piątek, 16 maja 2014

Wzburzony Wiar ...

Zaczęłam powolutku kosić pogórzańskie obejście, bo trawa wysoka już, a jak zagniecie się kołami "czołgu", to potem ciężko wykosić.
Wyjęłam po zimie kosę spalinową, no jasne, kiedy jestem sama, to ciężko mi ją uruchomić ... pompka do podciągania paliwa do gaźnika nie działała, na pierwszy rozruch ... telefon do domu, co robić? niech mi szukają jakiegoś serwisu w okolicy.
Było późne popołudnie, myślę, pojadę na górę, do Janka, może tam mi coś chłopaki poradzą ... wykolebało kosę po kamieniach, i jak ją wyjęłam z bagażnika, pompeczka zaczęła działać, widocznie paliwo rozpuściło jakieś zastoinowe korki w przewodzie ... pierwszy rozruch na górze i z powrotem na dół, bo koszenie czeka.
A kobiety szły akuratnie majówki śpiewać pod kapliczkę, jak co roku.


Najlepszy napitek przy takiej pracy, to woda mineralna z cytryną i melisą, bo parowanie organizmu potężne, podkoszulek można wykręcać. Pokosiłam wtorek po południu, całą środę, dopóki nie przepędził mnie deszcz pod wieczór ... to dopiero połowa sadu.


Ocaliłam przed kosą nasze storczyki, jakby ich mniej w tym roku ... koszenie nie wymaga skupienia, myśli swobodnie krążą człowiekowi po głowie ...o, tu kamień, pod którym leży Maksio, brat Miśki ... tu dołek, który wykopał lis, by dobrać się do gniazda os ... wspomnienia, wspomnienia ...


Ten deszcz to dopiero zapowiedź tego, co miało nastąpić.
Psy od rana nawet nie chciały wyściubić nosa za próg ...


Tym razem dawało od północy, a nie od zachodu, jak zwykle ... oprócz nieprzerwanego deszczu rozpętała się diabelska wichura ... zerknęłam za okno, a mój foliaczek o mało nie odlatuje ... otworzyły się drzwi na przestrzał, wyszarpało folię, dwa wiadra pokrzywowej gnojówki przewrócone ... pobiegłam powiązać drzwi do ramy, przymocować folię ... wróciłam mokrusieńka do nitki ... patrzyłam tylko, czy nawałnica nie poprzewraca uli w sadzie.
Siekło deszczem falami, jak śniegiem w zimie ... już nie wiem, czy to chmury zeszły tak nisko, czy gęsty deszcz tak zaciemnił świat ...


Dach walił o blaszany dach, grzechotał, ciężko swoje myśli usłyszeć ... zasnęłam ... nagle budzę się w środku nocy, o matko! cisza zupełna, przestało padać ... otworzyłam okno ... tylko wiatr jeszcze szumiał w drzewach ...
Dziś rano potok grzmiał potężnie, dając znać do nas, ile wody teraz toczy się po kamieniach ... w każdym zagłębieniu terenu stawik ... miałam pakować drzewo do przyczepki, ale lunęło znowu ...
Ciekawe, jaki Wiar po tych opadach?


Pojechałam na płyty, gdzie jest przejazd ... woda nie mieści się w korycie, groźna, wzburzona, mętna, niesie powydzierane konary i krzaki ... pewnie zniosłoby "czołg" aż na Ukrainę ...




Pojechałam na huwnicką plażę, widać, że w nocy wody wystąpiły z brzegów ... ugrzęzłam po kostki w naniesionym mule w moich zamszowych kamaszkach ...


... potem woda wróciła do koryta.
Huczące masy podmywają brzeg z fliszu karpackiego, co chwilę obrywa się nawis z ziemi, obluzowane kamienie z pluskiem wpadają do wody ... i będzie, jak od wieków, woda opadnie, a plaże pokryją się świeżo wypłukanymi kamykami ... ludzie z czasem je zbiorą, zbudują z nich murki, grile, kominy ... nie wolno, bo spółki wodne zakazują, teraz nic nie wolno ...





Zatrzymałam się na chwilę przy moście, co i raz zaniepokojeni ludzie przychodzą popatrzeć, czy woda im nie zagraża ...


Tuż za mostem Wiar podchodzi aż pod drogę, niby były robione wzmocnienia, ale czy ja wiem, czy wytrzymają?


Pamiętam, parę lat wstecz Wiar zabrał przyczółek mostu, sporo pól ludziom, zupełnie zmienił bieg ... zawsze kiedyś nadchodzi czas, kiedy natura upomina się o swoje prawa, odbiera ludziom, co zabrali ...
Jest to żywioł straszny, co zatrzyma te masy wody? ... czytałam kiedyś wspomnienia mieszkańców pobliskich Rybotycz, kiedy na poczatku lat 80-tych zalała ich potężna i nagła fala powodziowa tak niepozornego, wydawałoby się, Wiaru ...


Zdjęcia są świeżutkie, z dzisiejszego, wczesnego rana, kiedy wracałam do domu ... niby przestało padać, ale co chwilę grzmi i przewalają się burze z ulewami ... na przemian ze słońcem, które jednak dodaje człowiekowi optymizmu ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowa, bywajcie w zdrowiu, pa!




21 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Zobacz Mario, a u mnie nie pada, choć zapowiadają w prognozach. Barzo współczuję ludziom z południa Polski. Myślę, że w chatce można miło spędzić czas, pomimo brzydkiej pogody. Pozdrawiam

*gooocha* pisze...

To niesamowite, jak niezbędna a jednocześnie śmiertelnie niebezpieczna potrafi być woda.

grazyna pisze...

Mario, przezylam niedawno mocna burze, i twoj opis ja przypomina...ulewa byla straszna, obok domu mamy niby spokojny strumyk Leona, czyli Lwice, zmienil sie we wsciekly , pelen wody z blotem i kamieniami nurt, halas byl potworny, kamienie sie przetaczaly dudniac donosnie, ciemno, bo wylaczono prad albo nastapila jakas awaria, patrzylam tylko na brzeg rzeki, gdzie rosna drzewa, ktore oswietlaly bylskawice, gdyby zaczely sie walic nalezaloby uciekac z domu...
Lubie burze ale nie takie...sciskam serdecznie

Krzysiek Pogórski pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Krzysiek Pogórski pisze...

No to mam świeży obraz margli fukoidowych z Huwnik ;-) Dziękuję.

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Ja za godzinę będę na Płytach... zastanawiam się właśnie jak Wiar bardzo się podniósł. San wiem że jest już bardzo wysoki.
Pozdrawiam serdecznie

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Ja za godzinę będę na Płytach... zastanawiam się właśnie jak Wiar bardzo się podniósł. San wiem że jest już bardzo wysoki.
Pozdrawiam serdecznie

CzarnyKot pisze...

Straszna była dzisiejsza noc i poranek,wiatrzysko i ulewa dały nam się we znaki,moja dzidzia w brzuszku napędziła mi niezłego stracha:-)
cieplutko pozdrawiam i życzę spokojnej nocy

ania pisze...

Może to już po ulewach - miejmy taką nadzieję.... a na północy - nie pada w ogóle - czego i Państwu życzymy :-))

Olga Jawor pisze...

Piękne zdjęcia wzburzonego Wiaru! Słyszeliśmy, ze San wylał sporo, ale nie było czasu by pojechac i zobaczyć. Straszne te deszcze i zywioły mu towarzyszące. Nam połamało starą jabłoń - szarą renetę, a tyle miała pączków!Pole tak wodą nasiąknięte, że nie wiem, czy mi nasiona niedawno posianych warzyw nie spłyneły do pobliskiego rowu!
Mam nadzieje, ze juz wiecej takiej ulewy nie będzie, bo ziemia rozmoknieta do imentu.
Ściskam Cie Marysiu serdecznie i słońca oraz wysuszenia wszystkiego, co trzeba zyczę!:-))

Zofijanna pisze...

Pamiętam obrazek sprzed kilku lat- Wiar zabrał drogę i to wydaje się być, w tym właśnie miejscu, gdzie robiłaś zdjęcie.......on tu tak bardzo przybliża się do drogi.....
Cóż górska rzeka....
Rzeki wylewały, może za mojego dzieciństwa nawet bardziej...

Magda Spokostanka pisze...

Groźna woda, groźny wiatr i ogień.
Nadal, przy obecnym stanie techniki, w 21 wieku, budzą strach i szacunek.
Mnie jeszcze przerażają tereny osuwiskowe, z domami rozpadającymi się na kawałki.
Pamiętam opowieści Pawła o gigantycznej powodzi w Nysie, w 1997 roku. Jak zawsze, w obliczu tragedii, ludzie podzielili się na bohaterów, cichych, serdecznych pomagających, załamanych i trwających w apatii i tych, którzy
w takiej sytuacji kręcą interes życia, oczywiście kosztem innych.
Niech się już Marysiu uspokoi w Twojej cudnej krainie, niech Wiar nie straszy.
U nas, jak się łatwo domyślić - w ogóle nie pada ...
Uściski!

GAJA pisze...

Siła przyrody poraża. Trzy żywioły potrafią wszystko zetrzeć w proch.
Spokoju mieszkańcom zagrożonych okolic!

Mażena pisze...

Żywioł to niesamowita siła, ta pędząca brunatna woda zawsze robi na mnie wrażenie, jeszcze z dzieciństwa pozostał mi strach przed nawałnicą powodzi. Dobrze, że Ty na górce, i do domu szczęśliwie wróciłaś.

mania pisze...

Te niepozorne górskie rzeczki po deszczu zamieniaja się w bestie. Dobrze, że te ulewy już za nami.
Serdeczności

Ruda pisze...

Woda jest niezwykłym żywiołem. W górach maleńki strumyczek w ciągu godziny zamienia się w rwącą rzekę i zabiera drogę (nam zmyło drogę do Domku pod Orzechem w ciągu jednej burzy) Na równinie woda wzbiera powoli, a potem tygodniami kisi się na rozlewiskach... ( takie powodzie mamy na Wybrzeżu)

Krystynka w podróży pisze...

Czasem tak jest, zepsuje się a potem samo naprawi. Ja czasem straszę mój toster, mikser czy lampkę, jak się psują, że wyrzucę i kupię nowe. I one z reguły naprawiają się, niestety nie na długo. Ale dramatyczny ten Wiar, fale i bałwany aż strach. W chatkach takie ulewy szczególnie straszne i przejmujące, człowiek tam bliżej żywiołu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, chatka jest na stoku góry, powódź nam raczej nie grozi, najgorzej ludziom w dolinach rzek, a Wiar szybko przybiera i szybko opada, to gwałtowna, kapryśna, górska rzeka; pozdrawiam.

Gooocha, tak, cieszymy się, że studnia pełna wody, w obniżeniu płynie strumyczek, chociaż ziemia jak gąbka nasiąknięta; pozdrawiam.

Grażyno, takie nawałnice bez światła potęgują jeszcze grozę sytuacji, szum deszczu, pioruny jeszcze do zniesienia, gorzej jak włącza się odgłos łamanych drzew, osuwających się kamieni; no właśnie, burze mogą być, ale nie tak groźne; serdeczności ślę.

Krzyśku, Wiar uspokoił się, może trochę podebrał brzegów, odsłonił nowe warstwy; muszę pójść nad potok w dolinie, zobaczyć, jak tam się to skończyło, bo wczoraj jeszce szumiał donośnie; pozdrowienia ślę.

Tomasz, obawiam się, że nie przekroczyłeś Wiaru na płytach, przynajmniej ja bałabym się bardzo; i ja pozdrawiam.

Kocie, burze w ciemnościach działają bardziej na naszą wyobraźnię, straszą wręcz, to nie dziwię się, że i dzidziusiowi udzieliła się groza sytuacji; pozdrawiam.

Aniu, przychodzą burze, opady, ale już nie tak gwałtowne; dziś prognozy obfitsze w deszcz dla zachodu i północy; pozdrawiam.

Olu, kiedy jechaliśmy w sobotę rano, widziałam zalane jeszcze tereny, z niektórych woda już zeszła; w słońcu taka ogromna, brunatna woda, milcząca rzeka tocząca ponuro tyle wody robi wrażenie bardzo przykre; serdeczności ślę.

Zofijanno, Wiar w kilku miejscach zabiera drogę, odcina ludzi od świata, troszkę umocniono newralgiczne brzegi, ale zawsze przychodzi czas prawdy, i zazwyczaj rzeka ma za nic ludzkie pomysły, płynie, gdzie jej odpowiada; mąż mówi, że starzy ludzie wyznawali taką zasadę - wylały rzeki, teraz będzie lato i ciepło; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magda, moje dzieciństwo upłynęło na spokojnych terenach, nie znaliśmy słowa "powódź"; dopiero, gdy zamieszkałam w mieście nad rzeką, i to na nizinach, bardzo niepokoję się w takich sytuacjach, bo niby nigdy nie było tu wody, ale obawa istnieje; tak, są ludzie i hieny, żerujące na cudzym nieszczęściu; powódź daje się we znaki w Serbii, Bośni, a tak mało się o tym mówi, wszak wybory do euro ważniejsze; serdeczności ślę.

Gaju, w obliczu żywiołów widać, ile jest warta pycha i arogancja człowieka w stosunku do natury; pozdrawiam.

Mażeno, dopiero w dorosłym życiu dane mi było zobaczyć wielką wodę, niezmiennie budzi we mnie wielki strach; serdecznie pozdrawiam.

Maniu, górskie rzeczki już spokojne, zebrały i szybko oddały nadmiar wody, teraz fala powodziowa toczy się w dużych rzekach, zagrażając ludziom, czuję niepokój wielki w sercach tamtych, obserwujących mieszkańców, bo jakżeby inaczej; zagrażający żywioł, wobec którego człowiek jest bezsilny; serdeczności ślę.

Ruda, gdzie by to nie było, wszędzie woda niesie niepokój, zniszczenia; boję się takich gwałtownych zjawisk, a raczej zdaję sobie sprawę z mojej małości wobec takiego żywiołu; oby takich doświadczeń jak najmniej; pozdrawiam cieplutko.

Krystyno, jakżesz ucieszyłam się sprawną kosą, bo wiązałoby się to z wyjazdem do serwisu, a teraz gorący czas, nie naprawiliby od ręki, a trawsko nie poczeka, urośnie jeszcze bardziej; rzadko oglądam takie oblicze rzeki, częściej sączący się strumyk między kamieniami; przejmujący widok; serdeczności ślę.

*gooocha* pisze...

Marysiu kochana, jak tak sobie "wpadam w Bieszczady" poprzez Twój blog, jak tak sobie czytam te relacje niespieszne, to jakby mnie ktoś po sercu i duszy głaskał :)

Ania pisze...

Naprawdę współczuję - nas ominęły te powodzie. Woda, ogień - żywioły nie do opanowania. Dobrze, że wiekszych szkód nie było. Uściski !