Podlasie, niegdy tam nie byłam; i ja pozdrawiam Cię serdecznie.