piątek, 6 grudnia 2013

W oczekiwaniu na Ksawerego...

Nastraszyły mnie trochę prognozy pogody, a zwłaszcza ten orkan ... koło południa zadzwonił syn z wysp, pytam go, czy bardzo wieje ... wieje, jak zawsze ...
Mąż pojechał do chatki popracować, bo mówi, że w domu nie może się skupić ... psy wchodzą, wychodzą, ja łażę i sprawdzam, czy kotek już siedzi na oknie ... może kawy, herbatki?... nie ma warunków do pracy ... a tam nic, tylko cisza i spokój ...
Syn pojechał na nocną zmianę, w domu zostałyśmy tylko my, kobiety, i zwierzęta ...
Co i rusz spoglądałam wieczorem na dzwonki tybetańskie, zawieszone na tarasie, to one pierwsze dają znać swoim podzwanianiem, że wieje ... nic, dzwonki nieruchome, pozbierałam pranie na wszelki wypadek, spojrzałam w niebo, czyste, tyle na nim gwiazd, pewnie znowu meteorologowie postraszyli nas na zapas.
Dopiero późnym wieczorem zaczłęo się wianie ... w drzewach w ogrodzie aż huczy ... po jakimś czasie wyłączyli prąd ... dzwoni syn z pracy, żeby nie palić w kominku, bo jakieś pompy nie pracują i może zagotować i wywalić wodę ... tak, a ja dopiero założyłam drewnem całe palenisko ...
Agnieszka świeciła mi telefonem, bo świeczki się gdzieś zagubiły ... wyjęłam polana do wiadra i na środek ogrodu ... zadymiłam cały dom, Gutek miauczy, psy kręcą się niespokojne pod nogami ... na dodatek patrzę do ogrodu, a tam wiatr rozjarzył polana w wiadrze i płonie sobie ognisko, sypiąc iskrami.
Porwałam wiadro z wodą, załałam to wszystko ... no, sytuacja opanowana, trzeba iść spać.
A tu cała ferajna w wielkiej zgodzie lezie za mną do sypialni, bo strach wielki ... Miśka spała w nogach, Gucio obok, a Amik na dywaniku na podłodze ... przychodził nawet i wąchał Gucia, jakoś wszystko odbyło się spokojnie.
Po jakimś czasie prąd wrócił, włączył się telewizor w środku nocy, i wszystko wróciło do normy.
Ponoć główne uderzenie ma przyjść dzisiaj, więc będę palić ostrożnie, po jednym polanku, żeby potem nie było kłopotu ... wieje cały czas, dzwonki podzwaniają ... trochę jesteśmy ukryci za ścianą drzew, bo w porę nieopanowany żywołot rozrósł się w las.
A ja już myślę o gorącym lecie ... przy okazji przekopywania zasobów internetu w poszukiwaniu ładnej bluzki koszulowej znalazłam równie ładną, w stylu etno, jakiś sklep wyprzedawał letnie zapasy za grosze, jak tu nie wykorzystać chwili?

Leciutka, bawełniana, haft oczywiście maszynowy, ale wygląda jak prawdziwy ... wzór krzyżykiem ...


... rękawki, dekolt i dół złapane deliktnymi gumeczkami ... może będę nosić do powłóczystych spódnic ... przecież ja bardzo rzadko noszę spódnice ... to powieszę na wieszaczku dla ozdoby ... podobna jest do tych, sprzedawanych na rumuńskich straganach, ukraińskich, tylko, że tamte - to rękodzieło.
A eleganckiej bluzki koszulowej nie znalazłam, ani w zasobach internetowych sklepów, ani w męczącej wędrówce po galeriach ... Boże kochany, jaka to ciężka praca!


Ze dwa lata temu zmarnowałam swoje zamiokulkasy, wynosząc je na taras, słońce sparzyło liście, zmarniały, powyrywałam, wyrzuciłam, do jednej doniczki włożyłam sadzonkę zielistki ... i ja patrzę, a tu mi wyrasta coś obok po tak długim czasie... ani chybi została w tej ziemi jakaś część rośliny i teraz całkiem ładnie odbija sobie ... cieszą takie drobiażdżki.
Wisi u mnie na ścianie obrazek, a właściwie fotografia, w sepii, podbarwiana, znaleziona kiedyś w klamociarni, ale to dziwna fotografia ...


... mali chłopcy, nawet nie wiem, co to za stroje, ale ten starszy pali fajkę ... aż mu się kurzy spod nosa ...
Rozmwiałam z mężem ... w nocy na Pogórzu wiało mocno, wichura waliła w dach, nie dając spać ... chatka ogrzana, w piecu mocno napalone, cieplutko ... w pewnym momencie zaczęło kurzyć się z bradrury ... ale to nic strasznego, okazało się, że tam są poskładane moje blachy do pieczenia, pozostały na nich okruszki, resztki tłuszczu i to zaczęło dymić.
Ależ Wam naopowiadałam, kończę już, pozdrawiam wszystkich serdecznie, nie dajcie się wiatrowi, pa!




18 komentarzy:

Weronika Ziółkowska pisze...

Ja wczoraj byłam zdania, że przesadził ktoś ze straszeniem tym huraganem. Miało wiać, a była piękna pogoda, w pełnym słońcu pojeździłam konie na łące, z uśmiechem. Ale za to dzisiaj się naprawdę przestraszyłam. Nastawiałam się na dłuższy, poranny spacer z psem, a tu ledwo się dało z klatki wyjść. Wszędzie niesione wiatrem gałęzie, liście, śnieg i zawierucha. Chłód wręcz przejmujący.

Bluzka przepiękna, uwielbiam takie folkowe klimaty, na talo jak znalazł.

Megi Moher pisze...

fajna ta fotografia:-)
powiesiłabym.
U nas wieje niezwyczajnie, bo u nas prawie nigdy nie wieje. Takie podmuchy i porywy, ale odwołałam pracę, bo jak nie trzeba, to po co w takiej nieprzyjemności. Zwierzaki śpią porozkładane po meblach, ale w nocy wychodziły, podekscytowane tym, że wszystko się porusza:-)
Zadzwonię do cioci, ona nie lubi wiatru.

Magda Spokostanka pisze...

Bluzka śliczna!
U nas Ksawery daje czadu niestety.
Chociaż jak na razie tylko jedno drzewo we wsi się zwaliło. Zgniotło garaż blaszak wraz z samochodem ...
Nie zdecydowałam się puścić Wer. do szkoły, przez las ze spadającymi gałęziami.
Niech już się skończy ta wichura ...
Ściskam cieplutko!

ankaskakanka pisze...

U mnie zaczęło się wieczorem. Ok 12 wygoniłam męża w moim szlafroku na balkon, żeby ściągnął karmnik, bo mi coś stukało. Zaspany mąż ściągnął go, ale stukać nie przestało. I tak całą noc słyszałam jak wiatr hula, a na balkonie stukały mi stare donice. Chwilami wszystko się trzęsło. Rano mało mi głowy nie urwało. Na szczęście prąd nam tak często nie wyłączają, w piecu nie palę....ale co tam, sama wiesz jakie są walory mieszkania w domku. Pozdrawiam

Pellegrina pisze...

Niby nic i lubię wiatr ale taki budzi niepokój, więc narazie jestem w mieszkaniu.
Bluzka cudna, może nie koszulowa ale na wielkie wyjścia też może być. Ja tak uważam.
Nie damy się wiatrowi Mario!

artambrozja pisze...

Mario u mnie zaczęło wiać nad ranem i do teraz duje :(
do tej pogody dołączył mój ból głowy i taki sobie brzydki piątek:(
buziaki posyłam i życzę lepszego, spokojniejszego weekendu :**

mania pisze...

Ksawery pogodził Gucia z Amikiem :) Bluzeczka śliczności, nie tylko Ty Marysiu myślisz o lecie, nasz PTTK kusi wycieczką do Rumunii w maju, oj pojechało by się!
A zamiokulkasy nie lubią słońca i obfitego podlewania. Moja ciocia wyhodowała piękny okaz w ciemnym przedpokoju :)
Spokojnego weekendu :)

Agata Rak pisze...

U mnie wieje od wczoraj i też bez przygód sie nie obyło, bo zgasło światło i musiałam wygasić pico-kuchnię ze względu na elektryczną pompę... Siedzieliśmy przy piecu kominkowym w blasku świec a później spaliśmy w chłodnej sypialni. Tylko kąpiel była fajna bo klimatyczna przy świecy. Dziś nie palę w centralnym bo nadal wieje i huczy w kominie, a podłożone drewno w mig się wypala...

danawarsaw pisze...

U mnie wieje od południa,czasem aż strach jak się patrzy na uginające się drzewa. W ogrodzie gałązek pełno.
Na szczęście wszystko z tarasu usunięte w porę. Ptaki przylatywały jak zawsze do karmników,wiatr im nie straszny!
Szkoda tylko tych ludzi,którzy ucierpieli!
Prąd na razie mam! Pozdrawiam wszystkich
Danka

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, bluzeczka jest śliczna, więc teraz tylko lata trzeba:) Ja też uwielbiam takie etno klimaty:) U mnie w Warszawie wiało i to nieźle, a że mieszkam na 4, ostatnim piętrze to w łazience i toalecie gwizdało tak w szybach wentylacyjnych, że strach było wchodzić. A kurzu na podłodze miałam co chwila nową partię:) Pozdrawiam cieplutko. Ania

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Weroniko, ano właśnie, wiatr uderzył o różnym czasie, u jednych wieczorem, u drugich nad ranem, a teraz nawet nosa nie chce się wychylać z domu; pozdrawiam.

Megi, wiatr potęguje wrażenie chłodu, ręce grabieją w momencie, a jeszcze strach pod dużymi drzewami, bo może coś na głowę spaść; taki wiatr denerwuje i niepokoi, cioci bedzie łatwiej, gdy usłyszy Twój głos; serdeczności ślę.

Magda, słuchałam wczoraj opinii różnych mądrych od spraw klimatycznych, są po prostu obszary, które lubią i nawiedzają często kataklizmy, tak samo powodzie; dobrze, że nikogo w samochodzie nie było, choć inni nie mieli tego szczęścia; dobrze, że Weronika w domu, i Ty będziesz spokojniejsza; serdecznie pozdrawiam.

AnkoSkakanko, wydaje się, że nic nie powinno stukać, a stuka, to na dachu, to pod oknem, już nie zwracam na to uwagi; musiał powabnie wyglądać mąż w Twoim szlafroku, dobrze, że sąsiadki spały; pozdrawiam.

Krystyno, dziś nad ranm leżałam długo i obserwowałam, co to wietrzysko wyprawia z drzewami za oknem, dobrze, że nie mają liści, bo większy opór dawałyby, i wtedy więcej wyrwanych z korzeniami; zamarzyła mi się taka z kołnierzykiem, hm! z kamyczkami migotliwymi, bo obcasik w czółenkach takimi przystrojony; ot, wymyśliła sobie baba i nie może sprostać marzeniu; serdeczności.

Artambrozjo, ja również bardzo odczuwam zmiany ciśnienia, a zwłaszcza jak spada na łeb, na szyję; organizm już reagował, choć nic jeszcze nie zapowiadało takiego ducia; w niedzielę ma być już spokój; pozdrawiam.

Maniu, myślałam, że tak, ale niestety, dzisiejszej nocy spanko było podobne, a skoro tylko Gutek zeskoczył, to Amik za nim, dobrze, że nie jest agresywny, chce go tylko gonić; a Gucio pod łóżko, bo wie, że Amik tam nie wejdzie, cwany jest; no właśnie, pięknie rosły pod ścianą, z dala od okna, a ja chciałam im dogodzić, niech się doświetlą, no i się prześwietliły aż; miewam czasami takie głupie pomysły; czytałam program wycieczki, interesujący, i wyjście w góry jest, te, które widzieliśmy z auta, i trasę obejrzałam, nic, tylko jechać; a ta kolejka Mocanita, to dopiero atrakcja, jedzie 10 km na godzinę, widokową trasą, kiedyś też wybierzemy się nią, jak gdzieś zakotwiczymy bardziej stacjonarnie, bo jak na razie, nawijamy mnóstwo kilometrów, bo odległości spore; serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agato, widzisz, jaki człowiek jest uzależniony od prądu? nie wolno palić w kominku, bo pompy nie działają bez prądu, piec gazowy z kolei też nie ruszy bez prądu, i nie daj Boże dłuższa przerwa w dostawie, to mróz w domu; najlepiej w chatce na Pogórzu, napali się pod kuchnią, instalacja c.o. napełniona jakimś płynem i o nic nie muszę się martwić; pozdrawiam.

Dana, jak w nocy wiatr nie daje spać, tak sobie myślę, gdzie te biedne ptaki malutkie się ukryją, przecież zedrze je z gałęzi ta siła; a te zwierzęta bezdomne, gdzie się ukryją? zawsze szkoda każdego życia, które przegra w starciu z naturą, i nie tylko; wydaje się, że gdyby nie wsiedli do auta, gdyby ... zawsze jest jakieś gdyby, a okoliczności splotły się bardzo nieszczęśliwie; i ja pozdrawiam cieplutko.

Aniu, o, patrzyłam wczoraj na wiadomości, miasto sparaliżowane pod 5-ciocentymetrową warstwą śniegu; mam wrażenie, Aniu, że udziela nam się panika, potęgowana przez gadających bez przerwy dramatycznym głosem reporterów, o jednym i tym samym, oni bardzo lubią takie sensacje, a zima przecież była co roku, co prawda doszedł wiatr o dużej sile, ale damy radę; pozdrawiam serdecznie.

CzarnyKot pisze...

Marysiu ależ miałaś nie lada przygodę, wiem, że to trochę dramatyczne i człowiek pełen strachu, ale jak tak sobie wyobrażam jak zadymiasz dom i biegasz z wiadrem do ogródu, to muszę się uśmiechnąć. U mnie piec jakby w półautomacie, więc może działać i bez pompy, więc ogrzewanie działa bez prądu, tylko trzeba pilnować temperatury wody.
I zdecydowanie jestem za tym, by nie wymieniać na nowy, tak by w razie czego była alternatywa.
Co do reporterów masz rację, co 20 minut te same zdjęcia, nagrania i groza, po 2 godzinach przełączyłam na moje ulubione seriale kryminalne i już do końca dnia nie oglądałam żadnych wiadomości.
serdecznie i cieplutkie pozdrowienia przesyłam

Magdalena pisze...

Bluzka przepiękna. :)
Chłopcy na zdjęciu skojarzyli mi się z Tolkienowskimi hobbitami. :)
U nas Ksawery strasznie nabrudził. Na podwórku jest warstwa śniegu przysypana warstwą ziemi z pól, a okna wyglądają jak pochlapane błotem. Paskudztwo! Do tego jest mnóstwo nałamanych takich drobnych gałęzi z brzóz. Co się sprzątnie, to naleci nowych.
A wrażenie jest takie, jakby coś wielkiego oparło się o dom i próbowało go przesunąć. Brrr...
Bardzo lubię wiatr, ale tego się boję.
Pozdrawiam serdecznie :)

Ruda pisze...

Gdy wiele lat temu przeprowadziłam się na Pomorze wiatr napawał mnie przerażeniem. Wydawało mi się, że nigdy nie przyzwyczaję się do wycia i szumu. Teraz zasypiam w czasie wichury. Ksawery nie był najgorszym huraganem, jaki przeżyłam- nic mi nie zwiał z balkonu. Nie wiem jeszcze jak wygląda moja działka. Może jutro się tam wybiorę. Wiem za to, że w parku znów połamane zostały drzewa.
Bluzka cudna :)

Anula pisze...

Ja wiatru wyjątkowo nie lubię, a mieszkamy w wietrznej okolicy, nawet miejscowość obok nazywa się Wietrzno. A z piątku na sobotę wiało, sypało śniegiem i do tego grzmiało i się błyskało. I nagle wszystko ucichło. Jak w horrorze. Pomyślałam, że jesteśmy w oku cyklonu,a może faktycznie tak było.Oby jak najmniej takich wiatrów. Pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Na s Ksawert oszczędził, na szczęście. Nie lubię wiatru, chyba, że to łagodny zefirek. A u nas wyło w kominie, szarpało drzewa ale przerw w prądzie nie było. W piecu paliło się pięknie, a moja drużyna usiłowała przspać ten orkan. Uściski !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kocie, dokładnie tak było, ruchy trochę paniczne; potem, po powrocie, mąż uspokoił, że mały ogień może się palić; a najlepiej byłoby znaleźć zastępcze zasilanie na wypadek braku prądu, nawet UPS-em od komputera zasilić; a najlepiej mały agregacik prądotwórczy kupić; i wtedy wszystko jest, i ogrzewanie domu, i ciepła woda w kranie; dziennikarze to małe sępy, żerujące na każdej sensacji, niewdzięczna to praca; pozdrawiam serdecznie.

Magdaleno, masz rację, tylko stopy jakby za małe, prawda? wszedzie zasłane drobnymi gałązkami, nawet liści naniosło mi na schody; wiatr a taki wiatr, to jednak różnica, ten budził grozę; ja to od razu sobie wyobrażam, co zrobiłabym, gdyby coś wybiło szybę tarasową; pewnie jakąś pierzyną zatykałabym otwór, potem szafą ... e, tam, za dużo sobie wyobrażam; serdeczności ślę;

Ruda, jesteś teraz nadmorskim stworzeniem, wiesz, co to sztorm, wiatry od morza, cofka wody w głąb; ja tylko oglądam to w wiadomościach; chyba lżej odczuliśmy ten orkan od innych rejonów; pozdrawiam.

Anulko, już sama dawna nazwa Twego blogu mówi za siebie, Chata Pod Wiatrakami; o tej burzy z błyskawicami już słyszałam, Mania z Krosna pisała; wszelkie zjawiska burzowe skumulowały sie nad nami, wiatr, deszcz, śnieg, pioruny ... niepojęte, nienaturalne wręcz; serdeczności ślę.

Aniu, u nas też nie było jakiś ekstremalnych zdarzeń, nie licząc braku prądu; zwierzęta niespokojne, a potem przyzwyczaiły się, jak i my; pozdrawiam cieplutko.