poniedziałek, 14 lipca 2014

Spóźniony deszcz świętojański???? ...

Późnym piątkowym popołudniem wyjeżdżaliśmy na Pogórze w niewielkim deszczu.
Naprawdę niewielkim, bo to, co rozpętało się za Przemyślem, przeszło moje wyobrażenia.
Chmury zeszły tak nisko, że Chyb pokonywaliśmy w białym mleku, a drogą do naszej chatki szorowały koleinami dwa potężne strumienie, wyciągające kamienie, które układały się w malownicze terasy ...
Jak tu wyskoczyć i otworzyć domek? ... oberwanie chmury czy co?
Na "trzy" wyskoczyłam, przemokłam w mgnieniu oka, pośliznęłam się na mokrych stopniach, ale jakoś wyskrobałam się na górę, ... teraz to pestka, umbrelka do ręki i można znosić się do chatki ...
Przestraszone drozdy, które znalazły schronienie na tarasie, musiały przenieść się na drugą stronę pod dach ... a potem, my przebrani, w suchych ciuszkach, ze szklanicą złocistego napoju, siedzieliśmy długo i słuchaliśmy nawałnicy walącej z wściekłością o dach ... o, dawno tak nie było ... hektolitry wody spadające w sekundzie z nieba ... a psy tylko z daleka obserwują, ani nosa nie wystawiają poza dach ...


O dziwo, sobotni poranek obudził się wypogodzony, po nocnej burzy ani śladu ... może oprócz szumiącego w dolinie strumienia, jak w pobliżu autostrady ... musi toczyć wiele wody skoro tak szumi ...


Bo jakże inaczej? zewsząd cichutko spływają strumyczki wody, w zaklęśnięciach terenu porobiły się małe stawiki, a na drodze też szumi jeszcze ...


Wypiliśmy poranną kawę i orzekliśmy, że trzeba zobaczyć, co też dzieje się w dolinach ... świat wymyty, czyściutki, krajobrazy wyraziste ... pojechaliśmy nad Wiar, ale w drugą stronę, za Rybotycze ...


Szeroko rozlane, błotniste wody, bystry prąd ciągnie niezliczone, wydarte z brzegu krzaki, pnie ...




Pojechaliśmy trochę dalej, gdzie gospodarstwo agroturystyczne "Nad Potokiem", stawy rybne, kemping, domki ...


... no tak, jeśli ktoś utknął po drugiej stronie Wiaru, musi poczekać aż spłyną wody, albo przejdzie kawałek do metalowej kładki dwa zdjęcia wyżej, bo tą tutaj zabrała potężna woda ... co za siła, dwa ogromne pnie zatrzymały się na drzewach z brzegu ...


Wróciliśmy do siebie, ratując jeszcze po drodze padalca z asfaltu, jakoś biedaczysko nie mógł się zebrać i odpełznąć w trawy ...


... na przydrożnych łąkach, na belach siana bociany, i białe i czarne, nie przeszkadzają sobie ...


Ja zajęłam się ogrodniczymi sprawami, a mąż swoimi pszczołami ... po przeglądnięciu uli okazało się , że będziemy wirować miód. Pod folią kwitnie prześlicznie bakłażan, ma urocze, różowe kwiatki, takich jeszcze nie widziałam, ale czy coś zawiąże? wątpię, na razie kwiatki opadają ...


Miód z jednego ula jakby ciemniejszy, mąż mówi, że może z domieszką spadzi, a z drugiego jaśniejszy, jakby lipowy ... zastanawiające, myślicie, że pszczoły latają z każdego ula gdzie indziej?
W chatce kopułki przewiązane poczynają sobie coraz śmielej, Maryjka z Józefem w szopce dostali nowe, gliniane szatki ...


... cała tylna ścianka jest zabudowywana ...


... a nawet już zabierają się za gładzizny poddasza, przystrajając je takimi glinianymi cygarami ...


Żebym tylko ja kiedyś nie obudziła się z ogromną, glinianą brodawą na czole ... albo na nosie, bo szybko im to idzie ... na parapecie poddaszowego okienka leży wiele glninianych pecek, które upuściły owady w drodze do budowli ...


Jeszcze zdążyłam uskubać trochę kwiatu lipowego, część ususzę na rozgrzewającą herbatkę, a część pójdzie na lipniaczek ... też rozgrzewający zimą ...


Na lipie też ucztują metalicznie błyszczące mieniaki, albo przysiadają na mokrych kamieniach na drodze ...
Dziś zdążyłam ostrzyc ligustrowy żywopłot, a już mruczy z nieba, zbierają się chmury, pewnie znowu będzie lać ...


Pozdrawiam Was serdecznie, i wszystkich wypoczywających na Pogórzu Przemyskim, niech Was nie wystraszy zmienna pogoda, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, pa!









22 komentarze:

Agata Rak pisze...

Cudnie U Ciebie. Lubię zaglądać na Twój blog, bo tu odpoczywam...

Agata Rak pisze...

Cudnie U Ciebie. Lubię zaglądać na Twój blog, bo tu odpoczywam...

ankaskakanka pisze...

Popieram Agatę. Ja tez tu odpoczywam czytając Twoje opowieści podgórzańskie.

Anulka Domowa pisze...

Nas ulewa piątkowa ominęła.Byliśmy na Śląsku, a tam piękna pogoda była.Dzisiejszego deszczu jednak się nie spodziewałam i pranie odwirowane leży w pralce .Tak samo kwiat lipowy jeszcze na drzewie .U nas troszkę później dojrzewa niż w okolicach Przemyśla.Powoli,powoli przeprowadzamy się w Twoje okolice :)
Pozdrawiam serdecznie !
AniaA

Krystynka w podróży pisze...

Przyjemnie siedzieć w bezpiecznym domku ze szklanicą złocistego, gdy deszcz wali o dach i nawilża nasze plony.
A te kopułki to kto ulepia? Czy aby nie osy, bo ja tam coś czarno żółtego widzę. Ja bym się trochę bała tylu nieproszonych gości.
A białe i czarne bociany razem to niezwyczajny widok!!!

Grażyna pisze...

Józef to wygląda, jakby miał bujną ufryzowaną brodę. :)))
Mieniak przecudny.
Bociany czarne? No łał!!! Cudo!
Ależ Ty tam masz raj przyrodniczy. :)))
U nas lipy już dawno przekwitły. Muszę w przyszłym roku zebrać kwiaty na herbatkę. Tylko najwięcej jest przy drodze.
Serdeczności :)

Krzysiek Pogórski pisze...

Córcia ogląda ze mną i pyta a co to za zwierzak? Piesek - Gucio. A ja myślałam, że niedźwiadek. A osa to gliniarz naścienny jednak.

mania pisze...

Kwiat bakłażana niesamowity a sam bakłażan najlepszy jest pieczony z nadzieniem z kaszy i pieczarek, mmmm... pycha :)
Pozdrawiam serdecznie

Zofijanna pisze...

A co to Marysiu- czarnego bociana sfociłaś ?
Och to Pogórze tyle osobliwości flory i faunistycznych zawiera !!
Bakłażanki zawiążą owoce- u mnie w doniczkach już są malutkie, to i Ty się doczekasz.
Poprzednia ulewa tę pierwszą kładkę zabrała- siła wody jest potężna!!!!
U nas dzisiaj była zlewa.
Może jutro przyniesie słońce ?
Ciepłe myśli zasyłam.

Tomasz pisze...

Pogoda w tym roku bywa niestety nieprzychylna. Jednak zdjęcia jak zwykle dajesz rewelacyjne. Cieszy mnie u Ciebie radość z życia na Pogórzu
Pozdrawiam serdecznie

Ania z Siedliska pisze...

U nas deszcze małe, spokojne. Na Podkarpaciu zdecydowanie go za dużo. Marysiu, co to za owady budują gliniane gniazda ????
Uściski, Gospodyni Doskonała, a buziaki dla Jasia !

Krzysiek Pogórski pisze...

Na Twoim zdjęciu klik doskonale widać żółty stylik (patyczkowate połączenie między tułowiem a odwłokiem) popatrz na to klik

Asia i Wojtek pisze...

Jak widze, nawet hajstry u Was bardziej oswojone niż zwykle:-)))W ogóle przyroda na Pogórzu jest jakby "bardziej". Jak deszcz, to nawałnica, jak śniegi to po pachy, jak pieknie to...pięknie.
Pozdrawiam serdecznie
Asia
P.S. U nas osy załozyły sobie gniazdo nad samym wejściem do domu, w gąszczu winobluszczu. Na poczatku mielismy mieszane uczucia, ale przywykliśmy. My nie wadzimy osom, a one nie wadzą nam.
A.

zielnik hani pisze...

Ja proszę o deszcz taki łagodny ale długi, ziemia wysuszona, warzywa marne. Szkoda, że nie można pogodą sterować:( A o takich utalentowanych osach jeszcze nie słyszałam i nie widziałam takich glinianych rzeźb. Pozdrawiam Hania

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agato, u nas zwyczajne, gospodarskie sprawy, widać, i Ty tęsknisz za takimi; pozdrawiam serdecznie.

Ankoskakanko, o ile dobrze pamiętam, Ty również chciałaś znaleźć sobie ostoję w podobnych klimatach; i co? marzysz dalej czy zrezygnowałaś? serdeczności ślę.

AniuA, wydawać by się mogło, że jak u nas leje, to i w całej Polsce; natura nadrabia zeszłoroczne braki, o tej porze już nie mieliśmy wody w studni, a w tej chwili równo z ziemią; a tfu, tfu, przez lewe ramię, żeby nie zapeszyć; sprawnej przeprowadzki życzę, pozdrawiam serdecznie.

Krystyno, lubimy posiedzieć wieczorem przy szklance piwa, ponoć podniebienia już mamy zepsute przez koncerny piwowarskie, bo nie smakują nam te, naturalnie warzone; kopułka to nazwa owada, ale teraz Krzysiek nazwał osę - gliniarz naścienny; one niegroźne, warte obserwacji; serdeczności ślę na zachód.

Grażyno, też mi się tak skojarzyło; aż to osy, nie zważają na dostojność figurek, zalepiają wszystko; lipy szukaj na uboczu, na pewno znajdziesz; my mamy swoją osobistą, wysiała mi się w ogrodzie, to przeniosłam na Pogórze i już kwitnie któryś rok z kolei, czas szybko płynie; pozdrawiam cieplutko.

Krzysiek, to nie Gucio, tylko Amik, bo Gucio to kot; można się pomylić przy mnogości zwierząt; hm! Amik niedźwiadek, za chudy trochę jest; gliniarz naścienny, nazwa bardzo akuratna, widząc moje zalepione gliną poddasze, i pewnie teraz będzie mi się mylić gliniarz z kopułką; pozdrawiam.

Maniu, obiecuję sobie przywieźć tym razem z Rumunii dużo bakłażanów, dojrzałych w słońcu, żeby najeść się ich w różnej wersji do syta; i ja pozdrawiam.

Zofijanno, dwa czarne bociany, to pewnie parka; poczekam na bakłażany, chciałabym wyhodować swojego, choćby dla samego widoku; to jeszcze inna kładka, ta jest za Rybotyczami, a woda zabrała tę z Huwnik na Kalwarię, gdzie szlak niebieski prowadzi; pozdrawiam serdecznie.

Tomasz, wielkich szkód nie narobiło, a ja cieszę się z tych opadów, bo dzięki temu mamy cały czas wodę w studni; w zeszłym roku już nie było o tej porze; osiadłabym na stałe na Pogórzu, a tu jeszcze nie czas; i ja pozdrawiam.

Aniu, u nas natura wyrównuje zeszłoroczne braki, o tej porze już woziłam wodę w beczkach na podlewanie pod folią; ta osa to myślałam, że kopułka przewiązana, a Krzysiek Pogórski rozpoznał ją jako gliniarz naścienny, pewnie tak, skoro tak oblepiają nas gliną; oj, Aniu, zarumieniłam się, jaka doskonała? a Jaś dziś uśmiechnął się do mamy, poczekam, aż zrobi to dla mnie; serdeczności ślę.

Asiu, aż musiałam poszukać sobie, co to te hajstry; wyjątkowo w tym roku nie widać za bardzo os, nawet w narzędziowni gniazd nie budują, tylko te są od glinianych budowli; przez kilka kolejnych lat mieliśmy osy na werandzie, obserwowaliśmy je, jak budowały gniazdo, potem wietrzyły je w gorące dni, i nie zdarzyło się, żeby kogoś użądliły; pozdrowienia ślę.

Haniu, no właśnie, gdyby można było sterować pogodą, ale czy na pewno? wśród rozlicznych ludzkich sprzecznych interesów chyba nie sprawdziłoby się to; prawda, że ładne gliniane ozdoby? oryginalne; i ja pozdrawiam serdecznie.

Krzysiek Pogórski pisze...

Przepraszam Amika. Jutro będę z grupą przyrodników w dolinie Wiaru. Zamów pogodę Mario!

Mażena pisze...

Pogoda bywa okrutna. A p oburzy słońce. .. Tak na przekór żywiołom pokazujesz coś wspaniałego :)

Inkwizycja pisze...

Była też u nas taka nawałnica, aż biało... i woda się lała przez okna i sufit...
Nigdy nie widziałam kwitnących bakłażanów, nawet jeśli nie będzie owoców, to wystarczy jego uroda ;-)
Bardzo Cię podziwiam, że umiecie współmieszkać z osami... No ale skoro paracie się pszczelarstwem, to może nie są dla Was takie straszne... ja nie zdzierżyła bym ;-)

Olga Jawor pisze...

No to podobne szaleństwo pogodowe otaczało nas w piatek. Wczoraj i dzisiaj natomiast słonecznie od rana.
A jakiż to złocisty napój sączyliscie, Marysiu? A jak sie robi lipniaczka?
Pozdrawiam Cię ciepło zza Sanu!:-))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysiek, Amik machnął ogonem, znaczy w porządku:-) mam nadzieję, że obrobicie się do popołudnia w dolinie, bo potem robi się jakoś monsunowo, codziennie; i gumiaczki zabierzcie; pozdrawiam.

Mażeno, słońce po burzy zawsze wlewa w serce radość i nadzieję; a woda potrzebna bardzo, napełnia nasze wyschłe studnie; serdeczności ślę.

Inkwizycjo, i u nas jest jakaś nieszczelność przy kominie, że przy zacinającym deszczu kapie nam prawie na głowy, gdy śpimy; bakłażany zaskoczyły mnie również tymi różowymi kwiatami, a osy niegroźne zupełnie, dobrze je obserwować, jak latają z obwisłymi nogami, z grudką gliny; pozdrowienia ślę.

Olu, tak, to piątkowa nawałnica tak u nas napsuła, ale polewa wodą z nieba codziennie, potem paruje i mamy tropiki; złocisty napój to piwo, a lipniaczek bardzo prosto się robi; trzeba nazbierać parę garstek lipy, trochę miodu, dla zapachu dodać goździki i cytrynę, zalać spirytusem pół na pół z wodą, albo czystą wódką, naciągnie nam przez parę tygodni bardzo przyjemną "nastojankę" na zimowe wieczory, tak po naparsteczku na rozgrzewkę; serdeczności ślę.

jolanda pisze...

Powiało grozą.

Bardzo boję się burzy na naszym pustkowiu, jak jestem sama. Obok domku mam ponoć 140 letnią lipę i dwa potężne świerki, mam obawy ...
Na Mazurach brak póki co nawałnic, ale całą sobotę lało, no i dobrze, bo było b. sucho.

Drugiego roku na siedlisku miałam na warzywniku bakłażana (z własnego wysiewu), pięknie rósł i kwitł i NIC nie zawiązał. W tym roku chciałam kupić sadzonki, ale nie udało mi się. 3mam kciukaski za Twojego, bo niektórym się udaje.

Jestem mocno zawiedziona kwiatami lipy. Olbrzym wcześnie kwitł, ale nie było jak zerwać z drzewska kwiatów, a późniejsze odmiany okazały się nie zakwitnąć. Moja liczna rodzina uwielbia syropy lipne, dla wnuków do rozcieńczania lub herbatki, dla dorosłych nalewka lipna na bazie syropu wzmacniana alkoholem. Jedna z synowych pije herbatkę z suszonej lipy. Rozglądam się jeszcze za późniejszymi kwiatami, ale nadzieje nikłe. Dobrze, że udało mi się zapełnić półki syropem z bzika kwiatowego (bez czarny) i naleweczki całkiem sporo zrobiłam.
Muszę się wziąć za syrop z mięty i melisy, też są pyszne.
Wszystkiego dobrego Marysiu

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolando, wysoka woda zawsze budzi strach, bo niesie zniszczenie; o, skoro lipy zabrakło, jeszcze będziesz miała okazję zebrać owoce czarnego bzu, sok pyszny, a poczynione przez Ciebie zapasy innych syropków pewnie wystarczą na zimę; melisa i mięta, dobry zestaw, robiłam nalewkę właśnie z tych ziół, z dodatkiem anyżu, smakuje jak uzo; serdeczności ślę.