piątek, 16 sierpnia 2013

Trochę radości ...

... psiej oczywiście.
Lubię patrzeć, jak bawia się te moje futrzaki ... czy to w ogrodzie, czy na pogórzańskim podwórzu, albo i na nadrzecznej łące.
Amik boi się wody, nie chce wchodzić, trzeba go przekonywać, głaskać, przywoływać i delikatnie wprowadzać ... w te upały moczyliśmy psy w rzece, ale szybciej wszyscy uciekaliśmy, bo gzy jakby się na nas uwzięły i przeprowadzały zmasowany atak ...


Opiekunka Amika bardzo nas do niego źle nastawiła, mnie to wręcz nastraszyła ... bo to trudny pies, a ucieknie, a zrobi podkop pod siatką, ucieknie, dajcie mu grubą obrożę i smycz, nie puszczajcie go samego w ogrodzie przynajmniej przez 3 miesiące ... kiedy jechaliśmy po niego, wzięłam obrożę po naszym Reksie, wilku ... mąż tylko uśmiechnął się i powiedział- nie wygłupiaj się!


I ja zachowywałam się jak dziwaczka, latałam za nim, zaglądałam, wołałam, kiedy tylko oddalił się odrobinę, mąż patrzył na to wszystko z politowaniem - czy ty nigdy nie miałaś psa? zachowujesz się jak kwoka, daj mu trochę wolności ... dobrze, że ktoś zachował zdrowy rozsądek ...
A ja znowu swoje, ale ja go nie znam, nie wiem, jak się zachowa w danej sytuacji, muszę to wszystko prześledzić, sprawdzić, żeby nikogo nie skrzywdził ...

 I co zauważyłam, Amik nie lubi mężczyzn, nie ma mowy, żeby puścił obcego na podwórze, na kobiety i dzieci nie zwraca uwagi, a wręcz cieszy się ... ostatnio przyjechał mój brat, obszczekał go przy bramie, a kiedy wszedł do domu, a Amika puściłam, już był z nim w najlepszej komitywie, tak samo siostra ze szwagrem ... jak on ich powita?  i co? przyjaciele!...


Nie lubi, wręcz nienawidzi mundurowych, wyskoczył ostro na pogranicznika, kiedy ten zajechał mi drogę ...
nie lubi ciągników, motorów, wszelkich głośnych pojazdów, pobiegnie, obszczeka i wraca ... już Miśka jest bardziej dokuczliwa, bo potrafi stać pół godziny i naszczekiwać piskliwie, tylko, że Miśki nikt się nie boi ...
można otworzyć bramę, a on ani myśli uciekać ... a ja jestem spokojniejsza.


Strasznie fajne psisko się z niego zrobiło, poznał nasze zwyczaje, jest ufny, sprawdza tylko, czy jesteśmy w zasięgu wzroku, to wręcz kosmata przytulicha, a jak cieszy się, kiedy skądś wracamy ... czy to po 15 minutach, czy po 3 dniach ...


O, tu Miśka "przegryza" mu gardło, śmiesznie to wygląda, duży Amik leży na plecach, a ta malizna warczy na niego, podgryza w zabawie ... dom otwarty na przestrzał, potrafią przegonić jak tabun przez dom i wrócić z drugiej strony, a ile przy tym mruczenia, poszczekiwania, czasami odbiją się o moje nogi jak piłki ... oczywiście wszystkie szmatki, chodniki tylko furkoczą za nimi ...


Tylko Gutek nadal chodzi bokami, ale radzi sobie doskonale z tym otwartym oknem do sypialni, no i przynosi mi dary swoje upolowane ... ostatnio przyniósł żywą mysz, nałożyłam mu jedzenia, myślę, wypuści ją ... tak, wypuszczał i łapał, wypuszczał i łapał, a tu miska kusi ... złapałam go z tą myszką w pysku i za oknem usiłowałam ją wytrząsnąć z jego pyska ... gdzie tam, nie puścił, to przegoniłam go za okno ... wrócił,  ale dalej z myszką ... a daj ty mi święty spokój, zamknęłam drzwi za sobą, a to wszystko o 4 rano.


I następną żabę wynosiłam wczoraj z domu, z lekka podsuszoną, dobrze, że oczko wodne blisko ... namokła  i odżyła ...


Amik żyje z Miśką w wielkiej przyjaźni, ale nie pozwala jej zbliżyć się do swojej miski, odwarkuje jej ostrzegawczo, żeby nawet nie próbowała, ale to też nie zawsze, czasami wymieniają się miskami przy jedzeniu ...


Nad rzeką, gdzie byliśmy z psami, a blisko pod lasem, jest zagroda, mieszkaja tam ludzie ... o, tu też mieszkalibyśmy ...
Po drodze mijaliśmy użytek ekologiczny "Maczugi" ...



Bagno prawie wyschło, oczywiście wszystko z powodu suszy ... w tych samych lasach stawy hodowlane, raj dla wędkarzy ...


Może powędkować mąż kiedyś tu przyjedzie?
To Miłków, tereny po dawnej, wysiedlonej wsi.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, odpoczywajcie w zdrowiu, pa!







17 komentarzy:

Weronika Ziółkowska pisze...

Niestety, ludzie potrafią negatywnie nastawić i choć chcemy zachować obiektywizm, to jednak gdzieś w zakamarkach duszy czai się ten niepokój...a potem okazuje się, że był bezpodstawny.
Pies wyczuje kto jest przyjacielem, a kto wrogiem; moja też nie lubi mężczyzn, pomimo, że nie ma ku temu podstaw. Nigdy żaden jej krzywdy nie zrobił.
Ja uwielbiam obserwować ten mój mały zwierzyniec, chyba nic nie dostarcza mi tyle radości; gdy one są szczęśliwe, ja też jestem:)
A że kot ma naturę łowcy? Mój za to całymi dniami wylegiwał się na oknie, był panem całego domu i wszystkich rozstawiał po kątach. Pan na włościach;)

Beti pisze...

Podziwiam CIĘ!!!!!Ja nie dała bym rady z tyloma rozrabiakami....Pozdrowionka...głaski dla sierściuchów.

Anka J. pisze...

Fajne są te Twoje psiaki. Czasami trzeba mieć mnóstwo cierpliwości do zachowania tych stworzeń. Moja Kasta jest na chwilę obecną obrażona na całą rodzinę, kiedy to na dwa tygodnie oddaliśmy ją do babci. Pozdrawiam

Atelier Marysi pisze...

Pieski fajniutkie i gratulacje że tak sobie dobrze radzisz z nimi.Pozdrawiam serdecznie.

Too-tiki pisze...

Mam rodzinę w Miłkowie:) Fajne tereny.

Pozdrawiam.

Ruda pisze...

Fajne psiaki, mój Koki - czarny prawie spaniel uwielbia wodę. W upały sam sobie strumienia szukał i uciekał się kąpać!

Olga Jawor pisze...

Tak, każdy piesek jest inny, ale równie kochany. I każdy potrzebuje odrobinę zaufania oraz wolności. Dobrze, że Amik z Miską lubią sie wzajemnie i tylko miska jest zazdrośnie strzesonym przedmiotem.To u psów normalne chyba. Moja Zuzia tez o jedzenie zazdrosna. Nawet więcej trawy je od kiedy mamy kozy!:-)
I ta susza nieubłagana. Czytałam, że u Ciebie w zeszłym tygodniu zdrowo popadało. A u nas tyle, co kot napłakał. Wszystko schnie. Strumienie w paryjach suche, jak pieprz. Dobrze, że chociaż w studni wody nam jeszcze nie brakuje, bo wielu ludzim studnie wyschły i wożą wodę w baniakach od sąsiadów.
Ściskam serdecznie!:-)

mania pisze...

Rajskie życie mają Wasze psiaki!
Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Weroniko, to pies schroniskowy, przebywał u opiekunki, a to starsza osoba, nie miała sił do niego, więc ostrzegała; od marca psiak zadomowił się bardzo, świata nie widzi poza nami; ach, ten mój łowca, dzis w nocy znowu przyniósł mysz, żywą, a potem całą noc szukał jej po sypialni, zbój jeden, nie dając nam spać; serdeczności.

Beti, zwierzaki są kochane, nie sprawiają nam kłopotów, i czasami przedkładam ich towarzystwo nade wszystko; psy wygłaskane, kot też, chociaż on najbardziej rozrabia po nocach, myszy złażą się teraz z pól pod dom, poluje bez umiaru; pozdrawiam Cię.

Aniu, o, to musisz teraz wkupić się w łaski Kasty, najlepszy spacer i zabawa na łące, i wszystkie fochy miną; serdeczności.

Marysiu, bardzo lubimy zwierzęta, a one mają u nas dożywocie, czasamo chorują, wymagają opieki, jak to bywa ze wszystkimi stworzeniami; pozdrawiam.

Too-tiki, to chyba nie ten sam Miłków, tylko dolnośląski; naszego Miłkowa nie ma, zostały tylko tereny po wysiedleniach, a las wkroczył tam już dawno; pozdrawiam.

Ruda, miałam wilka, który też uwielbiał wodę, pływanie, przynoszenie patyków, a ta nasza bida schroniskowa na razie wszystkiego się boi, zaczyna dopiero bawić się; każdy pies jest inny; pozdrawiam serdecznie.

Olgo, widzę, że Amik bardzo przywiązał się do nas, ma nieciekawą przeszłość, więc pewnie dlatego jedzenie stawia ponad przyjaźń z Miśką; ten deszcz to przydałby się 3-dniowy i bez przerwy, ale dobre i to, podlałam obficie rośliny, i jeszcze beczka pod rynną ostała się w zapasie; nam też poziom wody w studni obniżył się poza pompę, czyli jest jej bardzo mało, i nadal czekamy, i wozimy wodę w pojemnikach; serdeczności ślę za San.

Maniu, i nas cieszą te psie radości, bo bardzo lubimy zwierzęta; wydaje mi się, że każdy pies, obdarowany przyjaźnią, opieką, dobrym traktowaniem odpłaci się tym samym; taki pies, jaki jego właściciel, nie wiem, czy dobrze myślę; pozdrawiam serdecznie.

M. pisze...

Marysiu masz serce, rozsądek i świetną "rękę" do zwierząt. Myślę, że niejedna osoba nie poradziłaby sobie z Amikiem i popsułaby tego psa do reszty.
Super, że możecie się cieszyć sobą nawzajem!
Wszystkiego dobrego i serdeczne pozdrowienia dla brata!

Inkwizycja pisze...

Super są Twoje psiaki, zawsze powtarzam, że dwa psy to dopiero jest radość - obserwowanie jak się bawią, ale także uczą od siebie nawzajem, rywalizują o względy, jak zachowują swoje psie rytuały i hierarchię w stadzie... Amik miał szczęście, że trafił na Was, Miśka zresztą też szczęście ogromne ;-) Niech Wam dają dużo radości ;-)
Ściskam czule

hallen pisze...

piękne psiaki :)

Agata Rak pisze...

Piękne zdjęcia a email/kolejny/ w sprawie wirówki poszedł i daj znać czy otrzymałaś

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, dziękuję ... i pewnie tylko tyle napiszę; brat po naświetlaniach i chemioterapii dochodzi do siebie, nie wyobrażałam sobie, że to tak niszczy człowieka; na początku września operacja, u znalezionego profesora, który okazał się być naszym krajanem z sąsiedniej wsi, nadzieja nas przepełnia; pozdrawiam Cię serdecznie.

Inkwizycjo, nikt nie wie, jakie miałam obawy na początku, poznaliśmy się, ale to chyba jeszcze nie koniec poznawania, i jeszcze te komentarze, że nie bierze się psa ze schroniska, bo nawyki, agresja ... pewnie, takie psy przechodzą straszne rzeczy, ale czekają na dom, i myślę, że doceniają swoje nowe miejsca i nowych opiekunów; cieszymy się tym psem, wszyscy, i Miśka też, mimo, że podporządkowała mu się bez reszty; pozdrawiam cieplutko.

Hallen, to nasze miłości, a zwłaszcza moje, bo ja z nimi przebywam najczęściej; serdeczności.

Agato, dziękuję za email, poprzedni gdzieś zaginął w niebycie, pozdrawiam serdecznie.

Krystynka w podróży pisze...

Nigdy nie miałam "swojego" psa, tak bywa, bo wiem, że to nie tylko przyjemność ale i obowiązek i odpowiedzialność. Ale lubię patrzeć na tę przyjemną stronę towarzystwa i dziękuję Ci Mario za ten radosny post

Mażena pisze...

Cóż trauma dopada ludzi to i zwierzak ma swoja trudną przeszłość gdzieś zapisaną. Szkoda, że nie ma mowy o znajomości z kotem...Może na to też trzeba czasu. Zwierzęta pamiętają szczególnie to złe, o czym przekonałam się wielokrotnie. Znajomy ksiądz opowiadał, jak święcił mieszkanie machając kropidłem a zwierzaki takie przyjęte do domu, początkowo zainteresowane, uciekły. Po prostu bały się podniesionej ręki, widocznie ktoś je bił czymś..ot takie zapamiętane urazy. Zdjęcia pokazują, że jest im dobrze!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, zwierzęta w domu, to poważny obowiązek, już nie jest się panem swojego czasu, na czas wyjazdów opiekę trzeba im zapewnić, i to obowiązek na lat kilkanaście; ale też i przyjemność, i radość; pozdrawim serdecznie.

Marzeno, czasami głaszczę go po głowie i pytam, kto cię wyrzucił, gdzie był twój dom ... Amik też boi się głośniejszych hałasów, nagłych ruchów, najlepiej mu u naszych stóp; pozdrawiam Cię cieplutko.