środa, 9 października 2013

Będzie ciepło ...

Już myślimy o zimie.


Wszystkie przestrzenie pod dachem zapakowane drewnem, ostatnia partia przyjechała prawie sucha, więc część pojedzie do domu, a kilka taczek złożyłam na tarasie pod dachem, żeby w zimie nie trzeba było brnąć po śniegu ...


Wzięłam się ostro za grządki, które od lata zdążyły mocno porosnąć zielskiem ... wyplewiłam je wszystkie, wynosząc na kompostownik mnóstwo wiader zielska . Z pulchnej ziemi wyciągały się leciutko kłącza perzu, długie jak baty ... rozłogi podbiału, który okazał się być głównym zielskiem na grządkach ... walczę z nim i walczę, a jego ciągle jakby więcej ... potem czyste grządki zostały przykryte warstwą zleżałej słomy ...


Słomę wykorzystałam tę samą, którą przykryłam ziemniaki, sporo jej było ... ziemia pod nią pulchna, wilgotna, próchnicza, bo słoma zaczęła się już rozkładać ... zresztą pamiętam, kiedy z mamą plewiłyśmy pole tytoniu, to zawsze mówiła, żeby zostawiać zielsko, bo ziemia pod nim "puszeje" ... coś w tym jest.
Zresztą grządki nie są tknięte stopą ludzką, niezadeptane, gliniasta, ciężka gleba zmienia się w próchniczą.
Strasznie jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia w tym względzie, bo wiem, że wiele z Was zakładało grządki podwyższone ...
A wokól pyszniła się pogórzańska jesień ... kolory są tak obłędne, że chodziłam na łąki przynajmniej raz dziennie, żeby nic mi nie umknęło ...


... w oddali Kanasin z bukowymi lasami, które z dnia na dzień coraz bardziej przebarwiają się ...


Wieczorem nad nim ukazuje się wąziutki sierpik księżyca, który znika szybko, i nie wiem, czy przykrywają go chmury, czy chowa się za widnokrąg ... nie czekam, idę spać, bo całodzienne zmęczenie daje znać o sobie.


Rankiem psy domagają się wyjścia, kiedy jeszcze ciemno ... dziś na ten przykład sporo przed piątą ... cóż robić? rozpalam pod kuchnią, robię sobie kawę i czekam jasnego dnia z książką ...
A za potokiem król pogórza wyprowadza swoje stadko na popas ...


... jakiś dziwny efekt daje ta poranna mgła, może dlatego, że słońce jeszcze nie wzeszło.
Patrzyłam na niego długo przez lornetkę, stał nieruchomo, tylko potężny łeb z ogromnym porożem obracał we wszystkie strony i wietrzył ... wietrzył ... skąd nadciągnie niebezpieczeństwo.
Oj, biedaku, biedaku ... pomyślałm sobie ... nic ci nie pomoże, ani chyżość twych nóg, ani doskonały węch, kiedy zjawi się tu myśliwy ze swoją doskonałą bronią, która nie da ci żadnych szans ...
Potem zaczyna się ruch, jęczą piły w lesie, drzewa walą się z łoskotem na ziemię, ciągniki wywożą urobek leśny na wolne miejsca ... stadko oddala się w ciche miejsce, by wieczorem ponownie pojawić się na łące.
Przywiozłam na taras wiklinowe siedzisko ze schowkiem na nasze gumiaki, Amik od razu przypasował się do niego ...


Przynajmniej mieści się teraz cały, i udaje, że wcale mnie nie zauważa .
Jest ciepło, dni są bardzo przyjazne, przyroda w całej krasie ... wiosną i latem pachniały kwiaty, a teraz pachną liście, zwłaszcza kiedy słońce osusza na nich rosę ... unosi się aromat ni to miodowy, ni owocowy, lekko grzybowy ... nie sposób opisać.
Popatrzcie jeszcze na ten kolorowy zawrót głowy ...





Zauważyłam jakąś nową inwazję kleszczy w trawach, nie są podobne do tych wiosennych ... mają jakiś rysunek na plecach i są bardzo twarde ... i liczne, strzepywałam je dzisiaj ze spodni, a psów jeszcze nie oglądałam.


Wysiał mi sie pod chatką jakiś dzwoneczek, coś jak goryczka ... i tylko jeden, jakie wiatry go tu przywiały?
A na dobranoc najprawdziwszy fiołek, zapomniał się biedaczysko i przetrwał te nocne mrozy ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za poświęcony mi czas, wszystkiego dobrego, pa!








29 komentarzy:

Agata Rak pisze...

Ależ cudna ta jesień u Was...Kolory, widoki...O miodarce pamiętam i powoli wszystko staram się zorganizować ale bez samochodu to trudne...

Anulka Domowa pisze...

Czas spędzony na Twoim blogu to prawdziwy smaczek :) Czuć dosłownie tę pogórzańską jesień na zdjęciach ,no ja mam w realu również .Mam nadzieje ,że ten jeleń ze stadkiem doczeka się starości.
Cieszę się ,że pasta opieńkowa przypadła do gustu.Miałam hasło,żeby zrobić na szybko spagetti ,więc na szybko poszedł słoik z opieńkami i ajwar i jeszcze jakas kiełbaska i obiad gotowy .
pozdrawiam serdecznie
AniaA

Zofijanna pisze...

Jak zwykle zazdroszczę czasu na kawę i czytanie książek. Kiedy Ty to wszystko robisz i jeszcze jelenie -przez lornetkę !
Tak - dzisiaj myśliwi maja taki sprzęt, że i w ciemności go znajdą, i nie mają żadnych hamulców etycznych. Myślistwo stało się sportem. Szkoda go- jest taki piękny w swoim królestwie łąk.
Tak mnie zachęcasz, że pewnie jeszcze gdzieś wyruszę w góry....

Zofijanna pisze...

Myślę, że to goryczka orzęsiona.

grazyna pisze...

Goryczke orzesiona spotkalam w tym roku w Tatrach, bardzo mi sie podoba jej intensywny niebieski kolor...
Mysliwym to ja nie wiem co bym zrobila, jaki to trzeba miec charakter by strzelac do bezbronnych zwierzat i jeszcze na dodatek czerpac z tego przyjemnosc?
A ja jak zwykle czerpie wiele przyjemnisci czytajac Twoje opowiesci pogorzanskie. Sciskam Cie serdecznie

Anka Wrocławianka pisze...

Zgadzam się z Grażyną. Nie cierpię myśliwych. Mario, tak pięknie jest u Ciebie, że samo patrzenie może człowieka ukoić...

AnkaSkakanka pisze...

Pięknie, niesamowite widoczki. Pozdrawiam

Pacjan Z Barcelony pisze...

Piękna tam u Was jesień. Nasza tez niezgorsza.
O drewnie myślimy cały rok, a mój mąż to już trzy lata przed następną zimą. Na okrągło przygotowuje drewno do pieców. Do chlebowego patyki ponad metrowej długości. Więc zimy się nigdy nie boimy. Poza tym lubię rozpalać i palić w piecach. Jest w tym coś magicznego.
U nas nie można niczym przykrywać grządek, bo mnożą się wtedy karczowniki. Koty muszą mieć czyste grządki do polowań. Obserwują ruszającą się ziemię i atakują. Ziemia u nas licha, ale jakimś cudem ogród rodzi dobrze i zawsze mam wszystko, czego potrzeba.
Pozdrawiam

MagdalenaK pisze...

Piękna Twoja jesień, nastrojowa. Ziemia u mnie też kiepskawa ale rodzi w miarę, gdy pod truskawki wrzuciłam słomę rzeczywiście jest tam pulchniejsza.
Pozdrawiam

Pellegrina pisze...

Dopiero zaczynam przygodę z grządkami wyniesionymi, właściwie to dopiero zbieram materiały i mam nadzieję, że ziemia mi "spuszeje" i co roku pracy będzie na niej mniej.
Jesień masz przepiękną, zaczyna się orgia kolorów od złota do purpury, a będzie jeszcze cudniej.
Będzie sroga zima bo Maria przygotowuje dużo drewna - takie może być przysłowie

zielnik hani pisze...

Piękne to Twoje jesienne Pogórze nie skażone cywilizacją:) Widoki niesamowite, te zamglone i słoneczne.
Też nie cierpię myśliwych, kolo nas mają swoje ambony niedaleko pól kukurydzy i często słyszę jak strzelają do zwierząt. Strach iść z psem na spacer.
Sąsiad mi mówił, że powinno zostawić się przekopaną ziemię na zimę, wtedy mróz spulchni skibę. Ja zatrudniam krety;-D Pozdrawiam Hania

Anonimowy pisze...

Boze, jak tam pieknie, jak w raju...
Rozmarzylam sie, rozczulilam...
Pozdrawiam
A

Ruda pisze...

Podoba mi się, jak domu obłożóne są takim pociętym i porąbanym na zimę drewnem. U nas pełna stodoła. Prawdopodobnie na Boże Narodzenie zjedziemy w Izery i wtedy się przyda...

Weronika Ziółkowska pisze...

Jesień jest piękna i nieprzewidywalna- każdy dzień zaskakuje nas różnorodnością ciepłych barw:) Na Twoich zdjęciach widać właśnie taką eksplozję kolorów.
Do tego poranna mgła, rosa czy już może szron...Czyżby jesień powstała z potrzeby piękna?
A kleszczy niestety jest całkiem sporo. Moje psisko łapie ich teraz więcej niż początkiem lata:(
Ach, i u mnie inwazja tych azjatyckich biedronek...

mania pisze...

Piękna jesień tego roku, te kolory, malownicze mgły, pierwsze przymrozki. Wzdycham idąc rano przez łąki do pracy, że tak cudnie a ja musze siedzieć za biurkiem i przerzucać papiery.
Amik uroczy na tym fotelu :)
Pozdrawiam serdecznie

artambrozja pisze...

Mario piękne zdjęcia - jak zawsze:)
U nas też dużo opału przygotowane na zimę - wszystko wysuszone i czeka na mrozy :)
buziaki :**

Nika pisze...

Prawdziwa zlota jesien:) A pieska masz super ineligentnego, od razu zrozumial gdzie mu bedzie najwygodniej :))
Mysliwych tez nie lubie , nie rozumiem i nie pojme jaka w polowaniu przyjemnosc w naszych czasach...
Kocham takie swity gdy wstaje mgla.. pamietam taki jeden na splywie kajakowym ... wszyscy spali a ja wstalam o szostej i podziwialam sobie ...
Pozdrawiam Nika

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agato, kolory są niesamowite, z dnia na dzień piękniej, ale ja teraz ich nie oglądam, czekam na syna i przygotowuję jakieś smakołyki domowe; czekamy na miodarkę i liczymy, że w końcu uda Ci się przezwyciężyć wszystkie trudności; pozdrawiam.

AniuA, też liczę na to po cichu, chociaż niedaleko mieszka taki myśliwy, który wali we wszystko, co widzi, a trofeów myśliwskich nie zliczysz, nie mogę na to patrzeć, a co mogę zrobić; czasami mam ochotę wybiec na pola i narobić takiego rabanu, żeby wypłoszyć zwierzynę, ale jak? pasta jest smakowita, szkoda, że opieńki już zestarzały się, chociaż mam taki pieniek, na którym jeszcze rosły takie maleńkie, może zdążę; tak po prawdzie to doskonała baza do wielu potraw, dzięki za udany przepis; pozdrawiam cieplutko.

Zofijanno, o, kawa jest bardzo wczesna, wielu sprawiedliwych śpi jeszcze snem mocnym, ale ja wcześnie chodzę spać, to wczesne wstawanie mi nie straszne; jelenie często obserwuję, zwłaszcza wcześnie rano i wieczorem, a one nic o tym nie wiedzą, że są podglądane; paskudny ten sport, zrozumiem, jak ktoś głodny, ale dla przyjemności? chciałabym w góry, kroi nam się wyjazd za półtora tygodnia, ale pogoda może nie wytrzymać; jedź, kochana, jedź, póki złota polska, potem może być już szaruga; serdeczności ślę.
Dzięki za goryczkę orzęsioną, to pewnie górska roślina?

O, już Grażyna wyjaśniła sprawę, witaj; i dziękuję za dobre słowo, aż pisać się chce; widzę myśliwych wieczorem na tej zapotocznej łące, przyjeżdżają wypasionymi samochodami, sprzęt strzelający pewnie taki sam, że w oko trafi ze stu metrów, i w nocy wypatrzy, zwierzyna przecież bez szans, żadne tam tropienie, skradanie się, technika załatwia wszystko; pozdrowienia przesyłam.

Anko, widuję odciśnięte ślady opon samochodowych na naszej łące, pewnie zajeżdżają tam, jak nas nie ma, a i w nocy kto pójdzie walczyć z nimi, są bezkarni, czy są wśród nich jacyś wrażliwi ludzie? co to za typ ludzi?
każda pora ma coś w sobie, ale te kolory ... aż żal, że za chwilę wichry obedrą je z drzew; pozdrawiam serdecznie.

AniuSkakanko, lasy liciaste, czy chociażby z domieszką liściastych są teraz przepiękne, dzikie czereśnie są czerwone, jesiony żółciutkie, różne odcienie mieszaja się ze sobą, natura maluje najpiękniej; pozdrawiam.

Magda Spokostanka pisze...

Wasze widoki chyba nigdy mi nie spowszednieją. Przecudnie jest!
Zasób drewna zacny, robi na mnie wrażenie. To buk chyba?
Dobrej jesieni Marysiu!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Owieczko, bo i ma rację Twój małżonek, drewno sezonowane ma większą kaloryczność, nie traci energii na odparowywanie wody, a piec szybciutko łapie temperaturę; nie mam tylko długich patyków do chlebowego, przesuwam żar w piecu, a przydałoby się zahajcować dłuższymi i cały piec nagrzewa się równocześnie; za drogą trwa wyrąb, pewnie nazbieram sobie niepotrzebnych konarków;
zobaczę i ja, jak zachowają się gryzonie na moich grządkach, bo słoma pierwszy raz, oprócz ziemniaków; nie daję jej zbyt grubo, kotka na Pogórzu nie mam, i tak przyłazi jakiś gryzoń, to mi fasolkę zetnie, to nory pokopie, czasami wetknę mu w norkę śmierdzącą świecę dymną, ale czy to pomaga? nie mam dostępu do obornika, więc posiłkuję się kompostem, słomą, liśćmi; na razie rośnie wszystko, a ziemia zmienia się na korzyść; i ja pozdrawiam.

Magdaleno, a i pogoda bardzo życzliwa, ten mróz był całkiem niepotrzebny, jeszcze wszystko rosłoby, ale nie mamy żadnego wpływu na to zjawisko; i ja zauważyłam, że ściółkowanie bardzo przyjazne glebie; pozdrawiam Cię.

Krystyno, moje grządki to pewnie nie takie przepisowe, bo nie ma w nich tektury, czy czego tam jeszcze; po prostu pogłębiłam ścieżki, dosypałam kompostu i nie chodzę po grządkach, są, jak pisałam, bardzo puszyste, chwasty łatwo wyjmuja się z takiej ziemi, a i nie trzeba przekopywać na zimę; jejku, jejku, nie strasz tą zimą, bo to mnie przeraża, od razu wspominam te ponad 30-stopniowe mrozy, nie było przyjemnie; i zaraz martwie się zwierzyną; cieszmy się jesienią, kolorami, a zima niech będzie łaskawa; pozdrawiam cieplutko.

Haniu, jak były przymrozki, to powietrze było jak kryształ, teraz z kolei urok swój mają te przymglenia, dymki snujące się, ale jest ciepło; i ja słyszę strzały, nocą, nad ranem, i bardzo mnie to smuci; boję się też o psy, które mimo, że są przy mnie, mogą nie spodobać się panom myśliwym; no tak, przekopuje się glebę, żeby mróz ją spulchnił, ale ja nie chcę jej kopać, bo sił coraz mnie, więc zostawiam ją w takiej postaci, jak teraz, i to wystarcza; krety Ci pomagają? masz z nimi jakąś umowę? serdeczności ślę.

A, a bo warto rozmarzyć się, sprzyja temu nostalgiczna pora, odlatujące żurawie, i te mgiełki nad doliną, ale raj to nie jest; trzeba pracować ciężko, jak wszędzie, żeby były jakieś efekty; za to przyroda wynagradza widokami, kolorami, zapachem; pozdrawiam.

Ruda, bo takie widoki uspokajają człowieka, że mrozy niestraszne; nie wyobrażam sobie, żeby nie zabezpieczyć się na zimę w źródło ciepła, bo co potem, w śniegu szukać gałęzi? a tak, jest ciepło, ugotować można, i człowiek rozgrzewa się rąbaniu i noszeniu drew, same przyjemności; zazdroszczę Wigilii w takich okolicznościach izerskich, my nie możemy sobie na to pozwolić; pozdrawiam serdecznie.

Weroniko, jesień powstała z potrzeby piękna ... coś w tym jest, bo lato nie da nam takich barw, chociaż daje wiele innych uroków; dziś była mgła, ale obserwowałam ją w miejskim ogrodzie, już wyobrażam sobie, jak musiało dymić na Pogórzu; biedronki azjatyckie, to takie bardziej pomarańczowe i z rzędami kropek? coś podobnego widziałam, ale nie był to stan inwazyjny; pozdrawiam serdecznie.

Maniu, bardzo Ci współczuję tego biurka, Ty Wędrowniku, ale pewnie dobrze, że jest takowe, wynagrodzisz sobie weekendowymi plenerami; udała nam sie jesień, a ja też siedzę w domu, syna czekam, i patrzę na ogród, liście zamiatam za ścieżki; serdeczności ślę.

Artambrozjo, suche drewno zimą to podstawa, nie wyobrażam sobie, żeby w środku mrozów go zabrakło; chociaż raz zdarzyła się taka sytuacja, mąż zachorował i ciągnęliśmy na resztkach, za to potem rachunki za gaz przyszły kosmiczne; cieszmy się kolorową jesienia, bo już szarugi za pasem, ale za to przy kominie ciepłym przyjemnie;
pozdrawiam.

Niko, mówimy na niego "cichociemny", ani się obejrzysz, a on już zajmuje np. twoje miejsce na fotelu, oczywiście wygrzane; świty z mgłą, będzie ich coraz więcej, czasami przez cały dzień; nigdy nie witałam dnia nad wodą, musi być czarodziejsko; i ja pozdrawiam serdecznie.

Zofijanna pisze...

Wrzuciłam Ci z Wikipedii :
Goryczuszka orzęsiona lub goryczka orzęsiona (Gentianella ciliata L. Borkh) – gatunek rośliny należący do rodziny goryczkowatych.

Goryczka orzęsiona - Beskid Niski. Fot. P. Mrugalski Dorasta do wysokości 15 – 30 cm. Liście ułożone po dwa mają kształt lancetowaty. Kwiaty o długości do 5 cm posiadają niebieską (lub jasnofioletową) orzęsioną koronę. Goryczka orzęsiona kwitnie od lipca do września (roślina późnego lata). Preferuje podłoże bogate w związki wapna – stąd w polskich Sudetach najłatwiej ją spotkać w Górach Kaczawskich, Górach Stołowych i w Krowiarkach. Rośnie na zboczach suchych i dobrze nasłonecznionych. Poza Sudetami występuje w Karpatach i w rejonach wyżynnych Polski. Licznie spotykana w Alpach. Roślina chroniona.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Ach, jakbym już chciała przejść się po łące. Mam nadzieję, że już niedługo, bo zaczynam chodzić, chociaż niby jeszcze mi nie wolno ;-)
Przecudowne widoki i kolory. Wszystko wygląda bajecznie. Wreszcie wyświetlają mi się wszystkie zdjęcia. Pozdrawiam cieplutko!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dzięki, Zofijanno, czuję się zaszczycona, że goryczka zagościła właśnie u nas, może raczy się rozmnożyć? dzięki za wyczerpujące wiadomości; słonecznej niedzieli, pozdrawiam serdecznie.

Natalio, nie mam pojęcia, co było ze zdjęciami, blogger zastrajkował? skoro już zaczynasz z lekka tuptać, to bedzie dobrze; jesień wszędzie czarowna, kolory nie z tej ziemi; i ja pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, gdzieś mi się zagubiłaś, bo przecież czytałam Twój komentarz; tak, bukowe, i to podsuszone, można brać z tego stosu i od razu pod kuchnię, nawet nie syczy, a piec temperaturę łapie bardzo szybko; a my siedzimy w domu, rodzinnie, bo dziecię przyleciało, radości tylko do wczesnego poniedziałku, za mało; pozdrawiam Cię serdecznie.

Mażena pisze...

Jeszcze kolorowo, jeszcze cieszą małe kwiatki a Ty już przygotowana na zimę, ba mrozy. Kleszcze jeszcze polują, to faktycznie niebezpieczne. Wspaniałych snów :)

Łucja pisze...

Ja jednak się cieszę, że nie będę musiała tej zimy drewna nosić, czuwać, czy palenisko nie wygasło, żeby dzieci nie marzły. Ale przy kominku z kawą i lekturą to by się usiadło, albo przy Twoim oknie z widokiem na świat jesienny, który tak pięknie fotografujesz. Pozdrawiam bardzo, bardzo

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, pamiętasz chyba tę bajkę o świerszczu, który grał całe lato, a zimą cierpiał katusze chłodu i głodu, nie chcielibyśmy tak; serdeczności ślę.

Łucjo, przy naszym oknie widokowym najlepiej patrzy się na nadciągającą zamieć, oczywiście przy ciepłym piecu;
no tak, będziesz sobie patrzeć z ciepłego kraju, co też ta zima z nami wyprawia, a nie zatęsknisz czasami? pozdrawiam i ja.

Anonimowy pisze...

Zawsze z przyjemnością ogladam Twoje zdjęcia. Jesień, kolorowa jesień, jest przepiekna. Szkoda, że potem nadchodzi bura szarość. Trzeba napaść oczy kolorami, dzięki Ci za nie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dziękuję za te słowa, a mnie jest miło bardzo, że mogę komuś sprawić przyjemność pogórzańskimi widokami; pozdrawiam.