środa, 14 sierpnia 2013

Z dnia powszedniego ...

Krążę pomiędzy domem a Pogórzem.
Młodzież wyjechała, a my usiłujemy połapać wszystkie sroki za ogon.
W domu zostaje nasz kot, Gutek, więc zawsze musi ktoś być, zazwyczaj mąż, a ja pakuję psy, przypinam przyczepkę i dowożę do domu drewno na opał.
Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że zabrakło nam wody w pogórzańskiej studni, a rośliny pod folią trzeba podlewać, więc tak kombinuję różnie ... albo jadę do Wiaru z beczkami, albo przywożę pojemniki z wodą z domu.
Wczoraj przyszedł błogosławiony deszcz ...


... znad Kopystańki przywiało czarne chmury, ulewa, a ja z różnymi baniakami, miskami, wiadrami łapię wodę z rynny, napełniam beczki, pojemniki, świętokradztwem zdawało mi się, że ona tak sobie płynie szerokim strumieniem trochę bezproduktywnie ... przeszła jedna chmura, wyniosłam tę wodę wiadrami, podlałam obficie rośliny pod folią ...


Za chwilę wyszło słońce, ale tak przypiekająco, oho! będzie następna ulewa ... ledwo zdążyłam wrócić, a już następny deszcz spadał z nieba ... wydawało się, że ziemia z sykiem spija tę wilgoć, sprażona, wysuszona na pył, a zapach unosił się wokół, jak przy reakcji chemicznej, jak przy gaszeniu wapna ...
Dostałam od brata trochę ogórków, a i odrobina urosła na mojej grządce, choć zniekształcone i kulkowate, ale będą na zimę, najwięcej u nas idzie kiszonych ...


Zbieram też pomidory, na razie zrobiłam przecier, bo nie ma to jak zupa pomidorowa w zimie, pachnąca prawdziwymi pomidorami, żaden przecier z półki sklepowej nie da tego smaku ...


W planie są jeszcze pomidory w całości, pasteryzowane w słoiku, bo a nuż komuś zachce się jajecznicy na pomidorach, no i suszone, najładniej suszą się w piecu chlebowym ... a różnych przypraw ziołowych ci u mnie dostatek,  więc będą zalewane olejem z ziołami.
W tuneliku foliowym wszystko ładnie rośnie, nawet zaczynają się pierwsze ogórki, które wysiałam bardzo późno ...


... pną się po sznurkach, kwitną, tylko trzeba je regularnie podlewać ...


... zaczyna łapać kolorki papryka, jest czerwona, żółta i ostra, w różnych kształtach, bo jakoś zbierałam z targowiska końcówki sadzonek ...


Największą niespodziankę sprawiły mi pomidory, które wyhodowałam z ziarenek, wydłubanych z pomidorków, podarowanych mi przez siostrę ... wydawało mi się, że sadzonki będą małe, jak to przy koktailowych ...


... a tu busz! nie maja umiaru we wzroście, już sięgają najwyższego punktu tunelu, aż zaczynają się wykładać, może powinam uszczknąć im stożek wzrostu, bo do jesieni zaanektują mi całą powierzchnię.


Te słoneczniki wysiały się same z zeszłorocznych, dobrze im, każdy rośnie osobno, dorodnie, bo te żarłoki nie tolerują swego sąsiedztwa, a każdy chce dla siebie jak najwięcej.


Wieczorne posiedzenia na tarasie, psy śpią w fotelach, tuż za granicą światła toczy się życie, jakieś chrumkania, popiskiwania, czyjeś ząbki ostro piłują, szelesty i nawoływania popielic, tupania po tarasowym dachu ... a ja czuję się jak na świeczniku, pewnie wiele par oczu obserwuje mnie ... psy! idziemy spać!


Łąki za potokiem przycięte, wyczesane w równiutkie przedziałki, kiedy mnie nie było, zdążyli skostkować siano i wywieźć je, to w czas największych upałów ... wczoraj między jedną ulewą a drugą wyszła tam rodzinka dzików ... locha i gromadka małych, już nieco podrośniętych, może to ta, którą w sobotę raniutko żerowała pod gruszką przy chatce?


Kończy się wielki odpust na wzgórzach kalwaryjskich, docierają do nas odgłosy modlitw późno w wieczór, i rano też, biją dzwony, my wolimy ciszę i spokój, wrócimy tam po nawale pielgrzymów, ale bez odpustu ...


Dziś rano, po wczorajszym deszczu, od dołu zaczęła podchodzić mgła, coraz wyżej, jak u Stevena Kinga ...


Nie doszła do nas, słońce ją przegoniło, a ja zapakowałam przyczepkę drewnem, pozbierałam trochę warzyw do koszyka i wróciliśmy z futrzakami do domu.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, lato nam się kończy powoli, cieszmy się nim jeszcze, pa!




17 komentarzy:

Klarka Mrozek pisze...

widać koniec tego dobrego, już pola pustoszeją, aronia już czarna, za szybko ucieka to lato

Atelier Marysi pisze...

Pięknie opisałaś wszystko.Lubię zimą otwierać przetwory i poczuć smak lata.Pozdrawiam serdecznie.

jolanda pisze...

Pracowity czas przetworów, podobnie u mnie. Jeszcze się nie zabrałam za pomidory, ale inne warzywa czekają w kolejce.

Marysiu, piękne zdjęcia i opowieść, ale proszę Cię, nie wspominaj o jesieni, jeszcze ponad miesiąc lata.

Ja i moje kwiaty ani myślą o schyłku lata, dopiero groszek zaczął porastać moje wigwamy, no roszę Cię :)

No to pa

PS. Czy suszone pomidory zalewasz gorącym olejem/oliwą?



























































































































































































































































































































































































































































































Moje marzenia pisze...


Pogórze zachwyca jak zawsze...

Weronika Ziółkowska pisze...

Przetwory domowej roboty i jeszcze z własnoręcznie zasadzonych i zebranych warzyw i owoców to coś wspaniałego. Ja też garściami zbieram pomidory, ogórki i jeżyny. A już się cieszę, bo niedługo będą dobre mirabelki:)Spojrzenia na poranną mgłę nad łąkami zazdroszczę:)

Mażena pisze...

Tak chciałabym, tak marzyłam - pięknie i pracowicie. Uwielbiam widok słoików..

mania pisze...

Tez się przymierzam do pomidorowych przetworów ale na razie przekładam je z soboty na sobotę bo jak nie goście to pilne zlecenie "na wczoraj"
Pozdrawiam serdecznie :)

Ruda pisze...

Ależ urodzaj! Pod moją folią podobnie- pomidorowe szaleństwo. Przecier w słoiki wkładam, studenci zabiorą do Szczecina.

Zofijanna pisze...

Gospodyni z Ciebie Mario nie lada.
Nic się nie zmarnuje. Przetwarzasz wszystko i znajdujesz czas na wszystko.
Zazdroszczę deszczu.
U nas padało 10 minut i to wszystko, ale niedaleko przetoczyła się nawałnica - to cud, że nas nie dotknęło.
Pomidorki ogłów i tak nie zdążą wszystkie dojrzeć do jesieni.
Serdecznie pozdrawiam i udanego wyjazdu w góry.

Archanioły i Ludzie pisze...

Pokazujesz takie "zwykłe" życie, a takie piękne i dobre.
Niech Ci się wszystko darzy!
Pozdrawiam.

Kama pisze...

Powtarzam się, ale uwielbiam czytać Pani wpisy!
Moje ogórki już gotowe to wyrzucenia.. za zimno im, maluchy pożółkły.. szkoda.. dobrze, że choć trochę zdążyłam zrobić.
Pomidorki uwielbiam w każdej postaci i również robię z nich zapasy na zimę :)
Pozdrawiam z chłodnych i pochmurnych Mazur :)

Krzysiek Pogórski pisze...

A my wciąż wypatrujemy dżdżu jak kania dżdżu i ani kropli. Trawa wyschła, mieczyki w ogródku też.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Heh, jesień idzie, nie ma na to rady...

A bez wody trudno, u nas choć tego kłopotu nam los oszczędził.

Pzdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Klarko, nieuchronna kolej rzeczy, możemy sobie biadolić, narzekać, a i tak wszystko przemija; na moim jedynym krzaku aronii kos się rozgościł, podejrzewam, że tajemnicze zniknięcie borówek, to też jego robota; serdeczności.

Marysiu, lekko przystopowałam z przetworami, bo owocowe mam jeszcze z zeszłego lata, dla nas najważniejsze ogórki; pozdrawiam.

Jolando, każdy, kto napracował się przy grządkach, chce swoje plony zagospodarować, bo żal, żeby zmarnowały się; no tak, nie chcemy jeszcze chłodów, a tu czas tak goni; nie, nie gorącym, tylko przypraw daję i do lodówki; pozdrawiam serdecznie.

Moje marzenia, wiele osób to pisze, że Pogórze piękne, przejeżdżaliśmy wczoraj przez czarnorzeckie okolice, ależ wzdychałam, co za widoki; każda kraina ma w sobie coś do zaoferowania; pozdrawiam Cię cieplutko.

Weroniko, co urosło w takim trudzie, musi być spożytkowane, żal by mi było, gdyby owoce mojej pracy poszły na zmarnowaniel a jednak co swoje, to swoje; mgieł nad łąkami będzie coraz więcej, wszak jesień ku nam kroczy; serdeczności.

Marzeno, tak, słoiki na półkach dają nam
pewność, że zima niestraszna, a w razie zakrętów losowych pomogą przeżyć, no i są pełne smakowitości; serdeczności ślę.

Maniu, byłam wczoraj na targowisku, pełno już różności, przede mną jeszcze paprykowe przetwory; trzeba wykorzystać moment, kiedy ładna pogoda, warzyw pod dostatkiem; pozdrawiam serdecznie.

Ruda, po raz pierwszy cieszę się zbiorami spod folii, fajna to rzecz, do późnej jesieni pozwoli cieszyć się plonami; pakuj do słoików wszystko, studenci przerabiają nieograniczone ilości smakołyków; pozdrawiam.

Zofijanno, e tam, gospodyni, napracowałam się przy tych grządkach, to żal zmarnować; deszczu chciałabym jeszcze większego, gdyby tak ze 3 dni popadało, może byłny jakiś efekt, ale dobre i to; tak zrobię, przytnę je, bo nie mają umiaru; to nie będzie wyjazd wędrówkowy, jest doroczny koncert Rozsypaniec, i nasza ulubiona muzyka; i mam obiecanego pstrąga w Przysłupiu; pozdrawiam Cię serdecznie.

Archaniele, nie jesteśmy "medialni", lubimy spokój, nasze zwierzaki, to nam daje radość; dzięki serdeczne i pozdrawiam.

Kama, proszę, po imieniu, nie "pani";
moje ogórki na grządce też prawie zakończyły żywot, ale z tych pod folia coś będzie; noce już chłodne, a w dzień przypieka, taki to urok końca lata; i znowu, pomidorki na grządkach mizerne, a te pod folią ładnie rosną, będzie pociecha z nich do późna; serdeczności ślę na Mazury.

Krzyśku, tak spalonej trawy jeszcze nie widziałam u nas, taki pożytek z tego, że nie trzeba kosić; deszczu też wołam, żeby trochę w studni przybrało; pozdrawiam.

Go i Rado, na przyszły rok trzeba nam zrobić zapas wody na grządkowe podlewanie ... tylko beczkę oddaliśmy w dobre ręce, trzeba poszukać nowej; pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycja pisze...

Ech, tylko pozazdrościć Ci zbiorów w tym roku, u mnie ogródek pozostawiony odłogiem przez tą wariacką pracę, a i lato trudne było. A tak lubię, kiedy porobione przetwory mogę poustawiać na półkach spiżarni i cieszyć oko ;-)) Na szczęście nie zjedliśmy zeszłorocznych, więc głód nam nie grozi ;) Ciężko bez wody, wtedy dopiero się ją ceni.
Piękny słonecznik, taki radosny, pozwala nie myśleć na razie o jesieni...
Ściskam;)

Krystynka w podróży pisze...

Ja tak czekam na deszcz, na moje włości. Na rosy i mgły poranne. Po prostu na jesień. Przetworów robię coraz mniej a i tak mi zostają z roku na rok. Za to dosadzam drzewka, po śliwie, wiśni i jabłoni czas na morele i czereśnie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, wiem coś o tym, bo przez remonty walczyłam z zielskiem po pas na grządkach, a skoro już wyrosło coś, to trzeba pochować do słoików, bo jest okupione ciężką pracą i grzechem byłoby zostawić; też zostają mi przetwory z roku na rok, niektórych trzeba się pozbyć, bo już są za stare, a ostatnio patrzyłam na słoneczniki, już wydziobane do połowy przez ptaki, i dobrze, bo to dla nich; pozdrawiam serdecznie.

Krystyno, u nas strasznie sucho, jak nie popada, to wyschnie wszystko, nawet Wiar; mam małe drzewka w sadzie, zabezpieczone palikami przed sarnami, a i tak ostatnio zauważyłam "spałowaną" śliwkę, dobrze, że pieniek już grubszy, to poradzi sobie ze skaleczeniami; serdecznie pozdrawiam.