niedziela, 23 czerwca 2013

Świetlików czas ...

Bardzo późno wyjechaliśmy na Pogórze w sobotnie popołudnie.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, słońce już zachodziło nad Kopystańką.
Jeszcze obejście włości, sprawdzenie, jak rosną warzywa na grządkach, harce psów na wykoszonych przestrzeniach, napełnienie misek, bo przylecą za chwilkę głodne ... i już można usiąść spokojnie na tarasie.
Już w drodze zauważyliśmy, że temperatura leci w dół, z domowych 27 zrobiło się 19 stopni,
Super, komary przestały natrętnie atakować, można było w spokojności posiedzieć i pogadać.
- A nie wiesz? świetliki już są?
- Nie wiem, przecież zasypiałam, zanim zrobiło się ciemno. -
Ptaki kolejno kończyły swoje wieczorne koncerty, jeszcze tylko derkacz niezmordowanie terkotał gdzieś na łące ... i nagle usłyszałam - Obejrzyj się!
Są! fruwają wolno nad trawą jak nocne zjawy, pojawiają się gdzieś pomiędzy krzakami ... kiedy popatrzyłam z tarasu w dół, tańczyły swój taniec aż do drogi ... fascynujące zjawisko, nie umiem ich sfotografować, a tak chciałabym ... czasami uda mi się złapać jednego do garści, wtedy oświetla mdło moją dłoń.
Mówią, że gdzie robaczki świętojańskie, tam kwiat paproci można znaleźć ... jeszcze nie udało mi się ..


Do chatki wpadł duży chrząszcz, z długimi czułkami, a usadowił się pod lampką nocną, dobrze, że go rano zobaczyłam ...


... i wyniosłam na zewnątrz, inaczej zginąłby z głodu ...


Mąż tylko krzyknął, żebym uważała, bo może mnie uszczypnąć ... wyniosłam go, łapiąc przez ścierkę.
Udało nam się w końcu założyć folię na szkielet tunelu, pomidory kwitną obficie i zawiązują owoce ... zostawiłam go otwarty, bo żeby przez jutro nie zaparzyły się rośliny ... mam tylko nadzieję, że burzy nie będzie.


Podlałam pomidory wodą rozcieńczoną z pokrzywową gnojówką, ale daje po nosie, niesamowicie, ale za to roślinom bedzie dobrze.


Wraz z kompostem przeniosłam na grządki nasionka kwiatów, zostawiłam kilka siewek, kwitną teraz, ożywiając grządki kolorami.
Psy snują się po wysokiej trawie, czasami wcale ich nie widać, ale łapią w sierść, co tylko się da ...


Orzechy włoskie już zawiązały zielone kulki, można je zrywać teraz, takie właśnie zielone na orzechówkę ...
taka ilość garbników, zawarta w alkoholowym wyciągu załagodzi każde kłopoty trawienne, mimo, że aż język drętwieje od gorzkości ...


Parę lat wstecz kroiłam takie właśnie orzechy na nastaw, ale bez rękawiczek, sok spływał swobodnie po palcach, dłoniach ... prawie czarne ślady zeszły po długim czasie, mimo wielu prań i mycia garów, a paznokcie odzyskały naturalny kolor dopiero kiedy odrosły ... tak, że kroimy zielone orzechy tylko w rękawiczkach.
Jeszcze mąż zebrał mi ostatnie kwiaty czarnego bzu, na syrop, z dodatkiem cytryn, na zimowe przeziębienia.


Łąki całe w kwieciu, kwitną dziurawce, rumiany, i inne, nieznane mi ... trzeba by je z katalogiem oznaczać ... i wszystko pachnie.


Powojnik przy tarasie zaszalał, jeden wielki, różowy wodospadzik.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny i dobrego tygodnia życzę, pa!





21 komentarzy:

Klarka Mrozek pisze...

zauważyłam świetlika na ganku za..suszarką do prania:))

Krystynka w podróży pisze...

Ja też je rokrocznie usiłuję złowić w aparat w czasie św. Jana ale jak dotychczas bez rezultatu. A wyglądają zjawiskowo.
Narazie nie nawożę warzywnika bo drugi rok dopiero ale już widzę ,że powinnam, słabe roślinki i delikatne.
Uwielbiam orzechówkę, dodaję cukru więc i dla zdrowotności i dla przyjemności.
Łąki w pełnym rozkwicie, chociaż u nas coraz mniej niekoszonych.Pozdrawiam

Anka J. pisze...

Niesamowicie pięknie jest w otoczeniu Twojej chatki. Identycznego chrabąszcza fotografowałam wczoraj na mojej nogawce. Nie przeszkadza mi,że może uszczypnąć.
Pozdrawiam

Krzysiek Pogórski pisze...

Pięknie, zazdroszczę świetlików. Chrząszcz to dyląż garbarz.

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, wpadłam na chwilkę odetchnąć świeżym powietrzem Twojego Pogórza:) Siedzę w tej Warszawie i ... dycham, tęskniąc za łonem natury i moim Zaciszem:( Jeszcze tylko chwilka i koniec roku i wyruszam na moje włości. Serce tęskni. Cudna jest Twoja kraina:) Pozdrawiam cieplutko. Ania

mania pisze...

Marysiu, jak miło ogladać zdjecia Kopystańki ze świadomością, ze się na niej było i podziwiało widoki :)
Dobrego tygodnia!

Agata Rak pisze...

a ja jeszze nigdy nie widziałam...

Iza pisze...

Ja z soboty na niedzielę widziałam tylko jednego świetlika... ale za to rok temu w zaroślach nad rzeką latało ich całe mnóstwo... jeśli dodać podwieczorną porę, to sceneria jak z filmu fantasy :)) Pozdrawiam serdecznie :)

Tupaja pisze...

Jak zwykle pięknie i dziko :)
pozdrowienia!

folkmyself pisze...

ja też jeszcze nigdy nie miałam sposobności zobaczyć swietlika:(

Magdalena pisze...

Świetliki widziałam tylko raz. Są fascynujące. Szkoda, że w mojej okolicy ich nie ma. I jest bardzo mało motyli.
A chrząszcz, to... wiadomo co. :)))
Serdeczności :)

Ada Komorek pisze...

Czy mi się wydaje, czy masz taki sam tunel jak u mnie? Jeśli tak, to nie dziwię się, że opornie szło rozkładanie. My z Mężem po otwarciu katronu i zobaczeniu tej sterty z pozoru identycznych rurek opatrzonych zdawkową instrukcją zwątpili lekko. Cały dzień zszedł na składanie szkieletu, potem dwa tygodnie czekania na bezwietrzny dzień by założyć folię. Ale teraz pomidorki rosną aż miło, też na gnojówce z pokrzyw.

Kama pisze...

I u mnie hulają warzywka w folii :) martwię się zbyt wysoką temperaturą wewnątrz, foliak jest praktycznie otwarty non stop (tylko w burzę właśnie zamykamy) jednak w upalne dni temperatura sięga 40stopni :/ na razie jest ok :) a i gnojówką podlewamy ;) zapach, jakby to powiedzieć, WIOSKOWY ;) mnie nie przeszkadza :)
Pozdrowienia!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Klarko, kiedy pierwszy raz w życiu zobaczyłam łąkę pełną świetlików, byłam ogromnie zaskoczona, a zobaczyłam je właśnie tu, na Pogórzu, podczas obrzędu nocy świętojańskiej nad Wiarem; pozdrawiam.

Krystyno, no właśnie, jak je sfotografować, te świetliste esy-floresy? moje grządki tylko na kompoście, nie mam dostępu do obornika, ale chyba to wystarcza, nawet gliniasta ziemia, tam, gdzie była piwnica, zrobiła się bardziej puszysta, czarna ... zbieram wszelkie odpadki organiczne, trawę, liście, popiół, przerabia to wszystko i jest świetny nawóz; orzechówkę robię cały czas, świetne lekarstwo na żołądek; nasze łąki idą pod kosę na koniec lipca, wtedy już wszystkie ptaki wywiodą małe, młode sarnięta podrosną, a siana i tak nie zbieramy; i ja pozdrawiam serdecznie.

Aniu, jestem ostrożna z tymi żukami, bo kiedyś uszczypał mnie taki dosyć boleśnie; to prawda, największym skarbem jest cisza prawie niezmącona, mnogość ptaków śpiewających, czyste powietrze, ale to trzeba lubić; pozdrawiam.

Krzyśku, tylko nazwiesz jakieś stworzenie lub roślinę, a ja w te pędy zaglądam do encyklopedii i czytam o onych; wystarczy pogodny wieczór, a lata mnóstwo świetlików przy chatce, tylko trzeba poczekać do ciemności, co rzadko mi się zdarza; pozdrawiam.

Aniu, a to już za chwilę, będziesz miała dużo czasu na wypoczynek w Zaciszu; pewnie trochę podziałasz rękodzielniczo, znając Ciebie, i wyruszysz na wędrówki; serdeczności ślę.

Maniu, a tak! dla Ciebie to już znajome widoki; cieszy mnie to; pozdrawiam serdecznie.

Agato, w mieście chyba nie zobaczysz owych stworzonek, trzeba by gdzieś na łąkę, w zarośla ... pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Iza, nie wiem, od czego to zależy, wiem, że nie ma ich, kiedy pada deszcz; efekt niesamowity, zielonkawe światełka nad łąką; i ja pozdrawiam serdecznie.

Tupajo, dzięki, co prawda nie przyczyniliśmy się do urody tego miejsca, tylko je odkryliśmy; serdeczności ślę.

Folkmyself, nie wiem, czy są jakieś regiony występowania tych owadzików, u nas jest ich sporo; bajecznie wyglądają, krążąc nad łąką; pozdrawiam.

Magdaleno, i tajemnicze, światełka nie wiadomo skąd, krążące nad łąką, w gałęziach krzaków; rzeczywiście, motyli jakby mniej, czyżby długa zima im zaszkodziła? pozdrawiam.

Ada, składanie rurek to była rzeczywiście wyższa szkoła jazdy, potem odkryliśmy na rurkach napisy o przeznaczeniu, było trochę łatwiej; folię założyliśmy tak późno, bo nie mogliśmy przebywać stale na Pogórzu, a rośliny trzeba podlewać; i tak zostawiłam tunel otwarty, bo znowu musiałam wyjechać, ale chociaż zapach pokrzywowego "dobra" wywietrzy się; pozdrawiam serdecznie.

Kama, a może roślinom nie przeszkadza taka temperatura? mój foliak też zostawiony otwarty, trzeba tylko pojechać i podlać; zapach pokrzywowej gnojówki, uważam, naturalny, lepszy od szamba wypuszczanego gdzieś tam cichcem; papryka już zawiązała owoce, pomidorki też, tylko ogórki późniejsze, bo wczesne na grządce pod agrowłókniną; pozdrawiam Cię serdecznie.

Mażena pisze...

Chciałabym zobaczyć świetliki, pamiętam je z dzieciństwa gdy tańczyły na schodkach w uliczce u mojej Babci..
Tak pięknie u Ciebie!

wkraj pisze...

Przypomniałem sobie letnie wieczory z młodych lat, gdy setki świetlików błyskały wokół lamp ulicznych letnią porą. Teraz jakoś ich nie widać. Ładnie tam u Was pośród tych kwitnących łąk.
Pozdrawiam.

Bozena pisze...

Piękna ta łąka na tle góry... Już dawno nie odwiedzałam ulubionych blogów i cieszę się, że u Ciebie dalej przepięknie i wieje spokojem. Pozdrawiam. :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, pewnie na łąkach, pod Jeruzalem, zobaczyłabyś świetliki, tylko musiałabyś czekać do nocy; jak to ładnie nazwałaś, "w uliczce mojej Babci"; serdeczności ślę.

Wkraju, świetliki są jak zaczarowane, jak nie z tego świata; kwitnące łąki powoli znikają, są koszone i zamieniane na pachnące baloty z siana; i ja pozdrawiam.

Bożeno, byłam u Ciebie, wiem o śmierci przyjaciela z Belgii, nie zdążyłaś pokazać mu chaty pod Arniołami, bardzo mnie to zasmuciło; pozdrawiam Cię serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Dawno juz nie widziałąm świetlików. Jak dobrze wpaść na Pogórze i zobaczyc cos pieknego - jak zawsze zresztą. Różówy wodospad powala na kolana !!!!! Buziaki !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, a ja pierwszy raz zobaczyłam świetliki na Pogórzu, podczas nocy świętojańskiej nad Wiarem; jeszcze są, obserwowaliśmy je w sobotę; różowy wodospad jeszcze się powiększył, bo prawie wszystkie kwiatki rozkwitły; serdeczności.